Draka w tramwaju

Obrazek użytkownika Marcin B. Brixen
Humor i satyra

W związku z tym, że był to ostatni dzień nauki przed feriami młoda pani od polskiego postanowiła, że zabierze trzecią a do muzeum. Wszyscy nauczyciele jej mówili, że to zły pomysł, ale się uparła. Atmosfera napięcia związana z wystawianiem ocen zelżała, uznała więc, że dzieciakom coś się należy.
Trzecia a grzecznie przemaszerowała na pętlę tramwajową, grzecznie poczekała na tramwaj i grzecznie wsiadła do niego kiedy już podjechał. I wtedy jakby ktoś nacisnął guzik, trzecia a biegała, krzyczała i śmiała się wniebogłosy. Młoda pani od polskiego zaczęła uspokajać swoich podopiecznych ale ze słabym skutkiem.
Motorniczy zatkał sobie palcami uszy, wysiadł i zapalił papierosa oparty o tabliczkę z zakazem palenia.
Po paru minutach dziczenia trzecia a trochę się zmęczyła i przysiadła. Wtedy tramwaj zaczęli zaludniać inni pasażerowie, do tej pory stojący na przystanku z lekko przerażonymi minami na widok tego co działo się wewnątrz wagonu.
Wsiadł też pewien pasażer z olbrzymią, ale lekką paką. Pokręcił się trochę, a potem postawił pakę na schodkach przy tylnym wyjściu z wagonu i całkiem je zablokował.
- No co jest? - mruknął motorniczy i rzucił niedopałek pod koła. - Ej! Gościu! Zabieraj tę pakę!
Pasażer nie zareagował.
- No panie! - motorniczy podszedł bliżej i mówił już do niego patrząc mu w oczy. - Przecież jak ruszę tramwajem to ta pańska paka się przewali! Zabierz pan to do kąta albo postaw jakoś inaczej!
Pasażer milczał.
- Uch! - stęknął motorniczy, po czym zabrał pasażerowi pakę i oparł ją o tylną ścianę wagonu.
- Nein, nein, nein - pasażer pokiwał głową po czym ustawił paczkę z powrotem na schodach przy wyjściu. - Drei przystanku ja wyskakiwać.
- Niemiec! - zauważyła błyskotliwie dziewczynka, która zawsze odzywała się jako pierwsza.
- A co mnie obchodzi, że trzy przystanki - zirytował się motorniczy. - To nie może tak stać!
- Będzie draka - wyczuł Łukaszek.
- Ehę - potwierdził Gruby Maciek.
- Plop! - strzelił gumą balonową okularnik z trzeciej ławki.
Pasażer oparł pakę o drzwi i z zadowoloną miną usiadł na siedzeniu obok.
- No przecież to wyleci jak otworzę drzwi! - denerwował się motorniczy. - Umie ktoś niemiecki? Powiedzcie mu coś!
- Dzieci... - młoda pani od polskiego zachęciła trzecią a do lingwistycznych popisów, czym nieświadomie spowodowała nakręcenie konfliktu. Pierwszy zaczął oczywiście Łukaszek. Może dlatego, że ostatnio często był pytany z niemieckiego.
- Ich habe grubą babę! - rzekł patetycznie. Klasa zachichotała.
- Ich bitte odbyte - zadudnił Gruby Maciek.
- Plop! - strzelił gumą balonową okularnik z trzeciej ławki.
Niemiecki pasażer zaczął się denerwować, tym bardziej, że zobaczył, że motorniczy znowu mu przestawił pakę. Wstał i chwycił za pakę. Motorniczy nie chciał puścić i tak się przez chwilę siłowali. Zrobili się czerwoni na twarzach i żyły im wyszły na szyjach. Motorniczy w końcu puścił pakę, podszedł do drzwi, otworzył je i zawołał:
- Rychu!
Z budynku dyspozytorni wyszedł drugi motorniczy. Pierwszy motorniczy wyłożył mu krótko całą sprawę.
- Please - Rychu podszedł do pasażera, błysnął angielskim i poprosił o przełożenie paki. Pasażer odmówił. Rychu powiedział polskie słowo na literę k i przestawił pakę sam. Pasażer zaczął się pienić i szarpać za pakę.
- Tego już za wiele - powiedział pierwszy motorniczy. - Nie jadę z tym gościem.
Rychu gdzieś poleciał, a "ten gość" zaczął się awanturować i krzyczeć po niemiecku. Chodził po całym wagonie, podszedł nawet do trzeciej a.
- Plop! - strzelił gumą balonową okularnik z trzeciej ławki.
Pasażera strasznie to zdenerwowało. Wrócił Rychu z patrolem policyjnym.
- To on! - pokazał pasażera palcem. Pasażer na widok policji złapał się oparcia i darł się:
- Hilfe! Herrgott! Jesus! Jakieś Deutsche tu są? Retten Sie mir!!! Aaaa!!!
Policjanci poodginali mu po kolei palce i wywlekli z wagonu. Zapakowali do radiowozu, jeden z nich wrócił potem po pakę mrucząc coś pod nosem o dziurze pomiędzy pośladkami.
- Śmieszni ci dorośli - zauważył Łukaszek.
- No - zadudnił potwierdzająco Gruby Maciek.
- Plop! - strzelił gumą balonową okularnik z trzeciej ławki.
Potem działy się nieistotne rzeczy, takie, jak wizyta w muzeum.
Wieczorem Hiobowscy obejrzeli wiadomości lokalnego kanału telewizyjnego. Świadkowie zajścia opowiedzieli, że pasażer się awanturował i uniemożliwił odjazd tramwaju. Zaprezentowano nagranie dźwiękowe dokonane przez kogoś telefonem komórkowym. Okazało się, że ten niemiecki pasażer to były premier jakiegoś niemieckiego landu. Powiedział, że został brutalnie pobity przez polskich motorniczych, a polska policja nazwała go krowim podogoniem. Stwierdził, że jego godność została podeptana i to tak specjalnie, bo Polacy nie lubią Niemców. Część niemieckich polityków zażądała zerwania stosunków dyplomatycznych z Polską. Całe Niemcy żyły tą sprawą. W Polsce nikt nie znał niemieckiego pasażera, nie mówiąc o tym, że nikt nie wiedział, że był on kiedyś premierem landu.
- Co za bzdury dają w tej telewizji - złościł się tata Łukaszka.
- A gdyby to ciebie tak spotkało? - zapytała go babcia.
- Ja nie wożę paczek tramwajami - tata złościł się dalej.
- Tu chodzi o zasadę - wtrącił się dziadek. - Przypomnę wam, że największa wojna w dziejach ludzkości zaczęła się od jednego korytarza!
- Tak mówicie jakby coś się stało ważnego a to dwóch czy trzech gości się poszarpało między sobą - zauważył Łukaszek, który właśnie odprowadzał swoich gości do drzwi: Grubego Maćka i okularnika z trzeciej ławki.
- Nas ciągle szarpią i popychają i nic - powiedział Gruby Maciek.
- Plop! - strzelił gumą balonową okularnik z trzeciej ławki.

Brak głosów

Komentarze

Ja tam, jakby co, przycisnęłam dziesiątkę. ;))

Vote up!
0
Vote down!
0

Katarzyna

#13534