Czy Pan/Pani jest za powrotem Polski do Układu Warszawskiego?

Obrazek użytkownika Free Your Mind
Kraj

Jeszcze nie podpisano umowy polsko-amerykańskiej, a już się zaczęli odzywać intelektualiści zatroskani o los Polski. Można powiedzieć więc, że już się tworzy spontaniczny Komitet Obrońców Pokoju, jak za czasów "Polski Ludowej".

Oto prof. P. Winczorek zamartwia się, co by było gdyby (dla legislatorów) w ogólnonarodowym referendum Polacy odrzucili budowę tarczy antyrakietowej (co by było gdyby poparli? - takiego wariantu nie rozważa). Oczywiście, o takim referendum nie ma mowy, lecz zdaniem Winczorka powinno ono być. Nie wiem, jakie było zdanie tego słynnego konstytucjonalisty w kwestii ewentualnego referendum w sprawie kary śmierci lub ratyfikacji Traktau Lizbońskiego, choć podejrzewam, że nie odbiegało ono od średniej krajowej wśród intelektualistów polskich, stawianie jednak kwestii obronności kraju w kategoriach plebiscytowych wydaje mi się jednak nowatorstwem na skalę światową.

Pomijam kwestię zmienności nastrojów społecznych i tej dość oczywistej konstatacji, że po agresji Rosji na Gruzję pewne sprawy związane z bezpieczeństwem naszego państwa wykrystalizowały się na tyle, że nie tylko większość Polaków zaczęła popierać instalację tarczy, ale i odnoszący się do tej instalacji z nieskrywaną rezerwą, premier D. Tusk, stwierdził, że lepiej już w obecnej sytuacji zbliżyć się polityczno-militarnie do USA niż do Moskwy, choć jeszcze parę miesięcy temu, jak słusznie przypomina S. Michalkiewicz, priorytetem dla niego i jego gabinetu było dobrosąsiedzkie ułożenie stosunków zwł. z Rosją. Nawiasem mówiąc, kurs prorosyjski - obok "Polskiej Partii Rosji", czyli SLD, SDPL etc. - wciąż twardo trzyma niezmordowany (niemalże jak A. Małachowski) marszałek polny B. Komorowski, czego dowodem jest deklaracja "niespieszenia się" z poddawaniem umowy polsko-amerykańskiej pod parlamentarną ratyfikację.

Głosowanie ogólnonarodowe na temat obronności jest postawieniem na głowie podstaw funkcjonowania państwa. Wyobraźmy sobie, że we wrześniu 1939 r. zapytano by Polaków: czy chcecie, by Was w ilości paru milionów wymordowali Niemcy i sowieci, by zniszczono polskie miasta, przesunięto granice, a część ludności wywieziono do obozów koncentracyjnych i łagrów? Idąc po myśli Winczorka, takie pytanie jest całkowicie zasadne. Jeśli wszak Naród jest suwerenem, to przecież decyzja o ewentualnym przystąpieniu do wojny obronnej powinna leżeć w gestii Narodu, nie zaś jakichś polityków, którzy mogą dla własnych, wąskich i płytkich ambicji do takiej wojny dopuścić. Oczywista też wydaje się odpowiedź na tak postawione pytanie, nikomu wszak ani gwałtowna śmierć, ani tortury, ani poniewierka czy utrata mienia nie jest miła. Pozostaje jedynie problem, czy pytanie o obronność nadaje się do jakiegokolwiek referendum. Tej kwestii jednak Winczorek nie stawia, wychodząc zapewne, że nie ma głupich pytań, a najwyżej głupie odpowiedzi :)

Sprawa porozumienia z USA jest analogiczna jak kwestia hipotetycznego referendum z 1939 r. Można by, rzecz jasna, zorganizować referendum i zapytać: czy chcecie, by Polska stała się pobojowiskiem nuklearnym? Albo: czy chcecie, by Rosja uderzyła na nasz kraj za pomocą broni jądrowej? Albo inne pytanie w podobnym stylu. Winczorkowi przecież o to chodzi. Jego troska o to, by Naród decydował o obronności kraju sprowadza się do mniej lub bardziej zakamuflowanej obawy o "rozdrażnienie Rosji".

"Już na wiele miesięcy przed parafowaniem polsko-amerykańskiej umowy o instalacji w naszym kraju elementów tarczy antyrakietowej pojawiały się głosy, że podjęcie ostatecznej decyzji w tej sprawie powinno należeć do całego narodu wypowiadającego się w drodze ogólnokrajowego referendum.

Wśród głównych argumentów na rzecz takiego rozwiązania wskazywano, że postanowienie to ma kapitalne znaczenie dla bezpieczeństwa i suwerenności Rzeczypospolitej Polskiej. A także to, że usytuowanie urządzeń militarnych innego państwa łączyć się będzie z wprowadzeniem na nasze terytorium obcych baz wojskowych (jednej lub wielu), których tu szczęśliwie nie było od czasu usunięcia z Polski w latach 90. ubiegłego wieku jednostek armii dawnego ZSRR.",

pisze Winczorek. Jedna rzecz jest tu zastanawiająca - owo zadowolenie z tego, że na było na naszym terytorium baz wojskowych. Szczęśliwie nie było, powiada konstytucjonalista. Tymczasem w Niemczech, gdzie Amerykanie stacjonują od ponad półwiecza nie słychać raczej wielkich lamentów z powodu "obcych baz wojskowych". Wychodziłoby więc na to, że zdaniem Winczorka, Polska jest w stanie zabezpieczyć się militarnie sama. Myśl to śmiała, naturalnie, konsekwentnie więc należałoby nie wstępować do NATO (takie zresztą pomysły były też w naszym kraju nagłaśniane na początku l. 90.), szczególnie by nie drażnić Rosji, która, jak wiadomo, wpada w rozdrażnienie ilekroć Polska jakkolwiek się gospodarczo i wojskowo umacnia.

Winczorek jednak nie pisze wprost o drażnieniu Rosji, a jedynie troszczy się o to, by polskie władze nie tchórzyły przed suwerenem. Ideę poddawania kwestii obronności pod referendum ogólnonarodowe można by jednak rozszerzyć. Należałoby spytać obywateli o to, czy należy umacniać granice z którymikolwiek sąsiadami, skoro nie jesteśmy z nimi we wrogich stosunkach (a można by pieniądze przeznaczyć na renowację dróg i budowę szpitali). Można by też spytać ludzi, czy polska armia powinna kupować uzbrojenie od państw zachodnich, skoro rosyjskie jest tańsze i sprawdzone (na przykład w trakcie inwazji na Czechosłowację 20/21 sierpnia 1968 r.).

 

Przydałoby się też pytanie, czy w ogóle armia jest w naszym kraju potrzebna, skoro w zupełności jej rolę spełniają poesbeckie firmy ochroniarskie, strzegące hipermarketów, rozmaitych firm, banków i zamkniętych osiedli mieszkaniowych?

Dzisiaj, w czasach postpolityki, czyli powszechnego pokoju na świecie, dozbrajanie się wydaje się wyjątkowo absurdalne, prawda?

To samo sądzi Rosja, strażnik pokoju na świecie i w Europie od wielu wielu lat.

I komu przeszkadzał Układ Warszawski?

http://www.rp.pl/artykul/84379,178996_Referendum_w_sprawie_tarczy_.html

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

I dla takich zdrajców , sowieckich służalców, agentów mam tylko jeden adres...pod ścianę !!Bo żarty to już dawno się skończyły!
pozdr

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

antysalon

#2617