TOPSY TURVY

Obrazek użytkownika rolex
Kraj

Polka została na mgnienie oka gwiazdą brytyjskim mediów po tym, jak pani fotograf udało się uchwycić jej szczęśliwie zakończony skok z płonącego domu na Clapham. Wbrew polskim mediom, które zdawały się sugerować, że przez czołowe strony dzienników przemknął znak „Teraz Polka” na tle płomieni, w rzeczywistości te zagraniczne ograniczyły się do informacji, że szczęśliwie ocalona dzięki własnej odwadze i pomocy sąsiadów, pochodziła „najprawdopodobniej z Europy Wschodniej”.

No ale my wiemy i napełnieni dumą oglądamy dzięki Bogu udany skok naszej rodaczki, co musi nam zastąpić brak sukcesów w sporcie.

Ale raczej nie liczyłbym na więcej – potrojenie liczby funkcjonariuszy w miejscach szczególnie narażonych na akcje podpalania, rabowania i rozjeżdżania samochodem przedstawicieli nielubianej grupy etnicznej, która nie chce podpalać i rabować, zahamowało festiwal miejskiego folkloru, póki co – skutecznie.

Teraz mamy akcję policyjnych wjazdów na meliny w celu poszukiwania fantów. Kolekcjonerzy przejmują się średnio – zwolennicy multi-kulti podpowiadają, że w razie zatrzymania należy się tłumaczyć, że jest się „first-time offender” i to znacznie przyspieszy powrót do rodzinnych melin... pardon, domów, sorry... na ulice.

A te wszystkie rozważania multi-kulti napełniały mnie wspomnieniami, kiedy to jeszcze jako zupełnie nieduży kato-prawo-anarcho-antykomuno-konserwato-pisofaszysta-in-spe, z zaróżowionymi uszami rozczytywałem się w ciężkich tomiszczach opisujących jak to kultury się różnią. Pamiętam jakim odkryciem było dla mnie zapoznanie faktu, jak doniosłym na drodze od kultury niższej do wyższej jest umiejętność opanowywania czasu i przestrzeni. I wroga łatwiej pobić koordynując czas i miejsce, i towar sprawniej pokonuje czasoprzestrzeń, i więcej można zrobić jeśli potrafi się robotę rozplanować w miejscu i w czasie.

W jednym z dzieł była taka – niepodyktowana zupełnie uprzedzeniami obserwacja trudności, ilustrująca różnice w umiejętności panowania nad przestrzenią i czasem, jaką napotkali funkcjonariusze kolonialnych linii kolejowych, kiedy dochodziło do konieczności wytłumaczenia tubylcom rozkładu jazdy. Nie zawsze kończyło się to sukcesem i gdy pociąg planowo odjeżdżał ze stacji w środę o 14, a tubylcy pojawiali się o 15, to rozbijali namioty i czekali tydzień, pomimo, że do wioski mieli pół dnia drogi.

Z drugiej strony są kultury, o których mówimy, że panuje w nich swoisty kult zegara i kalendarza. No i podziwiamy je za to. Polska należała do umiarkowanych miłośników zegara i kalendarza, ot średnia europejska, pomiędzy Szwecją a leniwiej płynącym czasem nieboszczki Austrii.

I nie wiem kiedy, w którym momencie, dokonał się jakiś kopernikański przewrót, jak to mówią Brytyjczycy zrobiło się „topsy-turvy” i się pogubiliśmy. A najgorsze jest to, że nie wszyscy. Pogubiło się jakieś trzydzieści procent społeczeństwa, a pozostali dalej wiedzą, która jest godzina. No i chryja na całego, i źródło nieporozumień gotowe, bo jak tu ustalić kiedy co, skoro dla 30% polskiego społeczeństwa czas nie płynie liniowo, a po (dajmy na to) 25 lipca 2011 jest 1 lipiec 2011, i to nikogo nie dziwi?

Tym tłumaczę, że ostatnio ciężko się idzie dogadać; nihiliści czasowi nie zwracają uwagi na różnice i następstwo dat, a wszelkie wyciągane z różnic czasowych wnioski uważają za argumenty z góry pozbawione mocy.

Weźmy pierwszy z brzegu przykład. Przyzwyczailiśmy się – a przynajmniej ja się przyzwyczaiłem, że dokument – a już szczególnie urzędowy, z datą wcześniejszą jest dokumentem wytworzonym wcześniej niż ten opatrzony datą późniejszą. Ale dla zwolenników nowej mody – nic bardziej błędnego!

