System się broni

Obrazek użytkownika tutejszy
Kraj

Obecna sytuacja w Polsce przypomina nieco tonący statek, na którym załoga – a głównie kapitan – wmawia ludziom, że wszystko jest w porządku, ten zwiększajacy się poziom zanurzenia to tylko ćwiczenia, a woda po kostki w kajutach to poranna wilgoć. A jednak kapitan nie zamierza uciekać ze statku, nie tyle dla jakichś honorowych zasad, ale raczej z braku szalup i w ogóle jakiejkolwiek innej możliwości ucieczki. Kończy się też rozpęd tego statku, nadany bądź co bądź, przez wcześniejsze ekipy rządzace i okazuje się, że wielka balanga w maszynowni nie popchnie już nas do przodu. Mimo wszystko na mostku kapitańskim nikt nie zamierza oddawać władzy, "wkrótce zacznie wiać siny wiatr, to nas jeszcze popchnie" – zdają się mówić sternicy.

Salonowi pasażerowie z pierwszej klasy coraz niechętniej wypowiadają się w sprawie poparcia dla kapitana, niektórzy nawet zaczęli pukać się w czoło. Większość jednak nadal popiera szefostwo statku, bo alternatywny kapitan zamiast wieczorami tańczyć na balach i popołudniami grać w piłkę, zagnałby ich wszystkich do wypompowywania wody z pokładu.
Ale ten zgniły układ załogi i pasażerów pierwszej klasy zaczyna się bronić, niczym w agonalnym drgnieniu, jeszcze będzie szarpał, gryzł i kopał ile mu sił tylko pozostało.
W Warszawie widać już widocznie jak łączenie pewnych okręgów wyborczych ma na celu rozbicie poparcia dla Prawa i Sprawiedliwości. Takich machinacji będzie więcej w najbliższym czasie, wszak w tym roku nie wystarczą pojedyncze ogólnopolskie akcje typu "zabierz babci dowód", albo "zmień kraj, idź na wybory" jak to miało miejsce w 2007 roku. Platformę będzie wspierać cały szereg pomniejszych, bardziej dyskretnych akcji. Zakaz komercyjnego prezentowania spotów przedwyborczych znowu uderza w Jarosława Kaczyńskiego, bo jest to jedyny przywódca partyjny, który nie ma wpływu na żadne wielkie media – telewizja publiczna została podzielona niczym tort urodzinowy pomiędzy faktyczną koalicję PO-PSL-SLD, a TVN-y i POLSATy jakie są, (prawie) każdy widzi. Takze propozycja dwudniowych wyborów ma ułatwić wszelkiej maści nieuświadomionym politycznie ćwierćinteligentom pójście do urn niejako "przy okazji", bo przez cały weekend zwiększa się szansa, że akurat obok punktu głosowania będzie się przechodziło.

Do wyborów pozostało jeszcze ponad osiem miesięcy, a już teraz takie poszczególne "wspomagacze" Platformy są przygotowywane, więc co jest szykowane na później? Może we wrześniu Jurek Owsiak znowu ogłosi konieczność zorganizowania Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, może znów specjalne autobusy będą woziły uczestników lemingowych koncertów tuż pod samą urnę? Może znów w szpitalach kwestię zorganizowania urn przenośnych pozostawi się poszczególnym komisjom wiedząc, że część z nich na pewno na nie się nie zdecyduje? Myślę, że pomysłów będzie znacznie więcej – znajdzie się jakiś pomysł na wyeksponowanie roli premiera w czasie ciszy wyborczej, jakaś wizyta zagraniczna, albo ważna uroczystość transmitowana obowiązkowo przez wszystkie media. Być może posłanka PO Joanna Mucha wyjdzie z propozycją, by starsi wyborcy, tacy po 70-tce, mieli tylko pół głosu w wyborach, a do komisji będą musieli skakać na jednej nodze, być może lista PiSu na karcie wyborczej będzie drukowana atramentem sympatycznym i wcelowanie w kratkę będzie wymagało zapalenia świeczki i ogrzania atramentu płomieniem, żeby stał się widoczny.

Te wszystkie nieco histeryczne zabiegi są ewidentne, tak samo jak ewidentne jest milczenie mediów w tej sprawie, co jednak może być dla nas radosnym sygnałem, że Prawo i Sprawiedliwość wciąż stanowi zagrożenie (mimo tylu karierowiczów i osób niekompetentnych w jego szeregach). Szum, który robi partia Kaczyńskiego wobec tych zagrywek Platformy nie przyniesie zbyt wielkiego rezultatu – tupet rządzących był demonstrowany wielokrotnie, nie przejmą się przecież łatką "bezczelności", skoro nie takie rzeczy robili podczas mijającej kadencji.

Będą więc najbliższe wybory ciekawym sprawdzianem, będzie to siłowanie się na rękę dwóch podmiotów – gnuśnych elit, próchniejących struktur państwa oraz zwykłych ludzi, "demonów patriotyzmu" i po prostu narodu. Państwo versus Naród. Oczywiście nie całe państwo i nie cały naród, ale takie uproszczenie powinno nam uświadomić, że największą chlubą tych wyborów będzie nie tyle organizowanie wielkich ogólnopolskich akcji, ale gorliwe dbanie o najbliższe otoczenie, by tam nie doszło do nadużyć, szafowania decyzjami o "nieważnych głosach" w poszczególnych komisjach itp.

Jest to swoistego rodzaju paradoks – Jarosław Kaczyński, piłsudczyk i państwowiec, będzie musiał oprzeć swoją strategię nie na strukturach państwa, lecz właśnie na narodowych żywiołach, licznych inicjatywach lokalnych i oddolnych akcjach. Właśnie tak, drodzy Państwo, pasażerowie niższych klas tego nadwiślańskiego Tytanika muszą się wreszcie ruszyć, bo na niższych pokładach woda sięga dużo wyżej. Kryzys jak to kryzys, mawiają czasami, że "prędzej chudy umrze, niż gruby schudnie".

Tekst opublikowany w Warszawskiej Gazecie

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Polsce upadku nie życze bo jestem jej obywatelem ;
SYSTEM raczej nie upadnie bo ma zbyt wielu beneficjentów - a oni przez 2 dni pojda do urn

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Maciej61

#142478