Pożegnanie w stylu bazarowym

Obrazek użytkownika Zygmunt Zieliński
Kraj

Przed laty byłem świadkiem wymiany zdań między dwiema paniami na Bazarze Różyckiego na warszawskiej Pradze. Padały mocne słowa. Okazało się, że jedna z nich chciała zadomowić się w pobliżu stragany drugiej, bodajże o dłuższym stażu na tym miejscu. Słuchając przemówienia pożegnalnego pani premier Kopacz przypomniałem sobie tamto zdarzenie. Widocznie zachodziło podobieństwo. W stylu i słownictwie .

 

Po 1989 r. rządy zmieniały się kilkakrotnie. Za każdym razem wysłuchiwaliśmy krótkiego expose ustępującego premiera. Zazwyczaj były to uprzejmie, symboliczne życzenia skierowane do nowego rządu i jakieś słowo podziękowania za współpracę z ustępującym rządem. Nie było zgrzytów. Co czuli kończący swe zadanie premierzy, to trudno powiedzieć, gdyż nie dopuszczali do głosu emocji w swych wystąpieniach. Można się domyślać, że nie byli w najlepszych nastrojach, To zrozumiałe. Ale o żadnym nie można było powiedzieć, że był człowiekiem pozbawionym kultury osobistej i jakiegoś kwantum inteligencji.

Pani Kopacz dowiodła po prostu, że zabrakło jej jednego i drugiego. Dla Platformy Obywatelskiej reklamującej się jako partia inteligencka wystąpienie pani Kopacz musiało być szczególnie stresujące, gdyż każdy zadaje sobie pytanie, jak to się stało, że  przewodziła jej i rządowi z jej szeregów osoba z takimi małymi w tym względzie kwalifikacjami. To, że zrozumienie dla niej okazali pan Niesiołowski i pani Kidawa-Błońska jest zrozumiałe, ale u innych kolegów partyjnych można było zaobserwować konsternację, o ile nie coś więcej?

Wystąpienie tak jednoznacznie ocenione medialnie, iż nie warto do tego powracać, miało i ma jednak wymiar, mało w komentarzach dostrzegalny. Owszem, na Internecie znalazło się sporo komentarzy, powiedziałbym, obraźliwych dla pani Kopacz, gdyby nie fakt, że sama je sprowokowała.  Otóż, moim zdaniem, w Platformie Obywatelskiej nie brak osób, które nie ulegają zacietrzewieniu i skłonne są ponad ambicjami partyjnymi działać dla dobra państwa i narodu. Innymi słowy spełniać to, czego wyborcy od nich oczekują. Wystąpienie pani Kopacz w wielu umysłach pozostawi ślad w postaci totalnej nieufności wobec Platformy i wszystkich jej członków. Może to mieć bardzo ujemne skutki na polu społecznym i politycznym. Nie można zatem retoryki byłej pani premier traktować z przymrużeniem oka, kładąc ją wyłącznie na karb jej braku kultury osobistej i kompletnej indolencji na polu polityki. Dla ludzi o takich, jak jej, poglądach nie ma po prostu miejsca na arenie życia politycznego, gdyż może z tego wyniknąć jedynie szkoda. A przed tym społeczeństwo się broni.

Warto skomentować niektóre fragmenty jej wypowiedzi:

*Choćby megalomańskie stwierdzenie: „Wiem, wiem moi drodzy, że my mieliśmy łatwiej, bo my porównywaliśmy się z waszymi osiągnięciami z lat 2005-2007. Ale chcę zapewnić, że wystarczyło dobrze pracować i mogliśmy się pochwalić tym, że zrobiliśmy dużo więcej niż wy". Pomijając formę zwracania się do sejmu, raczej odpowiadającą przemowie do dzieci szkolnych, warto by zapytać panią Kopacz czy mówiąc o osiągnięciach (czyich i co znaczy tu : wy? Skoro nie był to sam PiS, ale 3 ugrupowania koalicyjne?) z lat 2005-2007, ma na myśli sukcesy, wszak osiągnięcia tylko tak należy rozumieć. To, co mówi o dobrej pracy (domyślnie PO) świadczy, że pamięć ma słabą i wybiórczą. A że przez 8 lat przynajmniej powinna jej formacja zrobić więcej niż przez dwa lata koalicja PiS-Samobrona-LPR, to chyba zrozumiałe, choć pozostaje pytanie: ile było tego lepszego i za jaką cenę? Zatem coś z logiką u pani K. nie najlepiej