I tak dokument wytworzony przez władze 25 lipca może być szybciutko przetłumaczony i już 1 lipca, a więc zdawałoby się 24 dni wcześniej, być dostarczony świeży jak pączek w Tłusty Czwartek.

Na tradycyjnym odbiorcy, nauczonym, że takie dajmy na to dzienniki ustaw ukazują się z datami ułożonymi rosnąco i w takiej kolejności wchodzą w życie, takie datowanie prowadzi do przekonania, że dokument datowany wcześniej stanowił materiał do dalszych uzgodnień, i w dalszej kolejności przyczynił się do powstania tego opatrzonego datą późniejszą, a tu nie... odwrotnie.

Ale przejdźmy do sprawy mniej przyjemniej, do tragicznej śmierci człowieka, którego przyjaciel i znajomi mieli smutny obowiązek pożegnać dzisiaj.

Wydawało mi się dziwne, czemu dałem kilkukrotnie wyraz, że ktoś może targnąć się na życie we wczesnych godzinach rannych, we wczesnych popołudniowych obsługiwać telewizor, i być znalezionym martwym późnym popołudniem. Dla prokuratury – pestka. Zwyczajnie w prokuraturze przyszło nowe i – dodajmy bardzo ułatwiające życie. O 13.00 następują zdarzenia poprzedzające te o 8.00 rano tego samego dnia, co jest całkowicie logiczne, jeśli pomiędzy ósmą rano o późnym popołudniem w pomieszczeniu nie było osób trzecich, o czym solennie zapewniają świadkowie.

OK, tyle już się tu nasłuchałem o własnej nietolerancji, że pasuję i od dziś będę bardziej tolerancyjny.

Niemniej, tak scire propter scire, podjąłem trud zastanowienia się, z jaką to inną niż tradycyjna kulturą nasza władza obcuje ostatnio często, a nawet namiętnie. Myślałem, myślałem i... wymyśliłem. Nasza władza w sposób intensywny układa sobie dobre, a być może najlepsze od czasów dobrze ustosunkowanego Bolesława Bieruta, stosunki z Moskwą.

No dobrze, ale czy oni tam w Moskwie mają jakieś problemy z chronologią?

No jasne! Przecież To właśnie władze na Kremlu wymordowały w 1940 roku polskich jeńców wojennych, których w 1941 wymordowali Niemcy!

I wszystko układa się w spójną całość.

Pozdrawiam

P.S.

Sz. Bajbars przypomniał mi moją notkę sprzed ho ho ho, twierdząc, że mogłaby być dobrym komentarzem do pojawiających się przy róznych okazjach głosów ludu "Realian", ostatnio bardzo zgrabnie przez p. Kłopotowskiego. Więc dołaczam w ramach przypomnienia:

REALIANIE CZYLI BUKA

Wielka jest Buka i mądre jej dzieci! Pośrodku morza głopoty i zbrodni rośnie potomstwo Buki jak wielkie drzewo na pustkowiu, albo jak potężny słoń, który rzuca cień na kopiec termitów!

Buka jest mądra i odwieczna i wie, że jej dzieci potrzebują wodę do picia, soczyste mięso do jedzenia i płodne kobiety, żeby potomstwo Buki szło i zapełniało ziemię.

Ale z dala od głupoty!

I dlatego Buka wywiodła pradawny swój ród, kiedy Starożytni szaleńcy wydali wojnę rzece zwanej Nilem i poryli bagniska kanałami, a wielu z nich skonało z nadmiaru pracy w palącym słońcu w zmaganiach z boską rzeką!

Buka wywiodła swój lud z gniazda szaleństwa na Pólnoc. I nie zwiodły ludu Buki obietnice spiczastych budowli!

A kiedy i tam, na Północy, ścieli cedry potężne i pobudowali pałac w miejscu Knossos, Buka wiedziała, że ściągnie to kłopoty, dlatego wywiodła swoje dzieci i tym razem, dalej na Północ, gdzie nie było szaleństwa.

A kiedy i tam Achaje rozpętali wojnę o kobietę, Buka wskazała drogę w góry!

I stulecia upłynęły w spokoju, armie przemierzały równiny, a kiedy przyszli zbrojni zza wielkiej przełęczy Tajget i kazali uprawiać ziemię, lud Buki uprawiał oddając im to, co im należne.

