Sami swoi i nie ma mocnych

Obrazek użytkownika kataryna

Polska: To
co Pan chciał załatwić z nim na cmentarzu? (...) Przecież to sceneria
jak z gangsterskiego filmu. (...) Zachowują się Panowie jak przestępcy:
spotykacie się na cmentarzu, a informacje o spotkaniu przekazujecie
sobie przez osoby trzecie. (...) O czym rozmawiał Pan z Sobiesiakiem na
cmentarzu?

Zbigniew Chlebowski: Rozmawialiśmy
o jakichś sprawach dotyczących Czorsztyna i konflikcie między PO a PiS.
(...) Po tygodniu Sobiesiak zadzwonił do mnie z zupełnie innego numeru
telefonu. Mówił dokładnie o tej samej sprawie co na spotkaniu na
cmentarzu w Marcinowicach.

Rozmówców Chlebowskiego nie zainteresował wpleciony przez niego wątek
"jakichś spraw dotyczących Czorsztyna", szkoda, bo odpowiedź mogłaby
rzucić nowe światło na zakres interesów jaki Sobiesiak załatwiał z
Chlebowskim, i skalę jego zaangażowania w  życie Platformy. Wywiad
Chlebowskiego był zapewne autoryzowany przez jego prawnika i speców od
PR-u, nic co się w nim pojawiło nie jest przypadkowe, także ten rzucony
mimochodem Czorsztyn. 

Dziennikarze zignorowali podrzucony im przez Chlebowskiego temat
Czorsztyna, uznając, że to zmyłka, a jedyne co powinno ich interesować
w relacjach Sobiesiak-Chlebowski, to ustawa hazardowa. Tymczasem może
się okazać, że to co pominęli, jest równie ciekawe. Nie wiem jeszcze co
to może być, ale niewykluczone, że mają z tym związek dwie inne znane
ze stenogramów rozmowy Sobiesiaka, zarejestrowane na kilka dni przed
spacerem na cmentarz.

***

26 sierpnia Ryszard Sobiesiak dzwoni do Lecha Janczy, małopolskiego działacza PO, w sprawie niezwiązanej z ustawą o grach losowych.

Ryszard Sobiesiak: Ja mam teraz zakaz dzwonienia, bo tam jakieś sprawy załatwialiśmy i nie chcę dzwonić, żeby nas k... nie kojarzyli.

29 sierpnia do Ryszarda Sobiesiaka dzwoni Andrzej Stoch , małopolski biznesmen. Stoch w rozmowie dotyczącej małopolskiej PO pyta o spotkanie Chlebowskiego z Drzewieckim i jego wyniki.

Ryszard Sobiesiak: W
tym tygodniu mieli się spotkać. (...) Dzisiaj jest sobota, no to może
dzisiaj wieczorem albo jutro rano zadzwonię do tego do domu i zapytam,
co jest grane.

***

Najwyraźniej Sobiesiak zgodnie z obietnicą zadzwonił zapytać "co jest
grane" i co wynikło z rozmów Chlebowskiego z Drzewieckim w sprawie,
którą interesował się Stoch (a być może też wcześniej Janczy) i umówili
się na spotkanie na cmentarzu w celu spokojnego omówienia sprawy. Gdyby
chodziło o Czorsztyn, to faktycznie splatają się tam interesy wielu
wpływowych osób, w tym Janczego, Stocha i Sobiesiaka, a wszystko
powiązane jest ściśle z lokalną Platformą. Nie siedzę w temacie, i nie
zamierzam się wgryzać, więc tylko wrzucę kilka głośnych niedawno spraw,
które zdają się mieć wspólny punkt zaczepienia, a razem układają się w
bardzo ponury obraz, którego mottem może być inny cytat z
Chlebowskiego, o tym, że wpływowy partyjny działacz jak chce, to może w
Polsce wszystko.

