Fotosynteza 2

Obrazek użytkownika Free Your Mind
Kraj

(Uprzedzam PT Czytelników: tekst jest bardzo długi, ale rozważam w nim, odwołując się do zeznań S. Wiśniewskiego i różnych wcześniejszych analiz, podnoszoną już od dłuższego czasu przez blogerów kwestię montażu filmu moonwalkera. Montażu obejmującego zdjęcia z dwóch wejść na inscenizację na Siewiernym lub z materiału z 9 kwietnia 2010. Punktem wyjścia są nie tylko pewne wątpliwości rodzące się w trakcie oglądania księżycowego materiału, ale i ewidentne rozbieżności w zeznaniach samego SW, który za każdym razem ilekroć jest dopytywany, podaje inną wersję zdarzeń z 10 Kwietnia).

Moonwalker Wiśniewski, „kaskader mimo woli” albo inaczej „pierwszy Polak na Księżycu” i najważniejszy świadek wydarzeń w Smoleńsku („jakiejś katastrofy”), w trakcie swoich zeznań sejmowych tłumaczy swoje deliberowanie: czy iść, czy nie iść na pobojowisko (po tym, jak miał widzieć z hotelowego okna przez mgłę „spadający samolot”), frazą o „żywym tchórzu”, a nie „martwym bohaterze” (1h42' zeznań sejmowych). Do „zdarzenia” już doszło, ale reakcja (pracownika TVP) na nie wcale nie jest natychmiastowa:

No i w tym momencie konsternacja: „Co robić?” Słyszę, że jak tam ludzie hamuj..., bo tam obok jest droga, że samochody się zatrzymują, że hamują, pisk opon... No i co? (głos z sali: „Trzeba lecieć” - przyp. F.Y.M.)... No nie. To nie było takie hop siup: „trzeba lecieć”. No bo to jednak, no, nie oszukujmy się, jest to... jest to... Człowiek dostaje takiego usztywnienia. Nie wie, co ma ze sobą robić. Zaraz – lecieć, nie lecieć. Pójść, nie pójść? Jednak to jest lotnisko rosyjskie. A jak mnie odstrzelą albo coś? Taka kalkulacja i to na pewno trwało dobre kilka minut...”

(http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/mashina-wriemieni.html)

Zanim się ubrałem, bo byłem w stroju takim dość niekompletnym, ale pamiętam, że działałem tak w pewnym sensie tak metodycznie. Kaseta jest? Druga jest? Zapasowy akumulator jest? Aparat jest? Akumulatory są. W drogę. Akurat założyłem półbuty, bo było najwygodniej. No i biegiem. No i człowiek pobiegł tam z ciekawości... No... najpierw idę, później biegnę, bo nie wiem... To jednak jest rosyjskie lotnisko – a jak mi coś się stanie? No, dlatego właśnie wziąłem tą kasetę i z tą... dlatego też i chciałem iść tą drogą, powiedzmy, leśną, że jest ewentualnie gdzie uciekać. Ale nie wpadłem na pomysł, że będą akurat... mnie otoczą ze wszystkich stron”.

http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/moonwalker-2.html

Pamiętamy, jak 10 Kwietnia w późniejszych godzinach „po wypadku” Wiśniewski opowiada przy bramie jednej z dziennikarek podenerwowanym głosem nie tylko o tym, że nie widział ciał ofiar ani pożaru samolotu („takie małe jakby ognisko, powiedzmy sobie”, „troszeczkę drzew się paliło”), a katastrofa wyglądała mu na „przeciętną”, ale też, iż miał makarowa przystawionego do głowy (http://www.youtube.com/watch?v=yifz6Se52kE&feature=related) - co jednoznacznie można odczytać jako grożenie przez czekistów śmiercią polskiemu montażyście. Czy grozili mu śmiercią już... 9-go kwietnia, czy dopiero 10-go, gdy (przypuszczalnie ponownie) wszedł na teren ruskiej inscenizacji na Siewiernym (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/fotosynteza.html)? Czy wtedy nakazano mu „z pomocą makarowa” i rozmowy uświadamiającej w samochodzie FSB (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/odamek-ksiezyca.html), zmontować materiał z dwóch „akcji strażackich” na tymże lotnisku (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/dwie-sceny.html, http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/roznice.html)? I czy wtedy mu zapowiedziano, że jak wyjawi, iż NIE widział lotniczej katastrofy polskiego tupolewa, to zginie?

Chłopaki mnie OMON-owcy chwycili i mówią: „Do tiurmy pójdziesz!” A ja pytam się: „Za co? Ja jestem z polskiej telewizji, to jest moja robota, to jest mój obowiązek. Coś im musiałem powiedzieć, żeby mnie nie zastrzelili. Już raz miałem makarowa przy łbie.

(http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/dark-side-of-moon.html)

Możliwy scenariusz rysuje się wg mnie bowiem taki, że Wiśniewski ze swego słynnego okna, odkąd zamontował w nim kamerę 7 kwietnia 2010, robił z jej pomocą zdjęcia dzień w dzień – być może z nudów po prostu – skoro w sejmie pokazuje też „pogodę i widoczność” z 11-go kwietnia (0h44'05'' materiału sejmowego (http://www.youtube.com/watch?v=ctNcvVAqLUk)). Postawił więc najpierw, by sfilmować lądowanie świty Tuska (ono się, jak wiemy, „nie zachowało” na taśmie po księżycowej wędrówce), a potem już ją zostawił na parapecie na kolejne dni.

SW mógł więc zaobserwować ruski cyrk na Siewiernym jakiś czas wcześniej aniżeli 10 Kwietnia (czy od początku go filmował? może też fotografował?). Im dłużej ów cyrk jednak obserwował, tym większe na siebie niebezpieczeństwo ściągał i niewykluczone, że gdyby się nie zgodził później (po aresztowaniu) na zmontowanie swoich materiałów (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/odamek-ksiezyca.html), to by go czekiści po prostu zabili i doliczyli do listy „ofiar katastrofy” (np. na zasadzie takiej: „polski montażysta usiłował nakręcić wypadek, lecz przygniotło go dopalające się drzewo, bo właśnie opodal eksplodowało paliwo”, a dziennikarze polscy zrobiliby z niego wtedy w mediach faktycznie „martwego bohatera”, skoro sami się żadnym bohaterstwem 10 Kwietnia nie wykazali).

