Jan Matejko kontra „ludzie w czerni”

Obrazek użytkownika Krzysztof Zagozda
Kraj

          Jako że zbliża się kolejna rocznica intronizacji Najświętszej Maryi Panny na Królową Polski, warto rzucić kilka promieni światła na rzeczywistość usankcjonowaną bezprecedensowym aktem polityczno-religijnym dokonanym w 1656 roku, aktem, wokół którego do dziś dzieją się rzeczy nie poddające się ściśle racjonalno-empirycznemu opisowi. Niech posłuży nam do tego garść rozważań zainspirowanych niezwykłym obrazem Jana Matejki, tylko z pozoru będącym bierną ilustracją jednego z wielu wydarzeń z naszej dumnej przeszłości.

 

         Zanim przyjrzymy się płótnu potocznie acz niepoprawnie nazwanemu Ślubami Jana Kazimierza, warto odnotować fakt wielkiego zainteresowania, jakie niemiecka Ahnenerbe wykazywała wszystkim, co dotyczyło naszego wielkiego malarza. Powojenna Informacja Wojskowa na szczęście nie ruszyła tropem, który pojawił się w przejętych – szczątkowych co prawda – dokumentach będących spuścizną po Ahnenerbe, chyba najbardziej tajemniczej organizacji działającej w III Rzeszy. Jeszcze przed wybuchem wojny Heindrich Himmler powołał wewnątrz tej organizacji ściśle zakonspirowaną grupę o kryptonimie „Stuhl”, na czele której stanął archeolog Alexander Langsdorff. Przed grupą tą postawiono dwa cele. Pierwszym było odnalezienie legendarnego tronu Karola Wielkiego, który miał zostać ofiarowany Bolesławowi Chrobremu przez Ottona III i ukryty w nieznanych okolicznościach gdzieś na ziemiach polskich. Nie mniej ważnym drugim zadaniem było przejęcie klejnotów koronnych polskich królów, które wbrew pruskiej propagandzie ukrywane są od 1795 roku przez tajne sprzysiężenie patriotów. Trudno dziś powiedzieć, co skłoniło Niemców do powiązania Matejki z istnieniem tego sprzysiężenia. Cokolwiek by to nie było, pozwala przypuszczać, że ten wielki polski malarz dysponował wiedzą niebezpieczną dla wrogów narodu polskiego. Czy podjął artystyczną próbę podzielenia się nią z przyszłymi pokoleniami Polaków?

 

          Nie będę tu rysował okoliczności, w których w lwowskiej katedrze doszło do aktu intronizacji. Zawarłem je w dostępnym w sieci internetowej eseju pt. Kto się boi Królowej Polski? i do niego odsyłam czytelników tego tekstu. Zwracam tylko uwagę, że od co najmniej XVII wieku istniało w Polsce sprawnie działające stronnictwo sprzeciwiające się rozwojowi kultu Maryjnego. Jednym z jego niewątpliwych sukcesów było zablokowanie ustanowienia Orderu Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny. Ze środowiskiem tym związanych było dwóch bohaterów Matejkowskich Ślubów Jana Kazimierza.

 

          Pierwsza postać, na którą zwracam uwagę czytelników, to wojewoda łęczycki Jan Leszczyński. Matejko umieścił go tuż przy ołtarzu i „kazał” mu oprzeć się lewym łokciem o ten wyjątkowy atrybut każdego kościoła katolickiego. Gest ten negatywnie wyróżnił wojewodę spośród osób znajdujących się w katedrze. Jest to postawa lekceważąca nie tylko rangę wydarzenia, ale przede wszystkim miejsce, na którym dokonuje się święta tajemnica przeistoczenia Ciała i Krwi Pańskiej. Co takiego Matejko wiedział o Leszczyńskim, że tak ostentacyjnie wyraził jego dezaprobatę wobec aktu intronizacji? Czy więzy krwi z nieżyjącym już wówczas przywódcą kalwinistów w Koronie przekładały się na jego niejawne zaangażowanie przeciw katolickiemu obliczu królestwa?

 

          Tajemnicą poliszynela były jego znakomite stosunki z Jerzym Sebastianem Lubomirskim, marszałkiem wielkim koronnym, przemożnym promotorem żywiołu żydowskiego i heretyckiego w podległych mu dobrach. Matejko w ciemnych barwach zilustrował całą postać Lubomirskiego. Ten nie jest w ogóle zainteresowany tym, co dzieje się przy ołtarzu. Charakterystycznym „diabelskim” chwytem prawą dłonią trzyma laskę marszałkowską symbolizującą urząd imienia królewskiego. Lewą natomiast ukradkiem wskazuje coś stojącemu obok szlachcicowi. To „coś” można z trudem dostrzec w osi symetrii całego obrazu, na przecięciu się jego przekątnych. To trupio-blade oblicze zjawy na chwilę odsłonięte zostało dzięki powiewającemu sztandarowi koronnemu. Czy ktokolwiek oprócz Lubomirskiego zauważa to fatum znajdujące się w bezpośrednim sąsiedztwie króla? A jeśli jest to dane tylko marszałkowi, to skąd taki nietypowy przywilej? Czy źródło tego przywileju tkwi w upodobaniu marszałka do krwawej przemocy, której najlepszym dowodem była bezprzykładna rzeź dokonana przez jego wojsko na jeńcach z obozu królewskiego w 1666 roku?