Portal Podhale24.pl: Zarówno Stoch jak i Janczy
tłumacząc się z tych kontaktów potwierdzili, że znają Sobiesiaka, ale
ta znajomość na charakter towarzyski. (...)  Te znajomości nie mają
charakteru wyłącznie towarzyskiego - twierdzi tymczasem poseł PiS z
Raby Wyżnej Edward Siarka. - To nie są przypadkowe kontakty - tak
wyjaśnia fakt, że biznesmen dzwonił do Janczego i Stocha. - Tak na
dobrą sprawę chodzi o tereny wokół Jeziora Czorsztyńskiego . Nie jest tajemnicą, że Sobiesiak mocno działa w branży turystyczno-rekreacyjnej i jest zainteresowany takimi terenami jak te wokół jeziora .
Za przykład tego, że jest w tym wiele prawdy, służą fakty, że Stoch i
Janczy są albo interesami, albo swoją pracą związani z jeziorem i
terenami wokół jeziora. Stoch jest byłym właścicielem Osady
Turystycznej Czorsztyn - terenu nad jeziorem z kompleksem zabytkowych
budynków (przekazał ją córce), którą kupił od gminy Czorszyn i
właścicielem terenów nad jeziorem. Janczy jest z kolei byłym wicewójtem
gminy Czorsztyn i to za czasów jego władzy w gminie sprzedano udziały
OT Stochowi. Obecnie zaś Lech Janczy jest pełnomocnikiem zarządu
Zbiorników Elektrowni Wodnych Czorsztyn Niedzica ds. dzierżawy i
wynajmów.

Tygodnik Podhalański: Zespół Elektrowni Wodnych Niedzica – łup wyborczy Platformy Obywatelskiej .
Działacze partii Tuska wzięli wszystkie kluczowe stanowiska w
państwowej spółce. Jaki klucz partyjny? Skąd te przypuszczenia? (...) –
obrusza się Grzegorz Podlewski , od niespełna roku prezes Zespołu Elektrowni Wodnych Niedzica
– wartej ponad 220 milionów złotych spółki skarbu państwa, a od
niedawna – ochronki dla wierchuszki pienińskich działaczy Platformy
Obywatelskiej. (...) Osoby związane z ZEW nie mają wątpliwości, że
prezes został przysłany w Pieniny z partyjnego nadania. – Jeszcze zanim
został ogłoszony konkurs, jeden z dobrze rozstawionych w PO kierowników
rozpowiadał w firmie, że szefem będzie człowiek ze Śląska .
(...) Od wielu miesięcy w ZEW krążyły pogłoski, że kolejnym
„pewniakiem” do objęcia wysokiego stanowiska w spółce jest również szef
pienińskich struktur PO, były wójt Czorsztyna, Lech Janczy . Domysły ziściły się w ubiegłym tygodniu, kiedy to lider partyjny odebrał nominację na pełnomocnika zarządu do spraw „dzierżawy i wynajmów” . (...) Zespół Zbiorników Wodnych Niedzica SA – spółka skarbu państwa (...) Spółka prowadzi zakrojoną szeroko działalność turystyczną . Do
ZEW należy zespół wyciągów narciarskich Polana Sosny w Niedzicy, a
także szereg hoteli, pensjonatów, restauracji i miejsc biwakowych,
położonych na atrakcyjnych działkach wokół Zbiornika Czorsztyńskiego .

