Akcje październikowe w klasie czwartej

Obrazek użytkownika Marcin B. Brixen
Humor i satyra

W październiku miała ruszyć nauka nowego przedmiotu.
- Nie uczymy tego, bo nie mamy odpowiedniego nauczyciela - tłumaczył pan dyrektor osobie telefonującej z kuratorium. I już następnego dnia zgłosiła się do niego pani pedagog, która wyraziła chęć poprowadzenia lekcji.
- Sama chęć nie wystarczy - burknął pan dyrektor.
- Mam odpowiednie kwalifikacje - powiedziała słodko pani pedagog i okazała stosowne dokumenty.
- Czemu pani chce to robić???
- Uważam, że nasi uczniowie są już w takim wieku, że powinni posiąść taką wiedzę!
- Taka wiedza to nic dobrego - rzekł z przekąsem pan dyrektor. - W Wielkiej Brytanii przyniosła efekt odwrotny od zamierzonego...
- Po moich lekcjach wszystko będzie dobrze!
- No dobrze - zgiął się pan dyrektor. - Zacznie pani od czwartej a.
- Nie! Tylko nie oni!
- Jeżeli poradzi sobie pani z tą klasą, to z każdą inną też...
I tym sposobem czwarta a dorobiła się jeszcze jednej godziny lekcyjnej. Do klasy wmaszerowała dziarsko pani pedagog.
- Witam na pierwszej lekcji z wychowania seksualnego - i powolnym ruchem rozsunęła wskaźnik teleskopowy. - Na tym przedmiocie nauczycie się wszystkiego co potrzebne w życiu.
- Pan od matmy mówi, że to matma - zauważył Łukaszek.
- Myli się, jak każdy facet - odparła z godnością pani pedagog. Ustawiła stojak i rozpięła planszę z rysunkiem gołego mężczyzny. - Przedmiot nazywa się wychowanie seksualne! I dziś zajmiemy się tym! - pacnęła wskaźnikiem planszę trafiając narysowanego mężczyznę w krocze. Wszyscy chłopcy odruchowo się skulili w ławkach.
- A co! - pani pedagog triumfującym spojrzeniem omiotła klasę. - Jak zacząć to z grubej rury!
Dziewczynka, która prawie zawsze odzywała się jako pierwsza spojrzała na panią pedagog, oceniła jej figurę i zapytała:
- Opowie nam pani coś o sobie?
Lekcja została przerwana, a nauczanie przedmiotu zostało zawieszone, ponieważ pani pedagog obraziła się śmiertelnie. I problem nauki wychowania seksualnego sam się rozwiązał - przynajmniej na jakiś czas.
Pojawiła się za to następna kwestia - Dzień Nauczyciela. Do pana dyrektora pofatygowała się surowa pani od niemieckiego.
- Ja reprezentuję grono nauczycielskie i chciałabym podsunąć kilka sugestii.
- Szkoły nie stać... - zaczął od razu pan dyrektor, ale pani od niemieckiego mu przerwała:
- Ja to wiem. Wszyscy to wiemy. Szkoła jest naszą pracą, naszym drugim domem, my kochamy tą pracę, uwielbiamy tu przychodzić i dzielić się naszą pasją z uczniami...
I zgodnie z sugestią pani od niemieckiego pan dyrektor sprawił swoim pracownikom najpiękniejszy prezent w tym dniu.
Wolne.

Brak głosów