3 lata PO+PSL = 30tyś. drożej kosztuje utrzymanie dziecka.

Obrazek użytkownika 2-AM
Gospodarka

No i mamy kolejny „cud” wyborczy. Może nie o taki chodziło specjalistom od PR-u rządzącej „ku-alicji” ale takie są brutalne fakty. Centrum Adama Smitha (CAS) policzyło, że w ciągu 3 ostatnich lat gdy rządzi nami miłościwie nam panująca koalicji PO-PSL koszt utrzymania jednego dziecka wzrósł o 30 tyś.

złotych. Czytając artykuł pod dość „mocnym” i jednocześnie wymownym tytułem "Dorzynanie" biednych rodzin  dowiadujemy się, że eksperci z CAS oszacowali, że w chwil obecnej niezbędne minimum wymagane dla wychowania tylko jednego dziecka do 20-go roku życia potrzebne dla zapewnienia mu godnego życia wynosi 190 tyś złotych. Koszt ten wzrósł w ciągu ostatnich 3 lat o wspomniane 30 tysięcy złotych co należy przyjąć śmiałe założenie, że dzięki wydatniej pracy obecnej ekipy rządowej w ramach tworzenia nam „zielonej wyspy” (nie zapominając o kryzysie) koszt ten wzrósł o prawie 1/5.

Według zaś OECD koszt ten w okresie dzieciństwa (należy zgadywać, że chodzi tu o 18 rok życia) wynosi w Polsce zaledwie 44 tyś USD (ok. 140 tyś złotych) przy czym tylko nieco mniej kosztuje to rodziców w Meksyku podczas gdy w Norwegii wydatki na dziecko są 5 krotnie większe. Świadczy to jednoznacznie o tym, że posiadanie dziecka w Polsce jest obecnie oznaką wyjątkowego luksusu i zamożności ze strony rodziców albo też wyjątkową nie odpowiedzialnością ze strony rodziców, którzy nie mieli świadomości kosztów inwestycji jaka jest posiadanie własnego dziecka.

Wspomniane przez CAS kwota 190 tyś wydają się wyliczona wyjątkowo rzetelnie i bez „wodotrysków”. Znane są bowiem szacunki (sprzed kilku lat), które mówią iż koszt utrzymania dziecka do chwili osiągnięcia przez niego niezależności finansowej przy „dużych” potrzebach ze strony rodziców i samego dziecka sięga nawet kwoty 500 tysięcy złotych.

Wspomniana tu kwota 190 tysięcy odpowiada co miesięcznym wydatkom w wysokości 800 zł na dziecko. Przypomnę tylko, że minimalna obowiązkowa składka na ZUS wynosi blisko 900zł a są to pieniądze absolutnie stracone dla płatnika ponieważ nigdy nie dostanie tych pieniędzy pod postacią własnej emerytury wbrew temu co od 20 lat wygadują prawie wszyscy politycy (nadciągające bankructwo polskiego systemu emerytalnego na przykładzie ZUS + OFE). Gdyby tak można te pieniądze zainwestować we własne dziecko było by to z korzyścią zarówno dla rodziców (lepsze warunki wychowania dziecka, większa liczba dzieci = lepsze zabezpieczenie na starość i niższe koszta z tego tytułu dla państwa) jak i dla państwa (przyrost naturalny zamiast ubytku, wzrost płatników składek i podatków, rozwój gospodarczy, zachowanie integralności terytorialnej i kulturowej bez najazdu obco-kulturowych emigrantów).

Dla porównania należy przypomnieć, że od roku 2007 podatnik dostaje zwrot podatku (jeśli miał dochód i rozlicza się w PiT – nie dotyczy rolników ) na każde wychowywane/przysposobione dziecko w wysokości zaledwie 1100zł czyli niespełna 92 zł miesięcznie co z kolei odpowiada 11% co miesięcznych wydatków na jedno dziecko (wariant minimum). Dodatkowy, jednorazowy „bonus” to śmieszne „becikowe” wynoszące maksymalnie do 1000zł (zależy od decyzji samorządów) co nie wystarczy nawet na pieluchy i kosmetyki do pielęgnacji niemowlaka. Wspomniana podatkowa ulga „na dziecko” była autorstwa vice premiera Romana Giertycha i jego ś.p. LPR-u a poparły ją zarówno PO jak i PiS licytując się wzajemnie na Sali sejmowej co do wysokości wspomnianego odpisu (pierwotnie był on planowany znacznie mniejszy). Należy pamiętać że przed wprowadzeniem tej ulgi obowiązywała ulga w ramach „polityki pro rodzinnej”, która pozwalała odpisać rodzicom w skali roku prawie 100 zł .

Warto mieć te cyfry przed oczami gdy kolejny polityk -„kłamczuszek” zacznie nam opowiadać jaką to politykę pro-rodzinną prowadzi on i jego partia (nie chodzi tu o zatrudnianie wszystkich kumów i pociotków w urzędach podległych temu politykowi). Dowodem na to jak funkcjonuje „polityka pro-rodzinna” w kraju jest analiza porównawcza urodzeń dzieci polskich obywateli przebywających na emigracji zarobkowej w państwach UE. Przyrost naturalny wśród rodzin emigrantów jest zdecydowanie większy niż w kraju co świadczy jednoznacznie o tym, że emigrantów „stać jest” na posiadanie dzieci podczas gdy tego luksusu pozbawieni są ich rodacy pozostali w Polsce. Emigrantów stać jest bo więcej zarabiają, łatwiej im o pracę pozwalającą na utrzymanie rodziny, płacą mniejsze podatki, dostają większą pomoc na wychowanie własnego potomstwa od obcych rządów niż od swego własnego kraju.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

dzięki za tekst 2-AM tylko że mnie ciarki przeszły po plecach bo mam pięcioro dzieci i pewnie skarbówka zaraz zapuka do mych drzwi zkąd wziąłem na utrzymanie tychże dzieci

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

http://trybeus.blogspot.com/

#183662

podobno urzędnicy skarbowi każą petentowi udowodnić to twierdzenie. Z drugiej strony brak jasnych instrukcji czy chcą żeby podatnik zrobił im "laskę" pod stołem czy nadstawił tyłek (w przypadku urzędnika-homosia).

Mogę tylko pogratulować licznego potomstwa i zachęcić innych Czytelników do pójścia w te same ślady i to co rychło.

A tak na marginesie liczna rodzina (najlepiej wielo-pokoleniowa) to gwarancja bezpieczeństwa i zabezpieczenie na starość dla rodziców. Tylko rodzina nam pozostała jako ostoja normalności i bezpieczeństwa socjalnego. Ciekawe jak długo jeszcze to potrwa.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#183683