Wiśniewskiego dołączono by tak, jak z całą powagą dołączano (parę godzin „po wypadku”) – czy zupełnie mimowolnie, czy może w ramach czekistowskiej wersji powiedzenia „memento mori” – nazwiska żyjących pracowników kancelarii Prezydenta (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/05/rozszerzona-lista-polegych.html) lub ambasady w Moskwie, które to nazwiska łamiącym się głosem odczytywano na antenach telewizyjnych, jak „wersy o Wielkim Październiku” na peerelowskich akademiach szkolnych – i jeśli nawet sami wyczytani nie słyszeli tych grobowych deklamacji, to z całą pewnością słyszały je rodziny, przyjaciele i znajomi wydzwaniający potem z przerażeniem do tych osób i upewniający się, że jednak żyją.

Wiśniewski opowiada więc o dość skomplikowanym rachunku, jaki przeprowadza po spotkaniu z blacharzami na tarasie i dojrzeniu 10-go Kwietnia o godz. 8.38 pol. (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/bilokacja-o-838.html) czasu „skrzydlatej orki” w, jak to ujęła E. Kruk, „rozwiewce we mgle” (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/pierwszy-polak-na-ksiezycu.html). A. Macierewicz dopytuje tu o zachowanie moonwalkera, nie wiedząc, iż ten ostatni pewnych rzeczy nie tyle nie chce, co nie może otwarcie powiedzieć. Przyjrzyjmy się temu dialogowi w trakcie „akcji blacharzy smoleńskich” raz jeszcze – Wiśniewski ściąga kamerę z parapetu:

AM: „Pan ją zdejmuje?

SW: „Tak, bo jak się kręcą robotnicy, przeszkadzają w pracy. I tu nawet przez chwilę... O jest, no i niestety...”

AM: „I trzyma... I jest 8.37.30...

SW: „Mniej więcej 8.38, powiedzmy sobie.

AM: „8.38. Pan ją trzyma w ręku.

SW: „Tak jest.

AM: „I słyszy pan huk.

SW: „No, najpierw ryk samolotu, najpierw...”

AM: „Słyszy pan ryk samolotu.”

SW: „Silników tam.”

AM: „Tego, na który pan czeka.”

SW: „No nie wiem, czy akurat tego, raczej samo...”

AM: „No tak, bo przecież na jakiś pan czeka...”

SW: „Na jakiś czekam.”

AM: „...po coś pan wystawił tę kamerę...”

SW: „Tak jest.

AM: „Ma pan tę kamerę. Słyszy pan huk. Huk silników.

SW: „Ryk silników.”

AM: „Następnie słup ognia.

SW: „Wcześniej był (niezr.).”

AM: „I co, rzuca pan tę kamerę w bok i zakłada kapcie? Nie filmuje pan tego?

SW: „Tak, ale jeśli wyłączyłem... Zanim bym włączył...”

AM: „A, wyłączył pan, rozumiem.”

SW: „Wyłączył. Nie to, że kamerę tylko zdjąłem. Kamerę wyłączyłem.”

AM: „Jasne.

SW: „To jest raz. A potem chciałem zobaczyć, co się nagrało.”

AM: „No to oczywiste. Słyszy pan huk samolotu. Widzi pan słup ognia. Ale patrzy pan, co się nagrało dotychczas. To jasne.

SW: „Nie nie nie, za szybko, za szybko. Powolutku. Trzymam tą kamerę w dłoni, no bo trzymam, no bo to jest, wiadomo, bo to jest mała kamera, żeby się nie tego. Ale to nie jest coś takiego, co mogłoby się wydawać takie proste oczywiste, że nagle słyszę, biorę, włączam itd. Człowiek natur...

AM: „Jest 8.38.”

SW: „Naturalną, naturalnym odruchem, który akurat w tym momencie zadziałał: widzę, słucham i pytam się, zastanawiam się, o co chodzi. I dopiero za jakiś, nie wiem, czy to była kwestia pół minuty, minuty, może dwóch, człowiek zaczyna kojarzyć, że jednak wypadałoby tam coś zrobić. I wtedy zaczyna działać ten mechanizm... tego dokumentalisty. Nazwijmy to w ten sposób. Bo to niestety nie jestem maszyną, niestety nie potrafię reagować, że tak jak dyktafon: włączam się na dźwięk, włączam kamerę i filmuję. No bo...”

AM: „Czyli nie filmuje pan, tylko pan tam biegnie. Mając kamerę w ręku.

http://www.youtube.com/watch?v=ctNcvVAqLUk (tu można posłuchać od ca. 1h55'20'')

Ta z pozoru nieco „niestandardowa”, powiedzmy, procedura i kalkulacja (po „skrzydlatej orce w rozwiewce”, a więc zgoła sensacyjnym materiale dla dokumentalisty) staje się wszak o wiele bardziej zrozumiała, gdy się uwzględni 1) wędrówkę Wiśniewskiego po ruskim Księżycu... 9 kwietnia oraz 2) to, że nie sądzi on wtedy, tj. 10 Kwietnia o godz. 8.38 ani przez chwilę, że to był przelot tupolewa, 3) już nic nie widać przez mgłę, a do „zdarzenia” doszło, a więc po prostu nie ma on nic do filmowania. Pozostaje mu tylko, o ile zechce zaryzykować, udać się znowu na Siewiernyj.

