Z Trumpem czy bez 

Obrazek użytkownika Krispin
Świat

Jaka przyszłość czeka Donalda Trumpa? Czy jego drogi i drogi Republikanów rozejdą się? Czy Partia Republikańska skręci w kierunku Trumpa czy on w kierunku „centrum”? Czy Trump zdecyduje się powołać do życia nowe ugrupowanie? Sondaże wskazują, że wielu Republikanów poparłoby taki projekt. Czy Republikanie nadal są Republikanami?... i co to właściwie znaczy? Czy bycie konserwatystą to bycie człowiekiem staromodnym? A może straceńcem? Czy można jeszcze coś zmienić?... Czy jest jeszcze nadzieja?

 

Zacznijmy od dinozaurów. Mitch McConnell dobiega 80-ki. Co nim kieruje? Przyłożył rękę do wielu pożytecznych inicjatyw w trakcie prezydentury Trumpa. Co go skłoniło do sformułowania tak ostrej - i wydaje się bezsensownej uwagi, że prezydent Trump jest "praktycznie i moralnie odpowiedzialny za sprowokowanie wydarzenia" 6 stycznia 2021 r. na Kapitolu? Prezydentem już raczej nie zostanie. Czym chciał się zapisać w historii? Co chciał osiągnąć? W głosowaniu poparł odrzucenie im-pucz-mentu, ale wydaje się, że wyczuł po prostu, że ta inicjatywa upadnie i... stanął po stronie zwycięzców, by nie ściągać na siebie jeszcze większej krytyki. Ale potem zaatakował bezpardonowo.

 

Czy to znak, że nawet ludzie odgrywający pozytywną rolę w wydarzeniach są w jakiś sposób uwikłani? Ale w co? Z kim? Jeśli część Republikanów uważa, że Trump jest teraz dla nich ciężarem, to z jakiego powodu? Przecież widać, że ludzie go... kochają. Tak, tak to wygląda. Zniszczenie kogoś takiego, to pogrążenie w marazmie i zniechęceniu masy wyborców, a więc niechybna przegrana w kolejnym starciu wyborczym. Trudno zmobilizować do głosowania na siebie kogoś, kogo przed chwilą się zniesławiło, opluło i zniesmaczyło. A może w Ameryce to normalne?

 

Prócz takich ludzi jak Mitch McConnell są wśród Republikanów także ludzie nie mniej próżni, zadufani w sobie i ambitni - tacy jak były gubernator Massachusetts, i kandydat Partii Republikańskiej na prezydenta USA w 2012 roku, Mitt Romney. Wielu uważa, że to jemu Amerykanie zawdzięczają... drugą kadencję Obamy. Od niedawna zasiada w Senacie jako senator ze stanu Utah (tam zdaje się studiował). 

 

Niestety chyba nie wyleczył się z przegranej w 2012 roku i nadal marzy o kolejnej szansie na prezydenturę. Był jednym z tych 7 Republikanów, którzy poparli drugi im-pucz-ment Trumpa. Jego tłumaczenia były żenujące. Przywoływanie Boga w tym kontekście wydaje się tylko próbą usprawiedliwienia tej decyzji, jak też postawy, którą prezentował przez cały czas. Romney nie udzielił poparcia Trumpowi podczas kampanii wyborczej 2015 r., a po wyborach przyznał, że na niego nie głosował. Twierdził też, że prezydent Trump „nie dorósł do radzenia sobie z ciężarem urzędu”. Stale oskarżał go o niszczenie demokracji, a po ostatnich wyborach prezydenckich o „podważanie zaufania społeczeństwa amerykańskiego do wyborów przed propagowanie bezpodstawnych oskarżeń o ich sfałszowaniu”. Boże chroń Amerykę przed takimi Republikanami.

 

Trudno nie odnieść wrażenia, że chodzi o coś więcej. I słusznie. Bo Mitt Romney przed rozpoczęciem kariery politycznej działał... w strukturach Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich. Niech nikogo ta nazwa i użycie w niej słów "Jezusa Chrystusa" nie zmyli. To po prostu Mormoni, czyli "Kościół" imienia Josepha Smitha Jr., często nieformalnie nazywany Kościołem LDS (nie mylić z LSD, choć może... właściwie dlaczego nie?). Może po prostu chodzi nie tyle o walkę z Trumpem, co o walkę z samym Bogiem?

 

Co do Donalda Trumpa, na razie czas pracuje na jego korzyść, ale jak długo? Może nie warto zwlekać. A z drugiej strony śpieszyć się też nie należy. Co nagle to po diable. Często się o tym przekonujemy... po czasie. Co oznaczałoby założenie nowej partii? Nowi „starzy”, czy nowi „nowi” ludzie w strukturach? Czy to oznaczałoby napływ „nowej krwi”, wypromowanie nowych liderów? Być może. Na pewno wniosłoby dużo ożywienia i stałoby się przyczynkiem do dyskusji. Zarówno o tym, czym obecnie jest Partia Republikańska jak i tym, co i jak powinna teraz robić. Niby wszystko wiadome, ale jak przyjdzie co do czego...

 

Czy taka nowa formacja miałaby szansę? 50% poparcia Republikanów to mało. To w skali ogólnej plus minus 25%. I mało, i dużo. Na pewno wystarczająco dużo, żeby Republikanie – szczególnie tacy, którzy oglądają się na McConnella czy Romneya – znowu nabrali szacunku do Trumpa i zaczęli go traktować poważnie. Na pewno wystarczająco dużo, aby rozpocząć dialog między tymi, którzy chcą kontynuować korzystne dla Ameryki zmiany, a tymi, którzy pomysły i dekrety wujka Joe przyjmują „ze zrozumieniem”. Swoją drogą ciekawe, czy Mitt Romney uważa te dekrety za „niszczenie demokracji” czy też nie? Na pewno wystarczająco dużo, żeby wprowadzić jakiś ożywczy ferment w to, nieco zgnuśniałe, przewidywalne i czasem irytujące życie polityczne w Ameryce.

