Człowiek Putina?

Obrazek użytkownika kokos26
Blog

 

 

 

 

 

 

10 kwietnia szum informacyjny zaczął działać o wiele wcześniej niż mogłoby to się dzisiaj wydawań. Służby prasowe premiera poinformowały, że leci on samolotem na specjalne posiedzenie rządu. On sam później wyznał, że podróż samochodem z Gdańska do Warszawy zajęła mu 2 godziny.

Podobnie ma się rzecz z Bronisławem Komorowskim. On sam opowiadał w wywiadzie dla Le Monde, że przebywał wówczas na Mazurach w Budzie Ruskiej i kiedy dowiedział się o katastrofie poprosił syna o wyprasowanie koszuli, włożył ciemny garnitur i ruszył samochodem do Warszawy. Jednak kancelaria Marszałka sejmu poinformowała, że marszałek wraca do stolicy z Trójmiasta.

Czy spędził bezsenną nerwową noc w Trójmieście z Tuskiem czy też spokojnie sobie spał w Ruskiej Budzie, tak na prawdę nie wiadomo? Może informacja o Trójmieście to dzieło medialnych doradców, zdaniem, których informacja o tym, że Komorowski po tragedii w Rosji wraca z Ruskiej Budy to niezbyt dobry dla uszu Polaków komunikat? Czy w tak dramatycznych chwilach mógł ktoś tak zupełnie na zimno zajmować się PR-em?

Myślę jednak, że najważniejsze rzeczy dla tego, co miało się dziać przez następne miesiące nie decydowało się na trasie Trójmiasto-Warszawa czy Buda Ruska-Warszawa. To nie premier Polski ani druga osoba w państwie, marszałek sejmu byli w tym dniu dla Kremla najważniejsi. To nie Polski rząd zdawał na szóstkę ważny egzamin.

W tym czasie najważniejszą dla Moskwy osobą w Polsce, takim niejako p.o. premiera był poruszający się na trasie Dęblin-Warszawa pułkownik Edmund Klich, ruskie narzędzie służące do związania polskiej stronie rąk załącznikiem 13 do konwencji chicagowskiej. Jak to się stało, że osoba, która z wyjaśnianiem smoleńskiej katastrofy nie powinna mieć nic wspólnego z racji tego, że rozbity samolot był państwowy, a jego lot wojskowy? Edmund Klich zaś był przewodniczącym komisji przewidzianej do badania wypadków w lotnictwie cywilnym o czym doskonale wiedział. Oto jego wypowiedź z 6 maja 2010 roku podczas przesłuchania przed sejmowa komisją infrastruktury:

„Rozpocznę od pierwszej informacji, o której – jak większość pewnie z państwa – dowiedziałem się o katastrofie z mediów. Nawet dzwonił jeszcze syn. Mówi: tato czy wiesz, co się dzieje? Włączyłem TVN 24, widzę, co się dzieje, w związku z tym natychmiast zacząłem się pakować i jadę do Warszawy, bo wiedziałem, że już może być problem prawny. Dlaczego? Dlatego, że samolot jest samolotem – był – samolotem lotnictwa państwowego. Załoga była wojskowa. W związku z tym dotyczy to lotnictwa państwowego, którego nie obejmuje załącznik 13 do konwencji o międzynarodowym lotnictwie cywilnym”

Później następuje coś takiego, dzięki czemu postać Edmunda Klicha nie daje mi do dziś spokoju. Najpierw zacytujmy kłamstwo, które dobitnie wykazuje, że to natychmiastowe pakowanie się i jazda do Warszawy wcale nie była taka spontaniczna i nastąpiła najwyraźniej na rozkaz z Moskwy:

