Do Jerzego Wawro w obronie JOW

Obrazek użytkownika LunarBird
Idee

Moją uwagę przykuł tekst Jerzego Wawro na temat JOW. Powiem więc, co takiego w JOW widzę i dlaczego popieram tę ordynację. I dlaczego mówiąc prosto i brutalnie sprzeciwianie się JOW uważam za głupotę. Tak jest, szefa PiS też to dotyczy, on nie ma immunitetu na głupie myślenie.

 

Ale po kolei. Oto jekie argumenty wysuwa Jerzy Wawro.

Pomysłem zainteresował się poseł Aumiller, który zaprosił nas na posiedzenie Komisji Rolnictwa. Zwróciliśmy się więc do wszystkich parlamentarzystów Podkarpacia, którzy zasiadali w tej komisji, by ich sprawą zainteresować. Jedna z tych osób (posłanka LPR Halina Murias) podjęła temat i dzięki temu sprawa nabrała przyspieszenia.

Co by się zmieniło po wprowadzeniu JOW? Przyszlibyśmy do swojego posła, a on by nas po prostu zbył, bo akurat jest lekarzem i na rolnictwie się nie zna. Bo z Komisją Rolnictwa nic wspólnego nie ma, bo ma tysiące ważniejszych spraw, albo po prostu ma nas w d....

Naprawdę taka żałosna jest pana wiedza o funkcjonowaniu małomiasteczkowych społeczności? Ja pochodzę z miasta 70 tys. ludzi i u mnie poseł, który miasto reprezentuje gdyby olał wyborców, miałby skutecznie przesrane. Z nazwiska i imienia. Momentalnie krążyłyby pogłoski, że taki a taki poseł to skurwysyn i żeby na niego nie głosować, bo ma w dupie ludzi. Problem jest taki że nawet jeśli nie zagłosujemy na miejscową kanalię, i tak wejdzie kanalia z drugiego krańca województwa. Bo jego ludzie nie znają i wydaje im się lepszy. Okrąg jest tak duży, że propaganda szeptana nie działa, wygrywa więc partia, która trzyma w łapie więcej mediów, ma więcej kasy na propagandę i może skuteczniej zrobić z konkurentów zbrodniarzy a siebie wybielić.

W obecnej sytuacji może się zdarzyć, że partia jest mocno zaangażowana w stworzenie jakiejś regulacji, więc wyłoży te 30tys. Dla pojedynczego posła to duże pieniądze. Bo przecież musi utrzymać biuro, mieć na polityczny marketing i jeszcze coś odłożyć na wypadek, gdyby go za 4 lata nie wybrano. Nie widać żadnych plusów z wprowadzenia JOW.

Ano widać. Konkurencja. Przecież partie nie znikną, nie wiem z której części kosmosu pan Wawro wziął taki wniosek. Za to zmieni się niewątpliwie formuła partii. JOW morduje partie wodzowskie. Zabija niewymienialnych bossów. Więc i owszem, wprowadzenie JOW da sporo. Boss partyjny nie będzie mógł tyranizować posłów wyrzuceniem z partii, bo posłom przynależność do partii w sumie gówno będzie dawać. Będzie się liczyło znane nazwisko, a nie przynależność partyjna. To partie będą zabiegać o ludzi z poparciem, a nie na odwrót, jak jest teraz. Co za tym idzie partie będą miały otwartą strukturę, większy będzie dialog wewnątrz partii. Więcej regulacji zyska poparcie takich partii niż obecnie, bo łatwiej znajdzie się wewnątrz partii grupa posłów zainteresowana, a boss już nie będzie mógł im tak łatwo grozić wywaleniem z partii za niewygodne mu poglądy.

Jeśli mamy realizować ideę pomocniczości, to przecież decyzje powinny być odpowiedzią na konkretne problemy, a nie realizacją jakichś politycznych wizji!!! I nie ma znaczenia, kto te wizje będzie postulował: przedstawiciele partii, czy reprezentacja narodu wybrana w okręgach jednomandatowych.

Przedstawiciele partii dbają o interes partyjny, a nie o interesy wyborców. Gdy partii nie na rękę jest dbanie o interesy wyborców, a bywają takie sytuacje, partia po prostu wyborców ignoruje. A w obecnej ordynacji i tak może to wyrównać propagandą i bajkami opowiadanymi w mediach. Reprezentanci narodu w JOW nie mają innego wyjścia jak tylko dbać o interesy wyborców. Pierwszą pozycję w okręgu traci się bardzo, bardzo szybko, a w małym okręgu żadna propaganda ani żadne media nie pomogą, bo ludzie będą i tak wiedzieć swoje.

