W poważnym państwie Edmund Klich siedziałby już za kratkami

Obrazek użytkownika kokos26
Blog

 

 

 

 

 

Rola pułkownika Edmunda Klicha w „wyjaśnianiu” przyczyn katastrofy smoleńskiej staje się coraz bardziej jasna i oczywista. W każdym normalnym i poważnym państwie człowiek, który tak bezczelnie działałby w interesie obcego mocarstwa poniósłby tego surowe konsekwencje. Powiem wprost, siedziałby za kratkami.

Dochodzą do nas kolejne informacje o jego działaniach, które w sposób ewidentny miały utrudniać stronie polskiej dochodzenie prawdy. Każdy średnio rozgarnięty obywatel układając sobie chronologicznie, począwszy od 10 kwietnia wyprodukowane przez niego półprawdy, matactwa i ordynarne kłamstwa dojdzie do jedynej możliwej konkluzji nie potrzebując do tego ani ABW ani SKW.

Mało osób zauważyło, że i ostatnie „sensacyjne” odkrycie TVN24 i GW, zdementowane już przez prokuraturę, o rzekomej kłótni generała Błasika z kapitanem Protasiukiem na płycie lotniska Okęcie, było również autorstwa Edmunda Klicha i powstało już w grudniu ubiegłego roku, kiedy w jednym z brukowców ukazała się taka jego wypowiedź:

"10 kwietnia rano na wojskowym lotnisku w Warszawie szykująca się do startu załoga tupolewa nie dostała prognozy pogody od stacji meteo. Nie dostała, bo stacja nie otrzymała jej od Rosjan. Dlatego dowódca załogi kapitan Protasiuk odmówił wylotu. Tłumaczył, że nie wiedząc, jakie będą warunki atmosferyczne, nie może zdecydować się na taki lot. W takiej sytuacji maszyna nie miała prawa startować. Ten lot w ogóle nie powinien się odbyć"

W co gra TVN24 i GW? Czy aby nie są w jednej drużynie z Edmundem Klichem?

Myślę, że warto w świetle dzisiejszych doniesień „Naszego Dziennika” przypomnieć czytelnikom mój styczniowy wpis zamieszczony tutaj poświęcony właśnie Edmundowi Klichowi.  

***

Po katastrofie wojskowego samolotu CASA C-295 M numer 019, która wydarzyła się 23 stycznia 2008, o godzinie 19:07 w Mirosławcu, powołana została przez MON, 29 osobowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego skupiająca najlepszych polskich fachowców. Na próżno wśród jej członków i ekspertów szukać nazwiska pułkownika Edmunda Klicha.

Tamtego tragicznego wieczoru nasz wybitny ekspert nie poczuł nieodpartej potrzeby by spakować się, wybiec z domu i jechać na oślep przed siebie powodowany poczuciem odpowiedzialności i patriotyzmu, choć wśród ofiar było wielu jego przyjaciół i znajomych.

Edmund Klich znał wówczas swoje miejsce w szeregu i wiedział doskonale, że badanie wypadków w lotnictwie państwowym to nie jego działka. On jest szefem Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych istniejącej przy ministrze infrastruktury i w jego kompetencji jest tylko i wyłącznie lotnictwo cywilne. Koniec, kropka.

Tym bardziej wydaje się dziwne, że po ponad dwóch latach pan pułkownik Klich zachował się zupełnie inaczej. Katastrofa rządowego samolotu z prezydentem na pokładzie była w sposób oczywisty również wypadkiem w lotnictwie państwowym. Piloci byli wojskowymi, a samolot należał do wojskowego pułku i leciał na rosyjskie lotnisko wojskowe.

Ów rejs w dokumentach oznaczono literą „M” (military).