* Dalej już idą groźby: „bo będzie mieli opozycję nie totalną, jaką wy byliście. Nie będziemy mówić, że Polska przestała być Polską - na to nie liczcie. Ale jedno wam mogę obiecać: nie przepuścimy żadnego kłamstwa. Zapamiętaliśmy każdą waszą obietnicę i z każdego słowa was rozliczymy". Z treści wystąpienia pani Kopacz raczej wynika, że PO chce być opozycją totalną. Z pewnością nie będzie okazji, by mówić, że Polska przestała być  Polską, gdyż nowemu rządowi właśnie o to chodzi, by z tym wygaszaniem Polski na rzecz „kraju europejskiego” skończyć.

* Dalej, była pani premier zapewnia, że opozycja „nie przegapi żadnego kłamstwa”, przestrzegała przed „niszczeniem demokratycznego państwa”, tak jak gdyby symptomem demokracji w rozumieniu PO było zlekceważenie kilku milionów głosów obywateli protestujących przeciw wysyłaniu do szkoły sześciolatków, a ponadto w ogóle nie liczenie się z opinią publiczną, skoro rząd miał na swych usługach media.  Pani b. premier chce czatować na kłamstwa PiSu, a sama dała sobie w tej materii licencję. Taką demokrację jak ta, którą  ona reprezentuje, to lepiej byłoby zniszczyć, ale wystarczy ją naprawić.

Wręcz kabotyńska była dalej pogróżka: "Jeśli będziecie niszczyć to, co budowali Polacy przez ostatnie ćwierć wieku, zrobimy wszystko, żeby was powstrzymać. Jeśli spróbujecie zlikwidować niezależność sądów, wolność osobistą, święte prawo własności, jeśli zamachniecie się na prawa kobiet, to bądźcie pewni, że nie będzie na to zgody". A więc podpowiada pani Kopacz, co powinien zrobić nowy rząd, żeby ona – zapewne w przekonaniu, że w szeregach opozycji pojedzie w pierwszym czołgu – mogła zrealizować swój paroksyzm nienawiści, jaki ją ogarnął w obliczu konieczności oddania władzy.

I wreszcie jak gdyby kwintesencja wszystkich tych gróźb: "Nawet jeśli nas przegłosujecie, to na pewno nie uda wam się zniszczyć polskiej demokracji po cichu. Nie pozwolimy na to. Usłyszy o tym każdy Polak, każda Polka, bo takie jest zadanie opozycji". Stale o tym niszczeniu demokracji. O co tu właściwie chodzi? Zapewne o utrzymanie priorytetu dla opcji homo, gender, indoktrynacji  dziatwy od przedszkola we wiadomym kierunku, a przede wszystkim czołganie się przed eksponowanymi środowiskami Unii Europejskiej, wyrzekanie się zacofanej, moherowej tożsamości narodowej na rzecz „człowieka znikąd i do nikąd”, czyli chodzi o nijakość. O to, by Polak nadal wstydził się, że jest Polakiem, chrześcijaninem, żeby był „multikulturowy”, już nawet nie liberalny, ale libertyński, słowem, żeby do reszty i jak najszybciej zgłupiał i stał się spolegliwym obywatelem kolonii, kiedyś zwanej Polską.

Czy o to chodzi pani byłej premier? Otóż, jeśli tak, to trzeba się gotować do totalnej opozycji, ale nie wobec nowego rządu, ale właśnie wobec idei wyznawanych przez panią Kopacz i jej podobnych.  Gdyż większość Polaków nie głosowała na takie osoby jak pani i na tym polega klęska, z którą pani nie może się pogodzić. A że zrobiła to pani w bardzo złym stylu, to już inna sprawa. Swoją drogą, kto pani wysmażył ten pasztet? Podejrzewać można jednego stylistę z pani partii. I chyba tu nie może być pomyłki.

