Na czym polega polskość i z czym walczą ci, którzy jej nienawidzą

Obrazek użytkownika wawel24
Idee

 

 

Jaki jest probierz polskości? Co znaczy być Polakiem, mieć polską duszę?

Kim są ci, którzy są wrogami Polski, z czym i przeciwko czemu tak zajadle walczą?

Jakimi cechami odznacza się pół-Polak i anty-Polak? Kiedy stanie się jawą wielka, przedziwna republika żyjąca od zarania w polskiej duszy?

 

MOTTO

„Trzebaż innych powodów szukać dla zrozumienia planu rozebrania Polski? — pyta słusznie Buszczyński. — To jedyne wielkie mocarstwo narodowe wśród państw dynastycznych było wówczas anomalią. Polska, pomimo osłabienia, pomimo pozornego konania nierównie więcej miała żywotności, niż wszystkie europejskie państwa wśród wrzawy wojennej i dworskiego przepychu. W całej Europie narody i kraje były własnością panujących, były rzeczą, bezmyślnym narzędziem woli silniejszego lub zręczniejszego, gdy naród polski nigdy nie był niewolnikiem swych królów [...]

 

„Oto w perspektywie przebytego czasu jaśnieje, tak niedawno jeszcze żywa, a w duszach polskich żyjąca dotąd, zniweczona brutalnie, przedziwna wielka republika, która wiele snów dzisiejszej umęczonej ludzkości przed wiekami już jawą uczyniła, która wśród powodzi absolutyzmu była dumną wyspą swobód, dla której państwo nie było celem, lecz środkiem, a celem był człowiek i jego rozwój, która nie uprawiała nigdy grabieży cudzych ziem i czuła odrazę do krwi przelewu, która decyzje o wydobyciu miecza przekazywała dojrzałej woli narodu, a nie podziemnej intrydze nieodpowiedzialnych i poza kontrolą publiczną działających zawodowych dyplomatów, która pojęcie słuszności w stosunkach międzynarodowych jako wartość realną traktowała, która „wielkimi” nazywała królów-budowniczych a nie królów łupieżców, która kazała uczyć młodzież, ze zdrada nie jest polityką a przemoc bohaterstwem, która łamała się chlebem wolności z innymi narodami i jednoczyła je pod hasłem równouprawnienia we wspólnym związku federacyjnym, która urzeczywistniła o całe wieki wcześniej od innych nie tylko wiele osiągniętych później postulatów postępu, ale i takie, które rodzą się dopiero w dreszczach przeczucia.”

 

"Polska skurczyła się, jak ślimak w skorupie [...] Zwęził się i aż do ziemi przybliżył horyzont naszych aspiracji. Gdy jeszcze ojcom naszym [...] Polska .przedstawiała się jako dążenie ducha ludzkiego wzwyż, jako potężna ujarzmiona idea, to dla nas, ogłuszonych codziennie spadającymi ciosami, zaatakowanych u samego korzenia bytu, stawała się coraz bardziej już tylko terenem zoologicznej walki o zachowanie gatunku. Dusza polska straciła swój lot prometejski. Wyrabiała w sobie samozachowawczą przebiegłość, właściwą niewolnikom. U słabszych rodziła się pokora, zdająca się przepraszać cały świat za to, że ośmielamy się jeszcze w ogóle zabierać miejsce pod słońcem."

[A.Chołoniewski]

"Cóż to za dziw, iż owa kropelka nasienia, z której jesteśmy poczęci, zawiera w sobie zarodki nie tylko samej cielesnej postaci, ale myśli i skłonności ojców?"

[M.Montaigne]

 

Różni autorzy i uczeni zajmowali się próbą opisania narodowego charakteru Polaków. Czynili konkretne analizy psychologiczne, zestawienia wad i zalet, lub rozrzucali uwagi o specyfice narodowej Polaków w różnych miejscach swoich dzieł poświęconych innym zagadnieniom. Długosz, Petrycy, Kraszewski, Kolberg, Gajewski, Krasiński, Słowacki, Mickiewicz, Norwid, Brodziński, Cieszkowski, Lelewel, Mochnacki, Libelt, Trentowski, Szajnocha, Jabłonowski, Szczepanowski, Zarzecki, Ochorowicz, Prus, Sienkiewicz, Bartoszewicz, Spasowicz, Łoziński, Kalinka, Chlebowski, Lutosławski, Dmowski, Popławski, Wasilewski, Rybarski, Jackowski, Chrzanowski, Wyspiański, Jaxa Bykowski, Stojanowski, Mydlarski, B.Rosiński, Doboszyński, Balzer, Kutrzeba, J.K.Kochanowski, Chołoniewski, Woroniecki, W.Sobieski, Konopczyński, Tymieniecki, Brueckner, Bystroń, Czekanowski, W.Grabski, K.Dąbrowski. Wydaje się, że stworzenie opisu charakteru danego narodu jest czymś niezwykle trudnym, skoro bardzo trudna jest ocena charakteru jednej osoby. Nie musi tak wcale być. Można sobie wyobrazić nawet obronę tezy, że opis duszy narodu (group mind) jest łatwiejszy niż w przypadku jednej osoby, gdyż jako przestrzeń obserwacyjną mamy tu kilka, kilkanaście wieków.

 

W Polsce zainteresowanie tematem analizy charakteru narodowego wyraźnie spotęgowało się wraz z utratą niepodległości. Naród, któremu zabrano państwo zyskał dodatkowy impuls do autorefleksji, zgodnie z maksymą Milla, że krytyką narody stoją. Narodowymi cechami Polaków zainteresowały się też obce narody, najczęściej po to, by uzasadnić swój zamach na niepodległość państwa polskiego przed Europą i przed samymi sobą. Utrata niepodległości a potem jej odzyskanie zaowocowały wzrostem samoświadomości narodowej. Polscy uczeni z pasją zaczęli zajmować się wiek temu tworzeniem zrębów nowej nauki, którą roboczo można nazwać “psychologią porównawczą narodów” a która w polskim wykonaniu różniła się od pokrewnej anglosaskiej refleksji optyką mniej biologiczną, a bardziej uwzględniającą kategorie psychologiczne, duchowe lub cywilizacyjne. Niestety, bieg wypadków historycznych spowodował, iż praca ta została przerwana i w dziedzinie badania tego fenomenu, który za McDougallem możemy nazwać „group mind”, jedynie Feliks Koneczny w aspekcie szerszym niż narodowy, czyli cywilizacyjnym zdołał sformułować swoje dociekania w postać skończonej dyscypliny wiedzy.

 

Powszechnie znana jest niezwykle charakterystyczna opinia Chestertona o Polsce i Polakach. Przytoczę ją w całości, gdyż z podobnego, równie syntetycznego punktu refleksji zamierzam wyjść, by próbować określić najbardziej ogólny profil narodowy naszej nacji.