Skąd, więc ten nagły impuls i wprost mesjańskie przewidzenie tego, że to on, Edmund Klich właśnie stanie się człowiekiem numer jeden i jako polski przedstawiciel przy MAK i będzie odpowiedzialny ze strony polskiej za wyjaśnienie przyczyn katastrofy? Dlaczego nagle zachował się zupełnie nielogicznie i odwrotnie niż 23 stycznia 2008 roku? Skąd jazda zupełnie w ciemno do Warszawy i wiara, że zastanie tam ministra Grabarczyka, z którym się wcześniej nie umawiał oraz wbrew jakiejkolwiek logice cała tragedia będzie badana tak, jakby była to jedna z wielu katastrof w lotnictwie cywilnym i to na dodatek rejsowym?

Czy aby na pewno wyjazd Edmunda Klicha do Warszawy był tak spontaniczny jak zeznawał w sejmie?

Oto opowieść Edmunda Klicha wygłoszona przed sejmowa komisją infrastruktury 6 maja 2010 roku:

„Rozpocznę od pierwszej informacji, o której – jak większość pewnie z państwa – dowiedziałem się o katastrofie z mediów. Nawet dzwonił jeszcze syn. Mówi: tato czy wiesz, co się dzieje? Włączyłem TVN 24, widzę, co się dzieje, w związku z tym natychmiast zacząłem się pakować i jadę do Warszawy, bo wiedziałem, że już może być problem prawny. Dlaczego? Dlatego, że samolot jest samolotem – był – samolotem lotnictwa państwowego. Załoga była wojskowa. W związku z tym dotyczy to lotnictwa państwowego, którego nie obejmuje załącznik 13 do konwencji o międzynarodowym lotnictwie cywilnym”

Ciekawe. Klich wie już, że załącznik 13 i cała konwencja w tym przypadku nie mają zastosowania, czyli nic tam po nim, a jednak pędzi jak błyskawica do Warszawy.

Dalej robi się jeszcze ciekawiej:

„Tak gdzieś w połowie drogi, chyba w rejonie Garwolina, bo ja mieszkam w Dęblinie i na weekendy jeżdżę do Dęblina, w tygodniu czy jak potrzeba to mieszkam w Warszawie, także nie ma jakiegoś problemu tutaj dojazdu, szybkości na miejsce wypadku czy coś. W połowie drogi dostałem telefon od pana Aleksieja Morozowa, to jest obecnie przewodniczący Komisji Federacji Rosyjskiej, zastępca pani Anodiny – szefowej Mieżnonarodnej Awiacionnej Komisji… Komitetu, to znaczy Międzynarodowego Komitetu Lotniczego. (...) On zadzwonił i powiadomił mnie, że jest katastrofa w Smoleńsku i traktuje to, jako telefoniczne powiadomienie, natomiast formalne będzie później. I było od razu pytanie o procedury, według jakich będzie ten wypadek badany. On zaproponował załącznik 13 do konwencji, bo myślę, że i według jego wiedzy, i ówczesnej mojej wiedzy, to jest jedyny dokument, który podpisała i strona polska, i Federacja Rosyjska, jako konwencję chicagowską tak zwaną z ’44 roku. Ja wtedy nie wypowiedziałem się jednoznacznie, ale też sądziłem, że to będzie jedyne rozwiązanie, to znaczy rozwiązanie, które ma jasne zasady prawne.”

I dalej:

„Po przyjeździe do ministerstwa już pan minister Grabarczyk na mnie czekał. Zgłosiłem się do gabinetu pana ministra i też ten pogląd wyraziłem, że tu chyba aneks 13 jest takim dokumentem, gdzie obydwie strony mają określone procedury, jest to już jasne, to są zasady międzynarodowe.”

Jak widzimy to nie na szczeblu rządowym z udziałem polskiego premiera dochodzi do forsowania załącznika 13 konwencji chicagowskiej, której w ogóle nie stosuje się w przypadku katastrof w lotnictwie państwowym, lecz cały plan zostaje wyjawiony gdzieś w okolicach Garwolina z inspiracji Morozowa i via jego pomagier Edmund Klich przekazany ministrowi Grabarczykowi.

Do faceta, który w ogóle nie jest przewidziany do badania takich wypadków jak katastrofa smoleńska, dzwoni inny facet z Rosji, który również doskonale wie, że to nie ten adres i nie jego instytucja powinna badać tego typu wypadki. O dziwo, obaj wiedzą o tym doskonale, ale polski rozmówca Morozowa, jakby telepatycznie wyczuwa, co będzie się działo i już jest w drodze czytając niemal w myślach zastępcy generał Anodiny.