„Tak gdzieś w połowie drogi, chyba w rejonie Garwolina, bo ja mieszkam w Dęblinie i na weekendy jeżdżę do Dęblina, w tygodniu czy jak potrzeba to mieszkam w Warszawie, także nie ma jakiegoś problemu tutaj dojazdu, szybkości na miejsce wypadku czy coś. W połowie drogi dostałem telefon od pana Aleksieja Morozowa, to jest obecnie przewodniczący Komisji Federacji Rosyjskiej, zastępca pani Anodiny – szefowej Mieżnonarodnej Awiacionnej Komisji… Komitetu, to znaczy Międzynarodowego Komitetu Lotniczego. (...) On zadzwonił i powiadomił mnie, że jest katastrofa w Smoleńsku i traktuje to, jako telefoniczne powiadomienie, natomiast formalne będzie później. I było od razu pytanie o procedury, według jakich będzie ten wypadek badany. On zaproponował załącznik 13 do konwencji, bo myślę, że i według jego wiedzy, i ówczesnej mojej wiedzy, to jest jedyny dokument, który podpisała i strona polska, i Federacja Rosyjska, jako konwencję chicagowską tak zwaną z ’44 roku. Ja wtedy nie wypowiedziałem się jednoznacznie, ale też sądziłem, że to będzie jedyne rozwiązanie, to znaczy rozwiązanie, które ma jasne zasady prawne.”

Kiedy od tej wypowiedzi minęło kilka miesięcy i Klich zdał sobie sprawę, że ludzie i niektóremedia nie kupują bezkrytycznie polsko-ruskich dezinformacji. Doszedł też zapewne do wniosku, że istnieje coś takiego jak bilingi i prawdopodobieństwo, że następna władza niekoniecznie będzie szła na pasku Berlina i Moskwy. Dlatego też w udzielonym Gazecie Polskiej wywiadzie postanowił rozbroić ów granat, jakim było kłamstwo przed sejmową komisją i zabezpieczyć swój tyłek na przyszłość:

GP - Wkrótce potem - jako pierwszy, zanim zrobił to ktokolwiek ze strony polskiej - zadzwonił do Pana Aleksiej Morozow, wiceszef MAK?

Edmund Klich - Przy okazji chcę tu uściślić pewną informację: Morozow do mnie dzwonił, gdy jeszcze byłem w domu, a nie na trasie do Warszawy, jak powiedziałem w pierwszym przesłuchaniu sejmowym

Nie jesteśmy naiwni i widzimy jak na dłoni człowieka, który tak naprawdę na rozkaz Putina rusza bez zbędnej zwłoki do wykonania powierzonego mu zadania.

Po deklaracji Miedwiediewa o woli wspólnego polsko-rosyjskiego śledztwa powstało niebezpieczeństwo, że „nasz człowiek w Warszawie” Tusk, może ulec pod naciskiem polskiej ekipy, która znalazła się w Moskwie. Nie jest tajemnicą, żeby byli tam i ludzie patriotycznie nastawieni i niezwykle zdeterminowani do wyjaśnienia tego, co stało się pod Smoleńskiem. Zadaniem Klicha było wywołanie kłótni i konfliktów, które zaowocowały odesłaniem „krnąbrnych” ekspertów i prokuratorów do Warszawy.

Jak to opisywał sam Klich?

"I wchodzę do tego pomieszczenia, jest pan minister Parulski i od razu - no, powiedziałbym dosyć ostro - powiedział mi, że ja w ogóle nie potrafię działać, ja utrudniam pracę prokuraturze, a w ogóle ja ustawiłem... przyjąłem, jako załącznik 13 do procedowania i działam na szkodę Polski. To były bardzo mocne słowa i ja sobie je zapisałem zaraz wieczorem. Więc w tej sytuacji nie wiem, o co chodzi. Ja mówię, ja muszę procedować według załącznika 13 i wymaga tego ode mnie pan Morozow".

Mamy dzień 13 kwietnia, konflikt wywołany celowo przez Klicha i ciągły brak oficjalnej zgody na procedowanie według 13 załącznika. Co robi Putin? On postanawia z wykorzystaniem telekonferencji ukazać się sam całemu światu w towarzystwie szefowej MAK Anodiny, wicepremiera Iwanowa i oczywiście pułkownika Edmunda Klicha już jakby zaakceptowanego polskiego akredytowaneg przy MAK.

