Zbroja

Obrazek użytkownika Warszawa1920
Idee

Jestem Polakiem, więc mam polskie obowiązki. Tylko cóż to takiego, owe „polskie obowiązki”? Gdybyśmy, załóżmy, przeprowadzili na ten temat ankietę wśród, na przykład, autorów i czytelników z Niepoprawnych, jej efekty moglibyśmy, jak sądzę, ustalić a priori. Jest bowiem umowny, acz właściwie nawet nie tyle dorozumiany, co wprost zwerbalizowany, katalog postaw, zachowań, poglądów, myśli, wreszcie ambicji i celów definiujących „polskość”. I najważniejsze: jest ten katalog „niby” znany i (tu już: w sposób mniej oczywisty) stosowany. Zatem pamiętanie o narodowych rocznicach, uczestniczenie w ich obchodzeniu, znicze na grobach i kwiaty na pomnikach, flagi w oknach, milczący udział w manifestacji „przeciw”, zakup w kiosku „prawidłowej” gazety, z nowości: obserwacja (sporadycznie: aktywna) poczynań tzw. prawicowych portali. I jakby wszystko. Brutalne? Oceńcie sami.

 

10 kwietnia 2013 r., przed godziną 19, oczekiwaliśmy w Archikatedrze warszawskiej na rozpoczęcie Mszy świętej. Mszy smoleńskiej. Mszy narodowej. Dokładnie 9 lat wcześniej, w Gdańsku, w tych chwilach konał, nie mając już przytomności, Jacek Kaczmarski. Nie tylko datą swego odejścia związał się ze śmiercią 96 Polaków poległych pod Smoleńskiem 6 lat później. Także tego odejścia przedwczesnością, przede wszystkim zaś uczynieniem strasznej pustki w polskim życiu narodowym. Kolejnym „o następnego mniej” wśród autentycznej elity Polski. Jednym może tylko się w tych ostatnich chwilach różnił od losu Prezydenckiej Delegacji: umierał wiedząc, co jest tej śmierci przyczyną i jej nadejścia oczekując, w pełni świadomy, że chwile owe mogą być już finałem ziemskiej wędrówki.

Jacek Kaczmarski pozostawił po sobie plony tak obfite, i tak polskie, że dziś nie dziwi mnie, iż nie specjalnie jest obecny w oficjalnej tzw. kulturze. Któż bowiem dzisiaj by się przejmował i zajmował na przykład tym, jak to się w ogóle stało, iż byli ongi Polacy, którzy wigilię spędzali na Syberii? Lub jaka to sąsiednia barbaria przywiodła Tadeusza Rejtana do tak desperackich, a mimo – oczyszczających nasze sumienie narodowe czynów? Kto, wreszcie, zatruwa polskie studnie?

Nie braknie nam nauczycieli, i tych, co z żywymi naprzód idą, i tych, co już w krainie Gilgamesza, Hektora i Rolanda. Wystarczy sięgnąć, i zaczerpnąć z tego źródła.

   

Jeden z tych Polaków, którzy nigdy nie mieli żadnych wątpliwości co do tego, w czym przejawia się spełnianie polskich obowiązków, kapitan Zdzisław Broński „Uskok”, w swoich „Pamiętnikach”, pisanych w latach „po wyzwoleniu”, w latach istnienia „polskiego państwa ludowego”, dramatycznie pytał:

(…) Dlaczego uciekać, gdy nie ma się na sumieniu przestępstwa? Przecież niedawno jako dowódcy wpajaliśmy w żołnierzy AK przekonanie, że idziemy po prawej i uczciwej drodze obowiązku i to było prawdą. Na drodze tej trafiliśmy na gwałtowną przeszkodę, której przeforsować się nie da i trzeba się na pewien czas zatrzymać, może nawet na długo, ale to nie zwalnia nas z obowiązku podtrzymywania nadal swojej idei i stawiania sobą przykładu tym, którym przewodziliśmy. Może los nie będzie dla nas tak okrutny, jak się w tej chwili wydaje. Może po zakończeniu wojny z Niemcami świat nie zapomni o Polsce i wolność nam wróci?!