Zastanawiające, że na eksperta-ochotnika czeka już w Warszawie minister Grabarczyk, choć nie słyszymy w zeznaniach Klicha o żadnym umawianiu się na wspólne spotkanie. Kto poinformował Grabarczyka, że Klich jest w drodze i ma on na niego czekać?

A może to nagłe pakowanie się i wyjazd z Dęblina do Warszawy to typowe zachowanie się podległego służbowo funkcjonariusza po usłyszeniu wydanego mu rozkazu, a nie impuls, którego jakoś zabrakło podczas katastrofy w Mirosławcu i śmierci tylu przyjaciół i kolegów?

Może pierwszym zadaniem Edmunda Klich była walka o postępowanie w myśl 13 załącznika do konwencji chicagowskiej, która jak dzisiaj wiemy okazała się korzystna tylko dla Rosjan gdyż pozwala im dysponować dowolnie kluczowymi dowodami niezbędnymi do wyjaśnienia przyczyn katastrofy i nie wydawanie ich stronie polskiej?

Idźmy zatem dalej.

Klich, choć jeszcze nie jest polskim akredytowanym przy MAK znajduje się błyskawicznie w Moskwie obok takich wybitnych specjalistów wojskowych jak między innymi płk Goliński i płk Milkiewicz. Niestety, za pomocą intryg i kłótni pozbywa się „konkurencji”, która wraca po trzech dniach do Polski i tak oto opisuje później swoje starcie z wówczas jeszcze pułkownikiem Parulskim, szefem prokuratury wojskowej:

"I wchodzę do tego pomieszczenia, jest pan minister Parulski i od razu - no, powiedziałbym dosyć ostro - powiedział mi, że ja w ogóle nie potrafię działać, ja utrudniam pracę prokuraturze, a w ogóle ja ustawiłem... przyjąłem, jako załącznik 13 do procedowania i działam na szkodę Polski. To były bardzo mocne słowa i ja sobie je zapisałem zaraz wieczorem. Więc w tej sytuacji nie wiem, o co chodzi. Ja mówię, ja muszę procedować według załącznika 13 i wymaga tego ode mnie pan Morozow".

Znowu pojawia się Morozow, którego autorytet i zwierzchnictwo wydają się od początku dla Edmunda Klicha bezdyskusyjne, choć przypominam, nadal nie jest on jeszcze polskim akredytowanym przy MAK i Morozow nie może od niego niczego jeszcze wymagać czy żądać. Dlaczego zwycięża lojalność wobec Morozowa, a nie obowiązek zapewnienia Polsce jak największego wpływu na wyjaśnienie przyczyn katastrofy?

Czyżby odzywała się u naszego „wybitnego eksperta” dusza niewolnika i instynkt podporządkowania się przewodnikowi stada?

Skoro Parulski uważał wówczas procedowanie według załącznika 13-go za szkodliwe dla Polski to znaczy, że prokuratura wojskowa i wojskowi eksperci mieli inny plan, zniweczony z premedytacją przez Rosjan i działającego zgodnie z ich interesem Klicha.

Dalej następuje bardzo sprawna akcja świetnie przygotowanych Rosjan, u których bynajmniej nie widać w tej kwestii żadnego chaosu i bałaganu. Wręcz przeciwnie, wydają się być świetnie przygotowani i działać według wcześniej ustalonego precyzyjnego planu. Oni chcą za wszelką cenę właśnie jego, Edmunda Klicha i to uczucie do niego zrodziło się być może nie w okolicach Garwolina, …ale gdzie indziej i dużo, dużo wcześniej?

