Wymiana pieniędzy 1950 roku (2)

Obrazek użytkownika Godziemba
Historia

Wymiana pieniędzy była ogromnym zaskoczeniem dla społeczeństwa polskiego. Mimo licznych artykułów w prasie i audycji radiowych na ten temat, w dniu ogłoszenia wymiany panował informacyjny chaos.

Ludzie masowo wykupywali gazety aby dowiedzieć się czegoś o zasadach wymiany. W Krakowie ceny niektórych gazet na „czarnym rynku” wzrosły pięciokrotnie. Zaskoczenie i brak dokładnych informacji sprzyjały powstawaniu plotek.
 
Plotki były jedynym sposobem wyrażania własnych myśli w totalitarnym państwie zdominowanym przez wszechobecną propagandę. Antypaństwowe pogłoski były przejawem oporu jednostek wobec państwa komunistycznego. Władze zdawały sobie z tego sprawę, dlatego też z wielkim nakładem środków zwalczały „szeptana propagandę” – jak wedle ówczesnej terminologii określano plotkę.
I tak np. w gminie Plecka Dąbrowa w województwie łódzkim „kułak” namawiał chłopów do spalenia pieniędzy, argumentując, że są one nieważne. Podobne zdaniem wyrażał członek partii, Wacław Danielewski z Sochaczewa, który został zatrzymany przez milicję na Dworcu Głównym w Warszawie za wypowiedź: „Te pieniądze obecnie można wrzucić do błota”. Pojawiające się pogłoski o ponownej wymianie pieniędzy dowodzą, ze zaufanie społeczne do nowych pieniędzy w rzeczywistości znacznie mniejsze, od deklarowanego przez ludzi w prasie.
 
Mimo optymistycznych zapewnień ze strony władz o poprawie zaopatrzenia sklepów, rozgoryczeni warszawiacy mówili: „W gazetach piszą, że artykuły pierwszej potrzeby są w sprzedaży – jest to nieprawda, brak mąki i cukru”. Wbrew zapowiedziom o spodziewanej w przyszłości obniżce cen, wiele osób obawiało się mającej nastąpić podwyżce cen. W województwie rzeszowskim nawoływano, by chłopi nic nie sprzedawali, gdyż „po wymianie wszystko zdrożeje”.  
 
Choć propaganda przekonywała, iż reforma została przeprowadzona w interesie robotników i mas ludowych, wielu robotników narzekało na stratę znacznej części swoich oszczędności, przeznaczonych na niezbędne wydatki. Np. pewien robotnik warszawski stwierdził, że „będziemy teraz chodzili w dziurawych portkach”, a pracownicy Pafawagu uznali, iż ci „którzy zaoszczędzili trochę pieniędzy na zakup odzieży zimowej będą pokrzywdzeni”. Robotnik z Katowic wręcz podkreślił, iż „reforma walutowa uderzyła w robotnika i chłopa, którzy mieli ciężko zapracowane oszczędności, zaś spekulanci pieniądze lekko zarobili i nie odczuwają tak boleśnie poniesionych strat”. W jednej z warszawskim fabryk pojawiły się opinie, że „uderzono w robotnika – bo spekulanci już dawno wymienili pieniądze na złoto”. Chłopi w wielu przypadkach nie wahali się głośno wyrażać swej dezaprobaty dla zaistniałej sytuacji. Dotyczyło to przede wszystkim tych, którzy w ostatnich dniach przed reformą sprzedali inwentarz żywy lub odłożyli pewną sumę pieniędzy na „gospodarskie cele” .
Wobec tych licznych przykładów niezadowolenia z wymiany, władze starały się zbagatelizować problem, przekonując, iż niezadowoleni stanowią rzekomo niewielką grupkę osób, która zaprzestanie protestów po zapoznaniu się z argumentami władz. Na jednej z narad Komitetu Dzielnicowego w Warszawie, tow. Szymczak starając się przekonać oponentów, że „klasa robotnicza” powinna pogodzić się z niewielkimi stratami w imię wyższych ideałów, podkreślił, iż „gdy powstawała Polska szło o życie, a niewielka strata pieniędzy klasy pracującej jest tą cegiełką, która przyczyni się do odbudowy pokoju”. Podczas zebrania POP w fabryce na Żeraniu, tow. Remel w odpowiedzi na pojawiające się protesty, stwierdziła, że „walka klasowa, którą prowadzimy dzisiaj nie jest skończona, dawniej towarzysze składali ofiary z życia i zdrowia i dlatego dziś nie ma powodów do rozpaczy po utracie kilku złotych”.
Najbardziej do wyobraźni przemawiały jednak argumenty o wielkich stratach poniesionych przez „paskarzy” i „kułaków”. Robotnik Państwowego Przedsiębiorstwa Budowlanego mówił, że „ma zaoszczędzone pieniądze i na nich traci, ale cieszy się (…) że spekulanci na tym tracą”. Członkini spółdzielni produkcyjnej Janina Durska uznała, iż wprawdzie traci, bo ma zaoszczędzone 70 tysięcy złotych, ale „kułacy tracą grubo więcej i to ją nie smuci ale cieszy”. Członek PZPR Tadeusz Sitko-Pileszko dowodził, iż chociaż wszyscy robotnicy coś na tym stracili, to „rozumieją jednak korzyści jakie przyniosła reforma i podchodzą do tego z wyrozumieniem (!) i humorem (sic!)”. Przytoczone relacje ukazują stopień sterroryzowania i zmanipulowania ludzi, którzy gotowi byli uwierzyć, że tracąc w rzeczywistości nic nie tracą. Wiele osób, nie licząc się z konsekwencjami, kierowało pod adresem partii swoje dramatyczne uwagi: „taki rząd robotniczy powinien dbać o robotników, a nie ich okradać”, „lepiej niech nas wyduszą”.
 
