Ślady Opatrzności Bożej nad Polską

Obrazek użytkownika Zygmunt Zieliński
Kraj

Od niedzieli siedzę we wszelkich dostępnych mi mediach i bez skutku rozglądam się za jakimiś sensownymi komentarzami wyników wyborów. Zwycięzcy nabrali wody w usta i wypowiadają się monosylabami. Optanci „totalnej” coś tam mówią, ale ani to zabawne, ani stawiające cały problem w świetle jakichś realiów. Niektóre wypowiedzi prowokują wprost złośliwe uwagi. N. p. czytam wypowiedź Macieja Stuhra: „To są czyste emocje. Racjonalne argumenty biorą w łeb (...) Polakom mam wrażenie to w ogóle nie przeszkadza. Trudno odnieść się do tego rozumem - komentuje wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego aktor Maciej Stuhr. Nie kryje frustracji: od jutra walczymy od nowa”.

Panie Stuhr, żeby się do czegoś odnieść rozumem, trzeba go przede wszystkim posiadać. Z tego, co pan mówi miast rozumu wychyla się frustracja. Dobrze, że pan o niej wspomniał.

Były prezydent, pan Komorowski, jak to on zwykle, zaskoczył ciekawym stwierdzeniem, że na PiS głosowali ci, którzy nie płacą podatków. Zawsze sądziłem, że od płacenia podatków wymigiwali się ci, którzy na Rzeczypospolitej po roku 1989 „dorobili” się milionów, a to przecież właśnie środowisko pana Komorowskiego. Czyli albo się mu coś niewłaściwego wymknęło, albo gafa. To drugie bardziej prawdopodobne.

Niecodzienna jest wypowiedź pana Kosiniak-Kamysza. Zobaczmy: „Nie daliśmy rady, nie wygraliśmy wyborów, nie było takiej kampanii, nie zrobiliśmy spotu, który mógłby chwycić za serce”. Ale nie tylko o brak spotu chodziło. Była jeszcze „piąta kolumna”.

„ Nie udało się wygrać, choć 38% jest przyzwoitym wynikiem. Nie wszystko się udało w kampanii, za dużo było ideologii i skrętu w lewo w koalicji, niepotrzebne wzięcie na sztandary różnych spraw ideologicznych. Zaczęło się od karty LGBT, potem było wystąpienie pana Jażdżewskiego, to się wydaje, że to piąta kolumna PiS-u. Donald Tusk bardziej chyba zmobilizował wyborców PiS niż Koalicji Europejskiej”.

W sumie, to bardzo ciekawe. Jednak, jak rzadko co, mija się z prawdą. Za lewactwem i za perwersyjną propagandą budującą na seksie i wszelkich możliwych jego wypaczeniach, łącznie z małżeństwami jednopłciowymi, gender i wszystkim co godziło w chrześcijaństwo i polskość jako wartość fundamentalną, opowiadała się zawsze totalna opozycja. Indyferentyzm nie tylko religijny, był tu zawsze priorytetem. I PSL się pod tym podpisywało. Mówiąc nieco humorystycznie: „było za, a nawet przeciw”. I to dlatego 72 % elektoratu wiejskiego głosowało na PiS. A druga przyczyna porażki, to odwrócenie się PSL od wsi i jego wrażliwość jedynie na własne uposażenie.

Do wystąpień zabawnych należy głos pani Lubnauer wyrażający wirtualne propozycje wirtualnej partii. Oto jej ciekawe skądinąd spostrzeżenia:

„Lubnauer zwróciła uwagę na ponownie "wyraźnie lepsze wyniki" opozycji wśród kobiet. Wskazała na "bardzo dobre wyniki" Danuty Huebner, Ewy Kopacz czy Róży Thun. Według niej oznacza to, że opozycja powinna mieć "bardzo konkretną ofertę dla kobiet".

To są rzeczy, które musimy zbadać, jakie są rzeczywiste oczekiwania, czyli dostęp do żłobków, przedszkoli, taka sama płaca, dostęp do in vitro, które zlikwidowało PiS, i co jest bardzo jasnym sygnałem dla kobiet, czy kwestie antykoncepcji, również antykoncepcji awaryjnej”.

Zapomniała dodać, jakie to panie głosowały na wymienione przez nią damy? A to ważne, bo podejrzewam, że wiele polskich kobiet zaprotestowałoby energicznie, gdyby je chciano zaliczyć do tego elektoratu.