 

          Co tak naprawdę łączyło Leszczyńskiego i Lubomirskiego? Kto przyczynił się do tego, że śluby z 1656 roku nie zostały przez Polaków wypełnione, a intronizacja – zapomniana? Dlaczego niemieccy okultyści szukali pamiątek po Janie Matejce? Czy PRL-owscy archeolodzy znaleźli regalia ukryte w południowej Wielkopolsce? Na te i inne pytania bezpośrednio rzutujące na naszą dzisiejszą rzeczywistość odpowiem w książce, która zostanie wydana jesienią tego roku. Wszystkich zainteresowanych tematem zachęcam do kontaktu mailowego lub telefonicznego (kzagozda@o2.pl; tel. 513056985).

 

 

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:12)

Komentarze

bardzo ciekawy temat.

Czy będzie kontynuacja?

Gdzie można kupić Pańską książkę?

I co myśli Pan o ostatnich-niemieckich rewelacjach dotyczących katastrofy smoleńskiej.

Pozdrawiam.

 

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-3

"Ar­mia ba­ranów, której prze­wodzi lew, jest sil­niej­sza od ar­mii lwów pro­wadzo­nej przez barana."

#1471002

Książka bedzie darmowa. Nie dopracowaliśmy jeszcze szczegółowych zasad dystrybucji.

 

Gdybym decydował o polityce niemieckiej, zrobiłbym dokładnie to samo: szczułbym Polaków na Rosjan ile wlezie.

 

Pozdrawiam

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
0

www.zagozda.blogspot.com

#1471003

w komentarzu jest kluczowe.

Wiele wyjaśnia.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-2

"Ar­mia ba­ranów, której prze­wodzi lew, jest sil­niej­sza od ar­mii lwów pro­wadzo­nej przez barana."

#1471004

Dla mnie bardzo interesujacy artykol Drogi Panie! Moj dziadek ,rowniez Jan Matejko pochodzil w prostej lini pokrewienstwa z malarzem! Po wejsciu Niemcow ,proponowano mu folckliste, ale dziadek sie nie ugial! Rozebrali dwor, a dziadek cala okupacje z rodzina spedzil w szopie! Dwuch braci mojej mamy bylo oficerami wywiadu AK. Niestety przyszli na niedzielny obiad,ktos zyczliwy doniusl. Niemcy zrobili oblawe! Zgineli z bronia w reku w ogrodzie! Potem Oswiecim,ale rodzina przezyla! Jako maly chlopiec pamietam dziadka i babcie! Smutne ,ale prawdziwe! Dzialo sie to w wiosce okolicach Bielska Bialej! Pozdrawiam!

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

ronin

#1471036

O nich piszą że stopił je niemiec kanalia

 

http://pl.wikipedia.org/wiki/Polskie_insygnia_koronacyjne#Grabie.C5.BC_polskich_regali.C3.B3w_i_ich_dalsze_losy

Pozdrawiam

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

"Z głupim się nie dyskutuje bo się zniża do jego poziomu"

"Skąd głupi ma wiedzieć że jest głupi?"

#1471043

Pogłoska ta celnie uderzyła w morale Polaków. I nadal uderza... Pozdrawiam.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

www.zagozda.blogspot.com

#1471128

 Michał Rożek za autorów legendy, o przetrwaniu oryginalnych regaliów w ukryciu, wskazuje Prusaków. 

"Tymczasem Prusacy, w obawie, by ponownie nie podjęto spornego problemu rewindykacji insygniów, rozpowszechnili legendarną wersję o rzekomej kradzieży regaliów. Dokonać tego mieli Polacy, zaraz po wkroczeniu do Krakowa wojsk pruskich.  Ukazujący się w tym czasie w Paryżu dziennik „Constitutionnel” pierwszy doniósł czytelnikom informację, jakoby dwaj zakapturzeni mnisi w towarzystwie sześciu ślusarzy dostali się do skarbca koronnego, wyłamali zamki ze skrzyń, zabrali korony i uciekli z nimi na Litwę. Tu skarbiec starannie ukryto, oczekując na odbudowę niezależnego Regnum Poloniae."

Ciekawy artykuł Michała Rożka na temat skradzionych, królewskich regaliów  http://www2.almamater.uj.edu.pl/112/21.pdf

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#1471182

Polska poniosla straszliwe straty jesli chodzi o skarby narodowe. Szczegolnie w II WS.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

casey

#1471091

Witam Panie Krzysztofie

Poleciłbym Panu Kontakt z moim przyjacielem, doktorem Józefem Grabskim, skarbnicy wiedzy o ważnych polskich artefaktach, który osobiście kupił w Niemczech na aukcji tron ostatnich królów polskich.

Józef jest wprawdzie międzynarodowym autorytetem w sprawie włoskiego renesansu, głównie malarstwa, lecz historię Polski ma w małym palcu.

http://irsa.com.pl/publishing_house#director

 

Józef wprawdzie mieszka we Wiedniu, ale często jest w Krakowie, gdzie tez ma dom (a trzeci ma w Bolonii).

Kontakt z nim może Pan złapać w jego wydawnictwie IRSA Publishing House.

To prawdziwy ekspert i koneser. Mógłby być Panu pomocny, przy wątpliwościach.

 

Pozdrawiam z szacunkiem

 

Janusz E. Kamiński

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0
#1471193