Ludzie premiera Tuska

Obrazek użytkownika coryllus
Kraj

Niespodziewanie dotarła do mnie wiadomość, że jednym z doradców premiera Tuska jest Jacek Santorski. Taki psycholog, który pisał bardzo dużo różnych książek i udzielał się w kolorowej prasie, a także w telewizji. Zniknął z ekranów zaraz po sprawie Andrzeja Samsona. Zniknął zapewne z jakichś ważkich powodów, nie dlatego, że publicznie wziął w obronę Samsona i jego metody terapii. I wydawało się, że już nie zobaczymy pana Jacka nigdy, aż tu nagle okazało się, że znajduje się w zespole doradców samego premiera. I to jest coś niesamowitego, bo kto jak kto, ale Jacek Santorski potrafi doradzać. Nigdy nie zapomnę jego porad w miesięczniku „Uroda” czy jakimś „Elle” czy innej „Vivie”. Pisał wtedy Jacek Santorski, że kiedy mamy problemy winniśmy poddać się wizualizacji, a może po prostu winniśmy wizualizować. Ja nie wiem jak użyć tego zwrotu, bo z wizualizowaniem u mnie jest wprost fatalnie. Otóż trzeba sobie wyobrazić swojego mistrza duchowego stojącego na chmurce, który wykonuje jakieś proste czynności, na przykład przygotowuje posiłek na ogniu, który to ogień wcześniej pracowicie krzesze. I to jest coś, czego ja – człowiek lubujący się w konkrecie – pojąć nie mogę. Żeby wyjść z wewnętrznego kryzysu powinienem wyobrażać sobie jakiegoś Mongoła na chmurce, jak bawi się zapałkami – ciekawe skąd je wziął na tej chmurce – i do tego jeszcze coś zajada. A kiedy już sobie to wyobrazimy to musimy przyjrzeć się czy mistrz duchowy nie daje nam jakichś znaków. Jeśli grozi palcem, na przykład, albo marszczy brwi to w żadnym wypadku nie wolno tych planów, w związku z którymi dokonaliśmy całej tej wizualizacji wcielać w życie. Kiedy mistrz duchowy się uśmiecha to wszystko OK, walimy śmiało tam gdzie iść mieliśmy, obojętnie czy jest to kasa zapomogowo pożyczkowa czy sklep monopolowy. Nie ma strachu. Tak pouczał nas Jacek Santorski jakieś dziesięć lat temu. Potem była sprawa Samsona, a teraz Jacek Santorski jest doradcą premiera.
I nie myślcie sobie, że ja tu szydzę, albo chcę pomniejszyć wagę zespołów eksperckich. O nie. Co prawda każdy ma takiego coacha na jakiego zasłużył, ale co do jakości wyborów pana premiera nie powinniśmy mieć żadnych wątpliwości. Są najwyższej próby. Santorski na głowę bije Mistewicza. Bo ten przynajmniej usiłuje jakoś ten swój przekaz oswajać, zmiękczać, a Santorski nie. On jedzie po twardym – mistrz duchowy, chmurka, zapałki, a jak nie było zapałek, to chubka, czaja i krzesiwko. No i odjazd.
Myślę, że można się już przestać zastanawiać skąd bierze się to całe nieszczęście wokół. Po prostu Santorski kazał Tuskowi wizualizować. No i Tusk wizualizuje. Niestety nikt tego nie filmuje i nie ujawnia, a szkoda. Mam bowiem wrażenie, że pan premier nie poprzestaje na jakimś tam prozaicznym mistrzu duchowym co siedzi na obłoczku, że tam w grę muszą wchodzić rzeczy znacznie cięższe. Może nawet jakieś buddyjskie, takie z samego wnętrza i samej najgłębszej głębi. No, tak sobie myślę, bo człowiek się filmów naogląda i potem spać przez to nie może. Santorski bowiem nie jest człowiekiem zwyczajnym, to jest postać wprost wybitna i bardzo znacząca. Co do tego nie możemy mieć żadnych wątpliwości. Jest Santorski kolejną odsłoną przedstawienia, które dają raz w teatrze raz w gabinecie psychoterapeuty, raz reżyseruje Grotowski, raz Samson, albo kto inny, zbliżony kalibrem. Chodzi zaś o spotkanie. O spotkanie dwóch osób, z których jedna będzie miała pewien interes do drugiej, a ta druga będzie sądzić, że jest odwrotnie. I jeszcze na koniec wyjdzie z przedstawienia przekonana, że ją czymś obdarowano. I to samo jak sądzę dzieje się od dłuższego czasu z premierem Tuskiem, oraz jego otoczeniem. Tylko nie jestem pewien czy to Jacek Santorski jest tam głównym guru, czy może on tylko kopytkiem stuka i na mszę ogonem dzwoni.
Prócz Santorskiego ujawnił się ostatnio jeszcze Igor Ostachowicz. Otóż robi ów pan coś z mojego punktu widzenia bardzo podłego – psuje i tak już zepsuty rynek książki. Każdy bowiem zdaje sobie sprawę, i to jest jasne od samego początku, od kiedy ten facet, któremu Gutenberg ukradł pomysł na ruchomą czcionkę wypuścił spod prasy pierwszą zadrukowaną kartkę, że autor to jest zawód magiczny i musi być pod stałą kontrolą. Jeśli nie jest to mamy z punktu widzenia władzy i rozmaitych środowisk sytuację nie do zaakceptowania. Autor jest ponadto kimś niesłychanie wpływowym, bo ma on dostęp wprost do duszy czytelnika. Tak więc rynek książki to ważny obszar, na którym obecni muszą być jedynie ci autorzy, którzy sączą w te czytelnicze dusze treści dla władzy i wpływowych grup ważne i potrzebne. Tacy jak Ziemkiewicz na przykład. I nikt poza tym, bo to nie może być tak, by każdy pisał sobie co tam chce, bez kontrolowania, a jeśli już się upierają to im się stworzy niszę i tam będzie specjalny człowiek do pilnowania i formatowania tych treści. A sprzedaż będzie szła innymi kanałami.
Prócz tych wymienionych wyżej blokad na rynku wydawniczym na jakie napotykają autorzy prawdziwi, tacy jak ja czy Toyah, są również blokady inne, takie jak Ostachowicz na przykład. Oto wydał Ostachowicz książkę, która ogłoszona została przez Grupińskiego objawienie, a przez szefową wydawnictwa WAB powieścią wybitną. Z tego co zdążyłem się zorientować jest to taki Harry Potter, tyle, że ze scenami rozbieranymi i wątkiem żydowskim, bez którego żadna polska powieść obyć się już nie może. Po prostu Żydzi muszą występować wszędzie inaczej książka się nie sprzeda. No chyba, że reaktywujemy jakieś starocie. Debiut o ile jest powieścią, a nie poradnikiem kulinarnym, musi mieć jakiś żydowski wątek. Powieść Ostachowicza to historia „typowego trzydziestolatka, który dryfuje od kobiety do kobiety”. I tu warto przerwać oraz zerknąć na konterfekt autora. Naprawdę warto. I kiedy ten Ostachowicz tak dryfuje, trafia w końcu na jakąś dziurę w murze – ach te skojarzenia – i wchodzi w tą dziurę – cały – zaznaczam, a z drugiej strony siedzą Żydzi i mają jakieś okropne przygody. I ja rozumiem, że to jest estetyka, która komuś może odpowiadać, bo jego emocje zostały ukształtowane w połowie lat dziewięćdziesiątych, w czasie projekcji serialu „Z archiwum X”, ale że ona odpowiada akurat Grupińskiemu to mnie trochę dziwi. Ta pani z WAB to znana tandeciara i nie ma nawet co tu o niej wspominać, ale Grupiński?!
Trudno dociec po co Ostachowicz napisał tę książkę, myślę, że jego pozycja zaczęła po prostu słabnąć. Myślę, że klasyczny PR się już troszkę zużył i pan Igor postanowił zawalczyć o lepszą pozycję. Może ta grupa ekspertów, której szefuje Santorski miała wpływ na powstanie tego dzieła? Po prostu Tusk stwierdził, że chmurka, wizualizacja i kopytko z ogonkiem to są gadżety akurat w sam raz na te nowe czasy, a zestaw którym stale posługuje się Ostachowicz jest po prostu za słaby i nie przydatny w tym momencie. To trochę Ostachowicza przestraszyło, siadł i napisał książkę, według najlepszych rynkowych wzorów, książkę na sukces po prostu. Mamy tam wszystko co winno przyciągnąć czytelnika w każdym wieku: gołe baby, wódkę, dziurę w murze i Żydów. Czyli inaczej mówiąc występuje tam to wszystko co stanowi o sukcesie, znana czytelnikom tego bloga triada: seks, przemoc i Adolf Hitler. Bez tego nie może być mowy o wysokiej sprzedaży, nawet jeśli się jest osobistym piarowcem premiera. Czy to Ostachowiczowi pomoże? Myślę, że nie. Stawiam na Santorskiego, to jest człowiek o wiele grubszego kalibru, a jeśli jak mówią ma jeszcze za sobą jakiś zespół ekspercki to pozostaje nam już tylko zaopatrzyć się w stosowną ilość święconej wody, wianuszek czosnku, cztery osinowe kołki, srebrne kule i pistolet z długą lufą. No i czekać kiedy pojawią się pod drzwiami. Pamiętajcie – strzelamy bez ostrzeżenia.

