Kościół śmiertelnym wrogiem Polski

Obrazek użytkownika coryllus
Kraj

Ku mojemu, nie chcę powiedzieć nieopisanemu, ale dosyć sporemu zdziwieniu pogląd taki jest żywy i znajduje wielu bardzo wyznawców. I słowo wyznawcy jest tu jak najbardziej na miejscu, ludzie bowiem których dane mi było poznać, a którzy mówią – Jan Paweł II to zdrajca – to właśnie wyznawcy. Nieraz nawet fanatycy. Ponieważ wszyscy deklarujący taki pogląd, których udało mi się poznać mieli pewien charakterystyczny rys w osobowości, spróbujemy dziś o tym porozmawiać. Pierwszy z tych panów, bo nie udało mi się spotkać żadnej kobiety, która by wygłaszała zasugerowane tu kwestie, był menedżerem. Jego pasją było organizowanie mityngów, bo tak właśnie nazywał spotkania ze swoimi pracownikami. Wysyłał nam maile i w tych mailach napisane było, że tego a tego dnia o oznaczonej godzinie odbędzie się mityng. Kiedy się tam pojawialiśmy, on stawał na środku sali i wygłaszał jakiś speech, tak mówił i nie zdarzyło mu się użyć słów: przemowa lub zagajenie. Po tym jak wygłosił speech, wyznaczał termin kolejnego zebrania i rozchodziliśmy się do swoich zajęć. Po kilku godzinach termin ten był zmieniany za pomocą maila wysyłanego do wszystkich pracowników. Później zmieniono go jeszcze raz lub dwa, a za trzy dni spotykaliśmy się na kolejnym mityngu. I tak w kółko. Wszyscy mieliśmy świadomość, że gdyby nie ten facet robota nasza wykonana byłby lepiej, szybciej i wcześniej. On jednak musiał być obecny na pokładzie i musiał wygłaszać swoje spicze, bo tego wymagała kultura organizacji, której służyliśmy. Pan ów był także fanem raportów. Sam jednak ich nie sprawdzał. Miał do tego specjalnego człowieka, który wymyślił cały system symbolicznych oznaczeń, które mieliśmy wpisywać w tych raportach, by on mógł się łatwiej zorientować co robiliśmy przez cały tydzień. Była to sytuacja, której opisaniem zająć się winien Jarosław Haszek, bo jasne jest, że facet ten, nie mówiąc już o naszym zwierzchniku, po pierwszym tygodniu nie miał pojęcia o co chodzi w tych raportach redagowanych według jego systemu. Były to bowiem kolumny i tabele pełne niezrozumiałych dla nikogo i wcale nie krótkich skrótów. Wynajęli potem sobie do pomocy jeszcze jednego, który kazał mi zrobić korektę tekstu w Excelu żeby ją było łatwiej do komputera wprowadzić i zarchiwizować. Nie wiem co o Kościele myśleli dwaj ostatni faceci, ale ten pierwszy uważał, że Jan Paweł II to zdrajca i sprzedawczyk, który wysługuje się obcym mocarstwom.
Był także pan Mirek. Pan Mirek należał do tak zwanych sympatycznych ludzi. Jak wiemy świat jest pełen sympatycznych i miłych ludzi, do których jak na całe szczęście się nie zaliczam. Ludzie ci są ujmujący i ciepli albo tryskają humorem, nieraz bardzo wyrafinowanym. Mogą także znać się na czymś tak świetnie, że nie ma w całej okolicy równych im specjalistów. W pewnym momencie jednak przychodzi do czegoś co nazwać by można spięciem. Oto nasz sympatyczny znajomy mówi – ze złodziejami nie chcę mieć nic wspólnego – po czym mrugając dodaje – czasem czytam Biblię, bo literaturę wroga trzeba dokładnie znać. I tu właściwie trudno coś powiedzieć i zachować się w sposób odpowiedni. No bo jak? Ja mam całe mnóstwo poglądów, które uznane zostałby za kontrowersyjne, ale nie obnoszę się z nimi poza tym blogiem, pan Mirek jednak – sympatyczny człowiek – uważa za stosowne przy każdej okazji określać się właśnie w ten sposób – Kościół to śmiertelny wróg Polski.
