Instrukcja obsługi

Obrazek użytkownika jazgdyni
Blog

Dlaczego często przez całe życie jesteśmy takimi palantami? Bo nie dostaliśmy instrukcji obsługi. A może jednak dostaliśmy, tylko nie chciało się nam przeczytać?

 

 

 

Dostałem nowe cacko. Aż dyszę z podniecenia. Nóż, nożyczki zazwyczaj wystarczają. Tak to teraz wszystko solidnie pakują. Nie ma już śledzi zawijanych w gazetę. Wyjmuję w końcu to cacko, ze stosu papierów, kartonów, plastikowych bąbelków, plastików, tak cieniutkich, że same się przyklejają. Jest wreszcie, jest!

Włączam zasilanie. O, coś się zaświeciło. Zaczynam stukać w klawisze. Naciskać tu i tam. Coś się dzieje. Ale co? Co to ku...a jest?!

Po kwadransie jestem już spocony. Czy oni nie potrafią zrobić czegoś, co samo się włączy, samo się uruchomi, przygładzi włosy, uśmiechnie się do mnie i zapyta – co mam dla ciebie zrobić? Czego chcesz?

A ja zziajany i nieco podenerwowany odpowiadam: - Chcę tylko tobą ku..a umyć zęby!

I robię to, co każdy mądry powinien zrobić na początku. Idę do kosza na śmieci, wyciągam resztki pudełka... i jest. Mała broszurka, jak zawsze – Instrukcja obsługi w dwudziestu językach.

 

 

Jak się rodzimy, to nie dostajemy instrukcji obsługi samego siebie. Zresztą na początku nie mamy jeszcze zbyt dużo funkcji: ssać, srać, ryczeć, spać.

Rolę instrukcji obsługi tradycyjnie pełnią starzy: mama (to ta do ssania) i tata (ten nie wiadomo po co jest).

I tak to trwa przez pewien czas, który mechanicy nazywają momentem rozruchu. Kluczyk przekręcony, albo guzik naciśnięty, sprzęgło wciśnięte i luz wrzucony. Mam rozruch, zanim wejdę na obroty.

To zaledwie pierwsza strona instrukcji obsługi.

 

Potem to już leci bez przerwy...

    • Otwórz buzię i weź jeszcze łyżeczkę za tatusia.

    • Nie ciągnij Ali za włosy.

    • To jest Ala, a to kot.

    • Nie garb się.

    • Weź ręce ze stołu.

    • Pocałuj ciocię.

    • .................

Dalej następuje przedszkole, szkoła, studia. Setki tysięcy instrukcji obsługi. Mają nam wyjaśnić, jak działa świat. Aha.

Lecz jakoś takoś w nas samych obudziła się prywatna i sekretna nasza własna instrukcja, która na te setki tysięcy gwoździ wbijanych w czaszkę mówi nam: - Olewaj to stary.

I od tego czasu zaczynamy wszystkie te kolejne instrukcje traktować wybiórczo. Oczywiście faceci bardzo pilnie studiują instrukcję obsługi kobiety, a te z kolei wkuwają na pamięć, jakie guziki i gdzie należy naciskać, aby opanować faceta.

 

A wszyscy dosyć szybko i powszechnie, oraz intuicyjnie starają się opanować kwintesencję egzystencji człowieka – jak robić forsę?

A tu jest wiele różnych trybów:

    • czy ma być lekko, łatwo i przyjemnie,

    • czy raczej wolę dobowy rytm – szósta pobudka, ósma na stanowisku, szesnasta mogę się zwijać, siedemnasta – hurra, mam wolne. I tak w kółko. Spoko, samo się kręci. Rytm mnie kręci. Dobry jestem – awansuję; niedobry – czołgam się dalej. I tak do emerytury;

    • a może powinno być ostro i na chama? Najpierw mały przekręt, potem większy. Temu cios w nos, a tamtemu w jaja. Kobiety są dobre w dużych dawkach. O tak – podstawiamy nóżkę. Albo przytrzaskujemy drzwiami... I pniemy, się pniemy do góry.

 

Tak, czy inaczej, instrukcja robienia forsy jest dosyć mglista i niedokładna, więc różnie to wychodzi. Oczywiście najlepiej jest urodzić się już bogatym. Lecz zazwyczaj jest tak, jak w tej ludowej mądrości: - urodziłeś się dziadem i dziadem umrzesz.

 

 

Mimo wszystko, ci najsprytniejsi cały czas starają się czytać ważne instrukcje obsługi. Niestety, jest ich niewiele. Pogardliwie nazywa się ich profesjonalistami.