Przypomnę fragment wywiadu dla „Rz”:

Całej sylwetki samolotu, od dzioba do ogona, nie widziałem. Tylko lewe skrzydło orzące ziemię oraz fragment kadłuba. Jakiś znak rozpoznawczy na nim. To były ułamki sekund. Samolot był już mocno przechylony, około 40 stopni w lewo. Potem nastąpił huk i w powietrze wystrzelił mały słup ognia. Rozbił się. W pierwszej chwili pomyślałem: a może to jakiś mały sportowy samolot? Może wojskowy? Tak czy inaczej, złapałem kamerę i pobiegłem w kierunku miejsca katastrofy.” (http://www.rp.pl/artykul/460798.html)

Dwa dni później” (w stosunku do 7 kwietnia), jak to parokrotnie powtarza na sejmowym posiedzeniu najsłynniejszy polski montażysta, poszedł z kamerą sfilmować ruskie strażackie ćwiczenia, bo zapewne z okna zobaczył (przy nieco lepszej widoczności niż ta z 10 Kwietnia) dymy, ogień i idiotyczną krzątaninę. Wtedy jeszcze mogło nie być widać statecznika z polską szachownicą i „czarnej skrzynki samolotu, który się rozwalił”, ale równie dobrze właśnie mogły być. Zdumienie SW na widok szczątków: „to polski samolot”, „ja p...lę to nasz” byłoby wtedy zupełnie zrozumiałe – tak jak i awantura z czekistami, bo Ruscy tak czy tak, gdy Polak by się snuł z kamerą mogli mu pogonić kota (chyba że 9-go Wiśniewski sam by się w porę wycofał spłoszony, widząc, że to tylko jakieś dziwne ćwiczenia).

Natomiast 10 Kwietnia, mimo że montażysta wiedział, iż na Siewiernym dzień wcześniej jacyś strażacy coś gasili i kombinowali, to dodatkowo doszłaby akcja z „małym wojskowym samolotem” (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/02/oko-zaby-3.html) oraz pirotechnicznymi efektami (http://4.bp.blogspot.com/-Q092X9dtjBw/TeSzsIfdNPI/AAAAAAAACTg/KqHdCfwhgC4/s1600/pir2.png): „W ogóle mi się skojarzyło z jakimś filmem fan..., powiedzmy, wojskowym, typu: samolot wojskowy się rozbił „buch!” czy śmigłowiec. Dlatego też była taka właśnie moja reakcja i ta niepewność – co ja zobaczę... Ale głównie biegłem z przekonaniem, że to jest prawdopodobnie samolot wojskowy albo jakiś niewielki i stąd właśnie szukałem drogi ewakuacji w przypadku, gdyby się zrobiło jakoś niezręcznie, gdyby tam były służby wojskowe czy techniczne, które mogłyby mi zrobić, nie będę oszukiwał, krzywdę” (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/bilokacja-o-838.html). Mógł więc moonwalker pomyśleć, że ten maszyna runęła na złomowisko i śmietnisko widziane dzień wcześniej. Sądził zresztą zrazu, że samolot z polską delegacją już siadł na Siewiernym (choć we mgle jego podejścia Wiśniewski nie zobaczył): „ten samolot, który niby wcześniej lądował, to właśnie był samolot prezydencki...” (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/dark-side-of-moon-2.html); „godzinę wcześniej wydawało mi się bowiem, że maszyna lądowała” (http://www.rp.pl/artykul/460798.html).

Pomyślał zatem po wstępnej kalkulacji, że tak czy tak warto zobaczyć i sfilmować, co się 10 Kwietnia stało. Kalkulacja ta w kontekście (domniemanej) wizyty na Siewiernym poprzedniego dnia była jak najbardziej słuszna. Jeśliby bowiem ta sama, co 9 kwietnia, ekipa zastała Wiśniewskiego, to by go zatłukła, ale najwyraźniej grupa czekistów była inna: „To, że ja nie zostałem pobity, to, że nie trafiłem do jakiegoś więzienia czy jakiegoś aresztu... Nie wiem, czy to jest zrządzenie losu czy może akurat im się spodobałem, czy może byli na tyle uprzejmi, czy może telefon tej znajomej, która wysłała mi sms-a i zadzwoniła do firmy, że jestem aresztowany? Może to dzięki niej jestem teraz tutaj i nie siedzę gdzieś tam w jakimś łagrze czy jakimś rosyjskim więzieniu. Mówiąc, upraszczając całą sprawę (…) z Rosjanami nie ma dyskusji, a tym bardziej ze służbami...” http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/moonwalker-2.html),

No więc Wiśniewski 10-go idzie przez te krzoki, nie za bardzo pewny, co go czeka i nie sądzi ani przez chwilę, że zaszła katastrofa „prezydenckiego tupolewa”, i dostrzega nagle (o ile tego nie byłoby dzień wcześniej, zaznaczam)... szczątki polskiego samolotu („to już w ogóle w tym momencie nogi się ugięły pode mną” 0h33'30''). Co było z moonwalkerem dalej? O to jest pytanie, on sam bowiem (z jakiegoś powodu) podaje wiele zupełnie różnych wersji wydarzeń. 9 kwietnia też była ponoć mglista pogoda. Możliwe, że wtedy został nakręcony i film Koli, i jakieś fragmenty filmu Wiśniewskiego (można by jeszcze od biedy przyjąć, że te fragmenty moonwalkera i komórkowy reportaż Koli są z godzin porannych 10 Kwietnia, ale nie z okolic godziny 10.38 rus. czasu, skoro, wedle zeznań SW mgła tego dnia miała trwać ze dwie godziny (0h48'); to założenie niosłoby jednak komplikacje typu: samo „katastroficzne zdarzenie” zaaranżowano na długo przed akcją „alarmową”, co przecież mijałoby się z celem smoleńskiej maskirowki).

Spróbuję to założenie dot. 9-go kwietnia powoli teraz wyjaśnić. Moonwalker prezentując w sejmie swój film mówi, wskazując na wóz strażacki (z 10 kwietnia):

Dlaczego oni przyjechali tak późno (migawka z godz. 8.51 „czasu kamery” - przyp. F.Y.M.) mimo tego, że byli TAK BLISKO (podkr. F.Y.M. (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/05/straz-pozarna-przy-siewiernym.html – tu swoją drogą wielka zasługa polskich dziennikarzy, że prawie nigdy rzeczywistej, zgoła śmiesznej, odległości między remizą a zoną Koli, nie pokazywali)) Rzecz w tym, że prawdopodobnież była... – później pytałem tego strażaka – bo oni myśleli, że się zdarzył wypadek na szosie. Tam jest zaraz szosa wylotowa ze Smoleńska. I ta straż jechała tą szosą. A tam nie da się po prostu zjechać, bo jest dość wysoki nasyp. (…) I musieli zawrócić i pojechać od strony lotniska. Tutaj mniej więcej w lewo jest brama główna lotniska.”