Najbardziej zastanawiające jest zaś to, że ten jego wygłaszany przy każdej okazji pogląd znajduje pełne zrozumienie i akceptację. Człowiek bowiem nie może się zamykać na opinie innych. Pana Mirka można by, podobnie jak innych, spacyfikować w prosty sposób, zadając im pytanie – jak pan w takim razie, skoro Kościół to śmiertelny wróg, definiuje polską rację stanu? W danym nam położeniu geopolitycznym. Ja nie wiem co pan Mirek by na to odpowiedział, bo mu tego pytania nigdy nie zadałem, ale zachęcam was byście kiedyś spróbowali podrzucić ten wątek któremuś ze swoich znajomych. Obstawiam, że o ile żaden z nich nie zająknie się nawet na temat UE i Niemiec, z którymi Polska mogłaby być w sojuszu, o tyle o Rosji i walorach jakie przyniesie bliższa współpraca, a może nawet przyłączenie się do niej, poświęcone będzie w tym spiczu sporo miejsca.
Jest jedna jeszcze rzecz, która charakteryzuje pana Mirka i czyni go podobnym do poprzedniego naszego bohatera. Nie wprost jednak ale a rebours. O ile tamten lubił znęcać się nad nami, o tyle Mirek często poświęcał się dla innych. Był kiedyś weterynarzem i kiedy weszły w życie przepisy unijne stosował je z całą surowością i tak dokładnie jak nikt inny. Pracował wraz z innymi weterynarzami w dużej chlewni, każdy z nich miał obowiązek – takie były przepisy – dokładnie się wykąpać przed wejściem do tej chlewni, żeby nie zarazić świń jakąś chorobą. I ja się tu zatrzymam, bo mnie się to wydaje szalenie dziwne – do domu, w którym są dzieci można wchodzić bez dezynfekcji i dokładnego umycia ciała pod prysznicem, a do chlewni nie. I to jest moim zdaniem informacja kluczowa dotycząca priorytetów UE oraz charakteru cywilizacji, która w niej dominuje. Oczywiście nikt z weterynarzy pracujących w tej chlewni nie kąpał się przed rozpoczęciem pracy, bo uważał te przepisy za idiotyczne. Świnie nie żyją przecież w warunkach sterylnych i zarażają same siebie różnymi chorobami. Jedynym pracownikiem, który ten prysznic brał był Mirek. Po prysznicu trzeba było przejść przez duże podwórko, w zimie wiązało się to z tym, że należało zarzucić na siebie jakąś kurtkę lub płaszcz. Mirek jednak tak się spieszył do świń, że biegał po podwórku w samej tylko koszuli nawet przy wielkim mrozie. I dostał w końcu takiego zapalenia płuc, że o mało nie umarł. Leżał w łóżku długi tygodnie i ciężko chorował. I nie jest to co tu przed chwilą napisałem jakąś umoralniającą przypowiastką, ale kawałkiem najprawdziwszej prawdy o życiu. Mirek – jak każdy fanatyk – musiał oddawać czemuś lub komuś cześć. W jego przypadku były to przepisy i wiara w to, że świnie przeznaczone przez ludzi na rzeź są ważniejsze niż on sam i jego zdrowie. Najgorsze jest jednak to, że Mirek przy całej swojej bystrości i poczuciu humoru nie potrafi powiązać ze sobą tych dwóch spraw – swojego stosunku do Kościoła i jego nauki oraz swojego stosunku do przepisów, szczególnie tych najbardziej kretyńskich. Mimo tych ciężkich doświadczeń jakie były jego udziałem. Nie ma on również żadnych oporów przed wygłaszaniem swoich kontrowersyjnych poglądów kiedy tylko nadarzy się okazja. Myślę nawet, że jest z nich dumny.
Pozostawmy teraz te mało budujące przykłady i zastanówmy się co tak najbardziej przeszkadza ludziom w Kościele i co denerwuje ich w relacjach tej organizacji z Polską. Odpowiedź jest nadzwyczajnie wręcz prosta – pieniądze. Tym co spędza sen z powiek ludziom takim jak Mirek i innym jemu podobnym są właśnie gromadzone przez Kościół pieniądze oraz sposób w jaki struktury kościelne zarządzają majątkiem ruchomym i nieruchomym. Tu jest clou.
