Historia pisana na nowo, czyli „Brygada Świętokrzyska” ostatecznie rozbita przez dr hab. Rafała Wnuka

Obrazek użytkownika Zygmunt Zieliński
Kraj

Leszek Żebrowski  umieścił w Internecie następujący tekst: 

http://justice4poland.com/2016/01/27/historia-wedlug-wyborczej/

 „RĘCE I GACIE OPADAJĄ, GDY SIĘ CZYTA TAKIE GNIECIUCHY!

W dniu wczorajszym, 25 stycznia 2016 r. w… (trudno, muszę napisać to słowo) “Wyborczej” w dodatku “Ale historia” profesor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego dr hab. Rafał Wnuk zamieścił obszerny materiał zatytułowany: “Brygada Świętokrzyska. Zakłamana legenda”.

Odkłamywanie legend historycznych jest rzeczą twórczą i chwalebną, pod warunkiem, że “odkłamiacz” zna się na rzeczy a odkłamywana dziedzina nie jest mu obca. Sprawdzanie, czy dany autor ma faktycznie coś sensownego do powiedzenia, zaczynam na ogół od spraw formalnych, czyli od weryfikacji faktografii, nazewnictwa, nazwisk (i pseudonimów…). Z ogromną przykrością muszę stwierdzić, że prof. KUL wyróżnia się (tak, wyróżnia, a nie jest jednym z wielu “histeryków” z minionej epoki) niechlujnością, ignorancją i operowaniem ideologicznymi ogólnikami z minionej (?) epoki rodem”.

Jest to, oczywiście tylko początek jego wypowiedzi, dalej bowiem autor rozprawia się z  delikatnie mówiąc, „dziwnościami”, jakie znalazły się w tekście doktora habilitowanego Instytutu Historii KULJPII. Odsyłam do tekstu Leszka Żebrowskiego, a co ciekawszych tej sprawy także do tekstu pana Wnuka.

Zabieram w tej sprawie głos, gdyż swego czasu nie szczędziłem słów uznania temu panu z powodu jego wkładu redaktorskiego, a zapewne i autorskiego do wydania Atlasu Polskiego Podziemia Niepodległościowego 1944-1956, (Warszawa-Lublin 2007).

Jasne jest, że tak potężne dzieło, jak ów Atlas ma wielu ojców i niewątpliwie może nie aż tak wiele, ale zawsze pewną ilość błędów i pomyłek, co każdy obeznany z książką czytelnik zakłada i czemu się zbytnio nie dziwi. Wszystko zresztą zależy jaką licencję erraty, nie przypadkowej, takie dzieło sobie zastrzega. Jeśli jest tych błędów  zbyt wiele, a  ich ciężar gatunkowy trudny do udźwignięcia, wtedy autorzy czy autor winni się jednak wytłumaczyć. To, że pan Wnuk poswawolił w artykule na temat „Brygady Świętokrzyskiej” nie ulega wątpliwości, podobnie  jak i to, że panu Żebrowskiemu puściły nerwy. Dziwić mu się nie można, ale z drugiej strony to stałe akcentowanie faktu, że dr hab. Wnuk jest pracownikiem naukowym Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego – gwoli ścisłości wypadałoby  dodać jeszcze, że w Instytucie Historii na Wydziale Nauk Humanistycznych – sugeruje, przynamniej ja to tak odbieram, jakąś supozycję, iż z tego środowiska nie powinien wyjść jaki – wybaczyć proszę słowo, bowiem powtarzam za p. Żebrowskim – gnieciuch.  Widocznie pan Żebrowski żyje dosyć dawną przeszłością i stamtąd bierze miarę oceny nauki historycznej na KUL.  A tymczasem, co było to minęło i zadowolić trzeba się byle czym. Nie twierdzę, że historia na KUL jest w tym względzie w sytuacji wyjątkowej. Ona w ogóle dziś w Polsce, a może nie tylko w niej, wymaga zdecydowanej kuracji. Ale tak cienkie usprawiedliwienie dla partolenia historii, będącego dziś procederem rozpowszechnionym, nie powinno być zarazem zielonym światłem dla „robienia historii” pod jakieś tam zamówienie, ani też „pisania z głowy”, bo autor jest przekonany, że to i owo wie, a tymczasem bezstresowo czerpie z pustki, względnie bierze do ręki to co już napisano, nie bacząc, kiedy, kto i na jaką potrzebę to pisał. Tak więc, dziś wcale nie tak nieliczni piszący historię (unikam słowa: historyk, bo to jest już znaczący cenzus zawodowy) chwytają co bądź, pierwszy lepszy tekst z brzegu i wychodząc z założenia, że to, co drukowane, musi być prawdziwe, pichcą z kolei swe własne wypieki. A przecież trzeba by jednak zastanowić się  czym była „Brygada Świętokrzyska” dla historyka peerelowskiego w dodatku z wojskową rangą, a czym była naprawdę. To sprawa zasadnicza. Jakoś pan Wnuk albo tego nie wie, albo mu było właśnie z takimi autorami po drodze. Podobno na KUL prężnie rozwija się ruch narodowy. Pomijam ocenę tego zjawiska, ale czy sąsiedztwo takich autorów, jak pan Wnuk z nim nie stanowi jakiejś anomalii? A więc chodzi o kwestie istotne w pierwszym rzędzie, takie jak właśnie to majsterkowanie przy dziejach „Brygady Świętokrzyskiej”, ale nie mniej ważne jest zwracanie uwagi na poprawność merytoryczną, czyli nie mylenie faktów jednoznacznych, nazwisk i wszystkich okoliczności towarzyszących opisywanym wydarzeniom. To jest minimum wymaganym od historyka. Niestety, pan Wnuk tego minimum nie spełnił i obojętne, jaka instytucja by go firmowała, jego ustalenia zawierają po prostu rzeczowe błędy, świadczące o złym warsztacie, uszczerbku we wiedzy historycznej i braku odpowiedniej troski o rzetelność przekazu.

W moim odczuciu rzecz jest o tyle bardziej kłopotliwa, że tekst pana Wnuka ukazał się w publikatorze przeznaczonym dla szerokiego ogółu, który nie jest w stanie zweryfikować jego ustaleń. Innymi słowy autor świadomie czy bezwiednie uczestniczy w do tej pory systematycznym zniekształcaniu polskiej historii, co z kolei jest częścią akcji dyfamacyjnej skierowanej przeciwko narodowi polskiemu.

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:12)

Komentarze

to smutne,że jeszcze teraz przy powszechnym dostepie do źródel powstaja takie "dzieła" jak tow. Wnuka...ale trudno - przeciez nikt nie zmusza by to czytać...

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

Yagon 12

#1506190

No cóż, jesli jego idolem jast profesor bez matury ś.p. Bartoszewski, który okazał sie wrogiem NSZ TO CZEMUZ SIE DZIWIĆ?

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Skorpion48

#1506289