W każdym bądź razie to, co dzieje się dalej tak opisuje sam Klich:

„W kolejny dzień, to był poniedziałek, a i kolejny dzień godzina 13.00, tj. wtorek, trzynastego …przepraszam…o godzinie 12.00 podchodzi do mnie pan Morozow i mówi: pan premier Putin zaprasza, no nie mówi się pan w języku rosyjskim tylko jest wy czy ciebie, no jest to taka forma, jak w angielskim, mówi zaprasza ciebie na konferencję prasową do Moskwy na trzecią. Ja mówię, jak na trzecią? Przecież jest dwunasta. Chyba, że jakiś samolot, może przelecę się jakimś Tu-22 albo coś i to wtedy można, prawda? Wszystko możliwe jest, szczególnie w tak mocnym państwie. No i od razu zadzwoniłem do pana ministra Grabarczyka, bo coś tutaj ja za wysoko zaczynam gdzieś być postrzegany, prawda? No i w rozmowie, ja nie wiem czy była taka jasna akceptacja, ale wyczułem, że mogę się na to spotkanie udać do… Aha, bo później było tak: nie będę musiał lecieć do Moskwy, ale będzie telekonferencja i mam być w budynku w jakimś jednym z gubernatorów. Udałem się na tę konferencję. Pierwszy głos zabrał pan premier Putin, później jego zastępca pan Iwanow i jako trzecia pani Anodina, szefowa MAK-u, która jasno powiedziała, że będzie procedowanie według załącznika 13.”

Rosjanie widząc tarcia w polskiej delegacji oraz patriotyczne i fachowe, czyli „groźne” podejście niektórych naszych ekspertów i wojskowych, postanowili posadzić Klicha przynajmniej na ekranach telewizorów, między Putinem, Iwanowem i Anodiną tak, aby ów obraz poszedł w świat i powstało wrażenie, że ich faworyt jest główną postacią w polskiej ekipie i jest to wybór polskiej strony.

Ponownie zwracam uwagę, że dzieje się to 13-go kwietnia i Edmund Klich nie jest jeszcze polskim akredytowanym przy MAK.

W ten oto przemyślny sposób w rzeczywistości to Kreml obsadził stanowisko polskiego akredytowanego przy MAK, a na fali polskiej akcji palenia zniczy na grobach czerwonoarmiejców i podziwu autorytetów z Czerskiej dla wspaniałej postawy władz Rosji, trudno byłoby stawiać w kłopotliwej sytuacji Władimira Putina. Ten zaś sprytnie oraz osobiście nobilitował Edmunda Klicha.

Zresztą któż miałby oponować z obecnej ekipy rządowej, która prężyć muskuły potrafi tylko na własnym podwórku wobec wrednych „pisiorów” wspierana przez zaprzyjaźnione media?

Dzisiejsze teatralne gesty Donalda Tuska, udające niezadowolenie z raportu MAK to zwykła gra pod naiwną publiczkę, a apelowanie do strony rosyjskiej o uwzględnienie polskich uwag do raportu jest niczym innym jak proponowaniem kompromisu zamiast poszukiwaniem prawdy. Tej prawdy Putin oraz Tusk i jego ferajna nie chcą od samego początku i dlatego najwygodniejszym akredytowanym dla obu stron był właśnie Edmund Klich z wyraźnie widoczną, wbitą w plecy rosyjską kierownicą.

Gwarancją na ukrycie prawdy jest też wypróbowany i dobrze znany na całym świecie żołnierz Putina, prokurator Jurij Czajka, o którego „osiągnięciach” i „sukcesach” Tusk nie mógł nie wiedzieć, zgadzając się na pozostawienie w jego wypróbowanych rękach decydującej roli w prokuratorskim śledztwie.

Wszelkie dzisiejsze dywagacje czy przedłużyć Klichowi kończącą się kadencję, jako przewodniczącemu Komisji Badania Wypadków Lotniczych przy ministrze infrastruktury uważam za skandal i objaw wyjątkowego skundlenia polskiej klasy politycznej.

Jednak tak jak trzeba było zmiękczyć pułkownika Parulskiego generalskimi lampasami, podziękować za pomocą wysokiego odznaczenia państwowego ambasadorowi Rosji w Polsce, Grininowi za współudział w dyplomatycznym spisku wymierzonym przeciwko prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu, tak trzeba będzie jakoś „godnie” zagospodarować polskiego eksperta, protegowanego Władimira Putina. Nie mam żadnych wątpliwości, że tak się właśnie stanie.