By podejmować trafne decyzje nie wystarczy dojrzałość, ale potrzebna jest wiedza. Hierarchia władz samorządowych sprzyja kumulowaniu takiej wiedzy. Radni sejmiku wojewódzkiego mają zazwyczaj doświadczenie na niższych szczeblach i stykają się na co dzień z różnorodnymi problemami mając okazję zgłębiać odmienne opinie i ekspertyzy. Czy wprowadzenie JOW stwarza podobny mechanizm? Uważam, że wręcz przeciwnie.

A kto niby będzie najlepszym kandydatem w małym okręgu z JOW jeśli nie samorządowiec? Ludzie wybierają spadochroniarzy, bo okręgi są duże i co za tym idzie większości kandydatów i tak się nie zna albo zna się wyłącznie z mediów. A jakie media są, wiemy wszyscy. Przecież w USA całkiem normalne jest, że najpierw się robi karierę w samorządzie a w Kongresie można dopiero potem. A USA mają JOW. Czyli praktyka zaprzecza pańskiej logice.

Ponieważ pochodzę ze wsi, dostrzegam z całą ostrością antychłopskie fobie, jakim ulega nasza elyta. Przy okręgach jednomandatowych z całą pewnością mieszkańcy wsi nie będą w sejmie reprezentowani.

Będą. Kto niby wygra w okręgach wiejskich, chan krymski? Dla przykładu w moim rodzimym okręgu bardzo mocny zawsze był PSL. Mieliśmy nawet wicemarszałka Sejmu z PSL, i to wielokrotnie.

Stabilny rząd można osiągnąć w różny sposób. JOW jest jedynie odmianą myślenia w kategoriach partyjnych.

Ordynacja w której wybiera się osobę a nie partię to myślenie w kategoriach partyjnych? Logika wyjechała na wczasy jak widzę...

Mitem jest, że w JOW głosuje się przede wszystkim na ludzi. Nikt nie ma 80 tysięcy znajomych.

Głupoty pan plecie, drogi panie. Znajomi, znajomi znajomych, znajomi znajomych znajomych. Ludzie, którym poseł pomógł, ich znajomi, znajomi ich znajomych... Poziom pańskiej ignorancji odnośnie funkcjonowania małomiasteczkowej społeczności po prostu poraża.

A współcześnie mamy narzędzia kreowania wizerunku inaczej niż poprzez działanie na rzecz ogółu. Można wręcz stwierdzić, iż w Polsce wizerunek można sobie kupić.

To właśnie jest zaleta JOW i małych okręgów, że kładą nacisk na propagandę szeptaną. A z tym typem propagandy nikt nigdy nie ma szans wygrać, nawet wszechpotężne media. Jak w „Wyborczej” napiszą że jakiś poseł z drugiego krańca województwa jest złodziejem, wyborca uwierzy. Jak napiszą, że znajomy znajomego, lokalny działacz znany w społeczności jest złodziejem, wyborca się obśmieje. I powie innym, że to debilizmy.

Fakt, w metropoliach takich jak Warszawa ten mechanizm jest upośledzony. Ale metropolie to tylko śladowa część Polski.

Argument oparty na spostrzeżeniu, iż "w krajach, w których jest JOW korupcji jest mniej" jest pozbawiony wartości, gdyż nie tylko nie wykazano związku, ale też nie przedstawiono dostatecznych danych.

To całkiem logiczne że gdy ordynacja jest jasna i protekcja partyjna niewiele daje, korupcji jest mniej. Nie ma po co korumpować. Ordynacja proporcjonalna wręcz ZACHĘCA DO KORUPCJI. Wszystko tam jest oparte na obgadywaniu, ustaleniach i targach od obsady list po koalicję i stanowiska w administracji państwowej. Aż prosi się o kopertę pod stołem.

jak na przykład korupcja przy wyborze prezydenta Wałbrzycha

W ostatnich wyborach padło blisko 5% nieważnych głosów, jak PKW postąpiła z Nową Prawicą i OLW to wiemy. To trochę inna skala niż nieprawidłowości w kilku miastach na cały kraj i to nie w każdych wyborach samorządowych, a tylko co jakiś czas, nie sądzi pan? Więc bez demagogii proszę. Nieprawidłowości w JOW jest daleko mniej i to są fakty.

Teza że dzięki JOW łatwiej pozbyć się populistów jest fałszywa potrójnie.

Jak rozumiem postuluje pan zlikwidowanie urzędu prezydenta, bo za duże ryzyko że ludzie wybiorą populistę? No przecież wybory prezydenckie to nic innego jak JOW z jednym okręgiem na cały kraj. Nawiasem mówiąc kiedy byłem zwolennikiem systemu prezydenckiego za LK, mówiono mi że chcę władzy dla PiS. Teraz jest Komorowski, a ja dalej jestem za systemem prezydenckim i tym, którzy mówili, że to z powodu kalkulacji partyjnych jest teraz łyso...