Newsweek: Spółka związana z przyjacielem ministra Aleksandra Grada dostała w dzierżawę atrakcyjny obiekt sportowy na Podhalu . A dostała go od skarbu państwa, którym zawiaduje Aleksander Grad . Podlegająca Gradowi spółka Zespół Elektrowni Wodnych (ZEW) zarządza słynnym zalewem czorsztyńskim . To jedno z najbardziej malowniczych miejsc w Polsce, a zarazem rentowna firma energetyczna. Gdy
po wyborach rozpoczęło się przejmowanie spółki przez ludzi Platformy,
prezesem został Grzegorz Podlewski, szef koła PO w Tychach .
Czemu? W rozmowie z „Newsweekiem” minister Grad stwierdził, że zależało
mu, by prezesem ZEW był ktoś spoza „układów podhalańskich”. Padło na
swego — okazuje się, że Podlewski
był kiedyś pełnomocnikiem spółki Agemark, której głównym udziałowcem
jest Niemiec Paul Rogler. O tej firmie było ostatno głośno — jest ona
właścicielem podkrakowskiej willi, w której za darmo mieszka rzecznik
rządu Paweł Gra ś. Podlewski szybko wziął się do pracy. Część majątku ZEW wynajął firmie związanej z przyjacielem ministra Grada .
Otóż do ZEW — obok tamy — należą także malowniczo położone tereny
turystyczne. Jest tam m.in. oświetlony stok narciarski z wyciągami.
Przez ostatnie lata wyciąg obsługiwała spółka dwóch pracowników ZEW.
Prezes Podlewski podjął jednak decyzję o wydzierżawieniu wyciągów
firmie Czorsztyn-ski, której wieloletnim udziałowcem i członkiem rady
nadzorczej był Franciszek Gryboś, bliski kolega Grada od czasu studiów. Gryboś to także główny biznesowy partner rodziny Gradów . Jest udziałowcem i prezesem potężnej firmy geodezyjnej MGGP, w której udziały ma równocześnie żona ministra — Małgorzata Grad .
(...) Gryboś zakładał MGGP wraz z Gradem. Minister przepisał udziały na
źonę w 1997 r., kiedy zajął się polityką. Jednak jeszcze do 2002 roku
Grad był przewodniczącym rady nadzorczej MGGP. A członkiem tej rady był
jego syn Paweł.Jak ustalił „Newsweek” Gryboś i inni szefowie MGGP to główni sponsorzy kampanii wyborczych Aleksandra Grada .
W 2005 r. wpłacili na jego kampanię 80 tys. zł (z czego 20 tys. złotych
Małgorzata Grad). W roku 2007, kiedy limity wpłat były mniejsze, datki
wyborcze od ludzi MGGP sięgnęły 42 tys. zł (w tym od żony — 14 tys.
zł). Wpłaty od darczyńców spoza MGGP były sporadyczne.

Rzeczpospolita: Firma
geodezyjno-projektowa MGGP wygrywa przetargi organizowane przez agencje
rządowe i spółki Skarbu Państwa. Udziały w niej mają żona Aleksandra
Grada i jego kolega . (...) Dominują kontrakty podpisane z
państwowymi agencjami i urzędami centralnymi oraz spółkami Skarbu
Państwa (...) MGGP realizuje też duże kontrakty dla samorządów. (...) Prezes spółki MGGP Franciszek Gryboś zaprzyjaźnił się z Aleksandrem Gradem jeszcze podczas studiów
na krakowskiej AGH. (...) Media sugerowały, że dynamiczny rozwój spółka
zawdzięczała ówczesnemu posłowi Aleksandrowi Gradowi. MGGP zarzucano
m.in., że wygrywa przetargi
organizowane przez ARiMR, gdy Grad był szefem sejmowej podkomisji
monitorującej wdrażanie dla ARiMR Zintegrowanego Systemu Zarządzania i
Kontroli (IACS). (...) W ostatnich dwóch latach tylko z oddziałami
Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad w Łodzi, Krakowie,
Rzeszowie i Warszawie MGGP podpisała 11 kontraktów o wartości ponad 50
mln zł. (...) MGGP jest też jednym z głównych wykonawców dla ARMiR na
kontrolę gospodarstw rolnych, które korzystają z unijnych dopłat. W
2007 r. spółka za kontrolę w województwach małopolskim i łódzkim
dostała ponad 5,5 mln zł .