Ten człowiek powinien jednak kiedyś stanąć przed polskim, prawdziwie niezawisłym sądem, a jeżeli już czemuś ma koniecznie w przyszłości przewodniczyć to najlepiej z poręczenia Putina, dożywotnio, rosyjskiej komisji MAK, najlepiej w złoconej liberii i przed drzwiami do windy w siedzibie „międzypaństwowej komisji” w Moskwie.

„Mocną” pozycję polskiego akredytowanego najlepiej obrazuje ten oto fragment konferencji prasowej MAK z 19 maja 2010 roku. Mamy tu jak na tacy Edmunda Klicha, którego po telekonferencji z Putinem, generał Anodina szybko sprowadza do parteru, tak, aby mu woda sodowa nie uderzyła zbytnio do jego megalomańskiej głowy i znał swoje miejsce w szeregu.

Dziennikarz BBC zadaje pytanie Edmundowi Klichowi o dodatkowy głos w kabinie, czy jest zidentyfikowany i do kogo należy. Drugie pytanie – O zabrany z lotniska w Smoleńsku system ILS.

Chce odpowiadać Edmund Klich, ale Tatiana Anodina wchodzi mu w słowo: „ Może ja odpowiem. Pan Klich może mówić później.”

Od tamtych wydarzeń minie niedługo już dziewięć miesięcy

Pytany ostatnio w programie „Warto rozmawiać” o to czy zbadał to słynne skrzydło rządowego Tupolewa, które ponoć odpadło po uderzeniu w brzozę, polski „ekspert” Edmund Klich odpowiedział przecząco. Za to nazajutrz w wywiadzie dla portalu Wirtualna Polska „specjalista od katastrof lotniczych” stwierdził:

Ważne byłoby, aby ujawnić rozmowy między Lechem i Jarosławem Kaczyńskimi i dowiedzieć się czy rozmowa dotyczyła rzeczywiście jedynie stanu zdrowia matki

Tak drodzy czytelnicy, to nie sen, to się dzieje naprawdę. Ten człowiek de facto nastręczony przez Rosjan, wędruje od studia telewizyjnego do studia, od jednej redakcji do drugiej i traktowany jest zupełnie poważnie, jako obiektywny, niezależny polski ekspert i fachowiec.

Ilość sprzecznych z sobą wypowiedzi, wolt, zmian stanowiska, dziesiątki wywiadów i wydana książka czynią polskiego akredytowanego jednym z głównych narzędzi prowadzonej od samego początku przez stronę rosyjską i polską skoordynowanej akcji dezinformacyjnej.

Półroczne żebranie opinii publicznej o zabezpieczenie wraku samolotu, brak czarnych skrzynek, broni, kamizelek kuloodpornych i amunicji borowców, telefonu satelitarnego prezydenta jak i samego kokpitu samolotu to skandaliczne wydarzenia, które miały miejsce bez żadnego stanowczego protestu polskiego rządu, co może nasuwać podejrzenie, że było mu to na rękę.

Oto III RP w pełnej krasie. Oto upadające chore państwo z ogłupioną do cna gawiedzią, które nie może doczekać się narodowego przebudzenia. Państwo ludzi, którzy mając uszy nie słyszą i mając oczy nie widzą.

P.S. Życie jak zwykle zaskakuje.

Powyższy tekst pisałem 8 stycznia i nie sądziłem, że moje „chore insynuacje” podważające samodzielność decyzji Edmunda Klicha o wyjeździe 10 kwietnia 2010 roku ze swojego domu w Dęblinie do Warszawy potwierdził sam polski akredytowany w wywiadzie dla Gazety Polskiej.

GP - Wkrótce potem - jako pierwszy, zanim zrobił to ktokolwiek ze strony polskiej - zadzwonił do Pana Aleksiej Morozow, wiceszef MAK?

