Jan Pospieszalski w Błoniu

Obrazek użytkownika coryllus
Kraj

Nie mogłem być na całym pokazie filmu, w zasadzie wpadłem tylko na chwilę, żeby dać Waldkowi książki. Posiedziałem trochę i popatrzyłem na ludzi. Jan Pospieszalski opowiadał jak zwykle, z dużymi emocjami i zaangażowaniem. Sprzęt szwankował więc projekcja mocno się opóźniała. Nieważne. Najważniejsze było to co mówiła pani Merta, która przyjechała wraz z Janem Pospieszalskim. A mówiła rzeczy bardzo istotne. To na przykład, że prokuratorzy, a przynajmniej ten z którym ona miała do czynienia, nie udostępnia niejawnej części dokumentacji dotyczącej ofiar. To znaczy udostępnia ją, ale po swojemu. Mówi coś takiego mniej więcej – mam obowiązek państwu to pokazać w trakcie postępowania, ale czy zrobię to dziś, czy na pięć minut przed zamknięciem tego postępowania to już zależy ode mnie. Ponoć jeszcze się przy tym uśmiecha.

Ja nie wiem proszę Państwa, czy my jesteśmy w ogóle w stanie wyznaczyć sobie jakieś granice, po przekroczeniu których będziemy mogli sobie powiedzieć – no, nie, teraz koniec, walimy w mordę. Mam wrażenie, że tego nie potrafimy. Na nasze nieszczęście pojedynki są zakazane i nikt już nie załatwia spraw honorowych tak jak je załatwiać należy. Ta nasza nieumiejętność i bezradność wobec ludzi podłych i przepisów pokrętnych rozbestwia wszystkich i czyni nas absolutnie bezradnymi wobec zła. Bo jak to inaczej nazwać?

Magdalena Merta opowiadała jeszcze o tym w jaki sposób postponowana jest pamięć o generale Błasiku, jego bowiem niszczy się najbardziej. Oto w protokołach sekcji znajdują się informacje o tym, że w ciałach ofiar, w wyniku rozkładu krwi pojawiają się śladowe ilości alkoholu. W każdym protokole sekcji jest to podkreślone. Wyraźnie napisane jest, że to alkohol który nie znalazł się w organizmie w wyniku spożycia tylko procesów rozkładu. Informacji tej nie ma jedynie w protokole sekcji generała, choć ilość alkoholu w jego krwi jest taka sama jak u innych. Mówiąc nam o tym pani Magdalena Merta była bliska płaczu.

To nie są standardowe zachowania, te które nam zrelacjonowała i doprawdy trzeba mieć mnóstwo złej woli, żeby wierzyć w to, że państwo zdało egzamin.

Kiedy słuchałem pani Merty przyszła mi do głowy jeszcze jedna rzecz. Oto spotykamy się w tych klubach Gazety Polskiej, z ludźmi, którzy są poza oficjalnym obiegiem nie tyle informacji co idei, jakbyśmy byli konspiratorami. A przecież nimi nie jesteśmy. Chcemy tylko posłuchać co mają nam do powiedzenia ludzie tacy jak pani Merta, Jan Pospieszalski czy Grzegorz Braun. Na spotkania te przychodzą ciągle ci sami ludzie, głównie starsi. Jest ich coraz mniej i mniej. Zastanawiam się kiedy organizatorzy dadzą sobie spokój, kiedy wywieszą białą flagę, bo nie będzie już nikogo, kto przyszedłby na takie spotkania. I nie wiem doprawdy dlaczego filmy Jana Pospieszalskiego nie są pokazywane w szkołach, skoro już nie mogą być pokazywane w telewizji. Dlaczego mamy tak ograniczony krąg odbiorców, który w dodatku zupełnie nie jest kompatybilny z ludźmi którzy są aktywni w sieci. To dwie różne grupy, które nie znają się i mam wrażenie, że znać się nie chcą.

Sądzę, że ktoś powinien popracować nad zmianą tych relacji i nad integracją środowisk. Inaczej wszystko się rozsypie. A jeśli nie rozsypie to zamknie na cztery spusty w małych salkach projekcyjnych. Kiedy filmy Pospieszalskiego pokazuje się za darmo w remizach i domach kultury, szkoły odwiedza Daniel Olbrychski opowiadający swoje michałki, za pięć stówek od godziny. Do tego jeszcze Mateusz Damięcki z siostrą i Ferdynand Kiepski, który mówi o tym jak jest świetnie w tej naszej Polsce, bo mięso jest tańsze niż za komuny i nie trzeba chodzić na piechotę do szkoły wiele kilometrów. Czy to nie dziwne, że oddajemy młodzież w ręce komediantów, w dodatku czynimy to całą powagą, a rzeczy ważne kierujemy do tych, którzy i tak są do nich przekonani? Ja nie potrafię tego wytłumaczyć w sposób satysfakcjonujący kogokolwiek, nie umiem powiedzieć dlaczego. Jeśli zaś już coś przychodzi mi do głowy to nie są to rzeczy wesołe i usprawiedliwiające kogokolwiek. Na dziś kończę, jutro wyjeżdżam w daleką drogę, więc wpisy mogą pojawiać się nieco rzadziej. Wszystkich oczywiście zapraszam na stronę www.coryllus.pl Wczoraj wręczyłem Janowi Pospieszalskiemu książkę Toyaha. Oni się znają i chyba lubią.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Xenia
się upominać o swoje, to jest trauma po PZPR. Gdyby nie było "grubej kreski" w 1989r. bylibyśmy już wolni od wszelkich manipulacji. To jest błąd ówczesnych władz, ale oni doskonale wiedzieli co robią. O prawie 30 lat przesunęli swoje odejście od koryt. Rządzili jak chcieli nami, bo Polacy bali się odezwać i podnieść z kolan. Mam nadzieję, że to się zmieni. Zobaczymy. Polaków jest blisko 60 milionów, bo trzeba doliczyc tych Polaków rozsypanych po świecie. Oni też są Polakami z krwi i kości. I obserwują uważnie co się dzieje w ich Ojczyżnie. Dobrze byłoby gdyby chcieli wrócić do swojego kraju, który zawsze na nich czeka. Do swojego domu.A my tu na nich czekamy.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Xenia

#189823