“Moja instynktowna sympatia dla Polski zrodziła się pod wpływem ciągłych oskarżeń przeciwko niej. Rzec mogę, że wyrobiłem sobie pogląd o Polsce na podstawie jej nieprzyjaciół. Doszedłem do niezawodnego wniosku, że nieprzyjaciele Polski są zawsze nieprzyjaciółmi wielkoduszności i męstwa. Ilekroć zdarzyło mi się spotkać osobnika o niewolniczej duszy, uprawiającego lichwę i kult terroru, grzęznącego przy tym w bagnie materialistycznej polityki, tylekroć odkrywałem w tych osobnikach namiętną nienawiść do Polski. Nauczyłem się oceniać ja na podstawie tych nienawistnych sądów i metoda okazała się niezawodną.”

 

Jest to tyleż często cytowane, co - chciałoby się rzec - niewyeksplikowane do końca. Cóż więc wynika i wyniknąć może z tego ugruntowanego indukcyjnie wniosku Chestertona? Otóż angielski myśliciel chce nam powiedzieć, że jest emiprycznie ważna (indukcyjnie poświadczalna) obserwacja aksjologiczno-psychologiczna, iż istnieje taki zespół kilku wartości naczelnych (idei), że jeśli jest jakaś osoba, która tymże kilku wartościom się zdecydowanie przeciwstawia (”jest ich nieprzyjacielem”, nienawidzi ich), to z bardzo dużym prawdopodobieństwem możemy założyć, że osoba ta jest ZARAZEM nieprzyjacielem, wrogiem Polski! Rozumowanie zastosowane tu przez Chestertona ma starożytny rodowód, jest to argumentum a similibus ad similia, czyli wnioskowanie z podobieństwa. Chesterton twierdzi nawet (i to dwukrotnie), iż owa hipoteza aksjologiczno-psychologiczna jest niezawodna. Świadectwo Chestertona jest już samo w sobie bardzo ważne, ale posłużyć się możemy nim do wyprowadzenia z niego kolejnych rozumowych konsekwencji.

 

Łącząc świadectwo Chestertona z faktem (opisywanym np. przez Konecznego), że zespoły wartości naczelnych (także danego narodu)  tworzą spójne organizmy i wzbogacając liczbowo zestaw cech (pozytywnych) polskiego narodu otrzymamy w rezultacie całkiem użyteczne i dość precyzyjne kryterium odróżniania polskości od antypolskości, czy - ogólniej - niepolskości. Lud nierozbudzony lub intelektualnie zdeformowany przez obcą pracę i wpływy może być podniesiony do przebudzenia świadomości narodowej przez odpowiednio wyraźne naświetlenie istoty polskości i niepolskości. Jasne oświetlenie istoty polskości konieczne jest bynajmniej nie do tworzenia jakiejś „międzynarodowej” definicji antypolskości - jak ma to w zwyczaju pewien starożytny, hiper-etnocentryczny naród - po to, by owych anty-Polaków piętnować, oskarżać o ksenofobię i faszyzm a potem karać i gwałcąc wolność słowa zabraniać im uzewnętrzniania swojej - z ducha antypolskiej - aksjologii, lecz tylko po to, by pomóc obcym zrozumieć, iż nie pasują do polskiego logos, ethos i praxis, do polskiego wzorca historycznego, moralnego i behawioralnego i by tym samym zmniejszyć ich udział w życiu publicznym tego, tak im obcego, że aż przeciwstawnego narodu polskiego (a wszystko to po to, żeby rządzący się nie męczyli, używając zwrotu Doboszynskiego, lawirując tak, by nie wypuszczać cugli władzy z rąk, gdyż lawirowanie bezustanne jest niezwykle męczące).

 

A wszystko to można wyczytać w po tysiąckroć cytowanym fragmencie przemyśleń Gilberta Keitha Chestertona. Kody dziejowy, moralny, duchowy i behawioralny bywają równie precyzyjne i przemożne w swych skutkach, w swym działaniu, co kod genetyczny. Są zresztą - mimo neomarksiastowskiej czystki i dominacji na uczelniach - badacze, którzy otrzymują, iż istnieje mocno zdeterminowana droga, więź przyczynowo skutkowo od biologii do moralności. Mnie jednak tutaj bardziej zajmuje przeciwna droga - gdyż jak rzekł Heraklit: “droga w dół i w górę jest jedna” - czyli droga rozpoznawania określonych zachowań jako przejawu braku poczucia danej tożsamości narodowej, lub jako przejawu mentalności sprzecznej z duchem danego narodu i aktywnie wrogiej. Psychologiczna tendencja tego tekstu, oczywiście, nie unieważnia i pozostawia w mocy konstatację, którą można wyrazić słowami J.K.Kochanowskiego: "[...] wszelka odrębność psychiczna posiada niewątpliwie jako podstawę czysto materialną, pewną różnicę antropologiczną, uchwytną, lub nieuchwytną, lecz zachodzącą bądź co bądź między daną grupą ludzką a innymi."

W poniższej tabeli wyjściową charakterystykę polskości Chestertona rozbudowałem o kilkanaście najczęściej pojawiających się u przeróżnych badaczy polskich i obcych, cech tożsamościowych polskiej nacji, niektóre z nich logicznie rozbudowując i czasem wzbogacając o historyczne przykłady. Jak widać nie skupiałem się na gromadzeniu faktycznych i rzekomych wad polskiego narodu, nie, bym nie doceniał wagi krytycznego namysłu nad balastem duszy narodowej. Uczyniłem tak z dwóch innych powodów. Po pierwsze, zamiarem tekstu nie jest sztucznie równoważona lista “za i przeciw” z zapoznawania się z którą najczęściej nic, oprócz znużenia dialektyczną anihilacją plusa i minusa, nie wynika. Po drugie, zestawienia śmiertelnych grzechów polskości (głównych, drugo- i trzeciorzędnych oraz napływowych, czasowych i „klasowych”) liczą się w dziesiątki. Różne za nimi kryły się intencje. Jak to jest wiadome wszystkim właścicielom zajazdów często szczególnie krytyczni, co do warunków zakwaterowania bywają ci goście, którzy zwykli zostawiać wynajmowane pokoje w największym bałaganie i okradzione, zwłaszcza że naród nasz miał w zwyczaju zostawiać drzwi swej tożsamości i zwartości narodowej szeroko, bezkrytycznie otwarte. Strojenie się w szaty Katona nie jest trudne, dla niektórych bywa podniecające, dla wielu opłacalne. Instruktywna i sensowna krytyka wad narodowych jest bardzo trudna, wymaga prawie że podejścia historiozoficznego. Ale najważniejsze jest to, że listy wad i zalet tworzone mogą być wg odmiennych, a i być może PRZECIWSTAWNYCH systemów wartości, czy wg różnych układów współrzędnych.Wady według jednego układu współrzędnych, w innym układzie współrzędnych mogą być zaletami i powodem do chluby i vice versa. Setki przykładów na relatywność nazw i pojęć etycznych przytacza Koneczny w swych dziełach (por. np. Rozwój moralności ).