Już nie zabawne, ale dla wielu zawstydzające jest wynurzenie szefa „Wiosny”.

„Dzisiaj, szanowni państwo, Wiosna podjęła decyzję, mieliśmy wczoraj długie rozmowy, podjęła decyzję o samodzielnym starcie, startujemy niezależnie. Wygraliśmy pierwsze wybory, zweryfikowaliśmy się, idziemy po kolejne”.

Na pytania dziennikarzy Biedroń odpowiedział ponadto:

„nie będzie prowadził rozmów o wspólnym starcie w tych wyborach z ugrupowaniami wchodzącymi w skład Koalicji Europejskiej”.

To, że ludzie tego autoramentu uzyskali nawet tak nikłe poparcie wyborców smuci, ale specjalnie nie niepokoi; wystarczy wspomnieć dzieje Ruchu Palikota, a nawet Nowoczesnej, nic nie ujmując pani Lubnauer.

Wypada jednak przypomnieć, gdzie to ugrupowanie miało największe poparcie:

Wiosna według sondażu najwyższy wynik uzyskała w okręgach: nr 4 (Warszawa i okoliczne powiaty - 10,8 proc.) i nr 7 (woj. wielkopolskie - 8,3 proc.). Konfederacja największe poparcie uzyskała w okręgu nr 12 (woj. dolnośląskie i opolskie - 7,7 proc.) i nr 9 (woj. podkarpackie - 7,3 proc.)

Tych komentarzy jest sporo więcej, ale na ogół, gdy chodzi o „totalną”, treściowo się nie różnią. Zwycięzcy z kolei mówią o konieczności natychmiastowej dalszej pracy i potrzebie skromności w ocenia własnego sukcesu. Próbowano je jakoś podsumować wPolityce:

„Wojna z Matką Boską Częstochowską, szyderstwa z Najświętszego Sakramentu przyniosły Koalicji Europejskiej gorzką klęskę, być może grzebiąc jakiekolwiek szanse opozycji na jesienne zwycięstwo. Wywołani do tablicy Polacy powiedzieli „nie”, broniąc swojego dziedzictwa. Bo u źródeł zwycięstwa Zjednoczonej Prawicy leży właśnie przekonanie, że zagrożone są same fundamenty. To one pchnęły do urn miliony ludzi, którzy w normalnych warunkach pewnie zostaliby w domu”.

Nic dodać, nic ująć. Ale można też spojrzeć na te rzeczy okiem nie politologa, nie dziennikarza, nie analityka, ale kogoś, kto śledzi różne wydarzenia w Polsce i na świecie i stworzył sobie taki własny nieprofesjonalny pogląd na pewne sprawy. W tym przypadku na rezultat wyborów.

W moim przekonaniu opozycja, jaka by ona nie była, jeśli podjęła walkę „totalną” z konstytucyjną władzą była już na starcie przegrana. Tak, jak każdy totalitaryzm, który sam siebie pozbawia alternatywy, czyli obszaru skutecznego działania. Zawsze zdumiewały mnie buńczuczne wypowiedzi panów Schetyny i Tuska, a jeszcze bardziej zastąpienie realnej propozycji programowej tym słynnym caeterum censeo z tym, że nie chodziło o żadnego Katylinę, ale o PiS, który na życzenie tych panów, a wbrew woli wyborców, miał po prostu oddać im władzę. Paranoja.

W tym czasie PiS robił dobrą gospodarkę i odkolonizował Polskę, choć może jeszcze nie do końca. Zderzenia dolce far niente i jałowej krytyki z sukcesem wymiernym przesądzało sprawę. Sprowadzanie w sukurs Timmermansa i Tuska nie tylko nic nie dało, ale odsłoniło niemoc „totalnej”.

Tak więc zastanawianie się nad źródłem zwycięstwa PiS to strata czasu. Ono jest jasne dla każdego, kto nie udaje ślepca.

Zastanawia natomiast niewątpliwy fakt, że zachodnia część kraju niemal pokrywająca się z dawnym zaborem pruskim obrała właśnie środowisko „totalnej”, choć z drugiej strony niby znany jest pragmatyzm Poznańskiego.

