Zybertowicz chce odebrać prawa wyborcze bezrobotnym ?

Obrazek użytkownika Marek Mojsiewicz
Idee

Profesor Zybertowicz „bo spora część ludzi, być może większość, albo nie posiada genetycznego uposażenia, które by dawało im szansę na wielopoziomowe myślenie oraz autorefleksję, albo uwięziona jest w kontekstach społecznych, które nie preferują takiego myślenia, nie premiują go.”

Jeśliby uznać, że demokracja z definicji ma być systemem, który lepiej od pozostałych radzi sobie z kryzysami (zaburzeniami form regulacji systemowej), to ciągłe stwierdzanie, że demokracja przeżywa kryzys, wskazywać może, że mamy do czynienia z czymś poważniejszym, niż słowo „kryzys” sugeruje – mówi prof. Andrzej Zybertowicz w rozmowie z Czesławem Domareckim przeprowadzonej dla „Teologii Politycznej Co Tydzień”: Stary (nie)porządek Czesław Domarecki (Teologia Polityczna): Demokracja liberalna jest dzieckiem oświecenia. Ono zaś, w myśl Kanta, miało być wyjściem ludzkości z niedojrzałości, odwagą samodzielnego myślenia. Dlaczego ten stabilny i zapewniający wolność oraz dostatek system zaczyna się wyczerpywać?
Prof. Andrzej Zybertowicz, socjolog: Może warto przypomnieć, że marksizm też jest traktowany przez wielu historyków idei jako dziecko Oświecenia. Co ma wspólnego ideologia liberalna z marksistowską? Swoje podstawowe założenie – jeśli właściwie zdefiniujemy problemy, przed którymi stoi ludzkość, to znajdziemy ich racjonalne rozwiązanie. Marksizm miał być ufundowany na ideologii naukowej, która, w odróżnieniu od wszystkich poprzednich ideologii, miała opisywać nie pragnienia i iluzje, tylko rzeczywiste fakty i mechanizmy.
Sądzę jednak, że ideologia liberalna, która miała być z ducha nieutopijna, wpadła w podobne pułapki utopijności, co wiele wcześniejszych ideologii, włącznie z marksizmem. Jednym z tych utopijnych wyobrażeń jest przekonanie, że poprzez masową edukację dobrej jakości prawie wszystkich możemy wychować na światłych obywateli. Obywateli w większości zdolnych do krytycznego, metapoziomowego myślenia, zdolnych do pogłębionej refleksji oraz do dystansowania się od własnych przedzałożeń religijnych czy filozoficznych. Czyli że jesteśmy w stanie wychować osoby, których myślenie będzie jakoś spełniało ideały dyskursu naukowego opisywane np. przez amerykańskiego filozofa Richarda Rorty’ego.
Tymczasem jest to utopia, bo spora część ludzi, być może większość, albo nie posiada genetycznego uposażenia, które by dawało im szansę na wielopoziomowe myślenie oraz autorefleksję, albo uwięziona jest w kontekstach społecznych, które nie preferują takiego myślenia, nie premiują go. A zatem pewna wizja racjonalnie ułożonego świata społecznego pod ważnymi względami okazała się mutacją ideologii, które krytykowała. Karl Popper piszący o społeczeństwie otwartym w reakcji na budowanie świata na fundamentach ideologii marksistowskiej, oferował wizję alternatywną, ale nawet ci, którzy nawiązywali do myśli Poppera, przyczynili się do stworzenia świata, który również okazał się być oślepiony ideologią.
Odwaga myślenia i potęga rozumu przyniosły w ciągu ostatnich dwóch stuleci oszałamiające efekty. Te rezultaty jednak pozwoliły ludzkości na eksternalizację jej procesów myślowych i decyzyjnych, na przekazanie ich komputerom – po części z powodu wykładniczo rosnącej złożoności systemów, które kontrolujemy, po części z lenistwa ludzkości. Czy w takiej sytuacji możliwa jest jeszcze demokracja, czy jest ona jedynie wygodną ułudą?
Niektórzy lansują złudzenie, że obecnie jest możliwa już post-voting democracy, demokracja postgłosująca – otóż ludzie swoimi działaniami, swoją obecnością w sieci zostawiają pełno śladów na co dzień, spontanicznie wyrażających ich rzeczywiste preferencje. Czynią to wyborami zakupowymi, lajkami, ściąganiem na smartfony takich a nie innych aplikacji. Mają być to preferencje bardziej autentyczne od tych wyrażanych przy urnie wyborczej, które są deformowane przez maszynę propagandową i własne urazy. Wystarczy, że te preferencje będą cyfrowo agregowane, z nich zaś będzie można wyciągnąć wnioski dotyczące najbardziej pożądanych reform instytucjonalnych.
