Niszczenie elit

Obrazek użytkownika tutejszy
Kraj

Odwiedzając groby ofiar katastrofy smoleńskiej ma się świadomość wyjątkowości poległych. Pasażerowie rządowego samolotu różnili się prawie-że wszystkim: wiekiem, wyształceniem i pochodzeniem, poglądami politycznymi i życiorysem. Można rzec, że leciała tam Polska w miniaturze. Jednak idąc wzdłuż szeregu pomników nagrobnych na Powązkach zwraca uwagę jeszcze jedna rzecz: miejsca urodzenia poszczególnych ofiar. Generał dywizji Kazimierz Gilarski – Rudołowice, generał brygady Wojciech Lubiński – Ryki, generał Franciszek Gągor – Koniuszowa, generał dywizji Andrzej Błasik – Poddębice. Podobnie wielu innych przedstawicieli elit narodowych, którzy zginęli 10 kwietnia: generał broni Bronisław Kwiatkowski – Mazury, k. Kolbuszowej, Tomasz Merta – Legnica, Paweł Wypych – Otwock itd. To wszystko są przecież małe, często zapomniane przez wielki świat miejscowości!

Niszczenie głośne

I jakaś taka mesjanistyczna refleksja przychodzi do głowy na widok poważnych sylwetek spoglądających z porcelanowych zdjęć nagrobnych, że polskie elity od dziesięcioleci były szczególnie narażone na niebezpieczeństwa. Trzeba było 70. lat, by po eksterminacji katyńskiej wykształciły się zupełnie nowe elity. Polska zaczynała niejako od zera, z tych małych miejscowości wyszli młodzi chłopcy i młode dziewczęta, by ciężką pracą i hartem ducha zdobywać stopnie wojskowe, wykształcenie i doświadczenie w tamtej ułomnej, komunistycznej Polsce. Ile trzeba było ich wewnętrznych trudów, by wyrośli z nich godni partnerzy NATOwskich oficerów, zachodnich dyplomatów, amerykańskich specjalistów?

Mimo trudnych czasów udało się narodowi polskiemu wykształcić godnych ich przedstawicieli – polskiej odrębności nie zgładziły kule wystrzeliwane w tył głowy, nie zasypały jej łopaty czerwonoarmistów w charkowskich czy katyńskich lasach, ani nie zdusiły ciasne cele stalinowskich więzień. Dziesiątków pokoleń żyjących nad Wisłą nie udało się po prostu wymazać ze świadomości, nasze narodowe wartości zbyt mocno utkwiły w sercach ludzi, którzy wciąż przekazują sobie polską tożsamość.

A jednak nadzieja na obcięcie Polakom głowy, na pozbawienie ich przywódców, duchowej arystokracji, wciąż żywi pewne zdegenerowane kręgi władzy. Doskonale pamiętamy ich fałszywe współczucie, krokodyle łzy wylewane przed kamerami i to ich oczekiwanie na moment, w którym będą mogli, wraz z zastępami prymitywów, wstrząsnąć naszą żałobą i okresem narodowego zjednoczenia. Bo naszym elitom nie tylko odmawia się prawa do życia (czy nie pamiętamy tych wezwań do zabijania?), ale to nam odmawia się prawa do pamięci o nich. Śmieją się z naszego poczucia mesjanizmu, z naszego przeświadczenia o wyjątkowości Polski, a przecież każde pokolenie Polaków jest świadkiem tragicznej hekatomby, która obcina nam najlepszych synów tej ziemi. Jak więc możemy postrzegać patriotyzm jedynie jako cieżką pracę i uczciwe płacenie podatków, jak sugerowała po 10 kwietnia Wyborcza?

Niszczenie ciche

Ale dobijanie elit to nie tylko, by rzec za poetą Wojciechem Wenclem, "samoloty spadające za lub przed lotniskiem". Strzał w tył głowy, czy eksplozja na pokładzie samolotu z prezydentem , to takie dobijanie wulgarne, ostentacyjne i desperackie. Nieważne już czy samolot spadał przez umyślne działania czy horrendalne zaniedbania rządu – czeka nas prędzej czy później poznanie prawdy, która opowie nam o kolejnej dekapitacji narodowej. Jednak oprócz tego trwa jeszcze inne, bardziej dyskretne wyniszczanie prawdziwej, polskiej inteligencji. Jest ono przebiegłe tym bardziej, że nie wywołuje krzyków i zbiorowej żałoby, nie widać tego na codzień, choć właśnie jest to takie wyniszczanie codzienne, systematyczne. Ustrój Polski, wraz z nadprodukcją prawa, wysokimi podatkami, nieefektywnym ich wydawaniem, próchniejąca gospodarka i wyprzedaż majątku narodowego utrudnia nam wychowywanie kolejnych elit. Bo iluż to przyszłych Koperników, Skłodowskich – Curie, Łukasiewiczów1 (wynalazca lampy naftowej), Rejewskich2 (człowiek, który złamał kod enigmy), Rozwadowskich nie znajdzie zatrudnienia z powodu słabych koneksji, albo "niewłaściwych" poglądów? Ilu Heweliuszów i Matejków wyjeżdża właśnie na zbiory truskawek we Włoszech lub w Niemczech, by zarobić więcej na pracy fizycznej niż w Polsce na lepszych stanowiskach? Ilu jeszcze Zbigniewów Brzezińskich odnajdzie swoje powołanie w innym kraju i okaże się geniuszem w swojej dziedzinie, geniuszem, który wzbogaci inne państwa?

