de presja
Wczorajszy dzień walki z depresją nie przyniósł, zdaje się, zadowalających rezultatów, bo dziś rano sam pan prezydent zaapelował do społeczeństwa, by wykorzystywało ten stadion piłkarski, na którym na razie nie wolno grać w piłkę, jako źródło przyjemności i dumy.
Przyjemności bywają różne; jednym sprawia przyjemność pół
bańki premii na pożegnanie, innym możliwość pobiegania w koło w sympatycznym towarzystwie albo chociaż popatrzenia na to, na co poszły nasze pieniądze w czasie straszliwego kryzysu, a jeszcze innym wystarczy możność wyszydzenia jakiejś usterki, co nie wymaga specjalnego wysiłku fizycznego ani umysłowego; zanim dojdzie do EURO 2012 każdy może sobie coś znaleźć sam.
Od dumy mamy fachowców : pana prezydenta i pana premiera.
Ciekawe, jak będą się do siebie zwracać podczas uroczystej inauguracji, a jeśli po imieniu, to - Janusz, czy Leszek ?
***
Nie powinienem się dziwić już niczemu, ale głowa państwa trochę mnie zaskoczyła swym apelem, ogłoszonym akurat w pierwszy piątek Wielkiego Postu, kiedy chrześcijański naród
nie powinien myśleć o przyjemnościach, ale wreszcie zacząć się umartwiać, i nie dumę okazywać, ale pokorę i zadumę nad przyszłością wiekuistą, albo chociaż tą doczesną.
Żeby nie narażać się ponad miarę ani Bożej Opatrzności, ani władzy świeckiej, zdecydowałem połączyć te sprzeczne nakazy
w dialektyczną syntezę i zrobić komuś przykrość, żeby sobie sprawić przyjemność, jak to jest dziś w zwyczaju.
Ponieważ sam fakt, że piszę ten felietonik, mógłby zapewne nie wystarczyć, rozpocznę od od stwierdzenia, że moje wpisy na tym blogu - porównane niedawno do okruszynek, sypanych na parapet dla głodnych ptaszków - zawierają takie bogactwo treści, że każdy ptaszek może w nich znaleźć coś dla siebie choć nie zawsze z korzyścią dla swego zdrowia, sądząc po widomych skutkach, pozostawianych na parapecie.
Ostatnio otrzymałem wiele dowodów niestrawności owej karmy,
mogących zniechęcić kogoś mniej odpornego do kontynuowania ofiarności - a także ostrzeżenie służb epidemiologiczno- sanitarnych, poinformowanych przez miłośników środowiska naturalnego o przypadkach ostrych zatruć pokarmowych na moim parapecie, w związku z którymi grozi mi eksmisja.
Niestety, nie mogę selekcjonować karmy (która zapewne nie jest zdrową żywnością, bo są to okruszki z mojego stołu) pod kątem wymagań konsumentów, gdyż nie mam pojęcia, kto tu zechce przysiąść i skubnąć cokolwiek - z potrzeby, czy też z ciekawości.
Zastanawiałem się, czy aby nie powinienem zamieszczać pod kolejnymi felietonikami takich "krótkich streszczeń", jak w Historii WKP(b), ale moja twórczość nie jest adresowana do aż tak masowego odbiorcy i - nie chce mi się tego robić.
Komentarze, objaśnienia i przypisy pojawią się więc dopiero w pośmiertnym, zbiorowym wydaniu moich dzieł wszystkich; cierpliwości !
Jeśli to komuś potrzebne do szczęścia, informuję, że nie uważałem i nie uważam tutejszych (a nawet tamtejszych) blogerów za nekrofilów bądź nekrofagów - a jeśli podobny nieszczęśnik zdarzy się tu (czy tam) nie zamierzam go przepraszać za to, że darzę jego zboczenie obrzydzeniem.
Nie uważam wszystkich blogerów za głupców lub frustratów; niczego takiego nie twierdzę, bo przekonałem się, że są dość liczne wyjątki, a rada Ojca Innocentego Bocheńskiego, by wszystkich nieznajomych uważać za złośliwych głupców, nie jest moją życiową dewizą (za co czasem słono płacę).
Mój stosunek do dewiantów wyraziłem precyzyjnie, nikogo jednak nie wskazując palcem, bo na podstawie jednorazowego pomiaru nie potrafię odróżnić zboczeńca (który musi) od frustrata (któremu się zdarza).
Gdyby ktokolwiek potrzebował definicji pojęcia "chama", choć bardzo w to wątpię, nie powinien pytać o nią mnie, bo -jak pisałem- sam rozstrzygam takie kwestie, zazwyczaj na swój własny użytek (podobnie jak większość znanych mi osób) i nikomu nie narzucam ani mojej oceny, ani jej kryteriów, choć zdarza mi się je wyjawiać.
Publiczne zachowania i wypowiedzi ludzi dorosłych podlegają ocenie w różnych aspektach; oceniać można ich racjonalność ("mądre" czy "głupie"), emocjonalność (zrównoważone czy niezrównoważone) i poprawność ("normalne" czy patologiczne)
przy pomocy w miarę obiektywnych standardów.