 

Przeciwnik nie jest łatwy. I diabelnie [sic!] sprytny. Kiedy mowa o „przestępstwach federalnych” gubernatora Cuomo i możliwości postawienia go przed sądem, tzw. Demokraci wyciągają oskarżenia przeciwko władzom Teksasu i Gregowi Abbottowi (Republikański gubernator) o zaniedbania, które doprowadziły do kryzysowej sytuacji w tym stanie. Wygląda na to, że prezydent wujek Joe zareagował ze zwłoką, ale on udaje, że nie ma już czerwonych i niebieskich (podział z okresu wyborów) i Ameryka jest jedna. Czy na pewno? Na dodatek prokuratorem generalnym USA został Merrick Garland, forsowany niegdyś przez Obamę na stanowisko sędziego Sądu Najwyższego (na szczęście Republikanie wtedy go wyślizgali). Ta kreatura śmiała powiedzieć, że wejście na Kapitol to był „terroryzm krajowy” (domestic terrorism), a atak i podpalenie budynku sądu w centrum Portland w lecie 2020 r. (tłum buntowników atakował tam policjantów m.in. młotkami) już nie, bo... odbywał się wieczorem, gdy sądy nie działają. Przypomnę zatem, jak zdefiniował „terroryzm” w 2003 r. Departament Stanu USA: „przemoc z premedytacją, motywowana politycznie, wymierzona przeciwko celom cywilnym przez grupy lokalne lub tajnych agentów, zwykle mająca na celu wywarcie wpływu na opinię publiczną”. Wystarczy?

 

A więc znowu siła złego na jednego? To będzie trudna batalia. Już 28 lutego Trump ma wystąpić na Konferencji Konserwatywnej Akcji Politycznej (CPAC) w Orlando na Florydzie. Na pewno zdradzi tam zarówno swoje najbliższe plany jak i przemyślenia na temat Partii Republikańskiej i ruchu konserwatywnego. Sympatycy byłego prezydenta Donalda Trumpa życzą mu jak najlepiej. Trzymajmy kciuki... lub módlmy się – zależy w co kto wierzy.

 

PS ...a może „Nowi Republikanie”? To na pewno pobudzająca nazwa.

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.6 (głosów:10)

Komentarze

Re (aktywna) - Publika - nie : POpulistów; demagogów; efekciarzy; propagandystów... (Jak wykreowani demoKra...Ci...)

Pozdrawiam. J. K.

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0
#1662679

Demo_Kra_ci Kra_czą przed wyborami, teraz Kra_kać nie wypada, mimo że Kac nie puszcza. W Pu_szczy Pu_szczyk szczy - że uszami. Szczy_ty hipo_kry_zji kry nie zjedzą, ani nie za_słonią, bo słoń nie jest od za_słaniania, a Kry_zys nie jest zys_kiem, choć bywa zys_kowny dla niektórych.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-1

Krispin z Lamanczy
Aby czynić dobro, trzeba umieć rozróżniać między dobrem a złem.
Każdy uczy się na błędach. Nie musisz się uczyć na swoich!

#1662917

Ciekawa idea.

Niestety, wydaje się być trudna w realizacji. Jeśli dwa podmioty republikańskie miałyby rywalizować z demokratami, to demokraci będą z powodów "matematycznych" dysponować handicapem na starcie. No i do tego jeszcze to finansowanie struktur politycznych w USA przez wiadomą nację. Dość szaro to widzę.

 

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
-4

"Trzeba przywrócić ducha miłości wszystkim normom prawnym". /Kardynał Stefan Wyszyński/

#1662699

.

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
-3
#1662703

W tekście wyjaśniam, że bardziej chodziłoby o demonstrację siły i konieczność uznania Trumpa za partnera do rozmów niż rozłam. Wiadomo, że w na starcie z tzw. "Demokratami" i tak muszą iść razem. Pytanie brzmi: z jakim liderem? Dla mnie jest to oczywiste, że powinien być nim Trump. Ale nie dla wszystkich jest to do zaakceptowania - przynajmniej na tę chwilę.

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
-2

Krispin z Lamanczy
Aby czynić dobro, trzeba umieć rozróżniać między dobrem a złem.
Każdy uczy się na błędach. Nie musisz się uczyć na swoich!

#1662745

... i Kryspinio, a ja obstawiam, że komuchy ograją Waszego faworyta, albo wyborów już nigdy we w USA nie będzie. Ni kuta, jak mawiają kufajkowi w walonkach.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Apoloniusz

#1662802

Zawsze pamiętaj, że:

"Życie i śmierć są w mocy języka, [jak] kto go lubi [używać], tak i spożyje zeń owoc" (Ks. Przypowieści 18:21).

Lepiej nie utrudniaj sobie życia. 

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
-1

Krispin z Lamanczy
Aby czynić dobro, trzeba umieć rozróżniać między dobrem a złem.
Każdy uczy się na błędach. Nie musisz się uczyć na swoich!

#1662805

Prokurator generalny USA przed senacką komisją: "Nie pamiętam"... "Nie wiem"... Niektórzy twierdza, że dobrze wie, ale od kiedy przeszedł na "ciemną stronę mocy", nie może odpowiadać inaczej. 
 

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Krispin z Lamanczy
Aby czynić dobro, trzeba umieć rozróżniać między dobrem a złem.
Każdy uczy się na błędach. Nie musisz się uczyć na swoich!

#1663064