MEDYCYNA Bez rewolucji tylko dalsze gnicie - 2021

Obrazek użytkownika jazgdyni
Gospodarka

 

Podobno wszyscy jesteśmy lekarzami... Ten projekt napisałem latem 2019, kiedy jeszcze chyba (?) nawet w Chinach nie słyszano o COVID19. Czy teraz, po kolejnych dwóch latach rządów coś się zmieniło? Podobno nie ma czasu na reformy, bo od marca 2020 mamy pandemię. Lecz ta właśnie zaraza jaskrawo pokazała, że bez poważnej rewolucji w służbie zdrowia, paragraf Konstytucji o należnej każdemu opiece zdrowotnej jest kpiną.

Więc powtarzam, co proponuję.

 

=========================

 

 

Chorujesz? Nie? Lecz raczej nie ma szans, że nigdy nie chorowałeś.

Więc dlatego każdy z nas zetknął się ze służbą zdrowia, lub choćby tylko z lekarzem.

 

Jeśli jeszcze w czasach, kiedy byliśmy za Żelazną Kurtyną jakoś ta cała medycyna w kraju się kręciła, to po upadku Muru Berlińskiego wszystko się rozsypało.

Weszliśmy w krwiobieg reguł i praw światowego środowiska medycznego. Podkreślę – zdegenerowanego środowiska.

Tu już nie jest na pierwszym miejscu człowiek i jego zdrowie, czy dobrostan. Tu, praktycznie na pierwszym miejscu są pieniądze.

Służba Zdrowia w tym modelu ma przede wszystkim zarabiać i przynosić dochód. Służba Zdrowia to po prostu kolejny biznes.

Co już w życiu człowieka pozostało, co nie jest biznesem?

Dziś nawet oddychanie, pod oszukańczym hasłem "czyste powietrze", co zrealizowano poprzez opodatkowanie CO2, jest kolejnym źródłem biznesu.

Przemysł farmaceutyczny i jego wielkie korporacje, już od dawna są drugim najbardziej dochodowym interesem, tuż po przemyśle zbrojeniowym.

A jedno i drugie w dużej mierze oparte jest na wielkim oszustwie.

Ironią jest, że na szczycie światowego biznesu stoi zabijanie ludzi z jednej strony, a z drugiej ratowanie im życia.

 

Praktycznie ze służbą zdrowia i tymi pseudo naukowymi i dobroczynnymi instytucjami, z ONZetowską WHO na czele, jest taki problem, że nigdzie to prawidłowo nie działa. Czy to USA, czy Wielka Brytania, Norwegia i Francja. W Polsce sytuacja jest wprost tragiczna i omówię to dalej.

Obywatele są bardzo niezadowoleni z opieki zdrowotnej. Zadowoleni chyba tylko są ci, co z leczenia ludzi uczynili sobie dochodowy biznes. Oczywiście bez zwracania uwagi na moralność i etykę, ba... na zwykłą przyzwoitość. A już w najmniejszym stopniu na dobro chorego.

Czy coś da się zrobić, by poprawić w stopniu znaczącym ten ważny element ludzkiego życia?

Niestety, jeżeli pozostanie się przy obecnym modelu służby zdrowia z Ministerstwem Zdrowia na czele, to nie wyciągnie się sektora zdrowotnego państwa z notorycznej zapaści.

Nie wiadomo ile pieniędzy będzie się w to pompować, to zostaną one zmarnotrawione. Pozostałe drobne kroczki i różne łataniny też nie przyniosą dobroczynnego efektu.

 

Służba Zdrowia i opieka nad zdrowiem obywateli, co przecież gwarantuje Konstytucja, wymaga potężnej rewolucji. Zlikwidowania obecnego systemu i rozpoczęcie zupełnie nowego rozwiązania.

 

Ironią mojej idei jest fakt, że nie trzeba wymyślać nic nowego.

Trzeba tylko powrócić do samych początków naukowej medycyny -do Eskulapa i Hipokratesa. Czyli cofnąć się niemalże dwa i pół tysiąca lat wstecz, lecz nie odrzucając nic z wiedzy, którą przez te tysiąclecia posiedliśmy.

I trzeba zacząć od samego początku...

 

 

Edukacja medyczna


 

Przyszłych lekarzy, farmaceutów i stomatologów; a ostatnio również pielęgniarki, kształcą zanikające Akademie Medyczne i coraz częściej wydziały medyczne dużych uniwersytetów.

 

Przykro to stwierdzić tutaj, lecz polskie szkolnictwo wyższe leży na obu łopatkach i w światowych rankingach lokuje się zaledwie w czwartej setce. I pewnie byłoby oceniane jeszcze niżej, gdyby nie ratowały sytuacji uczelnie techniczne.

Jeżeli więc polskie szkolnictwo wyższe jest bardzo słabe, z wielu przyczyn, których nie będę tu omawiać, to czego można się spodziewać po akademiach medycznych.

A najtragiczniejsze jest to, że powoli wymierają medycy zdolni przekazywać należytą wiedzę, profesorowie, doktorzy i lekarze praktycy, a ich następcy nie potrafią już nieść pochodni nauki na dostatecznie wysokim poziomie.

 

Lecz zacznijmy od początku, jak ja widzę studia na wydziałach lekarskich.

 

 

Kandydat na studenta medycyny, już w liceum musi być dokładnie poinformowany jakie warunki musi spełniać by zostać lekarzem.

Musi wiedzieć, że:


 

  • zostanie poddany szeregowi testów osobowości, które określą osobiste predyspozycje do stania się osobą zaufania publicznego, od której postępowania, wiedzy i decyzji będzie zależeć śmierć, albo życie człowieka. Przede wszystkim należy wyeliminować osoby o rysach psychopatycznych, pozbawionych empatii i współczucia; osoby niezdolne do podejmowania szybkich decyzji; młodych ludzi z defektami manualnym, co obniża zdolność dokonywania zabiegów; oraz tych z oczywistym niedoborem intelektualnym, czy nawet chęcią zostania lekarzem, bo mamusia sobie tak wymarzyła. Najważniejszym wstępnym założeniem jest warunek podstawowy, iż oto mamy do czynienia z osobą dojrzałą i w pełni świadomą swoich decyzji, a nie z osobą infantylną i nie samodzielną.

  • Kandydat musi podpisać umowę z państwem, że warunkiem podjęcia sześcioletnich studiów jest prawne zobowiązanie pracy w polskiej służbie zdrowia przez minimum 10 lat, oraz ustawiczne samokształcenie. Złamanie tej umowy, poprzez jakiekolwiek działanie, jak emigracja, odejście od zawodu bez istotnych życiowych przyczyn, czynności przestępcze i inne będące w sprzeczności z etyką zawodu i złożoną przysięgą, będzie skutkowało koniecznością spłaty kosztów studiów. To niestety do tej pory nie zostało oszacowane. Na zachodzie, poza prestiżowymi uczelniami i licząc tylko podstawowe koszty nauczania, szacuje się średnio na wysokości 250 000 dolarów.

  • Oprócz klasycznej pomocy stypendialnej, student może ubiegać się o poważną, długoterminową pożyczkę na naukę i zagospodarowanie, która po okresie umowy i spełnieniu wszystkich warunków, mogłaby być przez państwo umarzana.

 

*****

 

W systemie stacjonarnych studiów na wydziale lekarskim w sposób kategoryczny musi być zmieniony program nauczania.

 

Głównym i najtwardszym rdzeniem ewentualnej rewolucji służby zdrowia jest wykształcenie przez sześć lat studiów wszechstronnego internisty, czy może lekarza ogólnego - pierwszego kontaktu, nazwa tu jest mniej istotna, w każdym bądź razie świetnego diagnostyka, takiego jak kiedyś, który bez tysiąca dodatkowych badań i testów, czy nowoczesnej aparatury diagnostycznej, będzie w stanie z wysokim prawdopodobieństwem określić rodzaj choroby, jej poziom, a następnie opracować zindywidualizowaną terapię, tylko częściowo odnosząc się do standardowych procedur i metodyki. Młody lekarz powinien jak najwcześniej wyrobić w sobie intuicję, bazującą również na statystykach zachorowań, stylu i poziomu życia pacjenta, a przede wszystkim na precyzyjnym wywiadzie z chorym.