W mojej ocenie reakcje na śmierć pani Wisławy Szymborskiej, jakie pojawiły się na portalu "Niepoprawni", były niemądre, świadczyły o braku równowagi emocjonalnej albo o umysłowej dewiacji, a przede wszystkim o braku kultury.
Sprawiło mi to osobistą przykrość; także dlatego, że na ów dzień przygotowałem tekst dotyczący sprawy znacznie - moim zdaniem - ważniejszej, niż ocena dorobku i drogi życiowej postaci bardzo dalekiej od aktualnej polityki - a miałem nadzieję, że uda mi się skierować uwagę patriotycznych inteligentów, bywających na tym portalu, na kwestie bardzo polityczne i nader aktualne, bezpośrednio ich dotyczące.
Są aktualne nadal, ale po trzech tygodniach nader ożywionej
dyskusji, między innymi na mój temat, jakoś nie mam ochoty się nimi zajmować; myślę, że to nie tylko moja strata.
Myślę także, że nie tylko ubodzy duchem, niezrównoważeni czy źle wychowani klienci "Niepoprawnych" paskudzą na moim parapecie; te odchody nie wyglądają mi na życiodajny nawóz.
To pewnie megalomania, ale czasem podejrzewam, że ten czy ów ptaszek nafajdał mi tam z premedytacją, głównie po to, żeby jakieś ziarenko, leżące wśród okruszyn, przypadkiem nie zakiełkowało.
Ano, zobaczymy.
- Blog
- Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz
- 771 odsłon
Komentarze
@Autor
24 Lutego, 2012 - 21:43
We wrześniu 1863 w Warszawie miało miejsce pewne zdarzenie z udziałem namiestnika Królestwa Polskiego - hrabiego, generała Fiodora Berga, który wyrażał się do nas szczególną sympatią.
Grupa Polaków postanowiła dokonać zamachu na namiestnika.
Niestety, ale akcja zakończyła się niepowodzeniem.
Mieszkańców budynku z którego rzucano bomby na powóz Berga spacyfikowano, a kozacy w akcie dzikiej furii cały budynek zdemolowali, niszcząc i paląc wszystko, co im nawinęło się pod ręce.
Przez któreś z okien wyleciał przedmiot należący niegdyś do wielkiego Polaka, który już wówczas nie żył.
Nasz inny wielki rodak, podczas refleksji nad zdarzeniem, przypominając sobie wcześniejsze spotkanie z pewnym Fryderykiem, napisał wiersz, którego ostatni wers jest jest wiernym opisem zaistniałej tu sytuacji.
Ktoś powie - patos?
Nie sądzę.
Pozdrawiam serdecznie.
rusznikarz
AT
24 Lutego, 2012 - 23:02
"Nie lubię trupiego odoru, nawet wyimaginowanego, więc nie zamierzam dalej wędrować po obcym mi terenie wirtualnego żerowiska nekrofagów, ani oglądać tu wirtualnych orgii nekrofilów, bo zboczeńców nie znoszę, natomiast wysoko sobie cenię cmentarną ciszę."
No to dlaczego Pan dalej wędruje, bo w dalszym ciągu nie uzyskałem odpowiedzi?
"Stosuję różne kryteria, najprostszym z nich jest - smród, a pospieszne opuszczenie miejsca i towarzystwa, w którym zaczyna się unosić nieprzyjemny zapach nie wydaje mi się wymagać specjalnego uzasadniania."
Opuszczenie miejsca może i nie wymaga specjalnego uzasadnienia, ale zmiana decyzji o opuszczeniu jak najbardziej. Już Panu nie śmierdzi?
Pozdrawiam
-------------------------------
Samotny wilk w biegu
wątpię, żeby komukolwiek groziła "eksmisja" tylko za pokrętny...
24 Lutego, 2012 - 23:03
...monotonny, nieprzerwany bełkot o własnym pępku.
Dam sobie rękę odrąbać, że rzucane powyżej oskarżenie (oblane gęstym sosem samozachwytów i użalania się nad sobą zarazem) to kłamstwa lub paranoja.
Zmuszony jestem "coś" napisać, bo stosuję się do własnej zasady, że niskie oceny wypada motywować, więc piszę.
Poza tym jestem zniesmaczony i zanudzony na śmierć.
Nawet łgać można w lepszym stylu:):):)
-------------------
"Dixi et salvavi animam meam"
------------------------- "Dixi et salvavi animam meam"
@Autor
24 Lutego, 2012 - 23:08
Widać Zeppelin u Pana wylądował.
rusznikarz
panie Tatkowski
25 Lutego, 2012 - 12:38
jak jedni (którzy???) podobno z upodobaniem poskakali sobie po trumnie, tak pan od tego czasu pisze wciąż o ekskrementach.
tak pan od tego czasu pisze wciąż o ekskrementach.
26 Lutego, 2012 - 14:44
może nasz kolega szambowóz kupił?
pzdr