Tragedią Polski bywało i bywa, iż rwą się często do określania istoty polskości albo pisania programów edukacji narodowej ludzie, którym wydaje się, że są Polakami, że reprezentują polski interes narodowy, albo tacy, którzy bardzo chcą być uważani za Polaków, a często nie rozumieją i nie czują polskiej tożsamości narodowej lansując swoją wizję polskości, która jest w istocie rzeczy antypolska.Swoje poczynania i ideologie usprawiedliwiają i legitymizują tym, że ich przodkowie przebywali tu, na terenach polski, dawno temu, np. 1000, albo 800 czy 700 lat, jak nas poucza prezydent, a tymczasem mogą oni reprezentować goszczącą u nas - tak bardzo gościnnych - przeciwstawną chrześcijańskiej cywilizację, lub naród kręgu kulturowego przeciwstawnego łacińskiemu.

Czasem nawet 1000 lat, w przypadku fundamentalnych rozbieżności cywilizacyjnych, religijnych i kulturowych, nie wystarcza, może nie wystarczyć, gdyż cywilizacje, kultury i narody właśnie różnicami żyją. W tej różnorodności skryta jest tajemnica ciągłej duchowej płodności ludzkości pojmowanej jako całość. Organizm ludzkości wymaga odmienności „narządów” i ich teleologii, ale nie stłoczonych na jednym miejscu, lecz rozlokowanych zgodnie ze swoim przeznaczeniem.

 

Aby zostać Polakiem trzeba osobowej, całożyciowej decyzji i – by tak rzec - swego rodzaju powołania. Jeśli ktoś chce zapoznać się z ostrym spojrzeniem na cechy Polaków niech sięgnie do Myśli nowoczesnego Polaka, znajdzie tam ostrą wiwisekcję, niezbędną w obecnym, historycznym momencie realnej odbudowy polskiego poczucia narodowego. Nie ma sensu powtarzać tego za Dmowskim. Bardziej niż powielanie list naszych grzechów śmiertelnych, często antydiachroniczne i anachroniczne interesują mnie takie zagadnienia jak pole kontaktów dziejowych odmiennych charakterów narodowych, wpływ “niezgodności charakterów” narodowych sąsiednich państw na genezę ich konfliktów wojennych i handlowych oraz kulturowych.

 

Narody silniejsze od nas wcale nie kwapią się do nurzania się w autorefleksji i samokrytyce. Często panuje niepisana zasada: „najedź i oskarż swą ofiarę!” Raczej wciąż pokazują różne narody te same od wieków schematy zachowań wobec nas. Spory procent ich siły pochodzi z wyrazistości ich profilu psychologicznego i aksjologicznego oraz z bezceremonialności w narzucaniu własnych wzorców i swoich etyk narodowych innym nacjom. Nie chciejmy uchodzić za apostołów samobiczowania, gdy dominującą cechą zachowań narodów wobec innych narodów jest rozbuchana hipokryzja oraz megalomania i ukrywanie faktycznych swoich celów pod płaszczykiem humanitarnej nowomowy i nieudolnie skrywanego protekcjonalizmu wobec mniejszych.

Tym, co bardziej mnie interesuje jest nawiązanie do idealnego paradygmatu polskości i zawieszenie poprzeczki wysoko. Tak wysoko, by poczuli w sobie – poprzez „rezonans” - polskość ci, w których ona usnęła, lub została przez niepolskie duchowo elity uśpiona. Wartości też mogą wpadać w rezonans i w ten sposób powracać do życia.

Bardzo interesujące jest, że kilka naszych cech uważanych za wady rodzi się z pewnych ściśle określonych, nieokiełznanych… zalet i pozytywów naszego ducha narodowego. Poruszę tę kwestię przy szczegółowym omawianiu cech narodowych z poniższej tabeli. Tutaj wystarczy wspomnieć jeden przykład oraz ogólne prawo. Przeciwieństwa stykają się swymi krańcami, zatrata umiaru w niektórych zaletach owocuje wadami (por. Arystoteles), które potem krytykujemy na próżno, po wyrwaniu ich z kontekstu całej struktury osobowości narodu i nie znając ich psychologicznej genezy.

 

Rzymski z ducha arystokratyzm w naszych dziejach przyjął formę przesadnej, szlacheckiej i arystokratycznej niechęci do parania się handlem i zaowocował atrofią polskiej klasy średniej i zastąpieniem jej przez ekspansję diaspory żydowskiej. Po odzyskaniu niepodległości zaczęliśmy udowadniać, że przypisywane nam jako nieodłączne niektóre cechy narodowe jesteśmy w stanie przezwyciężać. Uczyliśmy się handlować i zarządzać osobiście własnymi finansami. Jednak dominujące w stylu rządzenia sanacji kumoterstwo, biurokracja i filosemityzm oraz trwający tylko dwie dekady czas do nauki stłumiły pęd narodu do osiągania pełnej dojrzałości.

Tabelę cech narodowych podzieliłem na 4 kategorie. Trzy wzięte są z quincunxa Konecznego jako uniwersalia charakterystyczne dla łacińskiej cywilizacji: Dobro, Prawda i Piękno. Kategorię czwartą nazwałem “syntonika”, utworzyłem ją z cech związanych z życiem wspólnotowym i ze skłonnościami do preferencji określonych form ustroju politycznego. Jak pisze Dorota Pietrzyk-Reeves (O pojęciu „Rzeczpospolita” (res publica) w polskiej myśli politycznej XVI wieku, Czasopismo Prawno-Historyczne, 2010, t.62, nr 1, s.39-40): “Namysł republikański, posługujący się kategoriami charakterystycznymi dla klasycznej tradycji republikańskiej, której źródeł należy szukać w dziełach Arystotelesa i Cycerona, jest u polskich pisarzy bardzo widoczny […] przywiązanie do owych [greckich i rzymskich] ustaleń wydaje się u nas silniejsze niż gdzie indziej w Europie […]”.

 

Trzeba tu jednak podkreślić, że pod określeniem “ustalenia rzymskie” nie kryje się ustrój cesarstwa rzymskiego, lecz ideał rzymskiego republikanizmu. Przybliża to Dorota Pietrzyk-Reeves: “Państwo polsko-litewskie, jak zauważa Jan Sieniawski, nie chciało brać przykładu z ustroju cesarstwa rzymskiego […]. Inaczej niż legiści opierający na doktrynie rzymskiej nowożytne dążenia do absolutyzmu, polscy teoretycy odwołują się do ideału rzymskiego republikanizmu, podnosząc w szczególności powagę senatu i zalety ustroju mieszanego, jedynego, który w pełni gwarantuje wolność. Urzeczywistnienie takiego ustroju, jak dowodził Stanisław Orzechowski w Mowie do szlachty polskiej, świadczyć miało o wyjątkowości polskiej formy rządu dziełem szlachty polskiej będącej i prawdziwą wolność gwarantującej”.