Ideologia liberalna, która miała być z ducha nieutopijna, wpadła w podobne pułapki utopijności, co wiele wcześniejszych ideologii, włącznie z marksizmem
Oczywiście jest to utopijne, bo za każdym razem systemy elektroniczne muszą być profilowane i selekcjonować tylko niektóre strumienie z oceanu informacji, a w dodatku w istocie arbitralnie jednym przypisywać większą wagę niż innym. Tymczasem już ukazał się szereg publikacji pokazujących stronniczość algorytmów automatyzujących procesy poznawcze polegające np. na ocenie sprawności pracy np. nauczycieli. Nawet jeśli algorytmy te nie są z góry zaprojektowane tak, by służyć czyimś konkretnym interesom, to mogą być stronnicze odwzorowując pewne milczące założenia. Skądinąd to stale postępujące delegowanie procesów poznawczych na zautomatyzowane systemy pozaludzkie jest zupełnie niezgodne z oświeceniowym hasłem Sapere aude.
Samo pytanie o możliwość (tradycyjnej) demokracji trzeba by doprecyzować. W warunkach względnego dostatku demokracja bardzo często wystarcza jako rytuał. Samo surfowanie po Internecie czy granie jest tak popularne i wciągające, bo daje poczucie sprawczości. Rzadziej dostrzegamy, że owa sprawczość zdefiniowana jest przez konstruktorów tych gier, tak samo zresztą polityczna sprawczość wyborcza jest predefiniowana przez możliwe pole wyboru. Można więc sobie wyobrazić, że o ile Cywilizacja Zachodu jako taka przetrwa, to będą następowały dwa procesy: wzrost dostatku materialnego połączony z rytualnym zaspokajaniem potrzeby sprawczości, w tym politycznej.
Nauka odkryła i opisała pozaracjonalne aspekty naszych procesów decyzyjnych. Od tej pory propaganda może być precyzyjnie kalibrowana i personalizowana, co mogłoby posłużyć również do manipulowania demokracją postgłosującą. Czy jako społeczeństwa mamy jakiekolwiek narzędzia obrony przed tymi procesami?
Od czasu wynalezienia Internetu radykalnie zmienił się układ sił między ludzkim narzędziem, jakim jest technologia, a kreatorem i domniemanym władcą tego narzędzia, jakim jest człowiek. Technologia stała się bytem (niemal?) samoistnym, którego dynamika wymyka się ludzkiemu rozumieniu i panowaniu. Tylko spowalniając ekspansję sieci (cyfryzację wszystkiego co popadnie – czyli Internetu Rzeczy zamieniającego się w Internet Wszystkiego), eksplozję złożoności i budując obszary kultury zdolne do funkcjonowania poza siecią możemy negatywne procesy częściowo powstrzymywać i regulować.
W świetle analiz przedstawionych w książce „Samobójstwo Oświecenia? Jak neuronauka i nowe technologie pustoszą ludzki świat” (Kraków: Wydawnictwo Kasper 2015) niezbędne jest moratorium technologiczne umożliwiające spowolnienie procesów zmian społecznych. Innowacja, innowacyjność musi przestać być naszym bożkiem. Nierzadko musi być postrzegana jako przekleństwo, bo rozrywa łańcuchy wartości i więzi społeczne. Po drugie, trzeba systematycznie tworzyć instytucje, obszary i strefy działania programowo odcięte od sieci. Trzeba np. lansować modę na życie poza siecią, podobna do ruchu slow-life.Tylko poprzez tworzenie coraz bardziej krzepkich enklaw życia poza siecią społeczeństwa będą mogły buforować pułapki, jakie sieć, a dokładniej trzy kluczowe procesy: automatyzacji, cyfryzacji i hybrydyzacji przynoszą.
Bardziej niż kiedykolwiek dostrzegamy dziś kumulatywność rozwoju wiedzy. Prowadzi to jednak do nieuchronnej konsekwencji: niemożności zrozumienia świata w horyzoncie istnienia pojedynczego człowieka. Na ile ta technologiczno-naukowa alienacja jest odpowiedzialna za kryzys demokracji liberalnej?
Nie wiem, co ma Pan na myśli mówiąc o kumulatywności wiedzy. Ale bodaj dla większości ludzi w większości epok świat bywał albo nawet po prostu był niezrozumiały lub też źródło rozumienia było lokowane poza tym światem – w religii ewentualnie w sztuce (która też jest manewrem wykroczenia poza to-co-jest). Rewolucja oświeceniowa miała następujący kluczowy wymiar: odrzucamy, ba, eliminujemy bogów, którzy utrudniają nam zrozumienie świata, rozwiewamy przesądy i wtedy świat będzie dzięki nauce zrozumiały, a dzięki technice pod kontrolą. Ani obietnica myślowego ogarnięcia świata, ani obietnica jego kontroli nie zostały spełnione. Poznanie naukowo-techniczne – choć, zdaje się wyglądać na oszałamiająco efektywne – jednocześnie oznacza przekształcanie świata, którego kolejne warstwy, niczym horyzont, nieustannie uciekają nam przed ich poznaniem.