Niestety gamonie, czyli cała reszta, ci co instrukcje olewają, specjalnie nie lubią profesjonalistów. Posłuchali swojej wewnętrznej instrukcji "Jak być gnuśnym i sprawiać wrażenie mądrego" i zdecydowali, że oni już zdali egzamin, więc nic więcej nie potrzebują i w każdej sytuacji dadzą sobie radę.

 

..................

 

Tu mała dygresja, jak taka postawa działa w praktyce. Właśnie kończy się sprawa Największego Przekrętu w Dziejach Polski – okradzenia państwa przy pomocy prostego triku, albo wytrycha pod nazwą podatek VAT, czyli okradania ciebie i mnie na drobne ćwierć biliona złotych ( 250 000 000 000 zł, albo dla emigrantów 70 000 000 000 USD).

 

Nad państwem z dnia na dzień czuwa rząd. Na czele rządu, z siłą tornado mogącą zdmuchnąć każdego i rozwalić wszystko, stoi premier. A do dbania o kasę i całą forsę państwa ma ministra finansów , wiceministrów, sekretarzy i podsekretarzy stanu, dyrektorów naczelników, kierowników. W sumie 2121 urzędników, co jest dwa razy więcej niż Wielka Brytania i lokuje nas w czołówce nepotycznych republik bananowych.

No dobrze, dajmy sobie z tym spokój, bo i tak o wszystkim decydują ci na samej górze. A jeżeli ci właśnie to klasyczne gamonie, na dodatek sami z siebie niezbyt błyskotliwi, żeby nie powiedzieć głupcy? Minister – jakiś podesłany międzynarodowy cwaniaczek, aby z przyczyn karnych nie użyć słowa hochsztapler. Jeden wiceminister to inżynier, a drugi nauczyciel.

No dajcie spokój! Powierzylibyście majątek narodowy kompletnym laikom i bezczelnym uzurpatorom?!

A premier Tusk powierzył. I wyglądał na zadowolonego.

A po latach minister finansów publicznie oznajmił przed sejmową komisją, że na VAT to on się nie znał. No jasne – instrukcja obsługi podatku VAT, prawdziwy pomiot szatański, szalejący wyłącznie w Europie, bo tu są najwięksi złodzieje i gangsterzy, a nie w Ameryce, jest tak zawiła i pokrętna, że teorie mechaniki kwantowej to mały bzdet.

Nie znał obyty w świecie minister, to co mają powiedzieć prowincjonalny inżynier i nauczyciel.

Nikogo więc z polskich obywateli nie powinno dziwić, że te rozbawione i nieświadome gamonie w MF zostały wyr..ne jak owce przez byka na pastwisku. I wspomniana suma poszła się walić. I jeżeli kolejny naiwniak nadal ma nadzieję, to niech sobie zanotuje,że tych pieniędzy już nigdy nie zobaczymy. Każdego z nas, z wszystkimi dzieciakami i starcami łącznie, okradziono przy pomocy tych lewusów z MF na 7 000 zł.

Ciekaw jestem, czy na takim Dzikim Zachodzie, w Rosji, u Arabów, czy w Republice Kongo, skończyłoby się to dla winowajców makabryczną karą – procesem przed Trybunałem Stanu. Raczej nie było by co zbierać ze szczątków jakie by pozostały. Taki Bernie Madoff, żyd, a jakże, za swój przekręt – pikuś w porównaniu z polskim VATowskim, dostał 150 lat więzienia. Najbardziej mi się podoba humor amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości – o zwolnienie warunkowe może się ubiegać po odbyciu 2/3 kary, czyli po 100 latach w pace.

Zamilczmy o tych palantach z Ministerstwa Finansów, którym się nie chciało przeczytać instrukcji obsługi podatku, bo nabawimy się chronicznej niestrawności.

 

Tylko jeszcze na koniec jedno, bo takie klasyczne pytanie kołacze się z tyłu głowy: - a może oni wcale nie byli takimi gamoniami, tylko chcieli za takich uchodzić, a powiedzmy z tego potężnego przekrętu uszczknęli sobie tylko 1%; jeden malutki procencik. Czyli, jeśli dobrze liczę, zaledwie 2 i 1/2 miliarda złotych. Albo prościej – dwa i pół tysiąca milionów.

 

 

Dajmy sobie spokój z tymi uzurpatorami – oszustami i durniami, którzy albo w swej nieposkromionej pysze, albo prowadzeni grzecznie na polityczny spacerek na krótkich smyczach, pokazali i nadal pokazują, że są skończonymi gamoniami, no może nie całkiem jeżeli chodzi o oszustwo i przekręty, którzy nigdy, żadnej poważnej instrukcji obsługi nie przeczytali.

