ARYSTOTELES Z MONIUSZKĄ NA "BRAMOSKIEJ"

Obrazek użytkownika rolex
Kraj

Przyznaję, do przeczytania w GP Codziennie, a po odnalezieniu w sieci – do posłuchania, rozmowy Arystotelesa polskich mediów – Lisa, z Izajaszem (bo Ozjasz jest już zajęty) polskiej kultury w całości – Hołdysem, zostałem namówiony. Czas spędzony na zapoznawaniu się z wymianą myśli Arystotelesa z Izajaszem nie był może czasem hojnym w dary duchowe – podobne „gadki” można było kiedyś usłyszeć przechodząc koło „bramoskiej” na Kilińskiego w Łodzi, a kto wie, może i niosły ze sobą egzystencjalny ładunek większego kalibru, zmusiłem się jednak, żeby wycisnąć tej wątpliwej jakości towar jak cytrynę i przyjrzeć się sokowi z buraka, pardon, z cytryny, uzbrojony w szkiełko i oko.

Po pierwsze, czy to dobrze, że nowy dziennik zaserwował nam zapisy rozmów wybitnego szelmy z wybitnym filutem?

Dobrze, bo nowy dziennik jest tabloidem, tyle, że o odwróconym biegunie. W innych tabloidach wsadza się flagę w kupę, przeprowadza wywiad z heroicznym esbekiem i eschatologicznie uplątanym donosicielem oraz czci się lisy, więc dobrze, że jest tabloid, w którym flaga powiewa dumnie, esbek jest godny pogardy, donosiciel godny pogardy z odrobiną wstrętu wymieszaną ze współczuciem, a na lisy się poluje.

Rzecz jasna, że ta równowaga drażni, bo wejście z tego typu poglądami na rynek masowego odbiorcy, to już nawet nie jest faszyzm; to musi być faszyzm III prędkości kosmicznej; to jest niebezpieczne, to grozi powrotem do czasów, kiedy KBW musiało mordować Żydów, żeby dać światu usprawiedliwienie dla mordowania Polaków. Dzisiaj co prawda nie mordują, ale wyspecjalizowali się w „niewidzialnych (i nieuchwytnych) rękach” niszczących pomniki.

Ale do rzeczy. Czy ta znana nielicznym, a dzisiaj dostarczona szerokiej widowni informacja w formie „zespołu pomnikowego Lisa z Hołdysem” coś wnosi? Wnosić czegoś przełomowego pewnie nie, ale znakomicie potwierdza tezy, które wielu z nas stawia od lat.

To są kolesie z Misia, to są kolesie z Rejsu; mniej groźni są ci z Misia, ci z Rejsu groźniejsi, bo kapowali tak jak i reżyser, a na statku byli „służbowo”. Niby powinno być wesoło, ale mina rzednie, jeśli się uzmysłowi, że trener trzeciej klasy z klubu "Tęcza" jest dzisiaj polskim ministrem finansów, a Ryszard Ochódzki korzysta z prerogatywy w formie prawa łaski.

A ręce się łamią łokciach i nadgarstkach jeśli się spojrzy na szeroką panoramę tego tabuna „pozornie nowo-pozyskanych dla kultury miejskiej, a bezpowrotnie straconych dla kultury obszarów agroturystycznych”, któremu (temu tabunowi) ktoś wmówił, że Ryszard Ochódzki to jest „prawdziwy polski inteligent”. To jest miasta naszej wielkiej narodowej tragedii.

Przy niej nie dziwi, że Tomasz Lis został Wyspiańskim na miarę naszych możliwości, a Hołdys Moniuszką.

Ale nawet i przy tym braku zadziwienia można w wymowie tych paru komunałów ubranych w knajacką formę znaleźć prawdziwe kwiaty. Tak się zastanawiam, kim byliby ci panowie dwaj w takim zwykłym kraju, gdzie życie społeczne nie rozwija się na podściółce z zapewniającego ciepło nawozu...

No i nie wiem... Moniuszko nasz nie za bardzo nadaje się na buskera (grajek) w metrze; po publicznym obsmarowaniu byłych pracodawców i kolegów, „Wyspiański na miarę naszych możliwości” nie mógłby wykonywać z powodów honorowych i profesjonalnych niczego bardziej odpowiedzialnego od macania kur. Tylko czy on zna jakiś język obcy w stopniu wystarczającym do macania kur? No i czy można wpuszczać lisa do kurnika?

A ja sam z dumą napisałem do tabloidu o swoim pomyśle racjonalizatorskim „ostatecznego rozwiązania kwestii PSL-u”. Leży w zasięgu ręki!

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (1 głos)

Komentarze

Literowa pomyłka:szelmy z fiutem miało być?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

kazikh

#184129