Niedopuszczalne jest takie podejście wielu dochodowych klinik prywatnych, że lekarz przyjmujący pacjenta ma tylko 15 minut ustanowione przez dyrekcję, na obsługę pacjenta.

 

Przeglądając programy nauczania stacjonarnych wydziałów lekarskich na dwóch wiodących uniwersytetach – warszawskim i jagiellońskim, zmuszeni jesteśmy poczuć duży dyskomfort, bo etyka lekarska, historia medycyny to tylko kilkadziesiąt godzin na pierwszym roku studiów! Filozofii medycyny prawie kompletnie się nie naucza, a to, co niezmiernie ważne w leczeniu - kontakt osobisty z pacjentem i komunikacja, czyli elementy psychologii społecznej, są też potraktowane po macoszemu.

Nie dziwię się zatem, że przyszli lekarze mają fatalne podejście do pacjentów.

 

Reasumując: na co powinniśmy się zdecydować w nauczaniu przyszłych lekarzy?

Uważam, że studia medyczne powinny dawać wszechstronnie wykształconego kandydata na pełnowartościowego lekarza,lekarza uniwersalnego, który po odbyciu wymaganego stażu pod kuratelą doświadczonych i godnych najwyższego szacunku mistrzów sztuki lekarskiej, będzie mógł podjąć ostateczną decyzję zawodową; - czy chce zostać lekarzem ogólnym, alias lekarzem pierwszego kontaktu, alias lekarzem rodzinnym – czyli najważniejszym i najbardziej potrzebnym medykiem, niosącym pomoc i zdrowie rzeszy pacjentów, czy raczej woli się specjalizować w wąskiej dziedzinie medycyny i swą służbę, niemalże naukową poświęcić skomplikowanym przypadkom chorobowym, lecz wyłącznie z zakresu swojej specjalizacji. Będąc ginekologiem pomoże tysiącom kobiet, ale już nic nie poradzi w depresji i nawet jak zwyczajowo będzie nosił stetoskop na szyi, to raczej nie usłyszy szmerów serca, nie rozpozna choroby zastawek i także nie poradzi sobie ze złamaną nogą.

 

Tymczasem obecny system szkolenia praktycznie już na szóstym, ostatnim roku studiów zachęca, a właściwie wprost wpycha młodych absolwentów w szpony medycznej specjalizacji.

Rezultat jest opłakany, bo nakładają sie na to jeszcze powody i cele merkantylne i mamy wielu specjalistów w jednej dziedzinie, a w innej kolosalne braki. Klasycznym przykładem jest notoryczny brak anestezjologów, bo w naszym systemie ileż trzeba mieć w sobie pokory i niewielkie ambicje, by zawsze przy stole operacyjnym, czy nawet prostym zabiegu kolonoskopii być tym dalszym, podporządkowanym zawsze głównemu operatorowi. Anestezjolog również sobie praktyki prywatnej nie otworzy...

 

Jeszcze raz to powiem z pełnym przekonaniem – trzeba zmienić priorytety wykształcenia lekarzy. Więcej uniwersalnych doktorów, a specjalistów tylko tyle, ile będzie wymagał nowy system służby zdrowia, oraz sektor naukowy i kliniczny medycyny.

 

 

Nowa organizacja służby zdrowia

 

 

Jakie są bolączki dzisiejszej polskiej służby zdrowia?

Słyszymy to od pacjentów niemalże codziennie:

  • długie, wielogodzinne wystawanie przed każdym gabinetem lekarskim;

  • nawet paru letnie wyczekiwanie na wizytę u specjalisty, lub nawet na badanie diagnostyczne, czy zalecany zabieg medyczny;

  • brak leków w aptekach, a niektóre są tak drogie, że emeryci rezygnują z zakupu, czyli praktycznie z leczenia;

  • fatalna organizacja i obsługa w szpitalach. SOR, czyli Szpitalny Oddział Ratunkowy, to jakieś wielkie nieporozumienie. Dantejskie sceny to codzienny obraz. Ludzie segregowani pobieżnie, bez wstępnych badań, zmuszani są do oczekiwania na kontakt z lekarzem nawet do dziesięciu godzin. Pacjenci cierpią, pacjenci mdleją i wszędzie słychać jęki i krzyki bólu. Dodatkowym efektem jest to, że zazwyczaj najmłodsi lekarze, rezydenci zazwyczaj obsługujący SORy, już po tygodniu takiego pandemonium w miejscu pracy, obojętnieją i robią się niewrażliwi na ludzkie cierpienie. A szpitale mają jeszcze OIOMy – Oddziały Intensywnej Opieki Medycznej, które w zamierzeniu mają obsługiwać przypadki krytyczne. No dobrze, tylko jak tam trafić? Czy tylko z karetki pogotowia ratunkowego? Cały absurd organizacyjny przeżyłem osobiście, gdy syn rozbił się na rowerze i wyrżnął głową w krawężnik. Każdy w miarę myślący człowiek zdaje sobie sprawę, że tu skutki mogą być dramatyczne. Natychmiast zawiozłem syna na stację Pogotowia Ratunkowego. Tam stwierdzili, że nie posiadają odpowiednich urządzeń diagnostycznych i należy udać się do szpitala. A tam oczywiście trafił na SOR, otrzymał od młodego człowieka żółtą opaskę, co skutkowało, że trafił na badania po ośmiu godzinach. Prawdopodobny wylew, czy krwiak mózgu, w tym czasie oczekiwania mógł po prosu zabić. Na szczęście był tylko pęknięty łuk brwiowy, zdemolowany nos i zorana twarz. Czaszka i móżg nietknięte. Lecz kilkanaście godzin bezsilnego korzystania ze służby zdrowia z wielkimi obawami i niepewnością, samo w sobie mogło wywołać traumę.

  • Pacjenci między sobą, czy to w kręgu znajomych, czy to czekając w kolejce do lekarza, wymieniają się nazwiskami lekarzy godnych zaufania, którzy rzeczywiście pomogą, wysłuchają spokojnie i zrozumieją nasze kłopoty. Co to oznacza? Otóż to, że ludzie nie ufają instytucjonalnej służbie zdrowia, tylko poszukują pomocy u konkretnych doktorów. Z moich pobieżnych analiz wynika, że na 10 lekarzy praktyków, tylko trzech cieszy się w pełni zaufaniem pacjentów i są oni uważani za fachowców, którzy autentycznie pomogą i dadzą duże szanse wyleczenia. Uważam, że to nieco mało. Widzi to chyba każdy, jak pod jednym gabinetem gromadzą się tłumy, a inne nie mają żadnego pacjenta. Czy to nie jest duża rozrzutność ze strony systemu – wykształcić człowieka za grube pieniądze w newralgicznym zawodzie, który wbrew założeniom nie cieszy się publicznym zaufaniem. I system jest taki, że nic tu nie można zrobić, dopóki zły lekarz nie dokona kardynalnego błędu.

  • Pacjenci i ich rodziny skarżą się, że są wielkie trudności w zdobyciu niezbędnych leków. Państwo stworzyło patologiczny system pod wpływem przestępczego lobby, gdzie leki przeznaczone na polski rynek, dla polskich chorych, znacznie bardziej opłaca się wywozić za granicę. Ponadto wprowadzono chaos w systemie aptecznym, nie mogąc się zdecydować, czy pozostać przy tradycyjnym modelu małych prywatnych aptek, czy oddać cały detaliczny rynek leków wielkim międzynarodowym korporacjom. Rezultat jest taki, że nie zdecydowano się na ostateczne rozwiązanie i mamy chaos i patologie. Tak zwane sieci aptek, dziś praktycznie reprezentujące drapieżny obcy kapitał, stosują dumping, łamią wszystkie ustawowe i prawne ograniczenia, czego powolnym, aczkolwiek zamierzonym efektem jest likwidacja polskich, rodzinnych aptek, nie będących w stanie konkurować z korporacjami. Po objęciu rządów przez nową władzę, która obiecała naprawiać co się da, już sześć lat Ministerstwo Zdrowia nie jest w stanie cokolwiek zdziałać. Tylko łata dziury, gasi nagły pożar tu i tam, dosypuje pieniędzy z budżetu, które natychmiast znikają w istniejącym chaosie. W konsekwencji tylko utrwala, a nawet powiększa istniejący bałagan, bo nikt nie ma zamiaru zmierzyć się z problemem systemowo.