Ale pamiętajmy, że pragnienie filozoficznego zrozumienia ŚWIATA jest prawdopodobnie obce większości ludzi, wystarczy, że rozumieją oni te fragmenty życia, które są związane z ich codziennymi praktykami, rutynami, działaniami, tarapatami.
W tym kontekście można przywołać koncepcję bezpieczeństwa ontologicznego brytyjskiego socjologa Anthony’ego Giddensa. Bezpieczeństwo to polega na poczuciu podmiotu, że zachowuje pewien obszar sprawstwa odnośnie biegu zdarzeń, które postrzega jako dla siebie istotne. Ludzie nie potrzebują rozumieć całego świata, jeśli opanowali i oswoili w sowich codziennie powtarzanych działaniach jakiś wycinek rzeczywistości. Stąd pewnie taka popularność gier komputerowych czy pewnych form życia online, gdzie robiąc memy i lajkując mogę sycić się swoją kreatywnością i celebrować sprawczość, choćby rozgrywały się one w świecie jakiejś metafikcji.
Pan Profesor stawia jednak tezę, że człowiek Zachodu utracił bezpieczeństwo ontologiczne. Nauka nie rozjaśniła świata u samych jego podstaw, lecz odsłoniła jego niezrozumiałość płynącą z niemożliwej do ogarnięcia złożoności. To utracone bezpieczeństwo ontologiczne nie przeszkadza jednak człowiekowi Zachodu w kroczeniu do kolejnych sukcesów. Może bezpieczeństwo ontologiczne jest przereklamowane?
Zwiększmy nieco rozdzielczość naszej analizy. Na podstawie niektórych badań szacuje się, że 1-2% populacji to nie przeżywający wyrzutów sumienia psychopaci, których nie porusza cierpienie innych osób, nawet jeśli sami się do niego przyczynili. Inaczej mówiąc, pewne potrzeby ludzkie nie są im tak bliskie, jak pozostałym. Są w stanie zapewnić sobie bezpieczeństwo ontologiczne na innych (meta)poziomach niż większość ludzi. Jeśli sprowadzić je do zaspokajania potrzeby sprawczości, to ona nie musi oznaczać angażowania się w powtarzalne rutyny, o których pisał Giddens. Ta potrzeba powtarzalności może być realizowana metapoziomowo. Być może psychopata może uzyskiwać poczucie bezpieczeństwa ontologicznego dzięki powtarzalnemu upokarzaniu innych. Są badacze twierdzący, że niektóre łady korporacyjne zdają się dawać psychopatom lepsze szanse awansu niż osobom otwartym na troski innych. Zresztą w kulturze start-upowej, kulturze innowacyjności ta potrzeba bezpieczeństwa ontologicznego może być zupełnie inaczej zaspokajana niż w społeczeństwach tradycyjnych o gospodarkach rolniczych. Kto zatem kroczy do kolejnych sukcesów?
Nasz gatunek pod pewnymi względami jest wysoce niejednorodny. I może być tak, jak wynika z szeregu publikacji na temat psychopatów, instytucje korporacyjne czy polityczne są tak skonfigurowane, że przewagę w nich uzyskują ludzie, którzy mają inne potrzeby od pozostałych, zaś ci pozostali często nie są w stanie nadążyć i dopasowywać się.
Czy demokracja liberalna kruszy się na naszych oczach czy tylko ewoluuje?
Jeśliby uznać, że demokracja z definicji ma być systemem, który lepiej od pozostałych radzi sobie z kryzysami (zaburzeniami form regulacji systemowej), to ciągłe stwierdzanie, że demokracja przeżywa kryzys, wskazywać może, że mamy do czynienia z czymś poważniejszym, niż słowo „kryzys” sugeruje. Pytanie, czy mamy do czynienia z kryzysem demokracji liberalnej jako formacji czy już ze zmierzchem demokracji liberalnej. Obawiam się, że nie dysponujemy narzędziami badawczymi i modelami teoretycznymi, które byłyby empirycznie ufundowane i umożliwiłyby nam rozstrzygnięcie, jaki faktycznie proces zmian jest w toku. Czy ta forma ładu definitywnie się wyczerpuje, czy jednak może być jeszcze w jakiejś postaci rewitalizowana? Nie wiem, czy jest jakiś badacz, który powiedziałby: oto przetestowany już model, za pomocą którego można odróżnić sytuację kryzysu w systemie, w której system ma zasoby, by sobie z tym kryzysem poradzić, od sytuacji kryzysu systemowego, czyli takiego, który rozsadza system.
Rozmawiał Czesław Domarecki „...(źródło )(link is external)