Oczywiście ten kit, który wciska strażak, nie jest dla nas istotny – o wiele istotniejsze wydaje się to, że Wiśniewski opowiada o spokojnej rozmowie ze strażakiem, do której przecież podczas kręcenia księżycowej wędrówki 10 Kwietnia nie doszło. Kiedy więc mogła być ta towarzyska pogawędka, skoro zaraz go zatrzymali i odprowadzili do gazika FSB? Hm, a jeśli to zatrzymanie było... 9 kwietnia? No ale dialog toczy się przecież między innymi wokół „polskiego samolotu” („eto nasz polskij samaljot”), którego szczątki chwilę temu miał widzieć i filmować moonwalker. Chyba że np. dialog (w postaci ścieżki dźwiękowej) jest z 10-go, a obraz z... 9-go? A może lotnicze szczątki „polskie” są już 9-go właśnie? (Zaznaczam - to na razie rozważania z pewną dozą powątpiewania).

Po czym można poznać, że obraz z tego zatrzymania SW może nie być z 10-go? Po tym samym, co film Koli – po braku kolein na drodze. Zarówno leśny dziadek, który robi stójkę na drodze do „zony Koli”, jak i 2 wozy widoczne u Wiśniewskiego, znajdują się na twardym i suchym gruncie – w przeciwieństwie do tego, co widać choćby na zdjęciach zrobionych przez biegnącego R. Sępa, operatora towarzyszącego P. Kraśce (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/tvp-info-10iv-od-940.html), a więc wyraźnych, wielkich kolein, sięgających do połowy wysokości kół strażackich wozów (por. też http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/05/straz-pozarna-przy-siewiernym.html).

Po drugie, na początku, filmu moonwalkera wyraźnie widać 1 (słownie jeden) wóz strażacki, zaś po zastanawiającej (biorąc pod uwagę topografię „lasku siewiernieńskiego” lub, jak to określił Wierzchowski, „krzaczorów” przy lotnisku) wędrówce przez stawy (http://2.bp.blogspot.com/-q4Y7T3Rrpyo/TYpjATuEyaI/AAAAAAAAA0I/0zCyubcTOb0/s1600/bagnoSW8.png), w trakcie której moonwalker chce „ominąć bagno”, pojawiają się już dwa wozy strażackie. W trakcie zeznań sejmowych (w chwili 0h54'13'') Wiśniewski mówi: „I tu właśnie słychać straż pożarną, która właśnie dojeżdża. Druga st..., ten”. To tłumaczenie jest dość podobne do tego dotyczącego karetek, które też było słychać i które też miały dojeżdżać, choć wcale nie dojechały. Jak już kiedyś pisałem, jakieś syreny świadczące o obecności jakichś karetek na ścieżce dźwiękowej moonwalkera się pojawiają, ale tych karetek przecież wcale nie widać, zaś dźwięki się przybliżają, a potem oddalają. Nie da się jednak ukryć, że drugi czerwony wóz widać, więc faktycznie kiedyś dojechać musiał – czy dojechał jednak wtedy, gdy kręcony był film przed „wędrówką pośród stawów”? Dwa wozy pojawiają się też na filmie I. Fomina, który miał złapać moonwalkera już właśnie „po stawach”. Jednakże Fomin akurat w momencie, gdy Wiśniewskiego capnięto, „wyłącza kamerę” (kolejne „wyłączenie” w jakimś ważnym dla wydarzeń smoleńskich momencie, prawda?).

Moonwalker dodaje po chwili, komentując film (oh54'47'') i jakby zapominając, co powiedział chwilę temu: „I tu widać już stoi jedna straż pożarna, tu już kilka strażaków sobie po prostu biega z wężami i dopiero teraz biorą się za akcję gaśniczą” - jest to ten fragment jego wędrówki, gdy zaczyna się dopiero kierować „na stawy”. To jednak nie jest do końca tak, jak on mówi, ponieważ na pierwszych kadrach jego filmu JUŻ uchwycona jest akcja „strażaków” (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/osoby-z-lewej-strony-film-sw.html), a czerwony wóz pokazuje się dosłownie w pierwszych sekundach (http://www.youtube.com/watch?v=D2kmXHRG_H0, 0h15'00''). Co więcej, widać po lewej stronie, idące w stronę filmującego dwie postaci – „strażaka” w jasnozielonym stroju i gostka ubranego podobnie jak ten matoł, co nie może przez całą II część filmu dopiąć kasku (http://4.bp.blogspot.com/-O6v-0ajxcKU/TX3w1Jw4e-I/AAAAAAAAAbA/oZGBvOjCgek/s1600/2%2Bmen%2B5.png). O ile gostków ubranych na buro (w „strażacką” kurtkę, lecz w nie-strażackie spodnie) mogło być na pobojowisku więcej (czyli ten od kasku to nie musi być ten, co idzie z „jasnozielonym strażakiem”), o tyle „jasnozielony” pojawia się dosłownie w „kącie kadru” przy drodze do zony Koli na wysokości drugiego wozu, gdy Wiśniewskiego ktoś ciągnie ku facetowi popalającemu papieroska. „Jasnozielony” to znowu nie musi być ten sam, co szedł chwilę temu (tj. przed obejściem statecznika) ku moonwalkerowi – ale tamten dziwnie znika. (Chodzi mi o to, czy oglądamy film z ciągiem ujęć ustawionych chronologicznie).

Pod bramą Siewiernego Wiśniewski mówi: „zaraz chwilę przyjechała jedna straż, ale miernie im to szło” (http://www.youtube.com/watch?v=yifz6Se52kE&feature=related 3'32''), zaś niedługo potem opowiada o swych perypetiach z czekistami: „tam próbowałem uciekać przed tymi FSB, bo zaczęli mnie ganiać, no to wiesz, oni mnie, a ja ich. Jak padłem potąd w błoto, to już niestety nie mogłem się. Złapali mnie, wyrwali i kazali mi oddać kasetę. (…) Podejrzewam, że oni byli zaraz za mną (odpowiada na pytanie o to, kiedy pojawiły się służby – przyp. F.Y.M.), bo ZOBACZYŁEM, ŻE JAKAŚ BLOKADA, to wiesz, biegiem przez to, bo tu się nie da przejść, bo tu jest wiesz, błoto, mokradła. Jakby nie to, że się padłem w błoto, to bym im uciekł i z drugiej strony zrobił zdjęcia.

