W Korei bez zmian

Obrazek użytkownika seawolf
Blog

Czytam o manewrach US Navy i marynarki Korei i od razu staje mi przed oczyma moja przygoda z pięknym, ale chyba przeklętym przez Boga miejscem….. Było to dawno, dawno temu, w bardzo odległej galaktyce…. No, może nie aż tak dawno, bo 10 lat temu, i nie aż tak bardzo daleko, ale Korea Północna to, jak podróż w czasoprzestrzeni, do apogeum stalinizmu, do kraju kompletnej paranoi. Był to czas „Sunshine Policy” Korei Południowej, gdy górę wzięły typowe dla świata zachodniego sentymenty i naiwna wiara, ze przecież wystarczy dać komuchom zarobić, żeby pokochali kapitalizm i sami w taki, czy inny sposób rozmontowali swoja dyktaturę, czyli dokładnie to samo, co stało się u nas i we wszystkich sąsiednich demoludowych krajach, gdzie eksplodowała wolność, a o chwili okazało się , że listy top 100 najbogatszych ludzi w kraju zajmują oficerowie służb specjalnych i ich słupy, którzy potem, jakby tego było jeszcze mało, odzyskali władze polityczną bazując na swoich pieniądzach ( bądź pieniądzach będących w ich depozycie) i na swoich agentach w mediach i wszędzie indziej. No, ale , jak powiedzieliśmy, ten mechanizm nie zadziałał w Korei, bo, niby po co, skoro i tak owi oficerowie mają wszystkie zasoby kraju, a ludność pracuje za darmo?
Ofensywę na północ zaczął Hyundai, zakupił trzy luksusowe ( no, powiedzmy, już trochę leciwe, ale jeszcze OK.) wycieczkowce, najął międzynarodową załogę, wynajął management z Monaco i zaczął, z wielkimi bólami zresztą, codzienne trzydniowe wycieczki do Świętej Góry Kumgang niedaleko granicy. Trzy statki krążyły według schematu- jeden w Tonghae niedaleko granicy po południowej stronie, dwa w Kosong po stronie północnej, codziennie rotacja. Południowi Koreańczycy spedzali jeden dzień w górach, jeden dzień zwiedzając cyrk i Spa. Pomijam bolesny proces przygotowań i treningu, który był moim dziełem, a który przypłaciłem nieledwie załamaniem nerwowym z przepracowania i stresu. 300 osób załogi na każdym, treningi i alarmy od rana do nocy, wykłady, papiery, układanie Muster Listy, było co robić, harowałem, jak wół, ale w sumie dzięki temu wyrobiłem sobie w kompani taka markę, ze awansowałem i dostałem taką podwyżkę, ze aż mnie prosili, bym nikomu w polskim biurze się nie chwalił, bo inni tez będą chcieli. Marka procentuje do dzisiaj.
Proces był bolesny, bo co chwila a to postrzelały się okręty oby marynarek (ale , jak nas uspokojono, to po przeciwnej stronie półwyspu, po naszej był spokój. Ufff co za ulga;-)) ) , a to nam pasażerkę aresztowano i pobito za nikczemną propagandę wobec strażnika- powiedziała, że to nieprawda, że ludzie w kapitalizmie głodują i że może sam sprawdzić, noooo, za cos takiego powinna być czapa, ale tylko ja nieco poturbowano i po paru dniach odesłano holownikiem, a my w tym czasie mieliśmy trzy tygodnie luzu w Tonghae- porcik wyglądał, jak Miami, z trzema wycieczkowcami jeden przy drugim.
Tak, to był jakis przełom w moim życiu, ale i stres ogromny, bo środowisko było skrajnie wrogie. Pamiętam lufę karabinu maszynowego wycelowanego mi w twarz, a był to solidny kaliber 14,5 z łodzi patrolowej, gdy opuściliśmy szalupę na wodę by coś naprawić , a agent co prawda zawiadomił władze , ale najwyraźniej nie wszystkie, a każdym razie nie te, które dysponowały bronią tego kalibru i ludźmi z palcami na spustach. Zresztą z mniejsze przewiny możny było ujrzeć taka lufę, bo kiedyś któryś z moich ludzi pokazał lekceważąco palcem plakietkę Ukochanego Przywódcy w klapie Oficera sprawdzającego statek, wobec czego ów oficer zarepetował broń i zapowiedział, że tym razem mu przebaczy ten niesłychany, zbrodniczy akt imperialistycznej agresji ( czy cos w tym stylu), ale następnym razem dostanie kulę. Generalnie, środowisko niespecjalnie przyjazne. Codzienne rewizje na przyjście i odejście statku- nie odpuścili ani razu! Konfiskaty wszystkiego, co miało jakakolwiek wartość, pieniędzy, walkmanów, kija golfowego, klamki, a co nie zostało wpisane do deklaracji, kary za niedbała postawę przy rewizji i tak dalej. Obiecałem sobie, ze jeśli kiedykolwiek tam wrócę, to tylko, jako ochotnik w siłach międzynarodowych, najchętniej w jednostce ciężkiej artylerii, bo mam we wdzięcznej pamięci parę osób i parę budynków, w których mnie 8 godzin przesłuchwało miejscowe KGB. No, ale ten temat sobie zostawię na inną okazję, jak czas pozwoli. A jest o czym pisać!
Dodam tylko na razie, że Sunshine Policy zakończyła się spektakularnym fiaskiem, a Prezes Hyundaia popełnił samobójstwo, wyskakując z okna swego wiezowca….
To na razie tyle, bo za chwile odbijamy.
Aha, będę wdzięczny za niewklejanie tej notki do lubczasopism, zanim tego sam nie zrobię, dziękuje

http://seawolf.salon24.pl

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Bylam na zorganizowanej i pilnie strzezonej przez tamtejsze KGB

wycieczce w Korei Pln za panowania Kim Ir Sena. GROZA!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#74780

Niech Pan napisze o tym ośmiogodzinnym przesłuchaniu przez koreańskie służby! Taka przygoda to prawdziwy rarytas, i podejrzewam, że niewielu Polaków jej dostąpiło!

Pozdrawiam!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#74909

... zmierza III RP. I cała "Europa" zresztą, jeśli nie po prostu cały zachodni świat.

Piękny tekst!

Pzdrwm
triarius
-----------------------------------------------------
http://bez-owijania.blogspot.com - mój prywatny blogasek
http://tygrys.niepoprawni.pl - Tygrysie Forum Młodych Spenglerystów

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pzdrwm

triarius

-----------------------------------------------------

http://bez-owijania.blogspot.com/ - mój prywatny blogasek

http://tygrys.niepoprawni.pl - Tygrysie Forum Młodych Spenglerystów

#74965