 

Z grubsza rzecz biorąc owe 4 kategorie cech składających się na polski charakter narodowy można przyporządkować następującym dziedzinom: Dobro - etyka, Prawda - logika (szerzej: Logos), Piękno - estetyka oraz zespół kategorii wspólnotowych: Naród - osoba – sumienie, jako podporządkowanych dziedzinie o nazwie syntonika (syntonia = umiejętność, zmysł, dar związany z odczuwaniem i poznawaniem drugiego jak siebie samego).

 

W dziedzinie etyki przez wieki w opisach polskiego charakteru narodowego pojawiają się wielkoduszność, męstwo, odwaga, dobroć, gościnność i tolerancja.

W tym momencie trzeba się na chwilę zatrzymać, gdyż w przypadku gościnności - przysłowiowej cechy narodów słowiańskich i Polaków - zachodzi sytuacja, o której wspomniałem wcześniej, a mianowicie psychologiczny i socjologiczny fakt, gdy cecha z założenia pozytywna (o ile nie szczytna, bo za taką uważano gościnność w starożytnej Grecji), kiedy w wielkopańskim geście wymyka się spod kontroli, zwłaszcza w skali ogólnopaństwowej względem mniejszości etnicznych, religijnych, gospodarczych i obyczajowych pochodzących z tradycji cywilizacyjnych przeciwnych chrześcijańskim - może stać się w dalszej przyszłości źródłem rozlicznych problemów, już nie tylko gospodarczych, lecz związanych z osłabianiem spójności, siły i zdolności obronnych państwa włącznie z zagrożeniem samego bytu narodu. Przesadna gościnność nazywana z europejska “tolerancją” doprowadzała i doprowadza do rozmywania etnicznej tożsamości, dewastacji edukacji, moralności publicznej, kultury, sztuki oraz do gorszących tumultów. Historia XX w. powinna być dla nas nauką, iż w wieku XXI, w erze walki wypowiedzianej państwom narodowym utożsamianie gościnności z samobójczą polityką migracyjną i czynienie z niedoprecyzowanej ideologii wszechtolerancji jednej z głównych idei państwa narodowego jest czymś najgorszym, co może się narodowi przydarzyć.

 

Często wśród wad narodowych polskich wymienia się “nadmierne zaufanie obcym i uleganie ich wpływom”. Warto, by ci, którzy jednym tchem wymieniają wśród polskich zalet “gościnność, tolerancję, otwartość”, a wśród wad owo “nadmierne zaufanie obcym i uleganie ich wpływom” ujrzeli, że wada “samobójczej naiwności wobec obcych” jest przecież ewidentnie genetycznie związana z… zaletą “gościnności i tolerancji”. “Polityka” Arystotelesa uczy nas, iż Grecy nie byli na tyle zaślepieni ideałem wielkoduszności, by mylić czasową, rytualną i opartą na wierze we wspólnego Boga gościnność wobec spełniającego określone warunki “autoprzesiedleńca”, czy też wędrowca ze zwykłą inwazją będących zagrożeniem dla każdej polis niezwykle licznych grup obcych etnicznie i kierowanych żądzą przejęcia terenu i dorobku miejscowej, rdzennej ludności. Byli świadomi - jak opisuje to na licznych przykładach w swej Polityce Stagiryta, iż prowadzić to musi w sposób nieunikniony do wewnętrznych tumultów, rozruchów, wojny domowej a nawet do wypędzenia i emigracji rodowitych mieszkańców i dotychczasowych gospodarzy.

 

Po dygresji - dłuższej, acz koniecznej - wróćmy do wymieniania kolejnych rysów etycznych “polskich”. Będzie to wiara w opatrzność, która była nieustającym źródłem sił, rezerwuarem mocy dla członków narodu na dekady pozbawionego państwa i pomagała zachowywać umiar w uciekaniu się do przemocy w celu odzyskiwania ojczyzny i obrony jej praw. Owa wiara w opatrzność cenna jest z jeszcze jednego, czysto praktycznego powodu - może być pomocą w miarkowaniu przedwczesnych zrywów niepodległościowych wytracających najlepszych synów ojczyzny, zwłaszcza z uwagi na to, że wrogowie Polski infiltrując środowiska elit niepodległościowych i nauczywszy się wzbudzać porywczość pośród patriotycznie nastawionej młodzieży nie zwykli cofać się przed okazją do tego tego typu podłych prowokacji. Z wiary w opatrzność wynikającej z głęboko zakorzenionej, nie naskórkowej pobożności i religijności rodzi się kolejna cecha Polaków: “stosowanie zasady dum spiro,spero  (póki żyję, póty mam nadzieję)”.

 

Zestaw etycznych rysów polskości kończy bardziej ogólna, acz wyraźnie rozpoznawalna, nasza etniczna cecha: na heraklesowym rozstaju dróg wybór prawa moralnego zamiast “prawa mocniejszego, zamiast “prawa siły”. Jednak zasada ta, ze względu na specyfikę wieku XXI, wieku walki na śmierć i życie z wrogami państw narodowych musi - jak to proroczo przewidział Dmowski - dominować polską politykę wewnętrzną, nie zaś zagraniczną! W grze na scenie świata splatającej się z "darwinowską" walką o byt trzeba mieć do dyspozycji i stosować całą paletę zachowań - umieć powywracać stoły bankierów, stoły pośredników, umieć wyrzucić przekupniów ze świątyni państwa, umieć strzepnąć brud z szaty, powstać od stołu przeróżnych międzynarodowych rokowań,  obrócić się na pięcie i wyjść oraz nie bać się publicznie ujawniać każdego z trzech kuszeń realizowanych wobec Polski na wysokiej górze. Tego jednak nie zrobią elity niepolskie, dlatego poznać trzeba w szczegółach etologię polskiego i niepolskiego ducha i jako cel wytyczyć sobie repolonizację elit i programów realizowanych przez państwo. Misjonarskie deklarowanie zaprowadzania chrystianizmu w stosunkach międzynarodowych, zastępowanie umiejętności walki o swoje, odwagi i sztuki dyplomacji postawą chrześcijańską  "zło dobrem zwyciężaj" jest zwykłym pomieszaniem dziedzin i postawą stworzoną dla dywersantów, tchórzy i ignorantów - chętnie przez nich przyjmowaną jako szczytny kamuflaż dla swojej niemoty. 

W kategorii Prawda, w dziedzinie łacińskiej, głębokiej racjonalności zakorzenionej w boskim Logosie, czyli zarówno w logice, jak i w bezpośrednim poznaniu wyższych praw - mamy tu takie rysy narodowe jak:

umiłowanie wolności (ugruntowane w świadomości istotowej równości ludzi posiadających boską iskrę sumienia w sobie), przekonanie o wyższości sił duchowych nad materialnymi i niezniszczalna wiara w nieśmiertelność duszy, szczerość i brzydzenie się orientalną cechą taktycznej dwulicowości i hipokryzji, (szczerość zaś owocuje ufnością i bezpośredniością).