 

A swoją drogą, bez odpowiedzi jest pytanie: przeciw komu pani Kopacz skierowała swoją furię, bo inaczej nie można nazwać jej wystąpienia? Skończoną głupotą byłoby atakować w ten sposób posłów wybranych w legalnie przeprowadzonych wyborach. Tym bardziej jest to głupie, że pani Kopacz deklaruje tak zdecydowaną obronę rzekomo zagrożonej przez PiS demokracji. Zatem jej wściekłość kieruje przeciwko wyborcom. To już zakrawa na paranoję. Albo też można to jeszcze inaczej rozumieć. Po prostu jako bicie na oślep. Kto się nawinie pod maczugę. Dziwne to, zważywszy, że dzierżąca maczugę takie pokłony bije przed europejskością. 

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:13)

Komentarze

Ależ Kopacz występowała w imieniu nomenklatury i jej interesów. Jasno, bez żadnych wątpliwości uprzedza rząd p. Szydło i prezydenta Dudę, że na jakikolwiek zamach na układ Okrągłego Stołu oraz instytucje go broniące nie ma i nie będzie zgody:

"Jeśli będziecie niszczyć to, co budowali Polacy przez ostatnie ćwierć wieku, zrobimy wszystko, żeby was powstrzymać. Jeśli spróbujecie zlikwidować niezależność sądów, wolność osobistą, święte prawo własności, jeśli zamachniecie się na prawa kobiet, to bądźcie pewni, że nie będzie na to zgody".

Oczywistym jest, że mówiąc o tym "co budowali Polacy", podkreślając "święte prawo własności" i "niezależność sądów" ma na myśli tych Polaków, którzy sobie pobudowali swoją świętą własność pod ochroną niezależnych sądów - co prawda nie wspomina o sposobie budowania tej "świętej własności" a la Kulczyk ani o tym, że "niezależność sądów" w znacznej mierze sprowadza się do "niezależności sądów" od rozumu i logiki formalnej (co może poświadczyć chyba każdy, kto próbował nierównych sił na drodze sądowej w borykaniu się z sitwami biznesowo-urzędniczymi).

Tak więc, czytajmy między wierszami i ze zrozumieniem: ona lojalnie uprzedza, że jakikolwiek ruch w tę stronę będzie z furią atakowany w każdy możliwy sposób.

I oczywiście jest to główny powód żeby to zrobić - stanowczo, szybko, sprawnie i skutecznie.

Problem tylko skąd wziąć ludzi do tego wysiłku, jeżeli wystawieni będą siłą rzeczy na histeryczny atak zanim działania przyniosą piewrsze efekty...



 

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
0

Obserwator

#1498732

Pożegnalne słowo premiery, rodem z magla, prowokuje do tego pytania bo jak lwica podczas swej "kariery politycznej"  broniła  europejskości. Ale której? Tej narzucanej przez lewactwo Unii Europejskiej. Ta lewacka europejskość nie ma nic wspólnego z europejskością przeciętnego europejczyka i ma się tak jak patriotyzm narodu, który w przypadku Polski ma ponad 1000 lat, do "nowoczesnego patriotyzmu" Bronka Komorowskiego, który lat ma przyjmijmy, że najwyżej 5 bo tyle czasu go znamy z jego prezydętury. 

Moja odpowiedź na pytanie w tytule komentarza - europejki w Kopacz jest tyle samo co Polki. Czyli zero! Dlatego wymaganie od Kopacz choćby tylko kultury i obycia jest niemożliwe.

 

Tyle samo "europejskości", czyli zero, jest dziś również w organizacji zwanej Unią Europejską bo dziś to jest już niestety Unia Antyeuropejska czyli zmerkelizowana i zhollandyzowana Bruksela, która rządzi + pozostała reszta, która ma bez szemrania wykonywać.

 

Pozdrawiam.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

contessa

___________

"Żeby być traktowanym jako duży europejski naród, trzeba chcieć nim być". L.Kaczyński

 

 

#1498822