Ta historia nie przypomina tego, co widzimy i słyszymy na upublicznionym filmie („całym” i „oryginalnym”) przez samego SW niedługo przed jego zeznaniami przed zespołem Macierewicza (http://www.youtube.com/watch?v=iQ_5PrVDl9g). Może moonwalker pod bramą zmyśla? Może opowiada na gorąco, trochę „podkręcając” swoją historię? Ale przecież w sejmie też w pewnym momencie opowiada, że nie sądził, iż zostanie OTOCZONY, tak jakby po jego wejściu do księżycowej zony, zamknął się jakiś kordon za nim (cytowałem to na początku posta: „nie wpadłem na pomysł, że (…) ...mnie otoczą ze wszystkich stron). Może więc został złapany DWA razy przy dwóch okazjach przez dwie różne ekipy od maskirowki? Tę z 9-go i tę z 10-go?

Jest jeszcze film I. Fomina (http://www.youtube.com/watch?v=D2kmXHRG_H0 0h19'57''). Czy słynny mechanik (zakładając, że to on ten film zrobił, oczywiście, bo z nim może być taka sama historia jak z Wołodią Safonienką) kręcił pobojowisko 10-go czy może 9-go? Gdy idzie przez krzaczory, to jest sucho, słychać trzaskanie pod stopami – to znowu nie bagienne odgłosy. Tymczasem jeden ze świadków, Aleksander Berezin, na filmie „10.04.10” opowiada: „Samochód strażacki tam jechał i się zarył”, (http://www.youtube.com/watch?v=D2kmXHRG_H0; 0h10'34''; „Walu, żadnego wybuchu nie było, jaki wybuch? (…) To nasz transportowy (samolot – przyp. F.Y.M.)”). Do Fomina jeszcze wrócę.

Moonwalker mówi na „10.04.10”:W tej grupie, która mnie zatrzymała był polski, nazwijmy to, dyplomata, bo trudno mi powiedzieć, kto to był, bo akurat nie przedstawił się. (…) Jeden z tych Rosjan zapytał się tego, nazwijmy to, dyplomaty, czy... „kto to jest, czy pan go zna?” On mówi: nie nie znam tego człowieka. Proszę go aresztować, zabrać mu i zniszczyć sprzęt” (podobnie zresztą opowiada w sejmie przed zespołem Macierewicza).

W wywiadzie dla TVP Info zaś (14.04.2010): „Bardzo szybko przybiegli funkcjonariusze Federalnej Służby Ochrony. Szybko pojawiły się służby techniczne, jak straż pożarna, karetki pogotowia. Nieprawdą jest, że po cichu wynosili ciała. (…) Musiałem schować kamerę, ale przez cały czas komentowałem to, co widzę. Niestety to się nie zachowało, bo kamera wyłączyła się. (…) Zastosowałem fortel. Oddałem im inną kasetę. Zabrali mi poza tym jeszcze dwie kolejne z torby. Byli więc przekonani, że mają właściwą kasetę. (…) Katastrofa musiała nimi bardzo wstrząsnąć. Byli dla mnie uprzejmi i grzeczni. Nawet żartowali, mówiąc, że pójdę do więzienia i szybko z niego wyjdę. W końcu jednak przyszedł jakiś pułkownik i zaczął mnie wypytywać, skąd jestem, jakim sposobem się tutaj dostałem. (…) Tłumaczyłem, że jestem z polskiej telewizji, a pułkownik miał coraz większe przerażenie w oczach. Właśnie wtedy dostałem informację od znajomej z Polski, że TVP Info podało, iż rozbił się prezydencki samolot. ” (http://www.tvp.info/opinie/wywiady/gdybym-wiedzial-co-sie-stalo-usiadlbym-i-plakal/1658974).

W wywiadzie dla „Rz” ta historia wygląda, jak wiemy, jeszcze inaczej. „Dopóki byli strażacy, wszystko było OK. Zapytali, kim jestem; gdy powiedziałem, że z telewizji, nie robili żadnych kłopotów. Potem jednak pojawili się ludzie z Federalnej Służby Ochrony. Na filmie słychać, jak krzyczą: „Federalna Służba Ochrony. Oddawaj kamerę!”. Doszło do szarpaniny. Dwa byczki wzięły mnie pod pachy. W międzyczasie widziałem, że przez las od strony lotniska przybiegło kilku naszych dyplomatów w garniturach. (…) Rosjanie mnie odciągnęli. Wpadłem w błoto. Pytali, kim jestem. (…)

Zażądali kasety i ja im bez oporów oddałem wszystkie kasety, jakie miałem w torbie. Jedna była nagrana i kilka czystych. Dałem jednak wszystkie oprócz jednej – tej kluczowej, która pozostała w kamerze. (…) Na początku była jedna wielka panika i przerażenie. Oni byli całkowicie zdezorientowani. Chcieli usunąć wszystkich ludzi z miejsca katastrofy. Nie doszukiwałbym się tu jakichś podtekstów. Choć na początku było bardzo nieprzyjemnie. Mówili: „Szybko domu nie zobaczysz”. Bardzo się przestraszyłem, że będę miał kłopoty, że znalazłem się w niewłaściwym miejscu. Z tymi służbami nie ma żartów, obawiałem się konsekwencji. Przez cały czas nie wiedziałem, że prezydent i reszta naszych oficjeli nie żyje.” (http://www.rp.pl/artykul/460798.html; w sejmie powie zaś, że oddał jedną kasetę „na wabia” - „stary numer, który wielokrotnie się sprawdził” - 1h04')

Skąd się bierze aż tyle wersji zdawałoby się jednej, prostej historii? Nie ma najmniejszych wątpliwości, że SW coś ważnego ukrywa. Czy to są różne opowieści wyłącznie o jednej „akcji”? Raz przecież Ruscy żartują, że pójdzie on do więzienia, raz wcale nie żartują. Raz jest „polski dyplomata” domagający się aresztowania SW i skonfiskowania jego sprzętu, raz nie ma. Na koniec zaś wywiadu dla TVP Info moonwalker mówi: „cieszę się, ze nie widziałem tej części, gdzie leżały szczątki pasażerów. Ci na pokładzie nawet nie zdążyli się przeżegnać. Siła była tak potworna. Rozerwała samolot, był tak głęboko wbity w ziemię, że ciężki sprzęt długo nie mógł go wydobyć” - co brzmi niemal jak relacja innej osoby – w stosunku do tego, co mówił moonwalker w sejmie:

AM: A gdzie jest ten rów?...