Według sondażu Koalicja Europejska najwyższy wynik uzyskała w okręgach: nr 1 (woj. pomorskie - 51,8 proc.), nr 13 (woj. lubuskie i zachodniopomorskie - 47,9 proc.), nr 4 (Warszawa i okoliczne powiaty - 47,4 proc.) i nr 7 (woj. wielkopolskie - 46 proc.).

Zacofaniem i głupotą tego się nie wyjaśni. Ja mam jednak stale w pamięci czasy okupacji niemieckiej i udaną, oczywiście na korzyść okupantów, akcję „Eindeutschung” – przyjmowanie niemczyzny i wyrzeczenie się polskości przez dawnych obywateli Rzeczypospolitej. W jednym z artykułów na Niepoprawni.pl umieściłem artykuł p. t. Eingedeutscht. Niedawno powstał artykuł pod podobnym tytułem (posłany do pewnego miesięcznika popularyzującego historię, ale chyba nie przyjęty, być może za słaby?) Oto jego wyjątek:

„…taki eingedeutscht ledwo potrafiący obracać językiem swej nowej ojczyzny, walił we mnie epitetem: Saupole (świński Polaku). A dziś, ci obleśni współcześni nam eingedeutschte na kolanach przed Kulturvolkem, czymże się od tamtych różnią? Każdy naród miał swych Quislingów, Degrellów w takich czy innych wymiarach. Polska nie miała ich w wymiarze państwowym, natomiast było ich sporo w społeczeństwie i nie wiadomo co było gorsze, jeden zdrajca i kolaborant czy tłum drobnych zaprzańców? Może to drugie, gdyż za tym tłumem wlecze się długi ogon złej tradycji, sięgający aż po nasze czasy”.

Żeby zakończyć ten przegląd poglądów na wesoło przytoczę opinię w niemieckiej „Die Zeit”:

„Zdecydowanie zwyciężyło w nich Prawo i Sprawiedliwość, uzyskując prawie 45,4 proc. głosów. Jak wyniki komentuje niemiecki "Die Zeit"? Dla Ulricha Kroekela to "atak na demokrację"

Niemcy mają do siebie, zawsze tak mieli, że nie przyjmują rzeczywistości takiej, jaką ona jest, ale jaką chcą, żeby była. Kiedyś przyjęli Hitlera jako odtrutkę na demokrację, z którą nie mogli się pogodzić. Teraz przyjmują pozę mentora, speca od demokracji, ale tylko takiej, która odpowiada ich interesom. Oczywiście takiej w obecnej Polsce nie doczekają się. A więc w pewnym sensie słuszne, że zwycięstwo prawicy jest „atakiem na demokrację”. Jeśli dodamy: w stylu niemieckim, to wszystko się zgadza.

Może podobnie myślą obywatele polscy, którzy ten sposób pojmowania rzeczywistości mają zakodowany od dziada, pradziada, bo wrósł w tradycję i, jak to mówią, w krew. Stworzył określoną mentalność. Taka zatęchła spuścizna.

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:22)

Komentarze

Podoba mi się!
9
Nie podoba mi się!
0
#1592605

...

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

mikolaj

#1592629

Pisze Ksiądz o akcji „Eindeutschung” w kontekście wygranej KE w województwach zachodnich, pokrywających się z dawnym zaborem pruskim. Co do Poznańskiego, ba nawet Opolszczyzny, to się mogę zgodzić. Ale inne z tych województw, to tzw. 'ziemie odzyskane", na których, mówiąc uczciwie po wojnie Polaków nie było, albo byli w śladowych ilościach. Ziemie historycznie słowiańskie, zostały na przestrzeni wieków bardzo skutecznie zgermanizowane, ale też po wojnie skutecznie oczyszczone z dawnych mieszkańców. Ich obecni mieszkańcy, to głównie repatrianci zza Buga oraz ludność napływowa z Polski wschodniej. Urodziłem się na tych ziemiach i do dziś pamiętam ludzi mówiących ze śpiewnym wschodnim akcentem. Wobec nich akcja „Eindeutschung” raczej nie była stosowana. I przyznam się, że nie potrafię zrozumieć, dlaczego ludzie, których przodkowie zostali szczególnie ciężko doświadczeni przez rosyjskich i sowieckich najeźdźców, popierają de facto postkomunistyczną totalną opozycję. Do opcji niemieckiej też nie powinni mieć sympatii, bo mimo upływu lat, dalej mogą się czuć zagrożeni pretensjami Niemców do ich ziemi. 

