Fankluby polityczne (odc. 1)

Obrazek użytkownika Chłodny Żółw
Blog

Na początek krótkie, porządkujące wprowadzenie...

Nie jestem fanem ani "europejskiej demokracji", ani tej naszej, swojskiej "demokracji wieszatieli".

Nie jestem fanem żadnej partii politycznej, ani żadnego konkretnego zawodnika ze stawki "pudrowanych nosków".

--------------------------------------------------------------------------------

Gdybyśmy traktowali poważnie opowieści jakimi raczą nas politycy w kampanii wyborczej to mielibyśmy ból głowy... Przecież oni wszyscy chcą nam przychylić nieba!

A jak to bywało przed poprzednimi wyborami? Zacytuję z krzywego zwierciadła własnej pamięci.

- Słowo harcerza liberalnego uczciwe dajemy, że tą razą z budżetu państwa partia nasza grosiczka nawet wziąć nie weźmie, a gdyby nawet wzięła to zrobi to niechętnie, wbrew własnej woli, a nawet z nieukrywanym obrzydzeniem- zachęcali jedni z najbardziej wiarygodnych.

- My antykomuniści polscy zapewniamy, że wśród ministrów i pomniejszych działaczy ugrupowania naszego funkcjonariuszy partii komunistycznej nie ma żadnych, a jeżeli są, to chętnie udamy, że wiedzy żadnej na ten temat mieć nie mieliśmy- deklarowali inni z najgodniejszych zaufania.

- Jako na spowiedzi uczciwie zapewniamy, że partia nasza moralne odrodzenie w kraju przeprowadzi, a dowodem morale podnoszących zamiarów naszych niech będzie obecność na listach wyborczych partii posła Łyżwinowskiego, Lebberki i Filipiaka. Bo przeciez kto wcześniej nie upadł, ten podnieść się nie może!-tłumaczyli sprytnie najtężsi moralizatorzy.

- My, reprezentanci polskiej klasy robotniczej zapewniamy jako to zbytki kapitalistyczne i luksusy wstrętne są nam okrutnie i choćbyśmy mieli do końca życia z majątków naszych i kont szwajcarkich (których słowo rewolucjonisty, mieć nie mamy) się rozliczać, to i tak, przez wstręt wcześniej wspomniany, ani słowem o tym nie bąkniemy. Chyba, że po pijaku - przebijają innych rewolucjoniści.

Chciałoby się poprzeć każdego ze szlachetnych zaklinaczy elektoratu! A tu tylko jeden głos...

--------------------------------------------------------------------------------

W porządku! Samo głosowanie, nawet według mnie, nie jest jeszcze jakimś ciężkim przestępstwem (co najwyżej drobnym występkiem, który powinien być karany mandatem w wysokości 5 złotych).

Gorzej jednak, że nawet po głosowaniu fanatyczni wyborcy nie przestają być wielbicielami swoich politycznych idoli. Ich miłość jest ślepa. Przez pełną uwielbienia ekstazę nie są w stanie patrzeć na ręce partyjnych aktywistów.

Nie widzą i nie słyszą, za to czują! Czucie i wiara mówią do nich wyjątkowo silnie, tyle, że najczęściej mylnie.

Ale o tym w kolejnym odcinku serialu...

Ocena wpisu: 
Brak głosów