Zapraszam wszystkich na stronę www.coryllus.pl, gdzie można kupić książki moje, toyaha, oraz płyty z polską muzyką ludową. Książki można także kupić w księgarni Tarabuk w Warszawie przy Browarnej 6, w sklepie Foto Mag przy stacji metra Stokłosy, w księgarni Karmelitów w Poznaniu przy Działowej 25, oraz w pensjonacie „Magnes” w Szklarskiej Porębie. Są także w Londynie, w polskiej księgarni mieszczącej się w budynku POSK.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

zniknął bo był obronca zboczeca Samsona, autorem listu, by zostawic Samsona w spokoju

http://prawica.net/node/5809

pzdr

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#240219

Wie o tym każdy, kto oglądał "Bruneta wieczorowa porą".

Do tej pory "zauważam" wszystkie czerwone kapelusze na ulicy:)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#240220

ciekawe czy kastruje pedofilii?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#240222

spowodowane brakiem zainteresowania jego dziełami. Tylko czemu wini o to konkurencje i flekuje biednego RAZa ktory sprzedal wiecej ksiazek niz Autor Prawdziwy wraz z przyjacielem o niebanalnym nicku.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#240236

Liczyłeś? Pozwolił ci?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

coryllus

#240268

ale wystarczy ciocia Wiki plus indeks ISBN.Wysokosc nakladow nie jest tajna ale moze popsuc humor Prawdziwym Autorom.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#240281