 

*****

 

Czy szpitale zawsze były takimi wieżami Babel, z całym chaosem, niezrozumieniem, splątaniem języków i bezdusznością? Oczywiście, że nie.

Po transformacji w pewnym niewielkim stopniu problem istniał, ale wybuchł pełnym ogniem, gdy lewaccy liberałowie w pewnym momencie odkryli, że na prywatyzacji służby zdrowia można robić wspaniały biznes. I w dużej mierze na pierwszym etapie niczego nie kupowano, czy sprzedawano. Po prostu się uwłaszczano na majątku narodowym. Z dnia na dzień kierownik nowoczesnego ośrodka zdrowia stawał się jego właścicielem. Tak samo pani farmaceutka, kierowniczka państwowej apteki Cefarmu. Szpitale przejmowały często pazerne i skorumpowane gminy, wprowadzając swe oszczędnościowe porządki, zadłużając ponad miarę, obniżając standardy, tak, by po rozwaleniu wszystkiego, sprzedać należący pierwotnie do majątku narodowego szpital, chciwemu i nastawionemu wyłącznie na zysk biznesmenowi.

Tak rozpoczęła się degrengolada polskiej służby zdrowia.

 

Rewolucja

 

 

Pytanie wstępne jest bardzo ważne. Zakładając , że pandemia zaniknie i "dobra zmiana" będzie wreszcie rządzić z dużą swobodą decyzyjną,

 

Powinniśmy natychmiast się dowiedzieć, czy władza będzie miała ochotę i wolę autentycznie naprawić, czyli zrewolucjonizować, bo innego wyjścia nie ma, służbę zdrowia i opiekę zdrowotną obywateli.

 

Minione sześć lat budzi spore wątpliwości w tym temacie. Czasami to wygląda jak miotanie się od ściany do ściany: reagowanie, a nie własna inicjatywa, jak to miało miejsce z osobami niepełnosprawnymi i rezydentami.

Obiecano zmniejszenie kolejek do lekarzy – nie wyszło.

Wielokrotnie zapewniano o likwidacji mafii lekowej, pozbawiających Polaków nawet leków ratujących życie – nie wyszło. Proceder działa w najlepsze, a nawet się pogłębia.

Obiecano rozwiązanie najgorszych nieszczęść i jakże powszechnych w geriatrii – szybkich operacji zaćmy, oraz operacji biodra. Poważnych rezultatów nie widać.

Łatanina trwa w najlepsze i nasze pieniądze wypływają wartkim strumieniem.

Zmian nie odczuwamy.

 

Proponuję się poważnie zastanowić nad takim programem naprawy:


 

  • Należy przywrócić najważniejszą rolę lekarzom pierwszego kontaktu, nazwijmy ich opiekunami zdrowia Polaków, wszechstronnie wykształconych, o najwyższych walorach etycznych i z dużą swobodą korzystających z najnowocześniejszych narzędzi i technologii. Ideałem byłoby, gdyby zajmowali się oni stałą grupą pacjentów, wspólnotą rodzin, gdzie prowadzili by ludzi od narodzin, aż do późnej śmierci. To nic nowego. Tak już było w wielu prywatnych praktykach, gdzie miejscowy doktor był przyjacielem rodziny i wiedział wszystko o kondycji zdrowotnej swoich podopiecznych. Jest możliwe takie dostrojenie Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, że część płaconych przez obywateli składek trafiałaby prosto w ręce takiego lekarza – opiekuna. Jak to już teraz jest, każdy pacjent miałby wolną wolę i mógłby wypowiedzieć usługę i wybrać innego lekarza. Również poważnym krokiem nad którym obowiązkowo należy się pochylić, to przywrócenie rangi wizyt domowych. To nie tylko komfort psychiczny chorego, który pozostaje w znanym sobie otoczeniu, ale również odciążenie szpitali, gdzie często pacjenci niepotrzebnie zajmują łóżka, tylko po to, żeby mieć ich pod ręką, zapominając, że każda doba pacjenta w szpitalu, to ok. 450 zł kosztów (bez zabiegów, badań i leków -sama czysta "doba hotelowa").

    Uważam z pełnym przekonaniem, ze każdy samotny chory, każda samotna osoba starsza, obowiązkowo powinna posiadać tzw. Panic button - prosty przycisk alarmowy, wysyłający sygnał wzywania pomocy. Znane mi są tragiczne wypadki śmiertelne, tylko z powodu braku udzielenia pomocy na czas. Złamanie nogi w wannie spowodowało, że starsza, otyła osoba nie była w stanie się wydostać, a jako, że był to dom jednorodzinny, wzywania pomocy nikt nie słyszał. Zmarła po paru dniach cierpień. Staruszka cierpiąca na chorobę Parkinsona, przewróciła się na kuchnię gazową, gdzie gotował się posiłek i poparzyła sobie twarz i ręce. Powinna być natychmiastowa pomoc, lecz niestety, nie było jak jej wezwać. Też to skończyło się zgonem.

  • Można także w tym sektorze naprawy lecznictwa pomyśleć poważnie o pójściu krok dalej i umożliwianiu zawierania bezpośrednich umów z lekarzem, gdzie tutaj najsłuszniejszym określeniem jest lekarz rodzinny, w którym ludzie będą zwolnieni z podatku zdrowotnego w ZUSie i będą płacić stałą miesięczną opłatę za każdego członka rodziny, a on w zamian będzie im zapewniał 24 godziny i 7 dni w tygodniu niesienia pomocy w każdej chorobie, Tutaj także powraca bardzo ważny medycznie czynnik, jakim jest wizyta domowa.

  • Bezwzględnie należy przywrócić wiodącą rolę Ośrodkom Zdrowia, lub inaczej nazywając Przychodniom Medycznym. Mieliśmy taki system poważnie rozbudowany jeszcze na początku lat 90-tych i to tam każdy odczuwający dolegliwości kierował swoje kroki po pomoc. Niestety, w szale prywatyzacji Balcerowicza dosłownie rozdano te ośrodki, często osobom niekompetentnym, nieetycznym, osobom pazernym nastawiającym się wyłącznie na zysk, który im nagle z nieba spadł. Toteż przychodnie uległy degradacji, albo zostały przejęte przez korporacyjne sieci klinik. A tam już za wszystko trzeba płacić, lub jeżeli mają oni podpisaną umowę z NFZ, trzeba czekać na wizytę lub zabieg miesiącami (klinika w pobliskiej Rumii – tomografia komputerowa, czy podstawowy rezonans to kilkaset zł z badaniem w ciągu tygodnia, a to samo finansowane przez NFZ, to oczekiwanie 3 – 4 miesiące.). Ośrodki Zdrowia powinny posiadać przewagę lekarzy internistów, plus podstawowe gabinety specjalistyczne. Mają one bowiem służyć w jak największym stopniu okolicznym mieszkańcom tak, by większość opieki zdrowotnej kończyła się zadowalająco właśnie tutaj. W pełni popierane powinny również być przychodnie specjalistyczne i specjaliści powinni się zastanowić nad formą partycypacji lekarzy specjalistów w takim ośrodku.