Łukasz Adamski „Prof. Andrzej Zybertowicz udzielił arcyciekawego wywiadu portalowi teologiapolityczna.pl. „” Zybertowicz :Sądzę jednak, że ideologia liberalna, która miała być z ducha nieutopijna, wpadła w podobne pułapki utopijności, co wiele wcześniejszych ideologii, włącznie z marksizmem. Jednym z tych utopijnych wyobrażeń jest przekonanie, że poprzez masową edukację dobrej jakości prawie wszystkich możemy wychować na światłych obywateli. Obywateli w większości zdolnych do krytycznego, metapoziomowego myślenia, zdolnych do pogłębionej refleksji oraz do dystansowania się od własnych przedzałożeń religijnych czy filozoficznych. Czyli że jesteśmy w stanie wychować osoby, których myślenie będzie jakoś spełniało ideały dyskursu naukowego opisywane np. przez amerykańskiego filozofa Richarda Rorty’ego.„....” Zybertowicz powiedział oczywistą oczywistość, by zacytować klasyka. Masowa edukacja spowodowała obniżenie poziomu edukacji. Z zupełnie oczywistych powodów masowość równa poziom w dół, by nie zostawić w tyle „pokrzywdzonych przez los”. W imię, tfu!, egalitaryzmu tłamsi rozwój wybitnych jednostek, by za mocno nie urazić mniej wybitnych. Delikatnie to ująłem. No więc powiem wprost: przeciętniacy są ciągnięci za uszy w imię „równości” i tym samym hamują rozwój mądrzejszych od siebie „...”Śmieszą mnie jednak głosy oburzenia demokratycznych polityków, którzy codziennie bawią się rządzenie poprzez łechtanie „ludu” i „suwerena”. Ci sami politycy, którzy w bezczelny sposób oszukują lud publicznym kłamstwem zwanym ładnie pijarem potępiają Zybertowicza, że gardzi ludem. Ci, sami, którzy wymyślają najbardziej prymitywną i głupią propagandę partyjną licząc, że ogłupią wyborców, którzy dadzą im koryto, potępiają oczywistość.
To jest chyba najlepszy dowód, że Zybertowicz ma rację. Nie wszyscy politycy i „intelektualiści” są przecież skrajnymi cynikami. Wielu z nich wyszło z systemu masowej edukacji. Przeciętniacy uwierzyły, że są zdolne do pogłębionych refleksji. Cóż, niektórzy ludzie „naprawdę głupie są”…”...(źródło )(link is external)

