Prawo bez etyki to lewo

Obrazek użytkownika xiazeluka
Blog

Kolega Miki przypomina nieco Platona z fryzurą Pendereckiego. „Nieco”, ponieważ fryzura przeważa.

Skąd ten budzący niestosowne wrażenie personalny wstęp? Nie jest to tania złośliwość sfrustrowanego polemisty, raczej brutalnie podkreślony ryt światopoglądowy naszego Kolegi. Proszę:

…prawo było pierwsze, bo jak silniejszy zabrał słabszemu żarcie, to zadziałało prawo, jak słabsi ustalili, że zrobił nieładnie, powstała etyka. Czyli najpierw musiało być prawo, bo bez niego nie ma etyki.

To nie jest żadna pomyłka, ponieważ Miki pisze to samo raz jeszcze innymi słowy:

W polityce moralność nie istnieje, liczy się dobro całego społeczeństwa i skuteczność. Dlatego dyplomacja jest niejawna, wybory są tajne, a wybranych przedstawicieli nie można pociągac do odpowiedzialności za niedotrzymanie wyborczych obietnic w trakcie trwania kadencji.

Co prawda powyższy cytat nie dotyczy prawa, lecz polityki, niemniej można wybaczyć Mikiemu roztargnienie, kontekst wszak jest jasny, a muzyka Pendereckiego melodyjna. I wszystko byłoby w najlepszym porządku – po prostu Miki w nieco mniej błyskotliwy sposób powtarza aforyzm Nicponia („Gdzie siła, tam prawo”). Niestety Miki zamiast poprzestać na kopiowaniu postanowił nadać wywodowi swoje oryginalne piętno:

System obejmuje określone terytorium, i jak chcesz mieszkać z nami pod jednym niebem, to stosujesz się do naszych reguł, albo wypad.

Ów budzący grozę pogan niebiański System to naturalnie znowuż pochwalne odniesienie do prawa stojącego przed etyką (jak widać egzegeza tekstów Mikiego to prawdziwe wyzwanie dla badaczy). Miki, jak na rasowego filozofa przystało, nigdzie wprost nie napisał, że w takim przypadku prawo jest nieetyczne, jednak z powyższych cytatów przebija to wystarczająco wyraźnie. Wniosek naszego znajomego filozofa jest zatem taki: etyka to rzecz wtórna wobec prawa, a prawa każdy zobowiązany jest przestrzegać. W tym momencie Miki nieodmiennie stawia wielką kropkę, po czym przystępuje do zaciętej obrony zajętej pozycji. Wielka szkoda, ponieważ konsekwencje takiego normatywu są równie zajmujące.

Miki twierdzi, że prawo to na przykład przepis „w każdy piątek policja ma obowiązek zamordować tuzin niemowląt”. Silniejszy stanowi prawo nie licząc się z etyką, zatem może taką ustawę sobie uchwalić, no bo dlaczego nie? Słabsi, czyli rodzice noworodków zwołali zebranie, na którym jednomyślnie doszli do wniosku, że wola Tyrana to łajdactwo, tworząc w ten sposób zręby etyki. Ta świeża moralność w skali całego społeczeństwa jest jednak nieważna - rodzice noworodków to wszak mniejszość, a decyduje silniejszy (czyli większość: parlament, hegemon, okupant). Rzecz można więc łatwo zdefiniować: prawo jest nieetyczne.

Nieetyczne prawo wzbudza niezadowolenie. Jeśli znajomy miejscowego sołtysa spali komuś chałupę i uniknie odpowiedzialności, bo sołtys wstawił się za nim i jego kamaryla jest silniejsza od biednych pogorzelców, to zirytowana będzie cala okolica, a nie tylko ofiary. Powód jest oczywisty – skoro nie ma sprawiedliwości, panuje samowola, to pomijając podświadome poczucie zaszłej niesprawiedliwości dojdzie do głosu całkiem wymierna obawa: spalili jednych, mogą spalić i drugich, bo prawo silniejszego ich chroni.

Miki uważa, że jest to stan całkowicie normalny, naturalny, oczywisty i – achtung, achtung – konieczny do zaakceptowania, bo jak się nie podoba, to wypad.

I tu jest punkt krytyczny – Miki ż ą d a od społeczeństwa, by podporządkowało się nieetycznym rozwiązaniom prawnym. Domaga się akceptacji dla niesprawiedliwości, umiłowania tyranii i podporządkowania sprzecznej z intuicją sytuacji. Odrzucenie etyki uważa za ważniejsze od dobra całego społeczeństwa. Tylko: co to za dobro, skoro jest nieetyczne?

Nie wiem, czy Kolega Miki czytał prozę Janusza Zajdla – powieści „Limes interior” i „Paradyzja” bardzo ładnie przedstawiają świat opanowany przez prawo nie mające alibi w postaci etyki. Jeśli tak, to wie o co mi chodzi. Jeśli nie – to jest okazja, aby nadrobić braki w wykształceniu. Jednak nawet bez odwoływania się do literatury fantastyczno-naukowej można bez trudu wskazać przykłady oporu wobec tak rozumianej regulacji organizacji społeczeństwa.

Oczywistym jest, że prawo sprzeczne z etyką (w skrócie – lewo) nie będzie przestrzegane. Trudno wymagać od ludzi, by stosowali się do przepisów, które mają za nic wszelkie wartości. Jeśli lewo stawia tylko wymagania nic nie oferując w zamian, to jaki ludzie mają interes w jego przestrzeganiu? Jeśli lewo narzuca rozwiązania niekorzystne dla jednostki, to atawistyczną siłą rzeczy jednostka spróbuje lewo obejść, oszukać, naciągnąć, uniknąć.

Skutek jest oczywisty – lewo nie jest katalogiem uznanych powszechnie zasad, lecz regulaminem obozu koncentracyjnego. Takiego lewa się nie szanuje, zatem jego stosowanie opiera się wyłącznie na przemocy. To fasada, zupełnie jak ściana stodoły na zwierzęcym folwarku. Hochsztaplerstwo ubrane w wielkie słowa i osłaniane starożytnymi aforyzmami z duraleksem na czele. Budowla chwiejna, nieszanowana i ogólnie sabotowana. Jak taki katalog totalitarnych przepisów może być jednocześnie społecznym dobrem?

No – nie może. A to oznacza, że kolega Miki coś przeoczył. Albo że ma pomysł na nowoczesne zarządzanie gułagami, chociaż nie chce się do tego przyznać. Gdzie lewo, tam przemoc.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

bo ten, jako pogromca lewactwa może być przez Mikiego nie uznawany.

Ale Sofoklesa to chyba przerabiał w szkole średniej.

Jestem ciekaw czy prawo-lewny Miki współpracowałby z naszym okupantem w czasie II WŚ czy nie? Każda z jego odpowiedzi na to pytanie świadczyłaby wiele o "autorze".

Pozdrawiam serdecznie

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

 
Pozdrawiam
ŁŁ
Ps. Czujcie się zaproszeni do serwisu społecznościowego dla fachowców: hey-ho.pl

#13238

ma skrzywienia pokumusze,bez których nie mógłby egzystować poprawnie,pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#13240