  • Musi być w pełni przywrócona główna funkcja szpitali. Tu leczeni i lokowani są pacjenci, którzy muszą poddać się bardziej skomplikowanym zabiegom medycznym, muszą przebywać pod całodobową obserwacją i muszą korzystać z wysokospecjalistycznych narzędzi diagnostycznych, jak też aparatów zapewniających prawidłowe funkcje życiowe. Należy rozumieć, ze w szpitalu cała filozofia leczenia jest inna niż w podstawowej opiece zdrowotnej. Znacznie bardziej skomplikowana i o wiele droższa. Dlatego też już na wstępie należy określić, według jakich zasad przyjmowani są pacjenci do szpitali. Jeżeli przyjmiemy, że nie spełniające dzisiaj swojej roli stacje Pogotowia Ratunkowego, w zakresie pierwszej pomocy i leczenia, ulegną likiwdacji, to zrozumiałe jest, że tą funkcje przejmują znacznie lepiej wyposażone SORy – Szpitalne Oddziały Ratunkowe. To tu będą kierowane wszystkie ofiary wypadków. Nie tylko przywiezieni karetkami, lecz równiez ci, co dotarli sami i są w stanie zagrożenia życia. Tu także winien znajdować się gabinet zabiegowy obsługujący złamania, zwichnięcia, krwawiące rany, oparzenia itp. Nie będą tu natomiast zaordynowani ludzie cierpiący wskutek chorób, mogących poczekać i być leczonych w przychodniach zdrowia. Oczywiście poza ofiarami wypadków, głównymi klientami szpitali będą ludzie, w stosunku do których ich opiekun - lekarz prowadzący zdecydował, ze tylko skierowanie do szpitala gwaranuje konieczną pomoc. Właśnie w taki sposób przywróci się szpitalom prestiż i porządek, oraz tak pożądany w krytycznych momentach spokój.

  • Wyższym jeszcze od szpitali elementem leczenia będą szpitale kliniczne i ośrodki uniwersyteckie. Jednostki te, o bardzo silnej autonomii, będą mogły przeprowadzać zabiegi i kuracje eksperymentalne oraz zajmować się najcięższymi, oraz bardzo rzadkimi jednostkami chorobowymi.

 

 

Jest jeszcze wiele innych aspektów służby medycznej, które należy szybko uporządkować, jak wspomniana polityka lekowa państwa, funkcja lekarza sądowego, czy koronera, prosektoria, sekcje zwłok i pobieranie organów itd.

Lecz są to sprawy do uregulowania na później. Gdy wreszcie zadowolenie społeczeństwa z opieki zdrowotnej osiągnie przyzwoity poziom.

 

5
Twoja ocena: Brak Średnia: 4.9 (10 głosów)

Komentarze

Ten tekst jest długi. A i tak nie zawiera wszystkiego, co chciałbym poruszyć. Musiałem się nieźle gimnastykować, by to tutaj streścić.

To nie felieton, reportaż, czy typowa publicystyka. To pewna analiza i projekt do rozważenia. Chyba całkiem poważna sprawa.

Robię to z szacunku i w hołdzie dla mojego ojca. Zmarł w 1987 i nie dożył transformacji. Był nie tylko świetnym doktorem, ale także marzycielem. Prawdziwie funkcjonalna służba zdrowia była jego idee fixe. Sam wybudował ośrodek zdrowia, który w tamtym czasie był najlepszy i najnowocześniejszy w okolicy. Jednak w głowie miał wizję zupełnie innej, przyjaznej i łatwo dostępnej opieki medycznej. Miał to wszystko dobrze poukładane, więc po co to się ma zmarnować? Choć może gdyby dożył kraju "wolnego rynku", to parę spraw musiałby zmodyfikować.

Więc proszę wybaczyć rozmiary tego opracowania. I zdradzę, że będą dalsze części. Mimo, że jestem elektronikiem, medycyną zajmuję się od dziesięcioleci. Bo cóż może być piękniejszego, niż pomóc zdrowiu innych ludzi?

Vote up!
5
Vote down!
0

JK

Przepłynąłeś kiedyś sam ocean? Wokół tylko morze. Stajesz oko w oko ze swoim przeznaczeniem.

 

 

 

 

#1636677

Ciekawy temat Pan tutaj przedstawil, sprobuje napisac pare slow z mojej obserwacji jako laika czyli osoby nie majacej ani dziedzicznych ani zawodowych kontaktow z medycyna. Mam natomiast doswiadczenie w medycynie sportowej jako byly wioslarz. Otoz kluczem do zdrowia jest uklad krwionosny, ktory jest autostrada transportujaca wszystko lub prawie wszystko naszym organom. Najprostsza diagnoza zdrowia jest zbadanie skladu krwi, oraz jej cisnienia. W pelni sprawny organizm niezaleznie od wieku powinien posiadac cisnienie minimum 120/80 mm Hg. Granica 120 cisnienia skurczowego moze byc przekroczona co najwyzej do 130, natomiast rozkurczowa nie wyzej niz w granicach 80. Wazna jest roznica pomiedzy skurczowym i rozkurczowym cisnieniem im wyzsza tym organizm zdrowszy. W Polsce jeszcze caly czas pokutuje bledna teoria ze cisnienie skurczowe powinno miec 100 + wiek. Na przyklad ktos ma 60 lat wiec powinno byc 160, co jest kompletnym absurdem dowodem absolutnego zwapnienia zyl i brakiem zupelnie ich elastycznosci. Ilu z Was czytajacych to forum ma w domu cisnieniomierz i mierzy sobie okresowo cisnienie? To jest taka rzecz prosta ktora moze kazdy na wlasna reke wypraktykowac. Teraz sprobuje sie ustosunkowac co sie stalo z medycyna? Otoz jakies 15 lat temu pewna Amerykanka wymyslila elektroniczny analizator skladu krwi ktory dawal natychmiastowy wynik z zaledwie kilku kropel sciagnetych z palca. Zaczela tworzyc po calych Stanach swoje biura z szybka analiza krwi. Dlugo nie popracowala, lobby medyczne szybko ja wyeliminowalo. Jestesmy swiadkami dwoch medycyn, jedna jest dla zwyklych ludzi, druga dla elity. Wiekszosc chorob zaczyna sie od permanentnego stresu. Tu muze przyznac ze spoleczenstwo polskie jest jednym z najbardzziej zestresowanych spoleczenstw, czego wynikiem jest niestety niski poziom zdrowotnosci. To tyle z mojej strony. 

Pozdrawiam

Vote up!
2
Vote down!
0

JanStefanski

#1636681

 

 

Ja  przepraszam, ale tutaj nie będę dyskutował o zdrowiu, tylko o służbie zdrowia.

Vote up!
1
Vote down!
0

JK

Przepłynąłeś kiedyś sam ocean? Wokół tylko morze. Stajesz oko w oko ze swoim przeznaczeniem.

 

 

 

 

#1636690

Jest weekend

Do niedzieli skończę czytać

8-))))

Vote up!
1
Vote down!
0
#1636744

Ważny Wykład Janusz.

Skąd Ty Masz TAKĄ Wiedzę??? Marynarzem Byłeś. Na morzach i oceanach się Nauczyłeś? Co czynić, jak?

 By naprawić tę szumowską służbę zdrowia. Zdegenerowaną, zniszczoną przez tego paskudnego Bucholtza Aarona o którym Wspomniałeś. Działaj Marynarzu. Dla Dobra Polski, dla Dobra Polaków. Każde słowo Twego wykładu aż prosi się o wcielenie w życie. Bo życie i zdrowie TO Prawo każdego każdego człowieka, każdego z nas. A to, co wyprawia obecna służba zdrowia to jest paranoja!

Pozdrawiam z Wielkim Szacunkiem, i Podziwem.

Vote up!
2
Vote down!
-2
#1636678

Cześć

Jestem przerażony co się wyprawia. Praktycznie prawie nie korzystam z NFZ i wydaję tysiące w tym czasie by dbać o zdrowie. To jest totalny chaos wsparty chciwością. Są już lekarze, którzy przez telefon przypisując e-receptę - pięć minut roboty bez widzenia i ruszania się z fotela - żądają 50 zł za usługę. Nawet jeśli to tylko kontynuacja leczenia.

A ja tylko węszę, pytam się, przeszukuję tylko po to, by znaleźć prawdziwego specjalistę.

A marynarzem byłem takim, że również musiałem być ratownikiem, a i sam rokrocznie przechodzić szczegółowe badania. Obsługa defibrylatora, podawanie tlenu, dosercowy zastrzyk adrenaliny, zszywanie ran, itd, to standard na moim stanowisku.