Nie wszyscy jednak tak beztrosko lub pozornie beztrosko reagowali na poniesione straty. Wymiana pieniędzy dla wielu osób okazywała się tragedią tak wielką, że z rozpaczy popełniały lub próbowały popełnić samobójstwo. Jeśli tragedie te dotyczyły osób uznanych za wrogów – kułaków lub spekulantów, władze lokalne ograniczały się do przekazywania swym zwierzchnikom suchych relacji: ”W elbląskim powiecie powiesił się ogrodnik zatrudniający siły najemne, który wymienił około 3 miliony złotych” , „Kułak z Grójca, posiadacz 3 kamienic po ogłoszeniu reformy powiesił się”. Kiedy jednak samobójstwa dotknęły „zwykłych” chłopów, niektórzy członkowie partii twierdzili, że „nie ma co takiego człowieka żałować, gdyż ma on większe umiłowanie do pieniędzy niż do Polski socjalistycznej”. Takie wypowiedzi miały pewien wpływ na kształtowanie się określonych nastrojów społecznych. Bo jak wytłumaczyć poniższą relację: „ Na Cmentarzu na Bródnie pochowany był osobnik, który popełnił samobójstwo z powodu wielkiej straty na wymianie. Ludzie biorący udział w pogrzebie wyśmiewali się o nim (!) pogardliwie, że z takiego powodu pozbawił się życia”.
Samobójstwa popełniane w następstwie wymiany stanowią tragiczny wątek tej operacji. Reakcje władz na te wypadki, ukazują z całą bezwzględnością do jakich granic posunięta została „walka klasowa”.
 
Strach przed poniesieniem dalszych strat był stale obecny w świadomości społecznej. Ludzie, którzy stracili większość swych oszczędności obawiali się, że w wyniku restrykcyjnych zarządzeń władz nadal będą ponosić straty. Niepokoje te wywołały całą masę plotek – jak np. pogłoski mówiące o tym, ze osobom prywatnym będą konfiskowane wszelkie ozdoby ze złota. Najbardziej absurdalna wersja tej plotki głosiła, iż mają być nawet konfiskowane nawet złote zęby. Bardzo często pod wpływem takich wieści zdesperowani ludzie niszczyli złote przedmioty. I tak Janina Kęska na wiadomość o tym, że ma oddać swoje złote kolczyki, połamała je mówiąc: „całych im nie oddam”.  
Przez cały czas pojawiały się plotki, ze władzę wprowadzą ograniczenie kwoty pieniędzy, którą można będzie wymienić na nowe złote. Pogłoski te mogły wynikać także z obaw prostych ludzi przed ujawnieniem dużym sum pieniędzy. „Kułacy”, którzy wymieniali duże kwoty narażeni byli na szykany władz i uboższych obywateli. Dyrektor Przedsiębiorstwa Budowy Zakładów Przemysłu Ciężkiego w Gliwicach wydał polecenie, aby żądać wyjaśnień od robotników, skąd pochodzą posiadane przez nich pieniądze. Podobne metody stosowało wiele organizacji partyjnych, które prowadziły szczegółowe ewidencje osób wymieniających znaczne sumy pieniędzy.
 
Bardzo wiele plotek, które pojawiły się w okresie wymiany miało charakter antysowiecki. Porównywanie przez propagandę nowego złotego z rublem, sprawiło, iż część ludzi uważała, że nowe pieniądze to ruble, albo też kolejna wymiana będzie na „ruble i czerwieńce”. Wielu ludzi wierzyło, iż decyzja dotycząca zmiany waluty zapadła nie w Warszawie lecz w Moskwie. Z wielu wypowiedzi wynikało, że część społeczeństwa odbierała wymianę jako zapowiedź „radzieckiego raju” w Polsce. Np. Bolesław Malik z Lipian wyrzucił swoje pieniądze twierdząc, ze „takie porządki mogą być tylko w Rosji, bo on wie jak było za bolszewików”. Inni twierdzili, że w Polsce są już zakładane kołchozy. Pogłoski te spotkały się z ostrą reakcją ze strony „kułaków” z województwa łódzkiego, którzy zapowiedzieli, że „nie dopuszczą do rządzenia ruskich, nie pozwolą organizować kołchozów i nie dadzą się bić w tyłek”.
Najbardziej katastroficzne plotki antysowieckie głosiły, iż wkrótce Polska stanie się siedemnastą republiką sowiecką. „Rząd polski szykuje Polskę na 17-tą Republikę – twierdzono w powiecie bielskim – bo zamienia pieniądze na równą wartość z rublem”. Inni popierali swe wywody historycznymi argumentami: „Nic dziwnego, że u nas jest wymiana, ZSRS jak zajął tereny wschodnie, to także przeprowadził wymianę, jak mamy być 17-tą republiką to u nas musieli tez to samo zrobić co u siebie”.
Ten antysowieckie wypowiedzi świadczą,, że pomimo ciągłych zapewnień ze strony władz o „bratnim sojuszu” z Moskwą, przeciętny obywatel bał się wschodniego sąsiada. Strach ten był tak zakodowany w ludzkiej podświadomości, ze wszelkie negatywne wydarzenia w kraju postrzegano jako spowodowane sowiecką ingerencją.
 
