Rząd baluje, naród emigruje

Obrazek użytkownika tutejszy
Kraj

Zaczęło się dawno temu.

Zaczęło się od długich pochodów na wschód, zaczęło się od godności i politycznych sprzeciwów. Wielkie eksodusy rozpoczął symbolicznie biskup Kajetan Sołtyk swoim VETO na sejmie dyktowanym przez carskiego ambasadora Repnina. Zesłany jeszcze blisko - do Kaługi.

Następcy mieli dłuższe drogi przed sobą - dziwiły się długowieczne modrzewie syberyjskie (Larix sibirica) skąd i dokąd ciągną ci zadumani panowie nucący pod nosem podniosłe mazurki albo konfederackie psalmy.

Coraz gorzej
Raz zakażeni chorobą emigracji, zapadliśmy na nią przewlekle - ruszały na Zachód całe pokolenia! Ci z Legionów dotarli aż na San Domingo, ci z Powstania Listopadowego osiedli smętnie w Dreźnie, Paryżu i Londynie, byli i tacy co wtopili się w turecki krajobraz (miasto Adampol).

Ale wirus emigracji zmutował. Właśnie sto lat temu, na początku ubiegłego wieku rozpoczął się nowy eksodus: zarobkowy. Polskie parafie w Stanach Zjednoczonych obrastały wokół nowowybudowanych kościołów, by powoli rozmywać się i zatracać w amerykańskim żywiole.

Później wirus przybierał jednak formy brutalne - wrócić nie mogli ci, którzy chcieli. Gdy wrócił Rotmistrz Pilecki to spoczął z kulą w tyle głowy w anonimowej mogile. A generałowie (Anders, Maczek)i pisarze (Bobkowski, Mackiewicz) klepali biedę sprzedając gazety w londyńskim kiosku, albo klejąc modele samolotów w Ameryce Południowej.

Kolejną falę choroby przywołał generał Jaruzelski. Trzeba wypocić organizm! Uchylił przejścia graniczne, by wyjechali dynamiczni i najbardziej niezadowoleni. No - prawie najbardziej. Ci najbardziej niezadowoleni spoczęli na dnach rzek i w tajemniczych okolicznościach na ulicach i chodnikach.

Stan obecny
I dziś mamy doskonałą okazję do podsumowania kolejnego etapu choroby. Gdy w Warszawie i Sopocie rozbłysły iluminacje i sztuczne ognie sztucznych vivatów na cześć polskiej prezydencji w Unii Europejskiej (ros. jewropejski sajuz) polski organizm wydał cykliczny spazm kolejnej zarobkowej emigracji.

Każde pokolenie Polaków od 250 lat jest dotknięte inną emigracją, coraz bardziej pustą duchowo, coraz bardziej wyjaławiającą moralnie i coraz bardziej wykorzeniającą. Każda kolejna emigracja to mniejsza tęsknota za Polską, to wysysanie zdolnych rodaków z państwa nad Wisłą.

Wszystkie te emigracje wiążą się w logiczny łańcuch: a każde ogniwo wynaradawia nas coraz skuteczniej. Kiedyś zostawialiśmy po sobie krzyże (konfederacja barska) i fortyfikacje (Kościuszko w USA), potem zdobycze i odkrycia (góra Kościuszki w Australii), rozwój gospodarczy w Chile(Domeyko), doskonałe drogi kolejowe (Stanisław Kierbedź na Syberii).

Dzisiejsza emigracja wyrusza za granice, by związać koniec z końcem - lecz tym razem nie zakłada parafii i domów kultury, jak przed stu laty. Nie wspiera nauki ani handlu. Zostawia po sobie czyste naczynia i kosze pełne truskawek.

Każda choroba osłabia organizm - jak bardzo wypłukano nasz potencjał narodowy i jak bardzo źle musi być na polskiej ziemi, ze jej dzieci ją opuszczają - nikt tego nie obliczy.

W samych Niemczech pracuje tymczasowo pół miliona Polaków*. Ponad połowa studentów w marcu tego roku była gotowa wyjechać z Polski do pracy **.

Lekarstwo
Ale mimo niesłychanego pod względem rozmiarów zjawiska emigracji Polaków wciąż przybywało. Ten strumień emigrantów politycznych i zarobkowych mijał się jednocześnie z setkami tysięcy Polaków nowych – Grottgerów, Brucknerów, Matejków (Czech z pochodzenia!), Fiszerów i innych. Polskość przyciągała! Dzięki wyrazistości swojej idei, dzieki walce o wolność „waszą i naszą” oraz dzięki chrześcijańskich wartościach do kraju nad Wisłą napływali kolejni wartościowi ludzie. Atrakcyjność Polski przyciągała tak mocno, że wielu urzędników zaborczych stawało się Polakami. Nawet przegrane powstania, nawet to najbardziej dramatyczne, styczniowe, budziło u elit zaborczych okrzyk przerażenia. Na salonach Petersburga załamywano ręce i powiadano sobie: Polaków się zrusyfikować nie da, oni są duchowo silniejsi od nas!
I do tej pory wyrazistość naszej swojskości, nasza duma narodowa była magnesem, który przyciągał siły witalne, nowe umysły i nowe serca. I dzisiaj tego nam właśnie brakuje, ten strumień propolskich serc ustał, bo III RP jest nijaka, bezideowa, wstydliwa. Czyż także nie do nas wołał Jan Paweł II słowami: „Nie lękajcie się. Wypłyńcie na głębię”?
Głębia idei, świadomość wielkości duchowej Polski, duma narodowa – to są skuteczne lekarstwa na próby rozpuszczenia polskości w potoku współczesnego nihilizmu. Nie oglądając się na próby odjęcia nam prawa do patriotyzmu, tym właśnie patriotyzmem należy rozbudzać chęć przywrócenia Polski wolnej, prawej i sprawiedliwej. A wtedy wracający do Polski rodacy będą opowiadali sobie – jak u Żeromskiego – o „Szklanych domach” stojących od Bałtyku po Tatry.

Tutejszy

Tekst ukazał się w ostatnim numerze Warszawskiej Gazety

* http://freeisoft.pl/?p=28361
** http://forsal.pl/artykuly/499836,wiekszosc_polskich_studentow_jest_gotowych_do_emigracji_zarobkowej.html

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

-Najprawdziwsza prawda !
---------------------------

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

galapi

#169370

Gorzkie amen.
Szarlej

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Szarlej

#169372

"Czy ten ptak kala gniazdo, który kala
czy ten co mówić o tym nie pozwala?"

C.K. Norwid

Przy okazji polecam:

Kisiel o Radku
ciekawe rzeczy napisał, i filmik z Pospieszalskim polecam I u mnie też o Radku i jego Rzymskich przygodach

Pozdrawiam

PS

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#169445