Edmund Klich - Przy okazji chcę tu uściślić pewną informację: Morozow do mnie dzwonił, gdy jeszcze byłem w domu, a nie na trasie do Warszawy, jak powiedziałem w pierwszym przesłuchaniu sejmowym
 

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

pod przewodnictwem E. Klicha - i zapewne nie bez powodu rząd go utrzymał na tym stanowisku oddalając ich opinię.
Typowy "milczący pies" Łysiaka.
Iranda

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Iranda

#143429

wczoraj popularyzowałem go na twitterze.

A ostatni akapit po prostu zabójczy. Klich nie tyle odebrał telefon w drodze do W-wy co ten telefon właśnie pogonił go tamże.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#143430

państwowych funkcji.Normalne Państwo oczyściło by się ze złogów sowieckich i komunistycznych w ciągu roku ,dwóch po odzyskaniu Niepodległości/choć na tę Niepodległość chyba jeszcze trzeba zapracować/.
W normalnym Państwie funkcjonalny idiota nie zostałby premierem,furiat wicemarszałkiem sejmu a zwykłe guano prezydentem.Co tam jakiś gnojek na ruskie POsyłki?
.Pozdrowienia
zib1

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pozdrowienia
zib1

#143432

"W poważnym państwie Edmund Klich siedziałby już za kratkami"
"Co się odwlecze, to nie uciecze"

Zróbmy normalne państwo i mamy problem z głowy. Pozdrawiam.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#143438

 Doskonaly tekst,. Tego pana nalezaloby zaczac nazywac polskim zdyskredytowanym, albo po prostu szympansem.  I mam nadzieje, ze przyjdzie czas rozliczenia jego i wspolnikow, za to niecne dzialanie!

 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#143440

płk.Klich szalenie ciekawa postać.Warto przejrzeć jego dossier.

 

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------ Sukces nigdy nie jest ostateczny,porażka nigdy nie jest totalna.Liczy się tylko odwaga.  /Churchil/

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#143442

Martwi mnie jednak jedno stwierdzenie, które uważam za manipulację mediów.
Chodzi mi mianowicie o zdanie "Klich przeszkadzał Polakom w śledztwie..."
Po pierwsze, czy to co się dzieje, można nazwać śledztwem?
Po drugie, czy owo przeszkadzanie było aby napewno poza kontrolą Tuska?
Po trzecie, czy można dawać wiarę i Klichowi i wielu zaangażowanym w tą parodię po tym, co pokazują do jedenastu miesięcy?

Harpoon

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

pozdrawiam,

Harpoon

#143443

Nadejdzie sądny dzień, gdy wszyscy staną przed prawdziwie polskim trybunałem i odpowiedzą za tę zbrodnię!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Jerzy Zerbe

#143510

Wydaje mi się, że bardzo powoli nadchodzą czasy, że pytanie "CZY" nie będzie aż tak istotne. Zastąpi je pytanie "KIEDY".  I wydaje mi się.że będzie to prędzej niż później.

Pierwszy krok do zamiany tych pytań zrobili rosjanie i polscy zdrajcy 10-go kwietnia 2010 roku. Poprostu przedobrzyli. Ruszyli ten pierwszy kamyczek w lawinie. Putin zbyt długo przebywał w Niemczech i spróbował tych samych metod co w Niemczech. Nie wziął pod uwagę jednego, że Polska to nie Niemcy, a Polacy to nie Niemcy. Polacy są bardzo cierpliwi, i zniosą naprawdę bardzo dużo, ale o to jedno nadepnięcie, o ten jeden kamyczek,  było właśnie za dużo.

Wprawdzie pozostają jeszcze czołgi, ale już w Gruzji okazaŁo się, że rosyjskie czołgi nie są aż tak straszne. Drobna uwaga. Jeśli Rosja spróbuje coś w Polsce, mam przeświadczenie, że Kaukaz stanie w ogniu, a inni będą próbowali to skwapliwie wykorzystać, i nie tylko ci z zewnątrz, ale również ci od wewnątrz.

Ale najpierw porozmawiamy ze swoimi zdrajcami, tak na serio!