 

Większość z wymienionych wyżej cech ma swoje źródło w czerpaniu z krynicy przenikającej całe życie wiary odznaczającej się dużą siłą. Z powyższych cech pierwotnych “szczerości i niezachwianej wiary” wynikają cechy wtórne dotyczące tejże samej sfery, lecz jakby podniesione do potęgi drugiej. Szczerość w swych dalszych materializacjach objawia się raczej w niechęci do tajnych związków i bardziej skłonna jest do tworzenia jawnych związków wspierających budowę kadr pronarodowej władzy, co w połączeniu z wytrwałością daje (może dawać) dużą aktywność Polaków na polu wyznaczania sobie celów długoterminowych związanych z pracą nad programowym wychowaniem szlachetnych, dzielnych elit przeznaczonych do przyszłej działalności politycznej (filomatyzm, filaretyzm, eleuteryzm, OWP, ponadpartyjna Organizacja Polityczna Narodu etc.).

Siła wiary jako pojedyncza cecha pierwotna owocuje wtórnym rysem polskiej duszy, jakim jest niechęć do gnostyckich i narodowych schizm i sekciarstwa religijnego, pseudoreligijnego i libertyńskiego (nazywany jest ten rys polskości: wewnętrznym, naturalnym powołaniem do zadania obrony wiary chrześcijańskiej).

W dziedzinie Piękna, czyli estetyki, mamy zespół pokrewnych sobie właściwości:

szlachetność smaku, szlachectwo duchowe (egoizm jako kategoria brzydoty wewnętrznej), dominanta szerokiej palety uczuć wyższych. W estetyce sensu stricto mamy mocne, jakby naturalne zrozumienie istoty sztuki (tak jak jej cele np. opisuje Plutarch) zakorzenione w organicznej więzi między ideami, czyli zmysł do sztuki wyższej, duchowo funkcjonalnej, tzn. opartej na tym, że Piękno na to jest, by na Prawdę wskazywało i do pracy zachwycało. Ponieważ dobro wspólne (rzecz wspólna, wspólna sprawa) należy do polskiej - nazwijmy to umownie - kolektywnej nadświadomości, to wyraźne w polskich dziejach jest, iż sztukę bardzo często ożywia imperatyw idei narodowej i czyni to - co najważniejsze - w sposób nie propagandowy, lecz artystycznie dojrzały, co zdradza duże - mające rodowód antyczny - wtajemniczenie w arkana hierachii poszczególnych wartości, czyli estymatyki.

 

Rozdział dotyczący Piękna zakończyć wypada podkreśleniem wysokiej świadomości sensu kultywacji regionalnych tradycji dla wzmacniania duszy narodu oraz sporej kreatywności językowej połączonej z dbałością o języka wykwintność i chronieniem go przed stoczeniem się w jednowymiarowy, kupiecki, zrodzony w oświeceniu, mechaniczny slang lub w różnego autoramentu nowomowę (polit-pop, genderową, neomarksistowską etc.).

Czwarty zespół cech duszy polskiej to syntonika, dziedzina wspólnoty rozumianej jako budowanie i odczuwanie więzi narodowej jako swego rodzaju bytu duchowego, jako organizmu i planu szlachetnego wznoszenia pospólnej, duchowej mocy mającej przyoblekać się w realne kształty, często nawet sięgające poziomu nowatorstwa dziejowego (exemplum: unia z Litwą).

Jeśli chodzi o kategorię działań wspólnotowych, to - rzecz osobliwa - przy dłuższej refleksji trudno się oprzeć wrażeniu, że Polaków cechować się zdaje jakby kulturowa, umysłowa chłonność na przyjęcie zasad chrześcijaństwa i dążenie do niestrudzonych, wciąż na nowo podejmowanych prób wcielania ich w życie, czasem nawet przedwcześnie, zbyt nieroztropnie i wbrew swojemu interesowi. Takich cech ducha narodowego, jak bohaterstwo nawet nie ważę się uzasadniać i ilustrować przykładami, byłoby to nietaktem wobec pamięci tysięcy bohaterów oszukanych przez hipokryzję i rachuby przeróżnych naszych przyjaciół. Całkowite oddanie sprawie publicznej, odrzucenie obcego narodowi jarzma, podporządkowanie się sprawie, a nie władzy - to cechy, które na tle europejskich postępów idei dynastycznej, agresji absolutyzmów, budowaniu wszechwładzy państwa i ekspansji narodów tylko nominalnie chrześcijańskich - błyszczą na arenie dziejowej i stanowią, począwszy od Włodkowica, nasz znak rozpoznawczy.

 

Ujmując dyskursywnie, to, co rozumiemy intuicyjnie obejmując jednym spojrzeniem polityczne dzieje narodu polskiego, możemy podsumować następująco:

łaciński indywidualizm a nie azjatycki gromadyzm, niezależność ducha, wrogość wobec lichwy i wobec kultu terroru. Antymakiawelizm, polityka niematerialistyczna - czyli wzorem Arystotelesa - będąca działem, częścią etyki, związanie polityki z wiarą katolicką. Prymat idei dobra wspólnego, duch republikański, naturalne dążenie do ustroju optymalnego, ustroju mieszanego (arystotelesowska politeja). Wreszcie, niebezpieczna skłonność do walki za innych - zaprzeczenie egotyzmu narodowego, szowinizmu.

 

Polskie dzieje w ich perypetiach i ich wciąż wracającym i upominającym się “o swoje” przeznaczeniu historycznym zdają się być przedziwnie związane z chrześcijańską religią, z katolicyzmem. Tajemniczo przeplatają się naród, Chrystus, osoba i sumienie. Nawet nasze porażki nie tyle wynikają z zagubienia kamieni węgielnych, ile z... umieszczania ich na postumencie zamiast w fundamentach cierpliwie wznoszonej budowli państwowej (por. Dmowski, Myśli nowoczesnego Polaka, rozdz. I „Na bezdrożach naszej myśli”). Niewiele dzieli nas od realizacji swojego przeznaczenia, tylko wspólna sprawa zrozumienia swojej duszy narodowej.

Sporządzony powyżej rys charakterologiczny narodu polskiego obok funkcji motywacyjnych i budzących świadomość narodową służyć może do innych, bardzo przydatnych zastosowań. Mając psychologiczny portret Polaka, metodą a contrario - za przykładem Chestertona - wykreślić możemy portret anty-Polaka, zarysować cechy ludzi nie tyle, że nie czujących w ogóle polskości, lecz w praktyce żyjących tak przeciwstawnym polskości wzorcem, że aż nienawidzących Polski i będących jej zapiekłymi wrogami przy każdej nadarzającej się okazji. By sporządzić negatyw polskości, najpierw jednak trzeba naszkicować zwięzły jej roboczy pozytyw. Jakby mógł on wyglądać? Może tak: wielkoduszność, męstwo, odwaga, rys bohaterstwa, dobroć, gościnność, umiłowanie wolności opartej o wartości duchowe, szlachetność, idealizm, silna wiara, poczucie smaku, szczerość, otwartość, pogarda dla szpiclów, dwulicowych i będących ludźmi niewolniczego ducha oraz odmowa służenia władzy niewolącej ducha, rozwinięty zmysł wspólnotowy oparty jednak na indywidualizmie i wrogi wobec azjatyckiego gromadyzmu, etyczne rozumienie polityki, wrogość wobec kultu terroru i kultu jednostki.