(cisza)

AM: „...który wyżłobił... Bo ten samolot żłobi przecież w tym miejscu, w tym...”

SW: „Nie, tu akurat czegoś...”

AM: „W tym podłożu wielki rów, to jest oczywiste.

SW: „No nie nie nie. Tu akurat właśnie nie...”

AM: „To jest wiele ton, to jest kilkadziesiąt ton.”

SW: „Chyba z 80.”

AM: „Właśnie. No to. No to wie pan, jak coś takiego upada w ziemię....”

SW: „To musi być dziura.”

AM: „I, i idzie te 100 metrów, przedziera się przez... przez tę ziemię, no to musi wyżłobić wielki rów. On tu na pewno jest.”

SW: „Teoretycznie tak, powinno być tak jak np. po meteorycie czy po czymś takim...”

AM: „O właśnie, o.”

SW: „Coś w tym sensie. Nie... Tu akurat też jest zastanawiające, że nie ma tego, powiedzmy, śladu rycia na tym...”

AM: „Pan widział ten ślad?

SW: „Ja może nawet nie widziałem, ale proszę zobaczyć, że tu jest płasko.”

(http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/pierwszy-polak-na-ksiezycu.html)

Tu jest płasko”, to zdanie oddające zupełnie inny stan rzeczy niż „samolot, był tak głęboko wbity w ziemię, że ciężki sprzęt długo nie mógł go wydobyć”. No i skąd się nagle wzięła uwaga o „ciężkim sprzęcie” niemogącym wydobyć „głęboko wbitego samolotu”? Czy to już Adrian Klarenbach dopisał do wywiadu (14 kwietnia 2010) „od siebie” dla przebarwienia i tak dostatecznie barwnej historii? Przecież SW nie widział za swojej bytności z kamerą na Siewiernym żadnego ciężkiego sprzętu. No, chyba że widział.

Z biegiem czasu więc, historia moonwalkera zaczyna pokazywać się z zupełnie innej strony aniżeli na początku, ale zauważmy – mimo tych zmiennych elementów – jeden leitmotiv pozostaje niezmienny, Wiśniewski bowiem nigdy za żadne skarby nie dopowiada tego co najważniejsze, tj. że teren, przez który przeszedł (dwukrotnie?) to nie miejsce katastrofy polskiego „prezydenckiego” tupolewa.

Jak więc, po tym wszystkim, co przywołałem wyżej, wygląda sprawa montażu? Przypomnijmy sobie znowu dialog w sejmie właśnie na ten newralgiczny temat (1h05'o5''):

AM: „Czy to, co widzieliśmy, było przez pana jakkolwiek bądź przez kogoś innego jakkolwiek montowane? Czy to jest zapis ciągły, czy to jest zapis w jakikolwiek sposób montowany?

I moonwalker na te wprost postawione pytania odpowiada dość zagadkowo:

SW: „Jedyna operacja, która, gdzie nie ma ciągłości, powiedzmy, zapisu, to jest na początku, gdy zmieniałem rodzaj standardu z longplay na standardplay. To jest jedyna ten. Materiał nie jest w żaden sposób montowany - sam fakt, że dałem materiał, powiedzmy, oryginalny, z komentarzem i z tym mało wyszukanym pojęciem, którego się na ogół zwyczajowo nie używa w kulturalnym towarzystwie, świadczy o tym, że to materiał jest oryginalny, bez żadnej manipulacji. Tym bardziej, mając świadomość tego, co robię, gdzie robię i dlaczego to robię, a jeszcze mając świadomość tego i odpowiedzialność, że jestem montażystą i każdy jeden, który by się o tym dowiedział, mógł mi zarzucić: „przepraszam, a może facet żeś to np. zmontował albo zmanipulował”... Dlatego kamera cały czas pracuje i pokazuje wszystko cały czas, żeby nie było sugestii, że autor, czyli w tym wypadku chodzi o mnie, jest to po prostu jakaś, jakaś ściema, czy jakiś element, który jest niewiarygodny. Nie mogę sobie pozwolić po prostu na pokazywanie materiału, który jest niewiarygodny lub sfałszowany z banalnego powodu, bo w tym momencie jestem osobą niewiarygodną.

SW więc unika odpowiedzi wprost, nie mówi: ani ja nie montowałem, ani nikt inny, lecz odpowiada „bezosobowo”: materiał niemontowany, oryginalny, kamera pracuje i pokazuje – po czym zasłania się (zachowanym na ścieżce dźwiękowej) „niekulturalnym słownictwem” i swoim zawodowym prestiżem, pomijając fakt zagrożenia życia (w związku z „pracą kamery” na Siewiernym), o którym to zagrożeniu wielokrotnie w swoich wywiadach i zeznaniach wspominał. Nie chodzi przecież o to, czy materiał był wygładzany na stole montażowym pod kątem telewizyjnej prezentacji, lecz czy rzeczywiście pochodził z tej jednej księżycowej wędrówki, do której przez samego SW został przypisany, a więc między 10.49 a 10.56 rus. czasu 10-04-2010 na smoleńskim lotnisku. Zachodzi bowiem ewidentna rozbieżność relacji Koli, relacji SW i relacji Wierzchowskiego (MW) – i rozjazd pewnych zdarzeń (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/04/problem-jednoczesnosci.html). Zagadki tego rozjazdu nie udało się rozwiązać najlepszym mózgom elektronowym „Faktu” (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/04/same-fakty-w-fakcie.html) ani T. Święchowiczowi, co całą książkę nt. „Smoleńska” był łaskaw napisać.