 

......

 

Ale, ale – dość o tych aroganckich cwaniaczkach i spójrzmy na siebie.

Ja, zarozumiała pała, jako inżynier, w tym także specjalista od wdrożeń i instalacji zmuszony byłem, czy miałem na to ochotę, czy nie, przeczytać setki sążnistych instrukcji i to nie tylko obsługi, ale jeszcze gorszych – instalacji i uruchomienia.

Co często mogło doprowadzić do kompletnego zidiocenia. Posłuchajcie sobie o takim zadaniu – muszę zaprojektować najwyższy fragment masztu, na którym będzie zainstalowanych osiem przeróżnych anten przeróżnego przeznaczenia. Warunek pierwszy – musi to być najwyższy punkt na statku – czubek masztu. Wszyscy producenci tego żądają i to tłustym drukiem. Warunek – z już istniejących przyczyn konstrukcyjnych mam do dyspozycji tylko 5 metrów centralnie na maszcie nad mostkiem. Z przyczyn stabilności i sztywności musi to być, jak greckie duże pi, albo połączone dwa TT. Materiał typowa stal, rury dwucalowe, solidnie spawane, u fundamentu wzmocnione przyspawanymi trójkątnymi, calowymi wspornikami. A na koniec przyspawane jeszcze ośmiomilimetrowe pręty jako prowadnice i mocowanie dla kabli tych 8 anten.

I teraz słuchajcie – każdy z tych aroganckich producentów żąda, by jego antena była najwyżej i – o zgrozo – żeby jakakolwiek inna antena, czy nawet przeszkoda, była oddalona z jakiejkolwiek strony o co najmniej 1,5 metra.

Rozumiecie? Osiem anten, różnych tam grzybków, walców, czy klasycznych prętów, na pięciometrowej przestrzeni i jedna od drugiej oddalona o półtora metra! Każdy posłuszny (a Norwegowie tacy są aż do przesady) byłby tam w stanie umieścić zaledwie trzy anteny, wykonując zalecenia instrukcji instalacji. Ale ja znam tych cwaniaczków projektantów, bo sam kiedyś taki byłem. I te ich dodatkowe marginesy bezpieczeństwa i te ich ego, oraz nieuwzględnianie różnych emisji, mocy sygnału, rodzaju modulacji, polaryzacji, itd. Co to ich obchodzi? Mają swoją zabawkę i ma być ona dopieszczona. Więc nie oglądając się już na ich mądre rady i zalecenia, umieściłem anteny co 60 centymetrów, nieco różnicując wysokości (GPSy dwa najwyżej). I wszystko grało. Nie zapomnijmy, że na końcu takie instalacje są certyfikowane przez parę różnych towarzystw i instytucji zewnętrznych. Takich, jak DNV, czy Radio Holland.

Spieprzyłbym, to bym miał za swoje. A pierwszy i główny zarzut byłby jaki? Oczywiście! To, że nie przestrzegałem wymogów instrukcji.

Wniosek: do instrukcji trzeba podchodzić mądrze i ze zdrowym rozsądkiem. Skąd wiesz, że są one pisane przez mądrzejszych od ciebie?

 

..........

 

Tak więc żyjemy w gamoniowatym świecie. Mało kto zaznajamia się z niezbędnymi instrukcjami obsługi, a tym bardziej je przestrzega.

My, Polacy mamy w tym zakresie spore osiągnięcia. Kodeks Drogowy jest też dokładnie instrukcją obsługi – Jak prawidłowo i bezpiecznie poruszać się na drogach. Czyś ty pieszy, czy za kierownicą, masz w nosie Kodeks Drogowy. No chyba że wiesz, iż gdzieś w pobliżu czai się policja. Ponad 500 zabitych na drogach w ostatni długi weekend, to dowód na powszechną gamoniowatość narodu.

O! Widzisz, gdzie ja mam instrukcje obsługi! Ja? Ja?! JA?!!

 

Wszystko jest w porządku, gdy taki niedouczony gamoń jest skromny, przyzwoity i zna swoje ograniczenia. Po prostu taki styl życia sobie wybrał. Tak zwana powszechna olewka. To zazwyczaj fajni ludzie. I inteligentni.

 

Lecz niestety mnóstwo jest gamoni bezczelnych, agresywnych i przekonanych o swojej wyższości.