Dziennik: Spółka
MGGP - której udziałowcem był Aleksander Grad, a teraz jest jego żona -
ma milionowe kontrakty od państwa, m.in. na wykonywanie map lotniczych .
Z powodu nieprawidłowości przy wykorzystaniu tych map do rozdzielania
unijnych dopłat, Unia nałożyła na Polskę 400 milionów złotych kary -
pisze "Najwyższy Czas". Polska musi zapłacić 400 milionów złotych kary za to, że źle przygotowała mapki lotnicze do wniosków o dopłaty rolne . Okazuje się, że najwięcej nieprawidłowości było tam, gdzie zdjęcia wykonywała spółka MGGP, założona przez Aleksandra Grada
- pisze tygodnik. Spółka MGGP zarobiła 11 milionów złotych na wykonaniu
map lotniczych. Okazało się jednak, że są one nieprawidłowe, dlatego
Unia ukarała Polskę. Choć resort rolnictwa zapowiedział, że Polska
odwoła się od wyroku, to małe są szanse na wygranie. Według
Unii najwięcej nieprawidłowości zanotowano w Małopolsce i województwie
łódzkim. Tam, gdzie według "Najwyższego Czasu" działała MGGP .

***

Przepraszam, trochę odbiegłam od tematu Sobiesiaka, ale włączył mi się
ciąg skojarzeń, zresztą może nie tak całkiem bez sensu. Niech to będzie
uzupełnienie poprzedniej notki o wszechmocy partii, niby to wszystko
wiemy, ale zestawione razem daje ponury obraz.

Nie wiem o jakich czorsztyńskich sprawach mógł rozmawiać Chlebowski z
Sobiesiakiem, nie rozumiem też dlaczego wrzucił w swój pierwszy wywiad
po wybuchu afery nowy wątek, który może sprowokować niepotrzebne
węszenie wokół i tak już zagrożonych wspólnych interesów. A przecież,
jako się rzekło, wywiad był z pewnością autoryzowany, więc gdyby się
Chlebowskiemu spontanicznie wyrwało co było przedmiotem tajnych
podaguch z Sobiesiakiem, miał okazję to wyciąć, tym bardziej, że
dziennikarze nie wyrazili żadnego zainteresowania tematem (przez chwilę
się nawet zastanawiałam, czy Czorsztyn nie został wręcz dopisany w
autoryzacji i stąd całkowity brak reakcji dziennikarzy). Może to jakiś
mesydż Chlebowskiego do kolegów. Bo czy mogą ryzykować porzucenie
kolegi, któremu mogłoby się zebrać na większą szczerość w sprawie
rozmaitych czorsztyńskich interesów i interesików? Zacytowałam tylko
kilka znanych spraw, które szczęśliwie nigdy nie wzbudziły większego
zainteresowania, ale odpowiednio nagłośnione i pospinane ze sobą
mogłyby ułożyć się w obraz nawet dla wiernych wyborców nieciekawy.

Kończę zanim sama uwierzę w scenariusze jakie prowokuje dziwny
charakter rozmów i spotkań Chlenowskiego. Trudno jednak nie zauważyć,
że Sobiesiak był obecny w życiu Platformy w dużo większym stopniu niż
tylko jako natrętny i konsekwentnie spławiany interesant w sprawie
jednej ustawy. Dużo o Platformie wiedział, chętnie z nim o niej
rozmawiano, w ogóle był bardzo zaopiekowany, jak na przelotną,
nieistotną i wstydliwą znajomość. A to Drzewieckiemu kije podrzucił i
przy okazji lokalizację "orlika" skonsultował, a to Rosołowi zlecał
pilotowanie lokalnej sprawy pozwolenia na salon gier na Żoliborzu, a to
szefa klubu parlamentarnego partii rządzącej wtajemniczał w szczegóły
swoich problemów z koncesją, o omawianiu ustawy hazardowej nie
wspominając. A wkrótce okaże się pewnie, że miał też interesy w
opanowanym przez Platformę Czorsztynie.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

"Dziennikarze zignorowali" oj ,wiele ignorują .
"Orliki" i wykonawcy ,przetargi ,specyfikacje .
Każdy z tych "Orlików" to prawie 1.000.000. zł
"Firmy"- rejestrowane na chwilkę przed przetargami .
Łupy dla lokalnych działaczy PO ?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#35928