Powtórzę zatem: to, co widać u Koli NIE występuje u SW ani w relacji MW. To, co widać z kolei u SW, nie pojawia się u Koli ani w relacji MW. To zaś, co relacjonuje MW, nie występuje u Koli ani u SW. A przecież mieliby ci trzej ludzie krążyć wokół inscenizacji na Siewiernym „mniej więcej” w podobnym czasie! Rozwiązanie tej zagadki jest więc takie 1. (zakładając, że generalnie, tzn. z grubsza, wiarygodne są ich materiały/relacje), że albo są oni w różnym czasie w tym samym miejscu, albo nie są oni w tym samym miejscu w tym samym czasie, 2. któraś z tych 3 relacji jest po prostu fałszywa.

Oczywiście, pojawiają się poboczne elementy wspólne dla dwóch relacji oraz takie, które są wspólne dla wszystkich trzech. Syrenę Koli ma słyszeć MW (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/02/syrena-ruska.html), aczkolwiek nie słyszy już żadnych wystrzałów ani krzyków. Jakiś człowiek w kitlu przemyka w jakimś bladym, mocno ruszonym kadrze u SW (http://1.bp.blogspot.com/-nWmncicrmlI/TYMHBm_9LII/AAAAAAAAAmg/lcb0DTWbq9U/s1600/ludzie%2B2.png), a nawet jakby leśny dziadek Koli gdzieś między drzewami stójkę robił (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/died-wraca.html), ale przecież stoją jak wół dwa wozy strażackie. Wszystkie 3 relacje mają, prawda, dotyczyć wraku na Siewiernym, ale MW przybiega, gdy nie ma przy nim straży (ani „strażaków”, rzecz jasna) i Kola też filmuje, gdy nie ma na pobojowisku straży.

Załóżmy więc może, że najpierw jest Kola, potem SW (syrena u Koli oznaczałaby zbliżający się wóz straży, który widać już po przybyciu SW), a potem miałby być MW. Gdyby tak było, straż musiałaby się wycofać przed przybyciem ludzi w kitlach i samego MW, i przyjechać potem. Może byłoby to bez sensu (z punktu widzenia „akcji ratowniczej” - przecież strażacy powinni być „natychmiast po wypadku”, aczkolwiek mogło tu chodzić o to, by Polacy sami „stwierdzili po wyglądzie wraku”, że „wsie pogibli”), ale nie niemożliwe. Jednakże zwinięcie całego sprzętu zajęłoby Ruskom wiele czasu no i pozostałyby ślady po obecności „strażakach”, a tu przecież wszystko miałoby się dziać w ciągu paru minut. MW w takim wypadku musiałby być dużo później aniżeli Kola i SW, no i słyszałby syrenę (ponownie) przybywającej straży. Tymczasem o 10.56 (rus. czasu) zwijany jest przez czekistów SW, około 11-tej na pobojowisko wpada MW, biegnąc za gostkami w kitlach, a o ca. 11.06 dzwoni do Sasina, opowiadając o masakrze.

Jeśli znów zmienimy kolejność: najpierw Kola, potem MW, a potem SW, to i tak powstają niezgodności. Syrena w takim wypadku musiałaby być dwukrotnie, ale to nie problem. Raz zawyłaby, gdy był Kola i ci Ruscy pokrzykujący za wrakiem (wszystkich więc musiałoby jakoś „wymieść stamtąd”; włącznie z tym gostkiem, co przeskakuje za ogonem), a drugi raz, gdy już przybiegł MW za ludźmi w kitlach – ten ostatni bowiem twierdzi, że słyszał ją już na miejscu. No i wtedy dopiero nadjechałaby straż, a chwilę później wpakowałby się na pobojowisko z kamerą sam SW. Nie zgadza się jednak w ogóle czas.

Wedle wyliczeń SW, widziane przez niego „zdarzenie” zachodzi o 10.38, a on o ca. 10.48 jest już z kamerą, a więc powinien na pewno być przed MW. Może zatem SW coś źle policzył? Zapis jego filmu zaczyna się od „8.49” (pol. czasu) (ustalenia te są przywołane o 1h39' materiału sejmowego z SW), może więc błędnie ustawił „parametry” w kamerze? Może faktycznie przybywa np. już parę minut po 11-tej, gdy na dobre „ruszyła akcja ratunkowa” (rozpoczęta o 10.55 jak głosi „raport MAK” na s. 102)? Może cofnął w kamerze czas o „akademicki kwadrans”? Czemu jednak miałby takiego ewidentnego fałszerstwa dokonywać, skoro oficjalna godzina katastrofy była zrazu 10.56 rus. czasu (ewentualnie 10.50 (http://4.bp.blogspot.com/-jwUKIPznnbA/TZGGyCCMkQI/AAAAAAAABQI/jj7NfBq0L1g/s1600/dezy%2Bruskie.png)) i z powodzeniem można było przy parametrach „nieprzesuniętych” pozostać? Zeznaje przecież: „na miejscu zdarzenia byłem o godz. 8.48 wg czasu ustawionego w kamerze” (1h09'50'') i dodaje, że „nie więcej niż 5 osób – z takim dużym zapasem” widział przybywszy na pobojowisko.

