Jak dziś uczyć historii?

Obrazek użytkownika Przemysław Mandela
Historia

Historia jest przeciwko tym, którzy jej nie rozumieją – jak powiedział w jednym z pierwszych odcinków kultowego serialu Dom, pułkownik Poznański, grany przez niezapomnianego Henryka Bistę.

Autor niniejszego bloga lubi odwoływać się tego cytatu, ponieważ jak żaden inny oddaje on sens i prostotę braku zrozumienia procesów historycznych. Nie tylko tych ostatnich. Każdych.

Jak więc dziś należy uczyć historii – nauki przez wielu znienawidzonej od czasów ław szkolnych, a w najlepszym wypadku traktowanej jako balast, coś co trzeba jak najszybciej wyprzeć z pamięci, by móc żyć przyszłością?

Jak powinien wyglądać proces nauczania historii w szkołach, ponieważ jak pokazuje chociażby ostatni sondaż dotyczący wiedzy Polaków na temat Powstania Styczniowego, obecna forma zwyczajnie swojego zadania nie spełnia?

To niezwykle skomplikowane i złożone pytania, Szanowny Czytelniku. Autor nie zamierza przedstawić na łamach tego bloga gotowego rozwiązania tego problemu, które jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki odmieni zatrważające wyniki sondaży na temat znajomości Polaków ich własnej przeszłości. Nie działa to w ten sposób, choć kolejnym reformatorom rodzimej oświaty może wydawać się, że znalezienie takiego cudownego sposobu na poprawę poziomu nauczania jest jak najbardziej w ich zasięgu. Zmiana podejścia do własnej historii (szczególnie u ludzi młodych) to proces żmudny i długi. Wymaga czasu, nie dając w zamian żadnej gwarancji sukcesu, a do tego wymaga współpracy w tej materii zarówno uczonych jak i uczących.

Autor wie o czym pisze, Szanowny Czytelniku. W toku swoich studiów spotkał na swojej drodze wielu ludzi, którzy byli przygotowywani do nauki historii w szkołach. W większości byli to ludzie pełni pasji i poczucia olbrzymiej odpowiedzialności jaka na nich spoczywała. Doskonale zdawali sobie sprawę, że będąc często pierwszym kontaktem młodych ludzi z tą niezwykłą materią, od nich samych zależało na ile uda się dzieciakom zaszczepić jeśli nie pasję to przynajmniej szacunek i zrozumienie dla wykładanego przedmiotu. To właśnie oni mieli wykonać pierwsze szlify na diamentach, które w przyszłości będą decydować o obliczu polskiej historii.

Idealizm jest jednak domeną ludzi młodych i często nie wytrzymuje brutalnego starcia z rzeczywistością.

Ci nieliczni, którym udało się znaleźć pracę w zawodzie błyskawicznie są sprowadzani na ziemię i upychani pomiędzy ciasne ramy programu nauczania, okrajanego z kolejnych godzin lekcyjnych. Pasje zastąpiła, przyprawiająca o odruch wymiotny rutyna, a poczucie misji nierzadko ustąpiło miejsca poczuciu błędnie dokonanego życiowego wyboru. Chcąc nie chcąc ci młodzi nauczyciele historii przeobrażają się z krzewicieli wiedzy o przeszłości w jej najgorszą możliwą reklamę. Z tym, że ich postawa nadal ma wpływ na młodych ludzi – tyle tylko, że odwrotny od wcześniej zamierzonego.

Nie dotyczy to oczywiście wszystkich, ale autor jest pewny, że odsetek takich nauczycieli jest znaczny, może nawet wprost proporcjonalny do wyników cytowanego wcześniej sondażu?

Tymczasem historia to nie tylko trudne do zapamiętania i zupełnie nieprzydatne w normalnym życiu daty czy powiązane z nim wydarzenia (966 – Chrzest Polski, 1410 – Bitwa pod Grunwaldem, 1944 – Powstanie Warszawskie, czy szereg innych niezbędnych dat z kanonu polskiej historii) to przede wszystkim związki przyczynowo-skutkowe, czyli procesy, które doprowadziły nas aż do roku 2013. Od dokładnych dat dziennych czy nawet rocznych są właśnie specjaliści, którzy je w odpowiedniej chwili przypomną, nie ma potrzeby wkuwania ich na pamięć tylko po to, by po 45 minutach z ulgą zapomnieć. Sprowadzenie historii tylko do roli kalendarium jest wyrokiem śmierci na tym przedmiocie i taką właśnie śmierć oglądają polscy uczniowie w setkach polskich szkół. Czy trudno jest się nam później dziwić, że uważają ten przedmiot za zupełnie zbędny, a na dodatek martwy?