Ale i oni okazli się być głupcami i kiedy nadeszli Persowie wymyślili sobie zginąc w miejcu, które się Termopile nazywa. Opuścił więc lud Buka ziemię, z której czerpał plony w trzeciej ich części i poszedł na Zachód. By żyć w Mieście w spokoju i dobrobycie. Ale przyszli Gallowie i mieszkańcy zamknęli się na wzgórzu, które zwali Kapitol, i wiedziała Buka, że tam nie będzie Miasta, ale ugór.

Więc wywiodła Buka swój lud na południe i na wschód zostawiając miejce-z którego-nic-nie-wyrośnie.

I przywiodła lud swój Buka do Jerozolimy, i było dobrze ludowi Buki, bo w mieście był ład i porządek, a porządku pilnowali Rzymianie, którzy nie-wiadomo-było-skąd-przyszli.

Lud Buki przystapił do sekty Jana, a potem do sekty Jezusa, ale jego niemądre opowieści ściągały gniew starszyzny i Rzymian, dlatego Buka kazała porzucić Jerozolimę i kazała iść swojemu ludowi na powrót na Południe, bo wiedział lud Buki, że nie będzie potomstwa od Jana i Jezusa.

I szedł lud długo na Południe i wydrążył lud z pni drzew łodzie, i w wydrążonych pniach płynął po oceanach, aż napotkał wyspę-na-której-nie-było-kłopotów.

I żył tam lud Buki w szczęściu grając na drumli, a Buka dawła wodę do picia, przynosząc deszcz, soczyste mięso dźdźownic i białych robaków i korzonki do jedzenia, a potomstwo ludu Buka zapełniało wyspę, a jedzenie małych, białych kamieni chroniło lud przed chorobami i całkowitym wymarciem.

Aż spełniło się proroctwo i na niebie pojawił się ptak, a na ptaku przyleciał Dżon i Dżejms i przysłani byli do boga CARGO i dali ludowi Buki szugar i czoklet.

I odleciał ptak i obiecał, że wróci, bo zostawili Dżon i Dżejms liczne potomstwo.

I choć minęło sto lat lud Buki czeka na powrót boga CARGO, szugar i obiecany czoklet, a Buka mnoży pędraki, dźdźownice i daje boski napój ze sfermentowanych liści.

Lud Buki czeka...

I modli się, by Buka przysłała CARGO, a nie zesłała kary "Wu"

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Czepliwy jesteś.
Po prostu u zbiegu ulic Brackiej i Al. Jerozolimskich, a konkretnie pod adresem Al. Jerozolimskie 30 w pewnym lokalu wytworzył się most Einsteina - Rosena. No tak spontanicznie się wytworzył. Zobaczysz, ze 3 Noble za badanie tego zjawiska zostaną przyznane, a o profesurach, habilitacjach i doktoratach nie wspomnę.
A jak się wytwarza taki most E-R, to można naciskając pilota od TV o godzinie 10:15 spowodować zamrożenie ekranu o godzinie 13:15.
A jak ktoś nie wierzy w takie tłumaczenie to jest kato-prawo-anarcho - antykomuno - konserwato - pisofaszysta - in - spe, jak sam to słusznie ująłeś.

Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Venenosi bufones pellem non mutant Andrzej.A

#176352

Wielkie dzięki Andrzeju, a już szczególnie za to, że uswiadomiłeś mi fakt istnienia mostu Einsteina - Rosena, który jest jednoczesnie odnalezionym "o jednym za daleko"

Serdeczności

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#176381

”No dobrze, ale czy oni tam w Moskwie mają jakieś problemy z chronologią?” (Rolex)

Oni nie mają, to my je mamy. Nie potrafimy np. zrozumieć, jak Tu-154M mógł zerwać linię energetyczną w Smoleńsku... zanim do niej doleciał (str. 18 raportu KBWL). Na szczęście dla nas, pod raportem Millera podpisało się kilkadziesiąt osób, ponoć wysokiej klasy specjalistów - to i jest kogo spytać o współczesną wykładnię czasowego następstwa wydarzeń.

Rzecz w tym, że w sferze wpływów Moskwy czas płynie inaczej, odmierzany przez kremlowskie kuranty. Ma to i dobrą stronę, bo pozwala wyznaczyć jej granicę, dla wielu niewidoczną. Niestety, po raporcie Millera widzę się po jej złej stronie.

Pozdrawiam, zasmucony

Bielszym

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#176633