Wyjdźmy więc od chestertonowskiej wypowiedzi parafrazując ją i poszerzając, by uzyskać portret anty-Polaka, czy też mówiąc ściślej, wroga polskości, uzurpatora lub kogoś podszywającego się pod bycie Polakiem:

 

 

 nieprzyjaciele Polski, ludzie jej nienawidzący są zawsze nieprzyjaciółmi wielkoduszności i męstwa, są to ludzie o niewolniczej duszy, pochwalający uprawianie lichwy i kult terroru, cynicy i hipokryci, grzęznący w bagnie materialistycznej polityki i partyjniactwa, zwalczający wiarę narodu lub z hipokryzją posługujący się nią do swych prywatnych celów, żyjący w zakłamaniu i gardzący szczerością, przekonani o wyższości sił materialnych nad duchowymi, wyznający zasadę “cel uświęca środki”, utożsamiający swoje prywatne interesy z dobrem wspólnym, ludzie, dla których władza nie jest racjonalną służbą w imieniu wspólnoty, lecz psychicznie izolowaną w ich wnętrzu potrzebą, żądzą władzy, znaczenia i władania żerującą na organizmie państwowym

 

 

 

Sądzę, że ten uzyskany metodą chestertonowską portret nierozpoznawanych przez naiwny, dobroduszny i uczuciowy lud dwóch grup ludzi, będących zawsze przekleństwem Rzeczypospolitej, czyli wrogów polskości lub  udających polskość - sądzę, że ten portret może być bardzo przydatny, bo trudno ukryć, iż problem namiestnictwa, infiltracji i podmieniania władz oraz walki z ideą narodową determinuje nasze losy przemożnie od 100 lat.

 

Rzuca się w oczy ciągła, podskórna obecność chrześcijańskiej idei personalizmu w polskich dziejach, ów swoisty niesiony dumnie przez wieki republikanizm.

W wersji pierwszej - szlachecki.

Wersja druga, żyć próbowała po poczęciu zaledwie do 1926 r., zmieniając się na moście Kierbedzia w socjalizującą dyktaturę dewastującą gospodarkę i etos.

Wersja trzecia czeka na nas w nieodległej przyszłości, jeśli dorośniemy do niej i za pomocą szerzenia idei narodowej odsuniemy od władzy pchające się do niej środowiska mające niewiele wspólnego z matrycą specyfiki polskiego ducha. Trzecia próba urzeczywistnienia chrześcijańskiej republiki w czasie powszechnej wojny wypowiedzianej zachodniej cywilizacji i Logosowi zacznie się wtedy, gdy będziemy wybierać rządzących słysząc w duszy  głos Boga, nie wodza i gdy ci wybierani będą najlepszymi z nas. Z tych, którzy niosą dumne insygnia polskiego ducha. I gdy najlepsi będą się garnęli do władzy, do służby publicznej tak, jak dzisiaj garną się najsprytniejsi i najłapczywsi. A wtedy z tego udręczonego, wreszcie spełnianego się ducha narodu wyrośnie państwo jemu właściwe i godne wyżyn ideału narodowego, wyrośnie z naturalną koniecznością. Poznajmy w sobie jego korzenie, a te korzenie w zespoleniu rozsadzą pokrywający naród i państwo beton.

 

 

*                *                *

 

POSŁOWIE (dla ambitnych i animatorów)

Kwestia definicji i kryterium polskości jest sprawą fundamentalną. Wskazuje nam tę drogę nawet sam prezydent spekulując o żydowskich domieszkach w krwi polskiej. Można jednak wątpić, czy jest to aby droga niezawodna. Chesterton postanowił stosować kryterium psychologiczne i “etologiczne” w identyfikacji wrogów polskości i ta droga - droga “po owocach ich poznacie je” - wydaje się być bardziej pewna, co poświadcza sam angielski myśliciel pisząc aż dwukrotnie o “niezawodności” tej “metody rozpoznawania pochodzenia”. Przysłońmy uszy na deklaracje, szyldy, zawołania i hasła na proporcach ludzi „biorących władzę w Polsce” a zamiast tego bacznie obserwujmy każdy ich modus operandi, wszystkie nawyki, skłonności, mechanizmy i jawne oraz skryte METODY jakimi posługują się w swym życiu publicznym i prywatnym. Dzięki temu możemy osiągnąć cel kluczowy dla zdrowia RP, zredukowanie największego niebezpieczeństwa jakim jest powierzanie steru rządów osobnikom i grupom obcym interesom państwa i narodu polskiego i przez to całkowicie otwartym na świadomą bądź nieświadomą realizację celów obcych i wrogich państw i lobbies, które w swej przebiegłości nastawione są właśnie na wyszukiwanie takich niby-Polaków pięknie odgrywających polski wzorzec i patriotyczną partyturę przed ufnymi autochtonami.

 

Oddawanie mandatu reprezentowania narodu i ideału polskiego oraz odbudowa polskich, narodowych elit muszą być oparte na coraz pewniejszym rozpoznawaniu jednostek i grup wrogich polskiemu interesowi i polskiej tożsamości, rozpoznawaniu opartym na wnioskach i metodach klasycznej psychologii arystotelesowskiej połączonej z psychologią porównawczą narodów. Z czysto biologicznego punktu widzenia prezydent co rusz zdaje się nas powiadamiać, że jako etniczni Polacy o polskim wzorcu kulturowym znajdujemy się w mniejszości. Ku temu zmierzają wszelkie jego aluzje, sugestie oraz pojęciowe, myślowe i historyczne przez niego opowiadane osobliwości. To, czy tak faktycznie jest, czy na terenie Polski już mamy do czynienia z nierównością sił rdzennych mieszkańców i napływowych, a jeśli tak jest, jakie wobec tego musimy przedsięwziąć środki, by odbudować polskość (polski charakter, mentalność i ideał) na ziemiach polskich i po wzmocnieniu jej - chronić tę tożsamość, ten “profil unikalnej, rozpoznawalnej “osobowości narodu” - to wszystko musimy ujrzeć jasno i realizować każdego dnia i każdy w swoim, nawet najdrobniejszym zakresie.

 

Skoro polskość zaczyna się roztapiać w obcych żywiołach, przemianowywać swoje wysokie imię a nawet w szerokich kołach pretendujących do miana elit - wręcz zanikać, tworzyć formy teratologiczne i hybrydalne - skoro aż tak niedobrze z naszą tożsamością jest, to obowiązek uczestniczenia w najważniejszym dla Polaka dziele, dziele odbudowy podstaw świadomości narodowej i tożsamości narodowej musi zostać podjęty z maksymalnym zaangażowaniem przez każdego, kto odczuwa wysokie pokrewieństwo z zarysowanym tu portretem polskości i na każdym szczeblu i miejscu na którym się znajduje.