______________________________________

"...dopomóż Boże i wytrwać daj..."

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

"...dopomóż Boże i wytrwać daj..."

#143523

A ja mam przeświadczenie, że jeśli Rosja spróbuje coś w Polsce, to cały świat będzie się tylko przyglądać. Także NATO, bo art. 5 Traktatu Waszyngtońskiego jest tak precyzyjny jak strzelanie z kalosza.

Ciekawy też jestem jak TY porozmawiasz ze zdrajcami. Wleziesz na Statuę Wolności i naubliżasz w kierunku wschodnim?

pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#143531

Z Alaski na zachód będzie lepiej słychać.
Bliżej jest ...
Seremet też jest niezły :
“możliwość wytworzenia sztucznej mgły sprowadza się do science fiction“
http://www.bibula.com/?p=34619

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#143542

NATO jest trupem! Dlatego nie radziłbym nikomu liczyć na trupa! Jak myślisz dlaczego Francja zawarła sojusz militarny z W.Brytanią około 2 miesiące temu? Przecież oba kraje są w NATO!

NATO jest dla głupców popierających Tuska i Komoruskiego, wyobrażających sobie, że ktoś kiwnie palcem w ich obronie! Śmieszni durnie!

Dlatego należy jak najszybciej pozbyć się tuskowej, komoruskiej czy klichowej kamarili, albo...... ci co nie znają rosyjskiego, muszą się go zacząć bardzo szybko uczyć!

________________________________________

"...dopomóż Boże i wytrwać daj..."

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

"...dopomóż Boże i wytrwać daj..."

#143578

Nie widzę słowa "NATO" w Twoim wpisie, bo go tam zwyczajnie nie ma.

NATO przywołałem ja do podparcia tezy, że nikt ręką nogą nie ruszy w naszej obronie; nawet sojusz militarny, do którego tak gwałtownie dążyliśmy.

pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#143587

Nigdzie nie muszę włazić, wystarczy że wylezę! Przypuszczam, że znasz rosyjski lub niemiecki? Jak się okaże, że jesteś jednym z nich to możesz zajść bardzo wysoko.

________________________________________________

"...dopomóż Boże i wytrwać daj..."

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

"...dopomóż Boże i wytrwać daj..."

#143581

Nie musisz włazić na Statuę; wystarczy, że wyleziesz... Mieszkasz  w środku? Przebrany za gryzonia lub Santa Claus; zależnie od pory roku?

Polak potrafi...

pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#143589

...zarówno jako słowo , jak i idea nie istnieje. Aż tak tragicznie z kolegą?

_______________________________________

"...dopomóż Boże i wytrwać daj..."

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

"...dopomóż Boże i wytrwać daj..."

#143596

http://pab.nowyekran.pl/post/6211,w-rosji-pozostalo-90-milionow-ludzi
http://newsland.ru/news/detail/id/650503/cat/94/
to Rosjanie jeżeli chcą przetrwać,
też powinni chcieć się zoperować.
A jeżeli to jest prawda i pasożyt który zabija Rosjan,
szuka nowego żywiciela?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#143558

ciekawe w wypowiedziach Klicha jest to, że używa zwykle terminu: załącznik 13 do konwencji, w czasach gdy inni wypowiadający się mówili o konwencji chicagowskiej

Osobiście podejrzewałbym, że w czasie, gdy dr Klich był w armii miał z kimś, z jakąś grupą, poważniejszy konflikt, zapewne na ambicjonalnym tle, stąd m.in. jego motywacja do późniejszych działań.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#143533