 

Pozdrawiam

Vote up!
5
Vote down!
0

JK

Przepłynąłeś kiedyś sam ocean? Wokół tylko morze. Stajesz oko w oko ze swoim przeznaczeniem.

 

 

 

 

#1636680

Podpisuję sie oboma rękami. Jednak Pańska sugestia, iz

"polskie szkolnictwo wyższe  ... w światowych rankingach lokuje się zaledwie w czwartej setce."

jest nietrafna. W czwartej setce to my mamy chyba tylko dwie spośród 130 publicznych i ponad 300 niepublicznych uczelni w kraju. Tak więc polskie szkolnictwo wyższe lokuje sie - jakkolwiek by tę "lokatę" nie mierzyć - znacznie gorzej. Kto ma ochote moze to wyguglac pisząc np hasło "światowy/europejski ranking uczelni wyższych". To takie, niewielkie w istocie, wzmocnienie całego zdania/akapitu

"Przykro to stwierdzić tutaj, lecz polskie szkolnictwo wyższe leży na obu łopatkach i w światowych rankingach lokuje się zaledwie w czwartej setce. I pewnie byłoby oceniane jeszcze niżej, gdyby nie ratowały sytuacji uczelnie techniczne.",

które jednak ja osobiście uważam za istotne. Ale poza  tym tekst naprawdę świetny.

I taka bardziej "merytoryczna" uwaga. Wspomniana rewolucja, tak natychmiast, niczego, oczywiście, nie zmieni. Na zmiany musimy poczekac. Kto Pańskim zdaniem jest kandydatem na herolda, który ludziom o tym powie?

 

Vote up!
4
Vote down!
0
#1636699

Witam

Ta klasyfikacja w czwartej setce jest tylko pewnym zaokrągleniem pokazującym poziom naszej edukacji.

I ma Pan rację - to nie jest coś, co należy zrobić szybko i byle jak. Na początku powinno się dokonać obiektywnej analizy i oceny jakości nauczania i wychowywania. Duży problem, bo sporo dyrektorów, rektorów, dziekanów, a nawet kuratorów będzie kłamać i oszukiwać. Lecz nie jest to niemożliwe.

Czy 6 lat PISu u władzy coś zmieniło w mentalności obywateli? Bardzo niewiele, bo wrogowie mają potężniejsze środki przekazu i nie mają hamulców w kłamstwie i manipulacji.

Pozdrawiam

Vote up!
4
Vote down!
0

JK

Przepłynąłeś kiedyś sam ocean? Wokół tylko morze. Stajesz oko w oko ze swoim przeznaczeniem.

 

 

 

 

#1636775

że to czwarta setka to takie uproszczenie, by Czytelnika nie zanudzić. Ja pozwoliłm sobie to uzupełnić, bo pisząc komentarz jestem niejako na innych Pan prawach, a rzecz uważam za istotna i przypominam o tym przy wielu okazjach. Ale do rzeczy. Otóz uważam, że zaletą tego artykułu (poza b. dobrym ujęciem tematu) jest głownie sam fakt pokazania istotnych aspektów naprawdę koniecznej i naprawdę rewolucji; w szczegółności tych edukacyjnych. Nie wiem czy Pan zauważył (chyba tak, sadząc po tym co Pan pisze), że mamy jakąś obłedna modę na proste rozwiązania. Nigdy nie byłem marynarzem, ale pamietam taki dowcip; Na jakimś egzaminie pytaja kandydata na któregośtam oficera: jak zerwie sie wiatr z zachodu, to co pan zrobi? (chodzi o statek stojacy gdzieś (chyba na redzie) i czekajacy na wejscie do portu). Rzuce kotwicę. A jak z południa? Też I po takiej serii zadowolony egzaminator "uwala' klienta pytaniem. A skąd Pan bierze te wszystkie kotwice? Z tego samego miejsca, co Pan wiatry - odpowiada egzaminowany. I tak napradę jest. My wierzymy w proste i szybkie rozwiązania. A tych zwykle brak. W moim odczuciu jakikolwiek rząd jakąkolwiek podjąłby dzis długofalową reformę moze być pewien, że jego następcy mu to rozwalą. Nie oznacza to, że zaproponuja cos gorszego. Rzecz w tym, że wypaczą ideę. Podzieliliśmy sie tak bardzo, że inaczej sie nie da. To taka "obiektywna" własnośc naszej obecnej (a w moim odczuciu ten podział tylko sie pogłęcia) sytuacji. Nie jest tu wazne kto władze będzie tracił, a kto przejmował. No i sprawa sie rypnie. Stąd było pytanie o kandydata na herolda. Ja takiego nie widzę. Przepraszam za mój pesymizm i literówki.

 

Pozdrawiam

Vote up!
2
Vote down!
0
#1636787

- chore Ministerstwa Zdrowia od 30 lat razem wzięte.

Już w latach 90-tych jak pamiętam (nazwisko lekarza bodajże Sośnierz)- były podjęte próby zinformatyzowania komputerowego obsługi pacjentów i leków ale takie się podniosło larum w środowisku kopertników (po Policji i Sądach najbardziej skorumpowana grupa zawodowa) - że do dziś tak jak prawnicy nie pozwolili sobie zamontować kas fiskalnych.

Co do kosztów obsługi pacjenta w Szpitalach 450 zł za dobę - to są to koszty pozorne do rozliczeń.
Szpital tak jak dziś właściciele sieci telefonii komórkowej ma stałe koszty tylko klientów/pacjentów trzeba upchać na maxa (z wyjątkiem patogennych umów na usługę z lekarzami którzy ją podpisują z kilkunastoma przychodniami i szpitalami na raz).

Przyczyna tego wszystkiego jest prozaiczna - tym się nikt nie zajmuje a to cyzelowanie słówek w TVP i innych mediach przez obecnego Ministra Zdrowia vel. klowna cyrkowego - Niedzielskiego ma podnieść w oczach widzów jego status i szacunek do pospolitego pajaca. To aktor a nie Minister Zdrowia.

Lubię przykłady więc sprawa leków o których wspomniałeś.

Polski antybiotyk Doxycyclinum z wydłużonym do 24 h działaniem (5 szt. za około 4 zł) - na mnie zawsze działał bardzo skutecznie zastępuje się n.p. Holenderskim Duomoxem (cena około 20 zł) - słabe działanie i po którym dostałem boleści żołądkowych a przy następnej wizycie w aptece zaprzyjaźniona Pani farmaceutka kręci głową na nie (mają podsłuchy ?) - aby tego nie brać.
Fakt że tym polskim antybiotykiem rolnicy w Polsce profilaktyczne karmili kury na fermach i kupowali go za grosze całe wory aby potem pośrednio i nas tym antybiotykiem karmić - ponoć stąd się wzięła dziś mała jego skuteczność działania na człowieka.

Polska zbyt duże odcinki szlaku morskiego na wzburzonym morzu pokonywała bez kapitana przy sterze (morskie) i dalej w wielu ważnych "działach okrętu" nie ma kontroli.

Vote up!
3
Vote down!
-1

Motto na dziś: "Lepiej z mądrym zgubić niż z głupim znaleźć".
Konto zawieszam do czasu zmiany lub zgonu admina.

#1636707

Cześć

 

Ja dążę do sanacji systemowej, a dotychczas są tylko pewne wąskie usprawnienia, jak ta informatyzacja.

Doxycyclina to dobry przykład i jest to jeden z wielu. Ten sam lek produkowany przez różnych producentów potrafi się poważnie różnić. I niestety idzie też za tym zawsze podnoszenie ceny.

A ktoś zna jakiś nowy, oryginalny lek wymyślony i stworzony w Polsce w ostatnich 30 latach?

Pozdrawiam

Vote up!
2
Vote down!
0

JK

Przepłynąłeś kiedyś sam ocean? Wokół tylko morze. Stajesz oko w oko ze swoim przeznaczeniem.