Każdy, kto przeczyta powyższy tekst i w myślach odnajdzie siebie w narodzie tu opisanym oraz znajdzie ten naród w sobie jako twierdzę swych marzeń, pragnień i planów powinien poczuć się i stać się komórką i częścią określonego narządu składającego się na jeden duchowy organizm. Bez powszechnej mobilizacji i uczestnictwa w wielkim, narodowym zadaniu organizm państwowy nie ożyje, nie postawi go na nogi żadna partia ani jednostka. Jako części organizmu narodowego musimy nie tylko zrozumieć, ale całymi sobą poczuć, że powrót chorego organizmu do zdrowia zależy od każdego z nas, a zwłaszcza od jasnego widzenia tego, czym jest polskość i czym jest antypolskość oraz od trafnego odróżniania tych paradygmatów od siebie.

 

Najbliższym naszym celem, celem krótkoterminowym winno być publiczne zaistnienie jako opcji ruchu etnicznych Polaków. Musimy zaczynać być widoczni w sferze publicznej państwa. Etniczni Polacy muszą być widoczni jako organizujący się ruch, jako instytucja nieformalna, ale prezentująca kompletnie odrębne i precyzyjnie sprofilowane narodowe kulturę i uniwersum aksjologiczne, mieszczące się w obrębie celów i wartości cywilizacji łacińskiej. Powstający ośrodek krystalizacji etnicznej polskości już od początku musi dzielić się na sfery bardziej wyspecyfikowane pracujące każda w swoim profilu i kompetencjach.

 

Dla postronnego obserwatora praca w tych jednostkach organizacyjnych musi być rozpoznawalna na pierwszy rzut oka i od razu odróżnialna od oficjalnego, apolskiego, banalnego i pokazowego patriotyzmu lansowanego i koncesjonowanego przez państwo. Dlatego praca i tożsamość muszą być oparte na odmiennych od obowiązujących w obecnej polityce zasadach i na maksymalnie sprecyzowanych celach. Tylko wtedy rezultaty tej pracy będą odznaczały się zupełnie inną jakością od pozorowanych działań rządowych. Tylko w ten sposób może pojawić się wśród rozgrywających podmiotów - podmiot niepodważalnie reprezentujący gospodarza i depozyt polskości.

 

Opcja etnicznie polska musi przygotowywać się do walki o władzę i JEDNOCZEŚNIE już zaczynać prowadzić wstępną walkę o władzę.

 

Mentalność polska, etnicznie polski charakter narodowy, dusza polska to w istocie rzeczy akt własności do tych ziem, ich dziejów, tradycji i nazwy. Czas zgłosić się po prawnie przysługującą własność. Ten akt własności istnieje w planie duchowym. Tak jak istnieje duchowa jedność narodu, tak też istnieje duch narodu. Ten duch narodu jest właśnie owym aktem własności. Ci, którzy nie posiadają tego aktu własności nie mają w naturalny sposób praw do dziedzictwa ani kulturowego, ani duchowego ani materialnego (takiego jak np. bogactwa naturalne). Są to tylko grupy interesów, często przechodnie, kompletnie niezakorzenione grupy. Niedopilnowanie tego, by władza nie znalazła się w rękach przesiedleńców, wysiedleńców, sezonowych kupców i nomadów - to złożenie podpisu pod zgodą na upadek narodu i państwa. Jeśli nie dopilnujemy, to wyrwą nam oni nie tylko bogactwa naturalne, ziemię, energię i pracę ludu, ale także prawo, konstytucję, godło a na koniec duszę narodu. Zostanie tylko pusta, nic nikomu nie mówiąca nazwa jednego z okupowanych przez inwazyjny, międzynarodowy biznes regionów Europy. I możliwe, że na koniec, na pożegnanie, wyrwą i z naszych serc nazwę, święte imię ojczyzny. Potraktują naszą ojczyznę jak pustostan proszący się o rozbiórkę, lub jak jeden z rozkradanych, zakładowych wydziałów w państwowej fabryce o nazwie Europa

Współpracujemy, oczywiście, także z nie-etnicznymi Polakami, z tymi z nich, którzy uznają nasze prawo własności, nasz akt własności, tak jak każda cywilizowana osoba uznaje akty prawne sporządzone wg prawa rzymskiego.

Priorytetem jest i nie ulega wątpliwości, że nowa konstytucja musi zawierać odniesienia do aktu wlasności prawowitych posiadaczy duszy polskiego etnosu, zamiast wzmianek o przechodnich kupcach i wędrowcach, których burzliwe dzieje Europy rzuciły na te ziemie. Musi zostać napisana przez i w imieniu prawowitych właścicieli a nie ajentów i pośredników zawierających umowy w imieniu zewnętrznych zleceniodawców.

 

Specyfika obecnej okupacji państwa przez obce żywioły, przez ignorancję i przez selekcję negatywną, okupacji po większej części niewidzialnej wymusza wstrzymanie się od podejmowania jakiejkolwiek dosłownie rozumianej tradycji insurekcyjnej. Gdy wróg jest niewidoczny i rozproszony insurekcja musi być duchowa, kulturowa, informacyjna, obyczajowa, cywilizacyjna i psychologiczna, gros energii skupiająca na przygotowywaniu alternatywnego, narodowego prawodawstwa. Sieć lokalnych ośrodków krystalizacji etnicznej polskości działająca z dużą dozą niezależności w pierwszej fazie skupić się musi na przygotowywaniu, udostępnianiu i rozpowszechnianiu informacji o aktualnej sytuacji państwa i narodu oraz o postępach rodzącej się etnicznej inicjatywy. Potrzebna jest pomoc i współdziałanie każdej pojedynczej osoby czującej w sobie instynkt narodowy. Kto dzisiaj będzie się oszczędzał, zamiast zająć się pracą informacyjną i uświadamiającą, ten za jakiś czas może zostać zmuszony przez bieg wydarzeń i rozmaitych prowokacji w typie “ludowego majdanu” do poniesienia strat większych i dotkliwszych niż poświęcenie kilku dziennie godzin na pracę informacyjną.