JOW rzeczywiście będzie promował bogaczy.

Teza pozbawiona podstaw. Żeby zyskać popularność działalnością samorządową i potem wygrać w JOW chyba wielkiego majątku nie potrzeba. Prezentuje pan zmanipulowane przez obecną ordynację przekonanie, że wyborców przekonuje się najskuteczniej plakatami i kłamstwami w mediach. Tymczasem to nie działa w JOW o małych okręgach, ale pan nie bierze pod uwagę różnicy.

Teza, że "wybiera się głównie ludzi z doświadczeniem" nie jest prawdziwa. Wybiera się ludzi sukcesu (vide pkt 9) licząc, iż powielą oni sukces na niwie państwowej.

Ponowna teza pozbawiona podstaw. Wielki Wawro przemówił, słuchajcie narody! A może by tak Wielki Wawro zaczął udowadniać swoje słowa? Bo nie widzę jakoś dowodów na tezę, że wielki biznesmen ma większe szanse w JOW niż znany samorządowiec.

Twierdzenie, że "większość argumentów przeciw JOW, to są w istocie argumenty przeciw demokracji, a nie przeciw konkretnej ordynacji wyborczej" jest nie dość, że gołosłowne, to jeszcze stawia zwolenników JOW w nie najlepszym świetle

Jakie mianowicie logiczne argumenty przeciw JOW z małymi okręgami pan podał? Bo ja widzę tylko manipulacje oparte na bezpodstawnej analogii obecnej sytuacji do JOW oraz na niezrozumieniu mechanizmów funkcjonowania społeczności małych i średnich miast oraz wsi (a takie w Polsce dominują, metropolie to śladowy procent).

Ale w pierwszym rzędzie musi to być odpowiedzialność przed prawem i własnym sumieniem.

Nie. Posła w pierwszym rzędzie obowiązuje odpowiedzialność przed ludźmi, dzięki którym dostaje poselską pensję. Nie podoba się? To niech wypieprza z Sejmu. Jest tam z naszej łaski. Może być samodzielny w takim tylko zakresie, w jakim wyborcy to tolerują i sobie życzą, nie w żadnym innym. Kropka.

Śmiem twierdzić, że na strukturę partii w największym stopniu wpływa sposób finansowania. Skoro pieniądze i tak trafiają do centrali, to niby dlaczego JOW miałoby sprawić, iż partie będą bardziej demokratyczne?

Bo w JOW partia znanym w swoich okręgach posłom do niczego nie jest potrzebna. Dobry poseł będzie mógł wypiąć się na partię, powiedzieć bossowi żeby się odpierwiastkował, a potem i tak wygra wybory w okręgu. Bo wyborcy już go będą znali i to się liczy najbardziej. Nie musi wyrabiać marki od zera jak partyjni spadochroniarze. A boss zostanie z ręką w nocniku. Obecnie poseł sobie może być znany, bez łachy wielkich partii i ich bossów i tak nic nie może. A jak się traktuje małe partie i komitety wyborców, widzieliśmy ostatnio nadto dobrze.

Idealizacja JOW prowadzi do tezy, że "w ordynacji proporcjonalnej działa selekcja negatywna - [...] wybierają najbardziej biernych, miernych, posłusznych, niekompetentnych, uległych, ale wiernych przedstawicieli", Ciekawe co na to nowi posłowie PiS: Jerzy Żyżyński i Józefina Hrynkiewicz?

Zobaczylibyśmy jak długo by ci nowi pozostali w PiS gdyby mieli inne zdanie niż Kaczyński w jakimkolwiek głosowaniu w Sejmie. I gówno ma znaczenie, czy na tym konkretnym temacie się lepiej znają. Mają się słuchać i tyle, inaczej won z partii. To samo zresztą jest w PO, wojna Tuska ze Schetyną nadto wyraźnie tego dowodzi. Wystarczy cokolwiek powiedzieć inaczej niż Kaczyński czy Tusk i już obszczekuje cię zgraja partyjnych ogarów opłacanych z pieniędzy podatników. Bo bossowi nie na rękę jest by ktoś się z nim nie zgadzał, więc opłaca poklask by zrobić się na męża stanu. Partia to on. Państwo zresztą też jak tylko zostanie premierem. Takie partie, taką politykę chcemy mieć?

System demokratyczny powinien zawierać jakieś bariery dla tych ludzi, by wyselekcjonować tych, którzy łączą osobiste ambicje z pragnieniem pracy dla innych. Partie są takim filtrem (lepszym są samorządy).

Partie odsiewają tych, którzy nie mają wiele do zaoferowania? Pozdrowienia od Palikota i Niesiołowskiego, drogi panie. Gdzie byliby ci dwaj, gdyby nie lansujące ich partie?