Opiszmy teraz z grubsza relacje pomiędzy pieniądzem, organizacją kościelną i tym, którzy są jej wrogami. Te relacje są stałe i nie zmieniają się już od dawna. Kościół gromadzi majątki, przychodzi mu to z nadzwyczajną łatwością, bo ludzie przekazujący organizacji swoje dobra czynią to dobrowolnie w nadziei na uzyskanie czegoś po śmierci lub po prostu dlatego, że uważają taką ofiarę za słuszną i celową. Zgromadzone pieniądze służą Kościołowi do różnych celów, bynajmniej nie zbrodniczych jak sugeruje Mirek. Przed wszystkimi, „światłymi” reformami edukacji, wszystkie prowadzone przez Kościół szkoły w Polsce były bezpłatne. Po prostu każdy mógł zapisać swoje dziecko do takiej szkoły i ono się tam nauczyło podstawowych umiejętności, takich jak pisanie, czytanie i liczenie. To się nie mogło podobać nikomu, bo było – po pierwsze – bardzo demokratyczne i egalitarne, po drugie darmowe. Potrzebna była więc reforma i jakieś ulepszenia. I my jesteśmy dziś tych ulepszeń ofiarami. Propaganda wymierzona przeciwko edukacji kościelnej była tak silna, że dziś mamy oczywiście katolickie szkoły, ale chodzą do nich w większości dzieci zatwardziałych bezbożników i trzeba za te szkoły płacić lub mieć układy z proboszczem, który wydaje stosowne rekomendacje.
Pieniądze i nieruchomości pozostające w rękach Kościoła są w tej samej sytuacji co pieniądze i nieruchomości pozostające w zarządzie państw słabych i nie mogących się bronić – takich jak Polska na przykład. Bez przerwy podejmowane są próby ograniczenia tej własności lub wręcz rabunku. Kościół bym okradany wielokrotnie, najczęściej zaś wtedy kiedy był słaby. Nazywano to reformą, sprawiedliwością społeczną lub jakoś inaczej. Równie mądrze. Co się działo z ukradzionymi klasztorom pieniędzmi? Nie wiemy niestety do końca, choć co do niektórych transz po Jezuitach mamy pewność, że zostały przeznaczone na KEN.
Kościół przeznacza swoje pieniądze nie tylko na edukację, Kościół prowadzi również politykę oraz inwestuje, Kościół ma swoje sprawy, z których nie zwierza się nikomu i wśród tych spraw jest sporo rzeczy, którym należy się krytyka. Ostatnio usłyszałem na przykład, że kilku biskupów obdarowanych częstotliwościami radiowymi z przeznaczeniem na rozgłośnie diecezjalne sprzedało to rzadkie dobro po dwóch latach różnym Solorzom i Walterom. To jest prawdziwy skandal, ale Mirek o tym nie wie, bo on czyta Biblię, żeby poznać lepiej literaturę wroga. Mirka denerwują nowe kościoły, nowe klasztory oraz fakt iż przy niektórych świątyniach działają sklepiki. I tam – o zgrozo – coś się sprzedaje. Ja na przykład byłem ostatnio w Kodniu i kupiłem sobie pyszne ciasteczka kodeńskie. Tuż przy kościele w sklepie z pamiątkami. Mnie to nie irytuje, mnie irytuje kiedy Kościół osłabia swoją pozycję kretyńskimi decyzjami dotyczącymi sprzedaży dóbr rzadkich. Nie mam na to jednak wpływu.
Kościół jako organizacja silna, bogata i co najważniejsze – jawna – jest nam bardzo potrzebny. Jego misja jest bowiem tak sprofilowana, że trzeba naprawdę poważnej degradacji moralnej hierarchów, by ją wypaczyć. I biskup Paetz jest tu najśmieszniejszym przykładem. Bo są tacy, którym się zdaje, że on właśnie wypacza misje Kościoła. Spoks kochani, żaden stary pedał tej misji nie jest w stanie skrzywić. On się może co najwyżej skompromitować. Nas to nie dotyczy. I nie mówię tu o sobie, ale to tych, dla których Kościół jest znacznie ważniejszym dobrem niż dla mnie.