Jan Hartman „ Ty chamie, polski chamie! „..”Jak ja to znam. Jak ja to znam. Miliony was, chamy, miliony. I co my mamy z wami zrobić? Ale przyjdzie na was czas. A jak nie na was, to na wasze dzieci. Weźmiemy szturmem wasze szkoły, zwabimy was podstępem do teatrów, wyślemy wasze dzieci w świat. I pewnego dnia zniknie ta zabobonna, prostacka i kruchciana Polska, dławiąca się pychą, jakąż to ona jest „prawdziwą” i „wierną” jest. I narodzi się Polska ludzi przyzwoitych, kulturalnych, wiedzących coś o świecie i zdolnych do myślenia społecznego i obywatelskiego. Brzydzących się okrucieństwem i przemocą. I ja o taką Polskę będę walczył, jak potrafię. Tak pomszczę swojego psa „...(więcej )
-------
Ważne

Profesor Zybertowicz „bo spora część ludzi, być może większość, albo nie posiada genetycznego uposażenia, które by dawało im szansę na wielopoziomowe myślenie oraz autorefleksję, albo uwięziona jest w kontekstach społecznych, które nie preferują takiego myślenia, nie premiują go.”
-------------
Mój komentarz

Ani propaganda PiS owska, której istnienie popieram , ani lewacka , którą należy zniszczyć nie ma odwagi poruszyć problemu postępującej degeneracji genetycznej i intelektualnej społeczeństw socjalnych.

Zybertowicz poruszył problem ludzi upośledzonych genetycznie pod względem umysłowym , którzy pomimo niedorozwoju intelektualnego mają prawo głosu.

Dam przykład bezrobotnych. Statystycznie są to osoby mniej inteligentne, gorzej wykształcone od innych. Bezrobotny to osoba upośledzona społecznie, która nie potrafi sama znaleźć pracy , czy otworzyć własnej firmy, która ma pozycję żebraka, człowieka który bez łaskawości innych i ich jałmużny jaką jest zasiłek nie ma co do ust włożyć. Czy ktoś , kto nie potrafi sam zadbać o siebie ma kwalifikacje, aby decydować o losie Narodu Polskiego losach Rzeczypospolitej.

