O narzekających aktorach

Obrazek użytkownika coryllus
Kraj

Odpali człowiek z rana ten komputer, przejrzy te serwisy i do razu czuje się gorzej. Oto WP podała, że aktorzy narzekają na brak propozycji od reżyserów. Którzy aktorzy? - zacząłem się zastanawiać. Pewnie Mroczek z Mroczkiem, Cichopek, Samusionek, Apiecionek, Maserak, Herbuś albo ktoś podobny. No, bo jak inaczej? Ale gdzie tam. Roboty nie mają; Englert, Szapołowska, Żebrowski, Zamachowski, Rewiński i ta co obaliła komunizm. Nie oznacza to rzecz jasna, że ludzie ci przymierają głodem. Wcale nie. Wszystko u nich w porządku i właściwie niewiele się zmienia, tylko, że te telefony nie dzwonią, reżyserzy o nich nie myślą i nawet jak coś obiecają to potem odwołują.

Ja nie chcę się tu doprawdy zastanawiać nad wysokością honorariów, które ci państwo pobierają, bo to jest sprawa drugorzędna. Ciekawi mnie jedynie ich bezradność i ślepota oraz brak zrozumienia dla systemu, w którym przyszło im żyć i do powstania którego sami się chyba przyczynili.

Jak bowiem można traktować poważnie cały ten system państwowej sztuki w sytuacji kiedy państwo jest na naszych oczach rozmontowywane? Jak można – wiedząc o istnieniu tego całego ministerstwa propagandy pod wezwaniem świętej Agnieszki Odorowicz – liczyć na propozycje od reżyserów. Toż musieliby ci reżyserzy być całkowicie obrani z rozumu, jeśli mając do dyspozycji budżet wyszarpany z Instytutu Sztuki Filmowej, czyli z naszych publicznych pieniędzy, wydawać go na jakąś Szapołowską, Englerta czy kogokolwiek. Po co? Można przecież zapłacić 1/10 jakiemuś przypadkowemu facetowi, a za resztę wybrać się w podróż dookoła świata, albo zainwestować w nieruchomości w Londynie. Po co w ogóle reżyserzy mieliby angażować tych tak zwanych wybitnych aktorów?

Już to pisałem, ale jeszcze powtórzę – wobec faktu, że nie istnieje krytyka nie może istnieć prawdziwe aktorstwo, tak jak nie może istnieć prawdziwa literatura, chyba, że w drugim dobiegu, adresowana bezpośrednio do czytelnika, z pominięciem całego łańcuszka złodziei i szabrowników. Inaczej to jest fizycznie niemożliwe. Do tego jeszcze dochodzi fakt, że państwo polskie jest w stanie likwidacji. Jeśli słabnie zainteresowanie tym państwem, jego kulturą, historią, współczesnością, jeśli wszystko to zostaje zamienione na taniec z gwoździami i przemyślenia jakichś pomyleńców na temat wolności seksualnej to nie ma mowy, by Marta Mesaros obsadziła Szczepkowską w roli Marii Curie. Po co? Być może film ten powstanie, ale po co ma tam grać Szczepkowska?

Żebrowski założył z rozpaczy własny teatr i to jest moim zdaniem dobre rozwiązanie, byłoby jeszcze lepsze gdyby zaczął grać tam jakieś antysystemowe sztuki. Być może gra, nie wiem, nie chodzę to teatru, bo to strata czasu. Wiem jednak, że ludzie teatr lubią i jeśli w Warszawie można gdzieś zobaczyć jakieś kolejki to właśnie przy punktach sprzedaży biletów na przedstawienia.

Klęska tych aktorów, którzy żalą się w mediach na podły świat jest także klęską wykreowanego w ostatnich latach filmowego obrazu naszego życia. Nikt nie chce już oglądać Siary w wykonaniu Rewińskiego, bo go to zwyczajnie krępuje, a może nawet brzydzi. Nikt nie chce mieć nic wspólnego z postaciami granymi przez Zamachowskiego, a niechby i były głębokie i piękne. O Szczepkowskiej nie ma co wspominać. Englert jest urzędnikiem i właściwie nie wiadomo dlaczego narzeka. A Szapołowska się zwyczajnie zestarzała i jedyne co może zagrać to wyautowane gwiazdy Hollywood popadające w alkoholizm i schizofrenię. Ale kogo to może obchodzić w Polsce, i kto zaakceptuje taki scenariusz?

Wszystkim tym ludziom w istocie zaś przeszkadza to, że świat nie ma dla nich żadnej atrakcyjnej oferty przygodowej. Oni mogą przecież grać w serialach, albo reklamach, mogą występować w teatrze, ale to po pierwsze nie te pieniądze, a po drugie nie ten rozmach. No i ten świat, który powstaje na naszych oczach, a który powinniśmy już teraz zacząć rozbijać wielkimi stalowymi młotami nie przewidział żadnego zajęcia dla aktorów po szkole. Oni są systemowi niepotrzebni. Oni byli potrzebni komunistom, by zasłaniać ich nędzę i bandytyzm, oni są potrzebni machinie propagandowej USA, zwanej fabryką snów, potrzebni są w Chinach i Rosji. W tych wszystkich państwa, które szykują się do rządzenia światem i muszą mieć do tego twarz. W Polsce aktorzy są zbędni. Bo Polska nie ma twarzy. Już od dłuższego czasu.

Wszystkich oczywiście zapraszam na stronę www.coryllus.pl, gdzie można kupić moje książki „Baśń jak niedźwiedź. Polskie historie” opowiadającą o czasach kiedy twarz Polski była wyraźna , charakterystyczna i piękna oraz „Dzieci peerelu” kiedy twarz ta stała się jeszcze bardziej charakterystyczna. Jest tam także do nabycia książka Toyaha, który sam jeden próbuje dokonać na twarzy Polski jakiegoś liftingu czy wręcz operacji plastycznej, by ona wreszcie wyglądała tak, byśmy nie musieli się zastanawiać do kogo jest bardziej podobna – do Palikota czy tego drugiego.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

pedał!, wiadomo, że woli zadki biedroniowo-legierskie!
Te cioty niszczą jak nowotwór!
pzdr

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

antysalon

#179015