„W kolejny dzień, to był poniedziałek, a i kolejny dzień godzina 13.00, tj. wtorek, trzynastego …przepraszam…o godzinie 12.00 podchodzi do mnie pan Morozow i mówi: pan premier Putin zaprasza, no nie mówi się pan w języku rosyjskim tylko jest wy czy ciebie, no jest to taka forma, jak w angielskim, mówi zaprasza ciebie na konferencję prasową do Moskwy na trzecią. Ja mówię, jak na trzecią? Przecież jest dwunasta. Chyba, że jakiś samolot, może przelecę się jakimś Tu-22 albo coś i to wtedy można, prawda? Wszystko możliwe jest, szczególnie w tak mocnym państwie. No i od razu zadzwoniłem do pana ministra Grabarczyka, bo coś tutaj ja za wysoko zaczynam gdzieś być postrzegany, prawda? No i w rozmowie, ja nie wiem czy była taka jasna akceptacja, ale wyczułem, że mogę się na to spotkanie udać do… Aha, bo później było tak: nie będę musiał lecieć do Moskwy, ale będzie telekonferencja i mam być w budynku w jakimś jednym z gubernatorów. Udałem się na tę konferencję. Pierwszy głos zabrał pan premier Putin, później jego zastępca pan Iwanow i jako trzecia pani Anodina, szefowa MAK-u, która jasno powiedziała, że będzie procedowanie według załącznika 13.”

Teraz zakładając naiwnie, że Tusk nie bierze udziału w tej grze, to powinien on odważnie przeciwstawić się tej perfidnej grze Putina, walnąć pięścią w stół natychmiast odwołać ewidentnego szkodnika Klicha do Polski.

Tymczasem to Władimir Putin od samego początku rozdawał karty i kto wie czy już na długo przed 10 kwietnia nie wiedział, kto z polskiej strony zasiądzie u boku generałowej Anodiny?

Odpowiedzmy teraz sobie na pytanie, czy jest możliwe, aby Tusk był aż takim tchórzem, ignorantem czy zwykłym pożytecznym idiotą? Nawet gdyby tak było, czy możliwym jest, aby ktoś ze służb czy doradców nie uświadomił mu, w co gra Putin i jaką rolę pełni pułkownik Edmund Klich?

Moim zdaniem nie jest to możliwe.

Mały namiot Solidarnych 2010 na Krakowskim Przedmieściu budzi niepokój i strach wśród rządzących.

Mam nadzieję, że kiedyś ujrzymy długą ławę oskarżonych o zdradę Polski zaprzańców. Mam również nadzieję, że na tej ławie nie zabraknie Donalda Tuska i Edmunda Klicha.
 

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

załącznika 13-ego konwencji genewskiej nie zostało miedzy Polska a Rosja spisane. Przyznano że takiego dokumentu po prostu nie ma....

Czyli pani Anodina zadecydowała za rząd Donald Tuska.
To nie mieści się w głowie.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#153883

którzy grali tam z Polakami w durnia, to taka gra w karty.
Panie prokuratorze my tzn. Bronek, Donek, Cieć i Szpak gralim w karty do czasu jak Putin poinformował nas, że możemy już spokojnie wracać do Warszawy.
Więc wróciliśmy jak najszybciej by zgarnąć wszystkie fanty PO POsmoleńskiej kaczce.
My w tym mordzie romc swoich nie maczalim, bo my mielim być cicho i bylim.

Obibok na własny koszt

======================================================

Nunquam sapiens irascitur.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Obibok na własny koszt

#153890

Że tez nikt, poza blogami, nie porównuje wypowiedzi tego Klicha, ani nie pyta, jak jest mozliwe, aby na tak niskim szczeblu poprzez telefon Morozow-Klich decydowano w tak  istotnej sprawie? 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#153943

Gdyby miał jakikolwiek nabiał, nie dałby się wkręcić w coś, co już na tamtym etapie musiało takiemu cwaniaczkowi zapalić lampkę ostrzegawczą w głowie - "to jest granat, który prędzej czy później strzeli mi prosto w pysk".
Chyba, że na bieżąco pracował nad nim jakiś zaufany macher, jakaś kremlowska przyzwoitka, która wszystkie wówczas pojawiające się sygnały interpretowała mu w odmienny sposób.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a magyart

#153954