Oligarchia lichwiarska stworzyła system polityczny i wyborczy w którym w genetycznie uwarunkowane ułomności i patologie społeczne mają prokreacyjną przewagę nad zdrowymi katolickimi rodzinami

O skrajnym religijnym podejściu lewactwa do demokracji i przepraniu mózgów większości Polaków świadczy fakt, że nikt nie zakwestionował prawa pedofila mordercy,który najpierw zgwałcił pięcioletnią dziewczynkę, a potem ją zamordował do kandydowania na urząd prezydenta Rzeczypospolitej ani jego prawa do wyboru prezydenta Rzeczypospolitej.

Takie zwierzęta powinny tracić na zawsze prawa wyborcze. Ale jednak tak nie jest. Czy ktoś z państwa jest odmiennego zdania i uważa , że pedofil morderca powinien mieć prawa wyborcze.. A może totalitarna demokracja ochlokratyczna będąca jednym z dogmatów lewackiej politycznej poprawności stała się dzięki takim Hartmanom dogmatem „chamów Polaków”

Intelektualiści tacy jak Zybertowicz zdają sobie sprawę, że demokracja liberalna, ochlokracja w której każdy może wybierać prezydenta i każdy na urząd prezydent kandydować to przeżytek i zło.

Film Dziedziczenie inteligencji (prof. Stanisław Cebrat)
Film Demokracja - igrzyska dla ludu? Najlepszy ustrój na świecie? - prof. Jacek Bartyzel
Chinese Scientists Successfully TELEPORT a Photon to SPACE!

Trochę o trwało, ale powieść Pas Kuipera jest gotowa i można ją kupić Cena 35 złotych Wpłaty proszę kierować na konto Kasa Stefczyka , Marek Mojsiewicz , numer konta 87 7999 9995 0651 6233 3004 0001 wraz z e-mailem na którym ma być wysłana
Więcej na stronie internetowej powieści http://paskuipera.pl(link is external)
Marek Mojsiewicz

Subskrypcja bloga https://www.facebook.com/Marek-Mojsiewicz-133715660024501/(link is external)

Strona powieści Pas Kuipera na Facebooku https://www.facebook.com/PasKuipera(link is external)

Zapraszam do przeczytania mojej powieści „ Klechda Krakowska „
rozdziały 1
Dobre złego początki „ 2 Na końcu którego będzie o boginiKali3 Nienależynerwosolu pić na oko 4 O rzeźbie NiosącegoŚwiatło 5 Impreza u Starskiego „ 6 Tych filmów już się oglądać nie da 7.Mutant 8 Anne Vanderbilt „ 9 Fenotyp rozszerzony.lamborghini„ 10. Spisek w służbach specjalnych „11. Marzenia ministra ołapówkach „ 12. Niemierz i kontakt z cybernetyką „ 13„ Piękna kobieta zawsze należy do silniejszego „ 14 ” Z ogoloną głowa, przykuty do Jej rydwanu „

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 3.3 (głosów:7)

Komentarze

 

 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#1555002

mniej więcej to samo głosi, tylko, że w krótkich, prostych słowach" i też jest niezrozumiany.

Temat trudny, bo ktoś musiałby,  jakby nie było, arbitralnie odsiać kto zasługuje na prawo głosu , a kto nie. I jakoś nie wierzę, by byli to najbardziej oświeceni ludzie. Pewnie skończyłoby się na  jakiejś "specjalnej kaście" decydującej ,kto do niej należy, a kto nie. I pewnie okazałoby się , że  profesor Zybertowicz się w owej kaście nie znajdzie, ani autor  powyższego wpisu.

 Utopia.

 

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-1
#1555003

"Bezrobotne", wg nomenklatury socjalnej - to także wszystkie niepracujące zawodowo żony i matki.

To jakby miały zostać ustalone ich prawa wyborcze? Czynne i bierne?

Jak określiłby to prof. Zybertowicz, a jak - autor wpisu?

Pzdr,

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

_________________________________________________________

Nemo me impune lacessit - nie ujdzie bezkarnie ten, kto ze mną zacznie

katarzyna.tarnawska

#1555070