Pomijam argumenty zupełnie nie zrozumiałe (nie wiem co to jest paradoks: „z A na B daje C”). Mamy prawo oczekiwać, iż zwolennicy tej idei podadzą jasne argumenty.

Abstrahując od podanego paradoksu, podam sytuację która mi osobiście się nie podoba. Wyobraźmy sobie sytuację, że kandydat Nowej Prawicy (optymistycznie zakładając, że PKW by jej nie odsiała na polecenie służbowe z góry...) w jakimś okręgu zgarnia 52% głosów. Niemożliwe? Ot, trafił się taki. Popularny, kompetentny i myśli samodzielnie. Wszedłby do Sejmu? Nie. Wszedłby koleś z paruprocentowym poparciem. A ponad połowa wyborców by bezprawnie została pozbawiona przedstawicielstwa w Sejmie, bo ktoś sobie wymyślił limit 5% dla partii. W świetle tego za wyjątkowo czarne poczucie humoru uznać należy wrzaski zwolenników obecnej ordynacji, że w JOW wyborcy są pozbawiani przedstawicielstwa w Sejmie.

Inny przykład, podany wyżej gość jest bezpartyjny. Żadna partia go nie chce, bo jest za ambitny i bossi trzęsą dupą, że mógłby sięgnąć po ich stołek. Co z tego że wystartuje z komitetu wyborczego wyborców, skoro i tak go próg wyborczy odsieje? W efekcie ktoś kto chce kandydować i mógłby wygrać, będąc cenną osobą i wiele robiąc nie kandyduje w wyniku zmowy partii wokół swojej osoby. Niemożliwe? A niby czemu nie skoro polityka jest obecnie zabetonowana i nowych twarzy w niej prawie nie ma?

Takich sytuacji można podać wiele.
 

Co do JOW w Senacie to przestrzegałbym przed wyciąganiem długofalowych wniosków. To nie są JOW w tradycyjnym kształcie, tylko zmanipulowana wersja dla potrzeb PO.

  • okręgi są bardzo duże,

  • wybory są jednoetapowe, przez co wyborcy nie mają okazji wybrać między dwoma kandydatami, co wykoślawia wynik,

  • wyborcy nadal nie znają kandydatów bo przy tak dużym okręgu jest masa nieznanych im osób,

To krok w dobrym kierunku bo partie tracą monopol na Senat, ale to nadal daleko za mało by nazwać to zwycięstwem idei JOW. Zwyciężyło tylko PO, narzucając sobie wygodną koncepcję ordynacji do Senatu, która umożliwia mediom praktycznie wybranie senatorów. Ale i tak PO wygrało tylko dlatego, że wystawiło ludzi popularnych w danych okręgach. PiS zaś postawił na lojalnych wobec Kaczyńskiego i się na tym ostro przejechał. Wygrali ludzie zapraszani do kandydowania z listy danej partii z powodu swojej popularności w okręgach. Oto co daje JOW.

 

Na zakończenie krótko o tym, jaką ordynację i system popieram. Oczywiście JOW, ale w małych okręgach. Liczba posłów nie powinna się zmienić. Kandydat powinien być zameldowany na pobyt stały na obszarze swojego okręgu co najmniej 4 lata by mógł kandydować. To by ukróciło praktykę zsyłania partyjnych spadochroniarzy do okręgów, z którymi nic nie mają wspólnego. Co do Senatu to ciekawy pomysł miał Łażący Łazarz, który proponował Senat kombinowany, pełniący raczej funkcję pośrednika pomiędzy Sejmem i Prezydentem niż w całości wybieranego ciała przedstawicielskiego. Część senatorów byłaby wybierana w JOW, część wyznaczana przez Prezydenta. Pomysł ciekawy i wart rozważenia.

Co do podziału kompetencji to system prezydencki w wersji amerykańskiej. Od dawna jestem zwolennikiem wzmocnienia władzy prezydenta i wyeliminowania chorej sytuacji gdy władza ustawodawcza wybiera wykonawczą. Władze powinny działać niezależnie od siebie. W takim systemie argument że w JOW nie będzie można stworzyć większości parlamentarnej, choć i tak idiotyczny skoro jakoś Angole nie mają z tym problemu, staje się kompletnie bez znaczenia. Rządzi przecież Prezydent. Parlament jest tylko od opiniowania ustaw rządowych. Miejsce na partyjnych liderów będzie więc nadal, ale ich pozycja znacząco osłabnie. I będzie silniejsza weryfikacja ich kompetencji, bo silna władza prezydencka to nie przelewki, o czym już niejeden Prezydent USA się przekonał na własnej skórze.

Brak głosów