 

Większość takich spontanicznie sponsorowanych majdanów kończy się tym, że gdy się kończą, to zostają nam do obejrzenia kasety o tych, co poszli do nieba walcząc o to, by kasta czarnoczerwonych zastąpiła przy skarbcu kastę białoniebieskich, albo odwrotnie. Duch Azefa, Wałęsy, Jurczyka, Moczulskiego i pułapki dolnośląskiej fabryki “radykalnej”, sterowanej opozycji jest wiecznie żywy. Są tacy, na obcych umowach zlecenie, którym marzyłoby się zapędzanie Polaków do replik powstań warszawskich co najmniej z częstotliwością raz na 10 lat. Dawałoby to pewność wiecznej prolongaty okupacji nadwiślańskiej. Dzisiaj determinacja, która jest nam potrzebna musi być kto wie, czy nie większa, niż determinacja powstańców warszawskich, ale armię naszą muszą stanowić aktywne osoby o orientacji etnicznej, polskiej: prawnicy, ekonomiści, publicyści, autorzy programów oświatowych i edukacyjnych oraz przyszłych podręczników, pisarze, artyści, informatycy, projektanci narodowych stron internetowych, lokalni działacze oraz - last, but not least - internauci. Każdy na swoim polu musi zaczynać budować zawiązki etnicznie polskich struktur. Ruch etnicznych Polaków musi być strukturą ponadpartyjną, wcielać istniejące partie i ruchy jednoznacznie narodowe i inspirować nowe, etniczne inicjatywy.

 

Ukonstytuowanie się tej ponadpartyjnej organizacji musi być ogłoszone publicznie, po to, by od tego momentu mógł istnieć rozpoznawalny podmiot do prezentacji stanowiska broniącego kluczowych interesów etnicznych narodu polskiego (np. przy pomysłach wpisywania do konstytucji antypolskich artykułów, przy projektach zmian w edukacji, przy projektach ustaw dotyczących złóż naturalnych, lasów państwowych i obrotu ziemią etc.). Minimalnie scentralizowana instytucja do kontaktu z mediami, otwarta na sygnały z filii lokalnych potrzebna jest w okresie przejściowym, by pełnić funkcję strażnika interesów etnicznego narodu, strażnika alarmującego resztę narodu o planowanych zamachach na poszczególne elementy składające się na jego suwerenność. Rekonstrukcja tożsamości narodowej to nie cierpiące zwłoki zadanie na najbliższe miesiące i lata. Musimy być też przygotowani na zalew podróbek, fałszywych organizacji i instytucji mających na celu przejmować coraz bardziej sympatyzujące z opcją narodową młode pokolenie. Musimy mieć przygotowany szereg narzędzi do obrony przed “ruchami false flag” (takimi np. jak “Konfederacja Narodowa” Kowalskiego, “Ruch 11 listopada”, przeróżne inicjatywy sterowanej kooperatywy w typie Jakubiaka i Liroya etc.), narzędzi intelektualnych, tekstowych, pojęciowych, onomastycznych i prawnych.

 

luty 2020

 

 

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 2.6 (głosów:11)

Komentarze

To w takim razie kim jest antypolska, bolszewicka agentura ze scierwoneonowki kierowanej przez agentów ze zbrodniczych organizacji WSI i SB - której politruk wawel24 chce być bolszewickim ideologiem...

Opara ze „ścierwoneonówki” w filorosyjskich gęstych oparach putinowskiej V kolumny z centrum w Królewcu

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
-5

Przemoc nie jest konieczna, by zniszczyć cywilizację. Każda cywilizacja ginie z powodu obojętności wobec unikalnych wartości jakie ją stworzyły. — Nicolas Gomez Davila.

#1618907

...jeszcze nie zdążył przeczytać, tym bardziej przesylabizować tekstu, a już zdążył spałować.

Tacy anty-polacy działają na zasadzie odruchów Pawłowa. Posługują się kilkoma wyświechtanymi frazesami, zatracili w tym bezwstydzie resztki człowieczeństwa.
Wychowani w tym duchu, widzą już tylko onuce i ścierwa. Taki Hartman może andy-andy czyścić buty.
Jeszcze trochę a gawrion wystąpi o nagrodę Nobla dla andy-andy.

Wielki szacunek dla ciężkiej pracy wawela24 na rzecz świadomości narodowej Polaków.

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
-3

Verita

#1618911

Nocą Andy z komendy
zza węgła wyskakuje,
cegłówkę za dychę
bezbronnym oferuje.

Cegły od niego nie kupić,
to po kolegów pobiegnie,
a grupka z bejsbolami
łupi i głupi bezbłędnie.

Podoba mi się!
8
Nie podoba mi się!
-2

wawel24

#1618913

prawdziwa patriotka...

 

prawdziwa patriotka

i katoliczka się odezwała

z której dusza polska

ku wschodowi odleciała

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-6

jan patmo

#1618914

myśli dla "Polaka"

 

byście nie wojownikami

a rabami byli

przed moskiewskim carem

się korzyli

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-6

jan patmo

#1618915

Dum spiro - spero. 

A kie­dy szczę­ścia brak­nie to­bie,
Kie­dy twe słoń­ce już się zni­ża,
Nie kładź ty ser­ca swe­go w gro­bie,
Nie syp mo­gi­ły mu w ża­ło­bie,
Nie sta­wiaj nad nim, bra­cie, krzy­ża!

Lecz od za­cho­du wła­snej zo­rzy,
Na wschód wszech­ży­cia ob­róć lico;
Niech cię owie­je duch ten boży,
Co wiecz­nie mło­dy - mło­dość two­rzy,
W nim żyj na­dzie­ją i tę­sk­ni­cą!

W nim żyj, z nim jed­naj żą­dze swo­je,
Ro­ze­pchnij wła­snej krąg isto­ty!
Poza twą opie­ką - świe­że zdro­je,
Poza twą klę­ską - nowe boje
I try­umf, świa­tłem du­cha zło­ty!

Roz­wiej twe ser­ce w siew­nym pyle
Po ci­chych po­lach, w bia­łych ro­sach;
Wskrze­śnij z mar­two­ty w ży­wej sile,
Co płod­nym czy­ni proch w mo­gi­le,
Weź wtór w wio­sen­nych pusz­czy gło­sach.

Od ży­cia swe­go bła­hej fali,
Co smęt­na mdle­je gdzieś na pia­sku,
Pchnij łódź na głę­bię srebr­nej dali,
Gdzie wiecz­ny przy­pływ z hu­kiem wali,
Oce­ano­wy przy­pływ bla­sku!

Nie­skoń­czo­no­ści wiew niech dmu­cha
W ża­giel, na­pię­ty strza­łą słoń­ca!
Ze­rwij ko­twi­cę swą z łań­cu­cha,
Niech szu­mi nawa twe­go du­cha
W po­ran­ny la­zur mórz bez koń­ca!

Weź w sie­bie bu­rzę - ty, spo­koj­ny,
Weź pło­mień w zim­ną pierś wy­ga­słą!
Idź na żoł­nie­rza wiecz­nej woj­ny,
Idź mię­dzy hu­fiec du­chów zbroj­ny
I dnia przy­szło­ści weź­mij ha­sło!

Zgu­bisz sam sie­bie? - stra­cisz mało,
Ból twój już bo­leć cię nie bę­dzie;
W za­mian za iskrę twą omdla­łą
Weź­miesz w pierś du­szę świa­ta całą...
Zgi­niesz? - to zgi­niesz w wiecz­nym pę­dzie!

~ MARIA KONOPNICKA

Pozdrawiam

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

casium

#1618997