 

 

 

 

#1636776

Zeby cos zreformowac, to znaczy miedzy innymi sluzbe zdrowia, najpierw trzeba zrobic mala analize. Czym jest sluzba zdrowia? Czy sluzba zdrowia jest straza pozarna ktorej zadaniem jest gaszenie pozarow czesto wywolywanych przez sprawcow? Nie ma na swiecie takiej sluzby zdrowia ktora bylaby w stanie wyleczych chorych ktorzy sami nie dbaja o swoje zdrowie. Prawdziwa sluzba zdrowia polega na prewencji. Niestety w Polsce uznaje sie ze o zdrowiu sie przypomina gdy zacznie sie z nim problem i wtedy ratuj doktorze, bo cierpie. Wedlug mojej oceny jest zero dyskusji o tym jak dbac o zdrowie i tu lezy tez problem samego artykulu. Coz pomoze ze lekarzy bedzie sie lepiej szkolic skoro oni beda stosowali te sama medycyne objawowa zamiast przyczynowej? Ja probowalem zwroci uwage na to w pierwszym wpisie i niestety zrozumiany ze to nie na temat. To co ma byc na temat? Mniej ludzi chorych mniej kolejek po pomoc, trudne do zrozumienia? Przecietny Kowalski zniszczy sobie watrobe naduzywaniem alkoholu i wtedy marsz do kolejki po recepty ktore pomoga na chwile uniknac dolegliwosci, a problem pozostanie, bo przeszczep to ostatecznosc. Ten przyklad to tylko mala probka pokazania kto jest odpowiedzialny za nasze zdrowie. Jak napisalem poprzednio stresy, obzarstwo, pijanstwo etc, mozna mnozyc czynia w zdrowiu spolecznym spustoszenie ktorego niestety najlepsza na swiecie sluzba nie jest w stanie naprawic. Era komputerow sprawila ze coraz wiecej ludzi sie malo rusza, stad choroby ukladu ruchowego, krwionosnego, etc. Gdyby tak dla przykladu uzyskac 50% mniej pacjentow w przychodniach, czy to by przypadkiem nie dalo bezinwestycyjnej poprawy? Jak to zrobic skoro stereotyp w narodzie funkcjonuje caly czas ten sam. Dlaczego na ulicach naszych miast jest zawsze obok banku apteka? Bo jak klient zostanie w banku ograbiony lichwa i dostaje z tego powodu palpitacji  serca, wowczas od razu moze isc do apteki kupic sobie wyroby big farmy by te  by sie na chwile poczul lepiej i byl w stanie ciagnac dalej jarzmo dlugu. NIe da sie naprawic czegos jezeli nie zrozumie sie mechanizmu patologii. Statystyki podaja ze jest w spoleczenstwie stala grupa hipochondrykow ktorzy glownie obciazaja system i niestety tez go utrzymuja z wlasnych i spolecznych pieniedzy. Sluzba zdrowia to zlozone zjawisko ktorego nie mozna rozpatrywac jedynie poprzez jej strukture i sposob ksztalcenia. Ja nie bedac psychologiem moge z duzym prawdopodobienstwem stwierdzic ktorzy z tutaj obecnych maja problemy z zapobieganiem stresom. One sie objawiaja nawet na forum w postaci agresywnych wypowiedzi. Jest takie powiedzenie ze stabilnego statku nie sa w stanie rozkolysac fale.

Pozdrawiam

Vote up!
3
Vote down!
-1

JanStefanski

#1636747

Panie Janie

Prewencja rzeczywiście jest niesłychanie ważna. Tu nie ma wątpliwości. Lecz czy jest to wyłącznie zadanie służby zdrowia? Nie, to także problem edukacyjny, kulturowy, a nawet cywilizacyjny.

Ja tu zajmuję się systemem, gdzie mamy relację: cory człowiek - system opieki i przywracania zdrowia i ratowania życia.

Pozdrawiam

Vote up!
2
Vote down!
0

JK

Przepłynąłeś kiedyś sam ocean? Wokół tylko morze. Stajesz oko w oko ze swoim przeznaczeniem.

 

 

 

 

#1636777

Zgoda, chory czlowiek, przywracanie zdrowia i ratowanie zycia, to sa podstawowe powody spolecznej opieki zdrowotnej, bo pojedynczy czlowiek dotniety dolegliwoscia nie jest w stanie sam oplacic tych wydatkow, dlatego niestety spoleczenstwo musi sie skladac na ich pokrycie. Problem polega na tym ze raz organizacja tego systemu szwankuje, a dwa jest w znacznej czesci tracony na nadmierne wykorzystywanie do celow gdzie pacjent moze sobie sam poradzic w blachych dolegliwosciach, ale jest za leniwy by zapoznac sie ze swoimi mozliwosciami. Dla przykladu ze zwyklym przeziebieniem leci sie do lekarza a ten od razu zapisuje antybiotyk, ktory robi spustoszenie w systemie trawiennym zabijajac probiotyki ktore po ustaniu dzialania antybiotyku organizm musi sam odbudowywac bakteryjny system trawienny i chroniacy przed bakteriami mu nieprzyjaznymi. To ze ten system jest przeciazony kazdy widzi, jak go rozladowac, by  mogl zaczac spelniac role do ktorej zostal powolany? Sprowadzajac to wszystko do wizualnego modelu ten system jak nadmiernie obciazona ciezarowka w ktorej pekaja resory, nie wytrzymuja opony ale ciagle jest w ruchu, bo gdyby stanal to spoleczenstwo zostaloby bez opieki. Rewolucyjna metoda nie wchodzi w rachube, drugiej ciezarowki nikt nie podstawi, trzeba wiec dokonywac stopniowego eliminowania tego gnicia. Mozna na przyklad podstawic dodatkowa ciezarowke przeladowujac czesc ladunku (prywatna sluzba zdrowia okresowo) zanim sie uda zatrzymac to gnicie i wymienic butwiejaca strukture. Dalsze jest oczywiscie stopniowe przechodzenie do prewencji ktora odciazy system z elementu ktory nie musi na nim ciazyc. Tak bym ja podszedl do rozwiazania tego problemu. Oczywiscie moje zalozenie jest takie, ze to wszystko sie robi zgodnie z planem, bez szukania oszczednosci i tym samym doprowadzenia do jeszcze wiekszego rozwarstwienia pomiedzy tym co sie chcialo osiagnac a co sie uzyskalo. Ksztalcenie jaknajbardziej trzeba przeksztalcac bo ono tez jest przyczyna tego gnicia, niestety jego skutki beda dzialaly dopiero w przyszlosci, a potrzeba powstrzymania butwienia jest na wczoraj. Zatem propaganda zdrowego zycia sluzaca prewencji powinna byc w pierwszej kolejnosci wzieta na tapete z tego wzgledu ze jak wspomnialem odciazyc system trzeba juz, a to mozna zaczac bez zwlekania. Sam minister zdrowia powinien przeprowadzic szkolenie calego personelu lekarskiego w tym by zamiast wylacznie zapisywac leki instruowali nieswiadomych pacjentow ze moga sami robic cos dla swego zdrowia, by nie musieli latac z kazdym glupstwem po porade i recepte. Temat jest wiadomo rzeka, dlatego prostych rozwiazan nie ma, ale mysle ze prowadzac tzw burze mozgow mozna pod Panskim artykulem przedstawiac rozne wersje wyjscia z zapasci tego systemu, co z cala pewnoscia mogloby zaowocowac jakims panaceum na te problemy. 