Kiedy Kościół jest słaby? Wtedy gdy pozwala podporządkowywać swoje struktury organizmom politycznym zajmującym obszar ograniczony czyli państwom po prostu. To w tych momentach Kościół wydaje się być wrogi Polsce. W tych właśnie i nie w innych. Tak było w czasach które opisuję w II tomie „Baśni jak niedźwiedź” kiedy to Kościół został w wyniku długotrwałych wojen podporządkowany Niemcom, tak było w XIX wieku i tak może być teraz. Dlatego właśnie nadrzędnym interesem Polski i najważniejszą z definicji wchodzących w skład polskiej racji stanu, którą mam nadzieję opisze i sformułuje ktoś lepszy ode mnie, jest walka o niezależność Kościoła od państw silnych i agresywnych. Ludzie zaś tacy jak Mirek uważają, że tylko podporządkowanie lub wręcz zniszczenie Kościoła sprawi iż na Ziemi zapanuje pokój i szczęście. Nie zapanuje. Słabość Kościoła nie oznacza bowiem pokoju, ale wojny, ciężkie i długotrwałe. Zapamiętajcie to.
Na koniec słów kilka na temat tego dlaczego ludziom, szczególnie tym aspirującym do ilorazu, tak łatwo przychodzi potępienie Kościoła? Bierze się to z pewnością z charakteru edukacji, której jesteśmy poddawani, z opowieści o tym jak to Kościół i źli feudałowie wykorzystywali biednych chłopów za co spotkała ich słuszna kara. Bierze się to także z kalkulacji. Każdy bowiem wie, że Kościół współpracując z wielką własnością ziemską, gromadzi majątki to nie ma szans na to by znaleźć w tych strukturach pracę lekką, łatwą i przyjemną, taką jak donosicielstwo na przykład albo krzewienie kultury świeckiej. Kościół nie zapewnia awansu w żadnej hierarchii, jak tajna policja na przykład, bo jedyną hierarchią jaką dysponuje jest jego własna, żeby więc robić tam karierę trzeba być księdzem. Na to jednak nie każdego stać, bo wiąże się to z poświęceniami. Kiedy zaś dochodzi do rabunku Kościoła i zmiany stosunków własności na jakimś terenie ludzie aspirujący do ilorazu zawsze dostaną jakich ochłap, jakiś awans i coś w co będą mogli wierzyć – na przykład przepisy unijne dotyczące świń. I z tym workiem na plecach doczłapią w końcu do trumny. No chyba, że wcześniej złamie ich zapalenie płuc. Jak Mirka.
Wszystkich serdecznie zapraszam na stronę www.coryllus.pl gdzie mamy wakacyjną promocję książek. Wznowiliśmy I tom „Baśni jak niedźwiedź” , który do końca lipca kosztował będzie 30 złotych plus koszta wysyłki, a od sierpnia już 40 złotych, bo koszta druku poszły w górę. To nowe wydanie jest wzbogacone dodatkowym tekstem, który według mnie koniecznie powinien się tam znaleźć. Zapraszam także wszystkich do księgarni Tarabuk przy Browarnej 6 w Warszawie i do księgarni „Ukryte miasto” przy Noakowskiego 16. Sklep FOTO MAG jest w tym tygodniu nieczynny. Książki są jeszcze dostępne w księgarni ojców Karmelitów przy Działowej 25 w Poznaniu i w księgarni www.ksiazkiprzyherbacie.otwarte24.pl
Zachęcam również do obejrzenia rozmowy na temat II tomu „Baśni jak niedźwiedź”, którą przeprowadziła ze mną i z Grzegorzem Braunem Dagmara Sicińska z Warszawskiej Telewizji PiS. Oto link: http://www.youtube.com/watch?v=P1TF2NDMm2g

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

jak w trakcie burzliwej dyskusji na forum, chciałem antyklerykała-postępowca wkręcić w opinie o spaleniu na stosie Galileusza. Nagle coś mnie podkusiło i w ostatniej chwili wpisałem jako ofiarę całopalną Inkwizycji Kopernika.
Łyknął. I upierał się przez kilka linijek, zanim sprawdził w Wikipedii.

Gdyby nie Kościół Katolicki, ze swoją strukturą, medycyną, nauką i edukacją, po upadku Cesarstwa Rzymskiego podnosilibyśmy się z barbarzyństwa co najmniej pięć wieków dłużej.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

___________________________
spodziewaj się wszystkiego.

#275006