stad ta komedia pomyłek

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Maciej61

#143546

Kokos26,
Każde słowo Twojego komentarza, to niestety, żelazna porażająca logika i fakty. Dzięki wielkie za ten TUTAj wpis.
Z faktami jak wiadomo się nie dyskutuje.
Na czele Państwa Polskiego stoi komotuska mafia.
Mafia osadzona tam najpewniej w wyniku intryg i manipulacji agentury, czyli ludzi Czempińskiego, który kiedyś o tym łaskawie poinformował publicznie i drugiego osobnika, niejakiego Dukaczewskiego. To pewne, że są oni ludżmi Kremla od zawsze. Przypuszczalnie w siatce, której pewnie główne skrzypce należą do odznaczonego, maestro Grinina. ( Kiedyś był Repnin, też maestro i też na dworze i też pewnie odznaczony tym samym orderem, jeno przez króla Stasia )
Pozwolę sobie przypomnieć w tym miejscu znane słowa księdza Małkowskiego , który powiedział że w każdym normalnym kraju osobnicy tacy jak rzeczony Klich , KAT i reszta umoczonych, zostaliby oskarżeni przez prokuraturę i postawieni przed sądem. I otzymaliby najwyższy wymiar kary.
No ale jakie są sądy i prokuratury w Polsce to jest powszechnie wiadomo, była smutna konkluzja wywiadu księdza Małkowskiego.
Wolna Polska i pluton egzekucyjny dla zdrajców NARODU. To jedyna odpowiednia kara za takie grzechy. Alternatywą jest prawo łaski i odstawienie przestępców do granicy, jak to się kiedyś praktykowało na słynnym moście w Berlinie Zachodnim, gdy stał jeszcze nie mniej słynny berliński mur...
Kiedyś po 89 roku wpadł mi w rękę artykuł, obszerny wywiad udzielony jedej z dużych polonijnych gazet codziennych. Tam w tym wywiadzie opowiadał o polskiej rzeczywistości jakiś funkcjonariusz chyba WSI, w wysokim stopniu, nie pamiętam czy to był pułkownik czy jeszcze wyższy oficer i on tam podawał cyfry. Wspominał, że za każdym polskim oficerem od tych wszystkich brudnych spraw stało trzech prowadzących ruskich funkcjonariuszy.
I tam padła cyfra 6000, sowieckich rezydentów w priwiślanskim kraju. Ludzi ustawionych wysoko i penetrujacych każdą sferę polskiego życia. Ludzi, mówiących po polsku perfect bez akcentu i zamaskowanych bardzo dobrze.I to nie były śpiochy tylko byli aktywni agenci. KAŻDY Z NICH PEŁNIŁ JAKĄS TAM FUNKCJĘ I ZAJMOWAŁ JAKIEŚ STANOWISKO W POLSKIM ŻYCIU PUBLICZNYM.
I pytanie retoryczne tego polskiego zbiegłego na zachód oficera do dziennikarza. ....CZY PAN SĄDZI, ŻE TYCH 6000
OPUŚCIŁO POLSKĘ ? Po czerwcu 89 ???
Pewnie rzeczony Klich od Morozowa jest jednym z tych 6
tysięcy żołnierzy Putina rezydujących w Polsce. Takim samym koleżką, jak wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują jest były Jezuita, niejaki Turski, bardzo mroczna postać w Polskiej Najnowszej Histori... Popatrzcie na te nazwiska, Klich, Turski... To są nazwiska agentów. Kojarzą sie natychmiast z innymi nazwiskami z przeszłości minionej, jak Różański,Bierut itd...itp. 6000. Trzeba było się napracować niewąsko przy wymyślaniu tych legend i nazwisk dla agentów. By nie wpadali w oko tubylcom.
MUSIMY POMÓC NASZEMU HERKULESOWI, MAŁEMU RYCERZOWI POZAMIATAĆ TĘ STAJNIĘ AUGIASZA.
Tu alternatywy innej nie ma.
Polska Ziemia nie powinna nosić na sobie tej ruskiej swołoczy. Nasza Historia nam o tym mówi. Od wieków.
I o TO proszą ofiary Katynia, z Tamtej Wiosny z 1940 i z tej Drugiej Wiosny. Z 10 Kwietnia 2010.
I wszystkie inne Polskie Ofiary ruskiego barbarzyństwa sprzed setek lat. Naszego, tego ciężkiego sąsiedztwa na które skazało nas Przeznaczenie i Historia. Polska jest Krajem od Bałtyku do Tatr i tego zmienić się nie da.

Z pozdrowieniem
I Z podziękowaniem za doskonały tekst.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#143598