Pozdrawiam

Vote up!
1
Vote down!
0

JanStefanski

#1636823

Piszac poprzedni tekst mialem zamiar tez przedstwic aspekt psychologiczny w tej wypowiedzi, co mi ucieklo, ale teraz dodaje. Otoz wiemy z badan psychologicznych ze kazda nasza wypowiedz rejestruje podswiadomosc. Gdy mowimy ze jestesmy chorzy, podswiadomosc ten stan uznaje za faktyczny. Czesto sie zdarza ze ludzie udaja chorych wyludzajac od lekarzy zwolnienie. Sa zdziwieni ze zaczynaja potem miec objawy choroby ktora symulowali. Znam przykadki wyludzania kompensacji z powodu uszkodzenia kregoslupa, co nie jest latwe do zdiagnozowania gdy symulant dobrze zna objawy. Okazalo sie ze ten ktory symulowal po czasie zaczal miec prawdziwe problemy. Druga sprawa ktora lezy w naszej psychice jest niewiedza ze nasze cialo ma wielkie mozliwosci samoleczenia. Jest taka sekta w Ameryce, a moze ich wiecej, ze modlac sie w swojej swiatyni daja sie ukasic kobrom i ten smiertelny jad ich nie zabija. Popatrzmy tez na inne przyklady. Pierwszy na swiecie czlowiek ktory wspial sie na Mont Ewerest wszedl na ten szczyt z aparatem tlenowym i wtedy sie wszystkim wydawalo ze tam sie bez tlenu wejsc nie da. Tymczasem nastepni przekroczyli te bariere, a nasz Kukuczka wszedl bez tlenu na wszystkie 7 szczytow w Himalajach. Reasumujac trzeba rowniez w spoleczenstwie podbudowac czynnik psychologiczny ktory wyzwoli dotad nieznane mozliwosci naszego organizmu. Bardzo negatywnym czinnikiem psychologicznym jest hipochondria ktora dotyka znaczna czesc ludzi tylko pozornie chorych latajacych po lekarstwa, ktore moga nawet zdrowemu zaszkodzic. Anglik jak go spotkasz pyta zawsze jak sie czujesz, a w odpowiedzi otrzymuje swietnie, lub bardzo dobrze. Gdyby takie pytanie zadac Polakowi ten odpowie, czuje sie fatalnie, boli mnie..... i zacznie wymieniac wszystko. Ten drugi ktory zadal to pytanie zacznie te sama litenie, i tak sie nawzajem zaprogramuja nie wiedzac o tym nawet.  

Pozdrawiam

Vote up!
1
Vote down!
0

JanStefanski

#1636825

Chyba pan nie rozumie podświadomości. Zresztą to stare, popularne określenie. Nauka nazywa to - mózg nieświadomy.

I jest akurat odwrotnie - to nie myśl którą werbalizujemy jest wysyłana do obszaru nieświadomego, tylko odwrotnie. Zalążek myśli, zanim trafi w obszar świadomy, jest przygotowany starannie w tej "podświadomości". Popularne od dawna jest powiedzenie - prześpij się z problemem, a rano będziesz miał rozwiązanie. Bo część nieświadoma pracuje 24h/7d.

I proszę nie wierzyć w jakąś materialną świadomość grupową.

A tak dokładnie - świadomość nie ma do dzisiaj precyzyjnej definicji i toczą situ ostre spory. Oraz podobnie jak z pamięcią, nikt nie zlokalizował obszaru odpowiedzialnego za świadomość. Dawniej przedstawiano ją jako małego humunculusa w głowie. A ja jestem zwolennikiem transcendentalnej świadomości istot myślących, gdzie każdy ma kluczyk do swojej szufladki.

 

Ps. Odnośnie samoleczenia - proszę sobie podumać o efekcie placebo, albo o wierze w homeopatię.

Vote up!
1
Vote down!
-1

JK

Przepłynąłeś kiedyś sam ocean? Wokół tylko morze. Stajesz oko w oko ze swoim przeznaczeniem.

 

 

 

 

#1636828

Witaj! Janusz, bardzo dobry artykuł i Twoje postrzeganie zagadnienia. Służba Zdrowia, tylko...gdzieś wszyscy z decyzyjnych zapominają o służbie, czyli fundamentanym "służyć". Pozdrawiam!

Vote up!
1
Vote down!
0

ronin

#1636783

Nie jestem specjalista z dziedziny badania swiadomosci i podswiadomosci, tylko pisze to co wystepuje w literaturze. Podswiadomosc dziala akurat inaczej niz Pan sugeruje. Wszystko co sie wokol nas dzieje rejestruje podswiadomosc, o czym nie mamy zielonego pojecia. Z tego powodu w reklamie wykorzystuje sie wstawianie w dla przykladu przekazie telewizyjnym nie odbierane przez swiadomosc obrazy ktore wchodza na takiej czestotliwosci ktorej nasz wzrok nie odbiera natomiast podswiadomosc Tak. Stad jest wiele ksiazek na temat podswiadomosci ktore dokladnie opisuja jej dzialanie. Nie przytocze z pamieci autorow, to wiedza ktora nie jest moja specjalnoscia, ale tak jest i no coz. Ja tego nie badalem i nie moge powiedziec czy tak jest, jednak manupulacja ludzmi przez podswiadomosc jest stwierdzonym faktem. W czasie 2 wlojny bliskowschodniej Amerykanie stosowali bron psychotroniczna ktora dzialala na podswiadomosc wojsk Sadama Husejna, efekt byl taki ze wywolala ona wsrod tego wojska powszechna panike i strach. Poddawali sie calymi oddzialami. Tego Pan nie przeczyta w codziennej prasie.

Pozdrawiam

 

Vote up!
1
Vote down!
0

JanStefanski

#1636832

W uzupelnieniu do poprzedniego tekstu podaje Panu do sciagniecia za darmo z internetu adres swietnej ksiazki doktora Murphy na temat podswiadomosci:

https://rgu.ac/rgi_pdf/power-subconscious-mind.pdf

Tam Pan dowie sie tego o czym pisalem.

Pozdrawiam

Vote up!
1
Vote down!
-1

JanStefanski

#1636833

Panie Janie

Naprawdę ma pan zupełnie nieprawidłową wiedzę o nieświadomości, a także o filtrowaniu doznań zmysłowych i tworzeniu kontekstu.

Rzeczywiście przyjemnie czyta się filozofa i popularyzatora zmarłego w 1981. (Joseph Murphy – irlandzki pisarz, filozof, nauczyciel, prekursor i krzewiciel myślenia pozytywnego.)

Przykro, ale to nie jest naukowiec od którego należy czerpać kognitywistyczną wiedzę.

Jeżeli chciałby pan sobie uporządkować te sprawy umysłu, na początek polecam wydaną w 2012 książkę "SUBLIMINAL",  profesora Caltechu i przyjaciela Stephen'a Hawing'a, Leonarda Mlodinowa, wydaną u nas przez Pruszyński i S-ka, pod tytułem "NIEŚWIADOMY MÓZG". Naprawdę warto.

Pozdrawiam

Vote up!
3
Vote down!
0

JK

Przepłynąłeś kiedyś sam ocean? Wokół tylko morze. Stajesz oko w oko ze swoim przeznaczeniem.

 

 

 

 

#1636838

dyskursu Panów. Otóz w moim rozumieniu ewolucja od rewolucji różni się głownie szybkością zmiany stanu wejściowego na pożadany i cena tej operacji. Jest do rozważania jeszcze prawdopodobieństwo, że numer sie uda. Co do ceny sprawa jest chyba jasna; rewolucja jest droższa. Z prawdopodobieństwem bałbym sie wypowiadać. Interesujący wydaje sie być problem szybkości. Z punktu widzenia "projektanta" kłopot polega na tym, by "proces naprawy dogonił proces zasyfiania" (przepraszam za neologizmy, ja teraz lepiej nie potrafię). Jeśli warunek ten nie jest spełniony, to mamy sytuacje opisana przez cytowany juz dowcip o gniciu jabłek (wydaje mi się, że "zwykłego polaka", ale to trzeba sprawdzić). I rewolucja przechodzi w "zdegenerowaną ewolucję". Mówimy tu o rewolucjach jakos "planowych", broń Boze typu Rewolucja Francuska, Rozmaite Wiosny (np. tunezyjska) czy Październikowa, bo tam - przynajmniej w mojej opinii - panowanie inicjatorów (jesli tacy byli, co w tym pierwszym przypadku jest chyba watpliwe). Rozumiem, że rewolucje w innych dziedzinach tez bywaja nieplanowane (np. tzw. przełomowe odkrycia w nauce), ale to juz chyba inna bajka.