„Uskok” pisał te słowa najprawdopodobniej w bunkrze, tam bowiem było miejsce tych, którzy sądzili, że nie zginie, że będzie wciąż żyła. Żyjemy dziś w warunkach nieporównywalnych z nędzą egzystencji, zwłaszcza lat wojny „nazwanej”, światowej i tej drugiej, niezwanej, nie światowej, a tak przecież upiornie prawdziwej. Dla „Uskoka” trwającej cztery lata i zamkniętej samobójczym strzałem podczas obławy komunistycznych bandytów. W jaki sposób zatem dziś możemy wyrazić swoje oddanie temu, co najdroższe? Czy jesteśmy w swoistej pułapce tego stanu pozornej wolności myśli i wyrażanej wakacjami za granicą fantasmagorii bezpieczeństwa materialnego? W które szaty mamy się przyoblec, żeby nie wyjść na kabotyna? A może nie ma już potrzeby szukania szat w starej rekwizytorni narodowej, może wystarczy nałożyć różowe fatałaszki – na tyle „obrotowe”, że przydatne i do grilla, i na „kolorową niepodległą”?

 

Sprawą podstawową jest uświadomienie sobie, że NIE MA KOŃCA HISTORII. Że DZIŚ AKTUALNE SĄ DOKŁADNIE TAKIE SAME WARTOŚCI, JAKIE OBOWIĄZYWAŁY W I RZECZYPOSPOLITEJ oraz W RZECZYPOSPOLITEJ DRUGIEJ. Inne są jedynie didaskalia. W warstwie aksjologicznej nie oznacza to nic innego, jak gotowość do poświęceń – na przykład za Ojczyznę. Nie ma różnicy, przy tak sformułowanej logice porządkowania świata rzeczy, czy chodzi o poświęcenie życia dosłownie, czy w sensie czasu ledwie. W warunkach roku 2013 MAMY DOKŁADNIE TAKIE SAME OBOWIĄZKI POLSKIE, JAKIE MIELI POLACY W I RZECZYPOSPOLITEJ oraz W RZECZYPOSPOLITEJ DRUGIEJ.

Głównym obowiązkiem jest nauka o Polsce. To może wydać się banał, ale my, chociażby teraz w sierpniu, musimy wiedzieć czym naprawdę było Powstanie Warszawskie. Chodzi o to byśmy potrafili jak najbardziej refleksyjnie przeżyć kolejną rocznicę Bitwy Warszawskiej. Nigdy nie będziemy potrafili wyjaśnić naszej obecności na Marszu Niepodległości 11 Listopada, jeśli nie postaramy się przynajmniej spróbować objąć myślą i sercem dążeń Polaków sto lat temu. Rzecz w tym, że to nie są żadne rocznice; te, z definicji, oznaczają sprawy minione. Ucząc się Polski zrozumiemy, że NIE BYŁOBY ŻOŁNIERZY NIEZŁOMNYCH w latach czterdziestych i pięćdziesiątych, gdyby nie było w Nich pewności, że starania Ich Poprzedników z lat I wojny miały sens. Krew rodzi krew, ale jest komunistycznym kłamstwem teza, iż wszelkie zmagania Polaków wynikały z jakichś (nomen omen, jak dowodzi „hit” wydawniczy sierpnia AD 2013 dotyczący Powstania Warszawskiego) obłędnych rojeń o wolności w czasach kompletnie tej wolności wrogich. Są dwa paradygmaty polskości: po pierwsze, nie ma życia bez wolności, i po drugie – kolejne pokolenia Polaków karmią się dziedzictwem poprzedników, bo jako Naród rozumieją potrzebę ciągłości myśli i czynu, ale TAKŻE DLATEGO, iż starania antenatów bardzo często były JEDNAK pomyślne, a gdy nie przynosiły od razu pożądanych efektów, rodziły po latach wielkie owoce. Kiedy obecnie, bez żadnych wątpliwości, uznajemy Ś.P. Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego za wzór patrioty, to wszak nie wolno nam zapominać na czym ten patriotyzm wyrósł. Na aktywnym przeżywaniu Ojczystej historii, tak aktywnym, że przypłaconym życiem z nieprzeczytanym przemówieniem katyńskim w ręku.

 

Nie są zapewne dzisiejsze czasy szczególnie sprzyjającymi dla manifestowania patriotyzmu. Rządząca władza, idąc bardzo pilnie śladami sowieckiej propagandy w latach po 1944, mając liczne watahy medialnych idiotów i prostytutek, czyni wszystko, by zepchnąć wszelkie przejawy swobodnej myśli patriotycznej do jakichś katakumb życia obywatelskiego. Ale każdy miecz jest obosieczny. Wydaje się, że właśnie w tej sytuacji polskość, kreowana i pielęgnowana całkowicie poza oficjalnym nurtem tzw. państwowym i tzw. kulturowym, ma się coraz lepiej. To widomy znak tego, że Polacy Polski się uczą, i wyciągają wnioski z tej nauki. Bo takich „nienormalnych” na punkcie polskości przybywa. Są, widać, jeszcze płatnerze, co to wykonują zbroje nie dla własnego hobby, ale dlatego, że jest na nie zapotrzebowanie w społeczeństwie. A wraz z kolejnymi „uzbrojonymi”, rośnie i liczba chętnych naśladowców. Świadomość albowiem rodzi świadomość. Świadomość tego, skąd się przyszło i dokąd należy iść.           