Marnują się polskie talenty gdzieś na zmywaku w Londynie, albo w garkuchniach hiszpańskich. Niedoszli sportowcy żywią się w tanich barach studenckich, a potencjalni matematycy, astronomowie i inżynierowie pracują na zdezelowanych komputerach, by wypełnić minimalne wymogi na studiach. Nieudolność, czy też złe intencje zarządców państwa prowadzą wprost do zabijania – jeśli nie dosłownego, jeśli nie likwidacji ludzi, to z pewnością zabijania ich talentów, ich możliwości, zapału, optymizmu, wiary w siebie i w Polskę.

Zadaniem państwa powinno być stworzenie jak najlepszych warunków dla rozwoju swoich obywateli, by ich zdolności, umiejętności i zapał mogły się zrealizować i tym samym przysłużyć się dla dobra ogółu. Niestety w obecnej Polsce jest dokładnie odwrotnie – a zamiast analiz telewizyjnych ekspertów wystarczy rozejrzeć się wokół siebie – właśnie na okres wakacyjny wyjeżdżają z Polski dziesiątki tysięcy młodych ludzi, by przy zbieraniu szparagów w Niemczech, albo wożeniem cementu w norweskich magazynach zarobić na swoje studia, na życie czy na założenie rodziny.

Gdzieś w młodym pokoleniu urodzonym w latach 80-tych, 90-tych dorastają właśnie przyszłe elity, przyszli naukowcy, politycy, publicyści. Pamiętajmy, że choć wielu przedstawicieli niepodległościowych elit zginęło straszliwą śmiercią nad Smoleńskiem, to także te przyszłe elity są subtelnie wyniszczane biedą, ograniczeniami, strasznymi warunkami w pracy i w domu. Oszustwami na studiach, dyskryminowaniem w pracy.

Wyniszczanie elit odbywa się więc dwutorowo - z jednej strony zabija się ducha – zabija się go agresją, prostactwem, opluwaniem narodowych wartości. Ale, że "wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi" to i stara się nas zniszczyć materialnie. O tym wszystkim trzeba pamiętać, bo skoro oni nas właśnie na tych dwóch płaszczyznach próbują przydusić, to my właśnie w tych dwóch aspektach powinniśmy się bronić. Potrzebna jest taka walka, która połączy romantyzm mickiewiczowskiego Konrada oraz pragmatyzm Prusowego Wokulskiego. Aby się nie dać złamać i nowym, przyszłym elitom, dać możliwość zbudować tu suwerenną i silną Polskę.
Tutejszy

Artykuł ukazał się w ostatnim numerze Warszawskiej Gazety

O takich jednostkowych przypadkach pisałem też tutaj:
http://niepoprawni.pl/blog/2005/na-co-nie-starcza-ci-pieniedzy
O córce milicjanta i córce solidarnościowca pisałem tutaj:
http://niepoprawni.pl/blog/2005/ola-i-ania
A o prostych ludziach cierpiących biedę, tutaj:
http://niepoprawni.pl/blog/2005/trzy-sceny-grzech-jeden

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Satchmo

Przepisy są wąskie.
Trudno grać samemu.
Trąby Jerychońskie
skradli Jozuemu.

Złoty Róg się urwał.
Leży gdzieś na gumnie,
byle jaki mur, wał
głowę wznosi dumnie.

Zagraj mi tu Satchmo
z nieba na swej trąbce.
Samemu niełatwo
związać koniec z końcem.

ABW zabrało
lutnię Orfeusza
grajków jest za mało
by ludzi powzruszać.

Czarodziejskie flety
gdzieś ukryto w sejfach.
Odgrzano kotlety,
wielki czyniąc rejwach.

Zagraj mi tu Satchmo
swoje Hello Dolly
może Twoja trąbka
bractwo

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Marek Gajowniczek

#166595

Jan Bogatko

...jeszcze jedną, nieprzerwanie trwającą od 1939/44 roku formą niszczenia polskich elit jest nielegalny dekret PKWN (rodzaj sowieckiego rządu dla Generalnego Gubernatorstwa) pozbawiający ziemi tych, którzy orali i bronili.Tych, dzięki którym Polska przetrwała rozbiory, zachowała tożsamość narodową, a podczas wojny 39-45 udzielała schronienia i pomocy Państwu Podziemnego i Zołnierzom Niezłomnym: ziemian polskich.

Bez naprawienia tej krzywdy wszystkie nowe elity będą miały grzech pierworodny.

Pozdrawiam,

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Jan Bogatko

#166626

Na szczęście jesteśmy również mistrzami w przetrwaniu w warunkach stałego holocaustu, jaki nam fundują od ponad 200 lat z 20-letnią przerwą ościenne mocarstwa. Ten komplement wyszedł z ust samego Hitlera; nie sądzę, aby facet rwał się do wygłaszania pochwał Polaków, gdyby w to głęboko nie wierzył;)
Pozdrawiam

Sigma

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#166671