Pozdrawiam

Vote up!
2
Vote down!
-1
#1636844

Ewolucja wersus rewolucja, swietne przymyslenia. Wedlug mojego punktu widzenia jest jednak spora roznica pomiedzy ewolucja i rewolucja. Zaczne od tego ze termin rewolucja jest wziety z angielskiego revolution, czyli obrot. Dla przykladu w rewolucji politycznej wladze przejmuje klasa rzadzona i staje sie klasa rzadzaca. Ilustrujac to przykladem wzietym z zycia wyobrazmy sobie bieg maratonski w ktorym caly bieg odbywa sie okreslona trasa i w pewnym momencie czolowka pomylila na jednym ze skrzyzowan trase. Ci ktorzy sa z tylu czyli mowiac po naszemu maruderzy nagle dostrzegaja ze peleton pomylil trase i oni pierwsi biegna wlasciwa trasa, stajac sie tym samym z maruderow liderami, natomiast czolowka musi zawrocic z trasy gdzie byla juz dalej i w ten sposob przegrywa wyscig. Z tego rozumowania mozna wyciagnac wniosek ze rewolucja jest zawsze cofnieciem sie czyli zburzeniem tego co bylo i budowa na gruzach nowego ladu. To jest najgorszy scenariusz ktory byl przerabiany w historii, tez i naszej, chociaz byla to rewolucja pokojowa. Zatem ja nie jestem zdania ze rewolucja w kazdej dziedzinie osiaga sie sukcesy. Czasami ten termin jest przeklamywany, bo dla przykladu zadnej rewolucji komputerowej nie bylo. Gdyby byla rewolucja komputerowa nalezaloby zburzyc wszystko co bylo wczesniej a to sie nie stalo. Zgadzam sie z tym ze ewolucja jezeli jest zbyt wolna prowadzic bedzie do dalszego gnicia kazdego systemu organizacyjnego. 

Pozdrawiam

Vote up!
1
Vote down!
-1

JanStefanski

#1636867

Witam Panie Janie

Bardzo słuszne to posłużenie się revolution. Pozwoli Pan, że, jak to u mnie, pogłębię to naukowo.

Każdy obrót tylko po idealnym kole prowadzi do tego samego punktu startu. Niestety, jak to staram się udowadniać i propagować mniej więcej od przełomu wieków i milleniów, całą rzeczywistością nie rządzą proste, liniowe prawa Newtona, czy generalnie Euklides, tylko matematyka chaosu. Tu też są obroty i krążenie po nich. Lecz nie jest to już klasyczne koło i cykle wprawdzie się powtarzają, lecz nigdy nie są takie same i już bardzo rzadko mamy szansę powrócić do punktu startu. Ten chaotyczny okręg to teraz w matematyce atraktor, a najważniejszy z nich to dziwny atraktor. Więc już od Greków - "panta rei" i "nigdy nie wchodzi się do tej samej rzeki" wiadomo, że nigdy nie da się powrócić do przeszłości.

Lecz rewolucja jak to zwykle bywa, nabrała wielu znaczeń. Zwykłe porządne sprzątanie często panie domu nazywają rewolucją. Ja wolę bardziej jednoznaczne słowo sanacja, czyli naprawa, uzdrowienie, lecz z powodu raczej nieprzychylnych konotacji z II RP, nie za często je używam.

Ja nie biorę tylko pod uwagę czasu, albo raczej tempa, by odróżniać ewolucję od rewolucji. Raczej wolę ewolucję traktować jako zmiany zachodzące w sposób naturalny, zgodnie z Boskim Projektem, czyli prawami kosmosu i naturalnymi prawami człowieka (ius), a rewolucję, za zmianę spowodowaną nietypowym zakłóceniem (wybuch dużego wulkanu, upadek komety, czy nowej religii, lub ideologii, zmieniających układ władzy społeczności). Oczywiście cechą permanentną wszystkich rewolucji (do których dołączyć też należy pewne charakterystyczne mutacje) jest szybkość i raczej krótkotrwałość procesu przemian. Czyli więc dodatkowa implikacja - skutki ewolucji trwają wieki, a nawet tysiąclecia (wiecznie?), a rewolucji, historycznie dosyć krótko.

Serdeczności

Vote up!
1
Vote down!
0

JK

Przepłynąłeś kiedyś sam ocean? Wokół tylko morze. Stajesz oko w oko ze swoim przeznaczeniem.

 

 

 

 

#1636881

Swietna analiza matematyczna, podpisuje sie pod tym wszystkim. Caly wszechswiat jest w ruchu i w zaleznosci od tego z ktorego miejsca go rozpatrujemy rozne sa tego rezultaty. Do Kopernika uwazalo sie ze ziemia jest punktem wokol ktorego wszystko sie kreci, ale to wszystko okazalo sie bledne wedlug nowej teorii zwanej Heliocentryczna. Wlasciwie doszlismy do punktu ze wiemy ze nie wiemy. Bo ciagle nie wiemy gdzie jest punkt wokol ktorego to sie wszystko kreci. Jednoczenie ja mysle ze ;nieskonczonosc mozna sobie wyobrazic ruchem wirowym z jakims powtarzajacym sie cyklem, moze z jego jakimis cyklami czastkowymi, tymczasem w matematyce nieskonczonos jest bez wyobrazania potwierdzana formulami matematycznymi. Przechodzac do samej rewolucji, mamy tez kontrewolucje, czyli jak by to przedstawic matematycznie, ruch przeciwny do  ruchu wskazowek zegara, inaczej mowiac cofanie sie do przeszlosci. Zalozmy ze kapitalizm jest wedlug Marksa systemem przestarzalym w stosunku do wymyslnonego przez niego komunizmu z fazami posrednimi, czyli socjalizmem, to takie zmiany jakim podlegala Polska byly ruchami raz do przodu, raz do tylku. Mielismy wiec marksistowska rewolucje w okresie tuz po wojnie wcisnieta nam przez Sowietow, ale w roku 1989 nastapila kontrrewolucja i powrot do kapitalizmu. Tyle ze przez te 40 kilka lat kapitalizm zdolal ewoluowac stajac sie jak niektorzy nazywaja korporacjonizmem. Zgadza sie ze sanacjonizm nie brzmi pozytywnie bo mozna od razu przypominac jej slabe strony, to przeciez byl osesek powolany do zycia i az dziwo ze nie umarl targany kryzysem swiatowym lat 30. Dopiero wojna go dobila, ale tez i zniewolila na nastepne pol wieku. Gdy sie tak na prawde zastanowic nad tym wszystkim to jest cud ze po tym wszystkim Polska ciagle zyje. Inne kraje takie ktorych wojna nie dotknela, ani pol wieku obcej okupacji nie wiem czy bylyby w stanie i to na wlasna reke odzyskac wolnosc? My na codzien tego cudu nie dostrzegamy. Co moze wiedziec o tym wszystkim jakis mieszkaniec krajow ktorych przez ostatnie wieki nie dotknela zadna okupacja? To pokazuje ze mamy gigantyczny potencjal, tyle ze z niego nie korzystamy. Ten potencjal jest teraz uspiony przez wzajemne wasnie. Ludzie powinni zrozumiec ze mimo tych wszystkich przeszkoc ktore nam wchodzily w droge, potrafilismy nie tylko ze sie z nich wyzwolic, ale wrecz prawie nadrobic te straty w stosunku do panstw nie nekanych tymi przeciwnosciami. Nie otrzymalismy po wojnie Planu Marshala i dobrze. Niemcy go otrzymali i teraz maja z tego tytulu dlug narodowy na znacznie wyzszym poziomie niz my. Za kazda pozyczke trzeba zwracac pieniadze z odsetkami, nic nie jest za darmo. To wszystko trzeba doceniac i zaczac sie jednoczyc, nie koncentrujac sie na tych ktorzy klada prety w szprychy. Oni to zawsze robili i mimo to jakos przezywalismy. Z opieka zdrowotna poradzimy sobie jezeli wlaczymy sie wszyscy w jej uzdrowienie.

Pozdrawiam 

Vote up!
2
Vote down!
-1

JanStefanski

#1636883