Naszą zbroją jest myśl, jest czucie. Są takoż i wątpliwości. Takie miał i „Uskok”, gdy sam siebie pytał (czy wtedy mógł w ogóle przypuszczać, że ktoś inny, kiedyś, przeczyta te słowa?):  

O ironio losu!! Czy tak strasznie upadłem?! Czy 90 procent narodu polskiego znajduje się na błędnej drodze, a znikoma garstka komunistów – czerpiąc swe natchnienie i siłę z Moskwy – czy tylko ta garstka prawdziwą wolność dać może?! Coś tu jest grubo nie w porządku!

 

Nie ma mimo, nie ma nic ponad Polskę. Jeden Bóg na Niebie z nią zwycięża. Czemu jednak tak jest odległa, czemu tak miałaby być idealna? Wszak skrócona w swych ambicjach, łatwiejsza znacznie byłaby w osądzie. Dlaczego zatem szukam Jej na Łączce, a nie w codziennej rozmowie? Czemu ta zbroja tak mnie uwiera i nie mogę jej zrzucić, by bez żadnych już oporów dyskutować o przewadze meczu eliminacji Mistrzostw Świata nad – … mimo wszystko … – jednym kierunkiem ruchu cen tego cokolwiek, co jest w jakimkolwiek sklepie?

Ale dlaczego miałbym rezygnować z dążenia do osiągania ideałów tych samych, do których dążyli moi rodacy dziesiątki i setki lat temu?

Możemy mieć wątpliwości. Jesteśmy tylko ludźmi. Trzeba jakoś żyć … ale to nie zwalnia nas z obowiązku podtrzymywania nadal swojej idei i stawiania sobą przykładu ... Nie zwalnia.

Coś zatem spowodowało, że 1 nie, ale Maja Drugiego i Trzeciego załopotała Polska Flaga w moim oknie … I dlatego też wiem, że choć dziś, 25 sierpnia, nie byłem w Augustowie, gdzie uroczyście odsłonięto Pomnik Pamięci Żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego Poległym Na Kresach II Rzeczypospolitej w walce przeciw komunistycznej Rosji w latach 1944 – 1954, to niedługo pojadę tam. Podziękować Poległym, ciesząc się, że są Polacy, którzy skutecznie – także dziś – przywracają o Nich pamięć.

 

Każdy z nas ma zbroję w zasięgu ręki. Różne blaski te zbroje powodują, ale pamiętajmy, że nawet ten najmniejszy, chociażby Ojczystej flagi powiewającej przez całe 63 Dni, zostanie przez kogoś dostrzeżony. Może to będzie ktoś, kto się dopiero uczy … I dzięki temu kogoś przybędzie do domu o nazwie Polska.  

Jesteśmy bowiem bardzo wiele winni Tym, o których Andrzej Kołakowski śpiewa: … A marzyli, że kiedyś się stanie, będzie Polska po Lwów i po Wilno … że …

 

 

O Polsce warto myśleć. I dla Niej pracować.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Nic dodać, nic dodać, nic ująć.

Cieszę się, że to, co zasiane, krzewi się i wzrasta, by zakwitnąć.

Serdecznie pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#377588

...niech walczy, choćby w poniewierce..."

Patriotyzm to również dbałość o dobre imię Polski.
Właśnie przeczytałam artykuł w Onecie, który bardzo mnie zbulwersował. Warto zwrócić uwagę na rangę tego, co się wydarzyło:

"...O politykę małych kroków chodzi także w przypadku spotkania z prezydentem Oświęcimia, Januszem Chwierutem. Był to drugi, po wizycie w Auschwitz punkt wizyty nadburmistrza Dachau. Rozmowa miała charakter nieformalny, aby nie wzbudzać niepotrzebnej sensacji...".

http://wiadomosci.onet.pl/prasa/maly-krok-wielki-gest/hn6z2

Ktoś tu chce koniecznie nie tyle zrównać oba obozy, ile zjednać cywilne władze miast, mniemając,co wynika z tekstu, że te polskie, podobnie jak niemieckie, mają identyczne względem obozów zagłady powinności i odpowiedzialność.
Albo ja tu czegoś nie rozumiem, albo cuchnie to skandalem.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#377610