Pewnym wytłumaczeniem może być fakt, że w dużej mierze są to ludzie wyrwani ze swojej ojcowizny i pozbawieni korzeni, co pozwalało na indoktrynację w czasach komunistycznych, ale i tu mam wątpliwości, bo swojego czasu np. Wrocław słynął z antykomunizmu. Co się więc stało z dumnymi kresowiakami, że teraz popierają partie liberalno-lewackie, LGBT i starych postkomunistów?

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

M-)

#1592666

Oni, ci "przesiedleni" - wypędzeni z ojcowizny - ciężko walczyli o przeżycie. Sił nie starczyło na dużo więcej.

Młodym, dla których rodzice nie mieli zbyt wiele czasu - wyprano mózgi - dzięki komunistycznej, nachalnej indoktrynacji, popartej awansem dla "politycznie poprawnych". Pamiętam, jak walczyłam o dalszą edukację mojej, niepoprawnej politycznie, Córy. Wpierw "zakwalifikowano" ją do ZSZ - ekonomicznej (nadawała się - na sprzedawcę!). Studia też mogła "mieć z głowy". Po efektownym (wbrew "wysiłkom" dyrektora LO) zdaniu matury - podjęła studia na KUL-u.

Tez doktorskich broniła na Uniwersytecie w Newcastle-u-Tyne. Teraz prowadzi zajęcia na Uniwersytecie w Cardiff. Niestety - już nie w Polsce! Wielu z pokolenia "kresowego" znalazło się poza Polską.

W dodatku - mimo "podglebia" kresowo-pawicowego - Córa wierzy w kłamstwa michnikoidów. Choć jest przeciwko postkomunie, przeciwko LGBT i lew-lib. W UK głosowała na partię Nigel Farage'a. I "zrozum tu człowieka". Po prostu, za granicą, ma dostęp internetowy do Giewu z Wiadomościami Dolnośląskimi. Co potrafi zdziałać propaganda.

Pozdrawiam,

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
0

_________________________________________________________

Nemo me impune lacessit - nie ujdzie bezkarnie ten, kto ze mną zacznie

katarzyna.tarnawska

#1592703

Nareszcie sensowna analiza sytuacji po wyborach. Ukłony dla Księdza profesora Szczęść Boże i z Panem Bogiem...

Podoba mi się!
8
Nie podoba mi się!
0

gmmk

#1592760

 ...że wielu starszych rodowitych poznaniaków "wyemigrowało" (tak jak i ja) na obrzeża miasta poza jego granice budując swoje domki za ciężko w życiu zarobione pieniądze. Nowe drugie i dalsze pokolenia powojennych poznaniaków też ucieka z miasta, które jest dla nich za drogie, nie oferując za to atrakcyjnych miejsc pracy, bo wszystkie większe zakłady zostały przez poprzednie ekipy zlikwidowane a nowe powstały daleko poza jego granicami.

 Rodowitych Wielkopolan mieszkających w tym regionie kraju jest zapewne akurat tylu ilu głosowało przeciwko koalicji z małymi wyjątkami tych co zawsze "kombinowali i kombinują" jak obejść podatki i zarobić kosztem innych.

 Prawie wszyscy moi znajomi a jest to przytłaczająca większość przedstawicieli trzech pokoleń zarówno uczący się jak i pracujący - są zwolennikami drogi jaką obrał PiS, natomiast bardzo charakterystyczne jest, że pokolenia z rodzin byłych funkcjonariuszy szeroko pojętego aparatu administracyjnego partyjnego PZPR w tym i władzy sądowniczej jest niereformowalna i ma komunę zakodowaną w genach - to tzw twardy elektorat PO na który zawsze mogą liczyć.

 Co do Niemców, to zawsze wolałem ich jako otwartych wrogów polskości niż jako "przyjaciół" bo stara maksyma mówi, że jeśli Niemiec do Polaka "mruży oko" to nie znaczy to samo co u Polaków - on do ciebie się nie wdzięczy tylko do ciebie celuje!  Z jednym z nimi się zgadzam, oni nie plują na swój kraj ale robią wszystko dla jego dobra, szkoda tylko, że jak zawsze robią to kosztem innych narodów. 

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

niezależny Poznań

#1593070