Jak pewnie zdążył Szanowny Czytelnik słusznie zauważyć autor stawia więcej pytań aniżeli odpowiedzi, a to problemowi, którym się zajmujemy bynajmniej nie pomaga. Przejdźmy więc do meritum i zastanówmy się co zrobić, aby naukę historii przystosować do dzisiejszych realiów.

Kolejnym poważnym problemem w upowszechnieniu wiedzy historycznej wśród młodzieży, poza wymienionym wcześniej sprowadzaniem jej do roli nudnego kalendarium, jest jej przedstawianie w sposób wybitnie schematyczno-rocznicowo-teatralny. Autor niniejszego bloga nie jest pierwszą osoba zwracającą na to uwagę, do podobnych wniosków doszedł także Adam Sikorski – dziennikarz i historyk, szerszemu gronu znany bardziej jako prowadzący programu Było, nie minęło. Pan Sikorski w obszernym wywiadzie dla styczniowego numeru Focusa Historia zwraca uwagę, że nauka o przeszłości oderwana kompletnie od poczucia bliskości tematu jest siłą rzeczy nudna i nieatrakcyjna.

Aby historia mogła oddziaływać na wyobraźnie młodych ludzi konieczne jest właśnie wykazanie tej bliskości, namacalności. Sucho i beznamiętnie opracowane w notkach biograficznych postacie muszą nabrać oblicza ludzi z krwi i kości, tak by czytając o nich można było poczuć namiastkę ich motywacji, czy problemów z którymi się mierzyli. Jednym słowem historia musi zyskać w podręcznikach ludzkie oblicze, ponieważ to właśnie ludzie ją tworzyli. Często anonimowi, ale zdecydowanie częściej znani z imion i nazwisk, swoich profesji oraz poglądów.

Pomimo, iż brzmi to niezwykle górnolotnie, a może nawet naiwnie istnieje sposób, aby nauce o dziejach minionych nadać takie właśnie ludzkie oblicze. Można tego dokonać za pośrednictwem pamiętników oraz relacji wówczas żyjących. Ten kto choć raz sięgnął w swoim życiu po takie właśnie historyczne źródło nie powinien mieć wątpliwości, że jest to opowieść wciąż żywa, nacechowana człowieczeństwem piszącego, a nie jedynie sucho przytoczonymi zwięzłymi informacjami encyklopedycznymi. O ile ciekawiej wyglądałyby lekcje historii poświęcone właśnie Powstaniu Styczniowemu czy tragicznych latach drugiej wojny światowej, gdyby uczący się mieli dostęp do relacji z pierwszej ręki na temat tych wydarzeń, opatrzonych jedynie krótkimi informacjami, pozwalającymi zrozumieć okoliczności spisania tych fascynujących opowieści.

Jak bardzo historia ożyłaby, gdyby młodym ludziom przedstawić za pośrednictwem tych źródeł przeszłość ich własnych okolic czy regionów? Gdyby zamiast do znudzenia czytać o programach Białych i Czerwonych za pośrednictwem relacji pamiętnikarskich poznali okoliczności kształtowania się takiej a nie innej historii na ich własnym podwórku?

Być może warto zastanowić się w obliczu kolejnych cięć godzin nauczania tego przedmiotu jak sprawić, by młodzież podczas 45-minutowych lekcji zwyczajnie połknęła bakcyla, a do reszty tak forsowanych w systemie nauczania informacji dotarła być może sama? W końcu wiele do stracenia tak naprawdę nie ma, stan wiedzy młodych Polaków o ich przeszłości i tak jest zatrważający pomimo usilnych prób uświadomienia im jak bardzo krótkowzroczna była polityka zagraniczna Zygmunta III Wazy.

A może właśnie dlatego?

PS. Przy okazji tego wpisu dotyczącego sposobu nauczania historii w szkołach jak i samego podejścia do przedmiotu ze strony nauczycieli, autor chciałby pozwolić sobie na małą prywatę (wolno mu, w końcu to jego blog). Otóż należy z całą mocą podkreślić, że we wspomnianej wcześniej niezwykle trudnej sytuacji edukacyjnej funkcjonują nauczyciele niezwykli, którzy nie zatracili swej pasji pomimo wieloletniego stażu i w dalszym ciągu potrafią zaszczepić zarówno fascynację jak i poszanowanie czy zrozumienie wagi nauki jaką jest historia. Autor niniejszego bloga miał szczęście poznać w procesie swej edukacji takich nauczycieli zarówno w okrytym dziś złą sławą gimnazjum jak i liceum.