W obecnej dobie na dodatek mają jeszcze jedno zboczenie – to internet.

Oni MUSZĄ zabrać głos. A ponieważ od dzieciństwa przyzwoicie nie przeczytali żadnej instrukcji obsługi, to te ich, często napuszone udawaną wiedzą, wystąpienia, to jeden wielki bełkot.

O tak – my Polacy znamy się na wszystkim. Wyssaliśmy to z mlekiem matki, jak to mówią. Wiedzieć wszystko o wszystkim to dla nas stan naturalny (dwa najrzadziej używane przez nich wyrażenia to "nie wiem" i "przepraszam").

 

Mamy więc ogromną ilość "fachowców". Chyba obliczając na całkowitą ilość internautów najwięcej na świecie.

 

W mojej prywatnej klasyfikacji lewusów, gamoni, co to dobrze na niczym się nie znają, ale zawsze przywdziewają maskę eksperta, na czele rankingu stoją politycy. I zauważcie – im większy nieuk i gamoń, co to nigdy przyzwoitego podręcznika nie przeczytał, tym bardziej nigdy nie odpowiada na zadane mu pytanie. Kluczy, wije się, zmienia temat, by walnąć wyuczony przekaz, byleby tylko nie odpowiedzieć. Bo on nie wie. Ma w temacie pustkę w głowie. A do tego przenigdy nie może się przyznać.

 

Drugą grupę gamoni, co też gdzieś coś słyszeli, może nawet zajrzeli do Wikipedii, ale nie są w stanie pojąć, że to za mało., że trzeba znać instrukcję obsługi tematu, podręcznik, źródło, czy prawdziwe dokumenty, to internetowi komentatorzy. Ile tu jest głupot, kłamstw i fałszu z powodu tej gamoniotowści.

 

Nie weźmie taki do ręki instrukcji, tylko posłucha ulubionego złotoustego kaznodziei i już wie wszystko.

 

Powodzenia!

 

 

.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 3.9 (głosów:15)

Komentarze

"Instrukcja obsługi" to "literatura" z której nie tak wielu ludzi umiejących czytać ze zrozumieniem decyduje się korzystać - zaczynając użytkowanie jakiegoś nowo nabytego urządzenia.

Ale też - wciąż wspominam instrukcje które, tłumaczone zapewne przez automatycznego tłumacza z języków obcych na polski - były absolutnie niezrozumiałe! Czytanie ich było stratą czasu.

Przy okazji - podobno jakaś amerykańska instrukcja obsługi zaczynała się od zdania:

Dziękujemy Państwu, że po wielu bezskutecznych próbach uruchomienia naszego sprzętu - zdecydowaliście się Państwo zaglądnąć do naszej instrukcji obsługi.

Pozdrawiam,

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

_________________________________________________________

Nemo me impune lacessit - nie ujdzie bezkarnie ten, kto ze mną zacznie

katarzyna.tarnawska

#1601044

Witaj

Nie tylko "literatura" . To przede wszystkim prawa naturalne. Ich szkic dał nam Stwórca w postaci Dziesięciu Przykazań. A potem najważniejsi są rodzice. To ich największym obowiązkiem jest wbicie do głowy, co jest dobre, a co złe.

Wydaje się, że coraz rzadziej to czynią. I wyrastają dziwolągi, takie niedokończone stworzenia, które nazwałem gamoniami.

Z moich osobistych doświadczeń wydaje mi się, że Polacy są o wiele inteligentniejsi, a co istotne - sprytniejsi od Norwegów. Mimo to im żyje się znacznie lepiej jako naród. Bo o wiele sztywniej trzymają się zasad. A my lubimy je łamać.

Poza tym, jak Polakowi coś się tłumaczy, to on zazwyczaj w połowie przerywa i mówi: - No dobra, już wiem. A guzik wie. Wie tylko połowę i sądzi, że mu to wystarcza. A na dodatek zazwyczaj nie rozmyśla o tym, co się dowiedział, by sobie to dobrze zakodować.

Codziennie, parę razy stoję na skrzyżowaniu. Czekam, aż przejadą auta, głównie z lewej strony. 80% z nich skręca w prawo, więc mógłbym przejechać. Ale nie mogę. Bo większość z nich włącza kierunkowskaz wtedy, gdy już skręcają. Nie są w stanie pomyśleć, że kierunkowskaz jest po to, by pokazać zamiar skręcenia, a nie po to, by wyłącznie podkreślić samo skręcanie.

Czy to nie jest gamoniowatość, czy jak to inaczej nazwać?

 

Pozdrawiam

 

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-1
#1601088