Załóżmy, że SW coś pokręcił z czasowymi wyliczeniami i walnął się o ten „akademicki kwadrans”. Jak wtedy może wyglądać scenariusz z pobojowiskiem? Wierzchowski będąc już na miejscu może moonwalkera (i akcji z jego aresztowaniem) nie zauważać, bo jest w ciężkim szoku i na dobrą sprawę nie daje rady trzeźwo myśleć. Poza tym przybiegają pracownicy ambasady, inni ludzie i może się raptem zrobił jakiś gwar (aczkolwiek na filmie moonwalkera tego nie słychać). MW nie zna montażysty i nie zwraca uwagi na to, co się dzieje na pobojowisku, bo przeżywa już „katastrofę” i nerwowo pali papierosy. SW zresztą w trakcie zatrzymania mówi z Ruskami po rusku, więc MW może go wziąć po prostu za Ruska z kamerą, z którym służby „robią porządek”. No ale przecież SW ma się awanturować także po polsku i „polski dyplomata” G. Cyganowski (rozpoznany potem po zeznaniach sejmowych przez SW na zdjęciu) ma także mówić po polsku (1h11'33'', 1h35'; http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/dark-side-of-moon.html). Przyjmijmy, że MW po prostu nie dostrzega tego wszystkiego, bo wielu rzeczy, jak wiemy z jego zeznań, też nie jest w stanie wtedy dostrzec. Potwierdzałby to ten dialog:

AM: „Czy jest taki moment: przyjeżdża karetka pogotowia, przyjeżdża straż pożarna? Zaczyna działać straż pożarna, zaczyna gasić...” (od 2h22'43'' materiału sejmowego)

MW: „Tak jak powiedziałem. Tak jak mówię, no to to jest, to się działo płynnie. Ja mogę teraz opowiadać to, co ja zauważyłem, ale to tak, mówię, minuta po minucie, tak, znaczy, ja przybiegam, te osoby wbiegają, te trzy osoby, może pięć, syrena wyje, gdzieś, tak mi się wydaje, przejeżdża ten wóz strażacki, potem pojawiają się, gaszą, jak na tych filmach widać, tak, ja odchodzę, dzwonię czy w trakcie, czy wcześniej odchodzę, dzwonię do Sasina, ja nie jestem w stanie sprecyzować tego czasowo, bo po prostu pierwszą rzeczą, która mi przyszła do głowy, znaczy do głowy to jest po prostu telefon do Sasina, tak.”

MW zapewnia, że przed nim nie było wozu strażackiego i orientacyjnie ustala, że strażacy byli 3-5 minut po jego przybyciu. No ale na filmie moonwalkera są... DWA wozy strażackie, nie ma (poza jednym, wspomnianym wyżej) ludzi w kitlach, NIE MA TEŻ WIERZCHOWSKIEGO w nieodległych okolicach wraku (czy MW stoi gdzieś tu? http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/co-to-za-ludzie.html), no i jak wspomniałem, nie ma kolein za wozami strażackimi. Na filmie SW (http://www.youtube.com/watch?v=iQ_5PrVDl9g (1'05'-1'06''), jak się wysoko podniesie natężenie dźwięku, słychać męski głos mówiący jakby „Nie płacz” - może więc to ktoś uspokajający Wierzchowskiego, który był kompletnie załamany widokiem pobojowiska. Moonwalker jednak doszedłszy do zony Koli (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/moonwalker-w-zonie-koli.html) nie widzi płaczącego Wierzchowskiego ani „medyków”. Może zaaferowany awanturą coś przeoczył? A może... to się dzieje 9 kwietnia?

Może słynna hotelowa scena z blacharzami nie kończy się „skrzydlatą orką”? Może SW zobaczył dzień wcześniej teren z ogniskami i ze szczątkami... polskiego samolotu (i tam został schwytany), a następnego dnia... nie zobaczył nic, tak jak Wierzchowski i inni świadkowie? Może więc polski montażysta rzeczywiście nie musiał niczego montować ani dawać komukolwiek do zmontowania („nas tam było dwóch montażystów” 1h27')? Gdyby jego film był z 9 kwietnia, to znikałoby wiele sprzeczności z tych zarysowanych przeze mnie wyżej i zgadzałoby się prawie wszystko poza jedną drobną rzeczą, że jest to dokument z katastrofy polskiego „prezydenckiego” tupolewa. Wiśniewski mówi w sejmie, że „dzień wcześniej” przed wizytą Tuska i Putina był w Katyniu i tam robił przez godzinę zdjęcia (1h26'). Może te materiały warto byłoby przejrzeć, by sprawdzić, który to dzień był... wcześniej i przy okazji dowiedzieć się, co się nagrało w „przeddzień” wizyty prezydenckiej (z hotelowego okna). Może bowiem też w nieco mgliste przedpołudnie, jakiś samolot dokonał jakiegoś dziwnego „treningowego” przelotu na Siewiernyj?

Skąd pan wiedział, że samolot będzie podchodził ze wschodniej strony?” (pyta jeden z posłów na posiedzeniu zespołu Macierewicza)

SW: „To jest... Może nie tyle co wiedział, że AKURAT TEN SAMOLOT (podkr. SW.) będzie podchodził od tej strony, ale mając tę wiedzę i doświadczenie w tym sensie, że DWA DNI WCZEŚNIEJ lądowały z tego samego kierunku samolot i z premierem Tuskiem, i z premierem Putinem, było to takie założenie, powiedzmy, teoretyczne. Jeśli od tej strony te samoloty i startowały, i lądowały (…) to jest duże prawdopodobieństwo, że akurat to będzie ta strona (…). Jeśli DWA DNI WCZEŚNIEJ (podkr. F.Y.M.) lądują samoloty od tego kierunku, to jest duże prawdopodobieństwo, że to też będzie z tego kierunku (…) Po prostu tak ustawiłem kamerę” (od ca. 1H37').

Montaż filmowy polega na umiejętnym łączeniu obrazu, zdjęć ze ścieżką dźwiękową. Moonwalker Wiśniewski w pewnym momencie mówi, że najpierw coś dokumentuje, a potem dowiaduje się na temat tego, co się stało, by sporządzić odpowiedni komentarz. Pytanie więc, czego się tak naprawdę w Smoleńsku między 7 a 10 Kwietnia dowiedział.

http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/akcja-ratunkowa.html

http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/miedzy-jakiem-tupolewem.html

http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/osoby-z-lewej-strony-film-sw.html

http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/2-kadry.html

http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/proste-pytania.html

http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/historia-unochoda.html

http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=po&dat=20110331&id=po01.txt

http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/05/straz-pozarna-przy-siewiernym.html

http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/tvp-info-10iv-od-940.html

http://1.bp.blogspot.com/-iA5tDdgWDTQ/TY8f0TTSEJI/AAAAAAAABEo/i2Gu_Wfs1Zo/s1600/sk23.png

Ocena wpisu: 
Brak głosów