Słowa te chciałby skierować do Pani Renaty Staniec oraz Pana Seweryna Smędry. Jeżeli moc Internetu sprawi, że dane Wam będzie przeczytać ten tekst, wiedźcie, że autor uważa Was za swego rodzaju rodziców tętniącej w nim od wielu lat pasji. To głównie za Waszą sprawą oraz tego w jaki sposób potrafiliście przekazywać posiadaną wiedzę, autor może dziś mówić o sobie jako historyku.

Za wzór obrał najlepszych.

Dziękuję Wam.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Każdy dobry nauczyciel historii mówi swoim uczniom,że nie muszą wiedzieć kiedy odbyła się bitwa pod Grunwaldem, ale powinni umieć się tego dowiedzieć.

Ponieważ teraz mamy internet, to wszyscy sądzą, że umieją się tego dowiedzieć. A to nieprawda. Niestety.

Pozdrawiam

PS. Szereg trafnych spostrzeżeń i postulatów. Ale gubią się w ogólnikach. Niestety.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#329277

"Szereg trafnych spostrzeżeń i postulatów. Ale gubią się w ogólnikach. Niestety."

Nie miałem na celu przedstawienia tutaj cudownego lekarstwa na stan polskiej oświaty czy też napisania programu kolejnej reformy:) Ot po prostu zawarłem tutaj kilka swoich przemyśleń inspirowanych m.in. naszą ostatnią dyskusją, a raczej jej niezwykle cenną pointą o stanie wiedzy naszego społeczeństwa.

Pozdrawiam, Przemysław Mandela

"Nie ma lepszej pożywki chorobotwórczej dla bakteryj fałszu i legend, jak strach przed prawdą i brak woli"
- Józef Piłsudski

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

"Nie ma lepszej pożywki chorobotwórczej dla bakteryj fałszu i legend, jak strach przed prawdą i brak woli"
- Józef Piłsudski

#329303

Stan wiedzy historycznej społeczeństwa jest prostą funkcją stanu wiedzy jego członków.

A ilu owych członków zna swoje historie rodzinne na choćby trzy pokolenia wstecz?

Polacy - także w efekcie obiektywnych czynników historycznych ;-) - stracili poczucie ciągłości. A teraz tracą resztki tożsamości. Częściowo na własne życzenie, niestety...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#329317

Spostrzeżenia trafne, jeśli nawet ogólnikowe - co zauważył Tł.
Rozumiem jednak, że taki był wymóg "nie przegadanej" notki.
Zgadzam się z Tobą i - co więcej - wiem doskonale, że w wielu szkołach nauczyciele starając się tę historię ożywić.
Nie jestem, co prawda, nauczycielką, ale pracuję w organizacji pozarządowej, a moją specjalnością są właśnie projekty edukacyjno-historyczne. Zrealizowałam ich już przez lata calkiem sporo - samopas i we współpracy z warszawskim Muzeum Historii, Muzeum Powstania Warszawskiego czy z IPN.
To się rzeczywiście sprawdza, a kontakt z żywymi świadkami jest dla młodzieży naprawdę interesujący, choć w powszechnej swiadomości funkcjonuje przekonanie, że "młodzi starych słuchać nie chcą". Nie jest to jednak cała prawda. Historia osadzona w dzisiejszych realiach jest dla młodego człowieka nieporównanie bardziej strawna, a nawet ciekawa, niż wykuwanie "na blachę" z ksiązki.
Szkoły robią jeszcze jedną pozyteczną rzecz - coraz cześciej angazując dzieci i młodzież w osobiste poszukiwanie śladów historii we własnym, lokalnym środowisku.
Kierunek jest więc dobry, a problem w tym, by umieć przekonać wszystkich do takiego wzbogacenia nauki historii.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#329318

Na których się wzorują uczniowie z próżności
Filmy , relacje choćby ze spotkań z bohaterami
To są metody by młodzi byli zainteresowani
Wiele zależy jednak także od samego nauczyciela
Bo musi się on wyróżniać i udzielać
Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

"Z głupim się nie dyskutuje bo się zniża do jego poziomu"

"Skąd głupi ma wiedzieć że jest głupi?"

#329346

To chyba najlepszy podręcznik do nauki historii. Ciekawe napisane, próba ujęcia związków przyczynowo - skutkowych. Mimo, iż to właściwie esej i subiektywny ogląd sytuacji pisarza, to chyba jednak żaden podręcznik się nie umywa do Jasiennicy. Co najważniejsze sam sposób, czyli esej, pozwala na lekcjach historii prowadzić ciekawą rozmowę, wymianę spostrzeżeń i poglądów.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#329352