Plotki stały się jedyną metodą walki ludzi, którzy nie deklarowali całkowitej uległości wobec totalitarnego systemu komunistycznego. Mimo licznych zabiegów służby bezpieczeństwa (tylko w pierwszych dwóch dniach po ogłoszeniu wymiany aresztowano w całym kraju 70 osób za „szeptankę”) i zmasowanej kampanii propagandowej, nie udało się zapobiec tej fali plotek.  
 
Z okazji reformy pieniężnej ukazało się kilka poematów, spośród których warty przypomnienia jest wiersz Jana Brzechwy „Wymiana”.
 
 
Do niedawnych reform nowa przybyłą reforma:
Wiadomo – rewolucja wytyczony tor ma,
Ryknęli spekulanci, zawyli kułacy,
Ci, którzy się na cudzej bogacili pracy.
I pokaźne majątki zbijali piotrosze,
Przemyśli oczajdusze, sprytni wydrwigrosze,
Kanciarze, waluciarze, łyki, basałyki8,
Nuże opróżniać kufry, kabzy i sienniki,
Wysupływać miliony, opłakiwać straty,
Szkalować rząd i państwo i rozdzierać szaty.
 
Wymiana – spekulantów skutecznie przekona,
Cóż – giełda bywa czarna, ale krew – czerwona.
Wymiana ludzi pracy może dotknie nieco-
Cóż robić! Gdzie drwa rąbią i tam wióry lecą.
Budowa nie jest łatwa i walka nie łatwa.
A wróg, gdzie tylko może, tam bruździ i gmatwa,
I kąsa wciąż i miota się na wszystkie strony
Jak zwierz – niebezpieczniejszy wtedy, gdy zraniony.
 
Spekulant splunie żółcią i pieniądze zmieni:
Reforma walutowa bije po kieszeni,
Przeszłość już nie powróci, przyszły inne czasy,
Miliony powędrują do państwowej kasy,
Przybędą za to nowe bloki, albo mosty
Z pożytkiem dla każdego. Stąd rachunek prosty,
Że krzywda ludzi pracy jest zwykła legendą!
A brak pięciogroszówek? Będą jeszcze będą!
 
Robotnicy na zmianie pieniędzy nie stracą
Bo wzbogacając państwo, sami się bogacą,
Bo są gospodarzami tej ziemi ojczystej,
Gdzie słychać łoskot maszyn i śpiew traktorzystów.
Gdzie stają nowe domy, rośnie Nowa Huta,
A dłonie są tak mocne, jak nowa waluta!
 
 
Wybrana literatura:
 
M. Pastor, D. Jarosz, W krzywym zwierciadle. Polityka władz komunistycznych w Polsce w świetle plotek i pogłosek z lat 1949-1956
S. Michalski, Walka o umocnienie pieniądza (lata 1945-1949)
I. Paczyńska, Realizacja reformy pieniężnej jesienią 1950 r. w województwie krakowskim
Z. Landau, W. Roszkowski, Polityka gospodarcza II RP i PRL
W. Roszkowski, Najnowsza historia Polski. T. 2 
 
Brak głosów

Komentarze

Jan Bogatko

...a teraz polityczne (i fizyczne) dzieci i wnuki "rewolucjonistów" nami rządzą, za naszym przyzwoleniem i śmieją się z nas w kułak,

pozdrawiam,

Vote up!
0
Vote down!
0

Jan Bogatko

#121668

Ooo, Jan Brzechwa. Nie znałem tego utworu. No, piękny jest,....,piękny.

I jaki słuszny.

Vote up!
0
Vote down!
0
#121680

Zupełnie przypadkiem trafiłem na to "dzieło" Brzechwy i nie mogłem powstrzymać się przed jego zacytowaniem.
Szkoda, że "nasza" Wisława jeszcze wtedy nie dała głosu.

Pozdrawiam
Godziemba

Vote up!
0
Vote down!
0

Godziemba

#121691

Historia powróciła w utarne w latach 40. i 50. koleiny. Zamiast klasy robotniczej jest salon, zamiast kułaka moher, ale system ten sam.

Pozdrawiam

Godziemba

Vote up!
0
Vote down!
0

Godziemba

#121687