Kluzik-Rostkowska to, Kluzik-Rostkowska tamto...

Obrazek użytkownika Chłodny Żółw
Blog

W uproszczeniu wygląda to tak... Kluzik-Rostkowska powiedziała. Powiedział Poncyliusz. Kurski też powiedział, chociaż co innego. Palikot nawet mówił, ale zupełnie inaczej. Migalski skomentował całkiem już (jak to ptak) odlotowo. Do tego odniósł się bloger Richard. Odnieśli się inni pomniejsi polityczni blogerzy. Skomentowali medialni szołmeni... Kręci się!

Na ten temat przeczytałem już setki komentarzy na blogach, kilka wpisów Kataryny, nawet analizę :) Piotra Zaremby... Nie jest dobrze!

Ta sytuacja może trwać jeszcze długo, bo na razie wszyscy są zadowoleni. Spijanie każdego słowa z ust pani Joanny i innych politycznych celebrytów od tygodni usunęło w cień wszystkie inne wydarzenia. 

Jedni przerażają się antydemokratycznymi, zbrodniczymi "kaczystami" i "ziobrystami", inni pokrzykują coś o zdrajcach zdradzieckich, którzy na pisowskich kawiorach wykarmieni, zdradzili partię swą do niedawna umiłowaną(parafrazując znanego myśliciela z "Samoobrony" można przy tej okazji zapytać: "A w jaki to sposób polityk może zdradzić?")

Czas mija. A beztroski szaleniec (symulant?) kierujący polskim ministerstwem finansów udziela mediom bezstresowych wywiadów. Dziennikarze wysłuchują z pokornym uśmiechem. Np. o tym, że oszczędności - nawet jeśli miałyby przynieść 2-2,5 miliarda rocznie - nie są warte zachodu.

Dlaczego?

1) Bo... nie mają kluczowego znaczenia.

2) Bo ich efekty byłyby widoczne za 15-20 lat.

"Te reformy (KRUS) nie są kluczowe z punktu widzenia finansów publicznych, bo efekty albo nie są bardzo duże, mogą przynieść 2-2,5 mld zł oszczędności rocznie. Oczywiście reforma KRUS nie jest kluczowa, jeżeli chodzi o uzdrawianie finansów ani w długim, ani w średnim terminie. Efekty tej reformy byłyby widoczne za 15-20 lat.

(Minister Rostowski w radiu TOK FM)

 

" Po stronie wydatkowej nie przewidzieliśmy tylko powodzi. Jej skutki finansowe sięgną 3 mld zł".

(Minister Rostowski w rozmowie z Dziennikiem Gazetą Prawną)

Rostowski przyznał, że w tym roku deficyt finansów publicznych zwiększy się o 112 miliardów złotych. Na dziennikarzach... ciągle nie robi to wrażenia. 

Kilka przykładowych notek z 2009 roku w których apelowałem do mediów o zajęcie się sprawą najlepszego ministra finasów UE:

1) "Rostowski rżnie głupa - medialne myszki niczego nie widzą" (02.03.2009)

2) Ściąga dla ministra finasów (03.03.2009)

3) "Nowoczesny patriotyzm?" (08.03.2009)

4) "A w grudniu po południu - czyli Jacuś bajki czyta" (23.05.2009)

5)  Jest dobrze, ale nie tragicznie (28.05.2009)

I na deser:

6) Dyskryminacja pięknych kobiet (16.08.2010)

Wszystko na nic...

Apele do ekologów ("Zabierzcie go!")  też nie pomogły.

Jean-Vincent Rostowski, niczym pingwin na zielonej wyspie, ciągle tkwi na stołku ministra finansów.

Politycy opozycji też zawiedli. Proponowałem im kiedyś, aby przy każdym wystąpieniu medialnym próbowali dyskretnie przywołać Rostowskiego do porządku      ("Na co czekasz bydlaku???"). Bez efektu.

Jeszcze raz zwracam się do dziennikarzy, aby w możliwie prosty sposób wyjaśnili społeczeństwu jakie sukcesy odniósł Minister we wdrażaniu "polityki oszczędności". Szczególnie liczę na wyjaśnienie skutków "reguły wydatkowej".

Na rozgrzewkę odpowiedzmy sobie na trzy proste pytania.

1) O ile zmniejszy się suma wydatków budżetu państwa, jeżeli część (!) z nich podnoszona będzie "zaledwie o inflację + 1 procent".

2) Czy oszczędności byłyby jeszcze większe, gdyby wydatki podnoszono np. "zaledwie o inflację + 5 procent"?

3) Przez ile lat musielibyśmy zwiekszać wydatki, aby spłacic zadłużenie Polski?

Jeśli dziennikarze  nie podołają temu zadaniu (symulanci...?), o odpowiedź proszę specjalistów z ministerstwa finansów.

Co zrobić z ministrem Jean-Vincentem Rostowskim?

Musi odejść!

Tylko, kto mu to powie, kiedy wszyscy skupiają się na słowach i uśmiechach Pani Joanny, Pana Pawła, Pana Janusza, Pana Jacka, Pana Richarda...?

 

Brak głosów

Komentarze

A jak te wszystkie relacje, mają się czasu antenowego w telewizji publicznej, określone jako proporcjonalne do ilości procentowej obecności w parlamencie, poszczeglnych sił politycznych??? Zastanawiam się czy czas poświęcony w telewizji publicznej(prywatnej nie liczę), nowemu stowarzyszeniu, czy ten czas nie jest, jawną maniopulacją społeczeństwa, tak jak publikowane sądaże, sprawiając wrażenie, że ta grupa to najważniejsze problemy Polski??? Pzdr.

Vote up!
0
Vote down!
0
#109704