Zapiski w locie

Obrazek użytkownika Dixi
Blog

„Spadanie” i „upadek” to wręcz nieprzyzwoicie pojemne metafory. Nie będę Was jednak katował ani Ikarem, ani Camusem, ani tym wszystkim co było p o d r o d z e , a na co sami bez trudu w p a d n i e c i e . Oczywiście – tym bardziej fizyką. Chciałem napisać o swobodnym spadaniu ciał… ludzkich.

Potrafię sobie wyobrazić ile emocji i adrenaliny może dostarczyć skok z samolotu z opóźnionym otwarciem spadochronu. Samodzielny, w parach, a nawet grupowy, połączony z tworzeniem w locie wymyślnych figur (co wzmacnia więzi międzyludzkie i jest niezwykle estetyczne).

Jako dziecko z wypiekami na twarzy (bo imperialistyczny film trafiał się w TVP jak rodzynek w…. komunistycznej babce, na ogół faszerowanej słodzoną marchwią) oglądałem film „Cyrk straceńców” („The Gypsy Moths”, 1969, John Frankenheimer, w obsadzie Hackman i Lancaster), dramat obyczajowy, ale opowiadający o grupie skoczków spadochronowych, którzy podczas objazdów po zapadłych miasteczkach urządzają akrobatyczne show. Ten „obyczajowy” środek był dla siedmiolatka dość niestrawny :), ale za to na początku i końcu…. włosy dęba, pielucha!!!! Dzięki jednak temuż „środkowi” dowiedziałem się, że jeden z bohaterów ma obsesję swobodnego lotu. Jeszcze jako dziecko zeskoczył on ze stodoły, teraz zaś czeka z otwarciem spadochronu do ostatnich sekund, jak najdłużej się da. Zanim to zrobi, ma wrażenie, że frunie, leci jak wolny ptak… Jak się pewnie domyślacie, w jednej z ostatnich scen facet w ogóle nie pociągnął za zawleczkę odpalającą spadochron… (pewnie to było coś więcej, niż tylko upojenie lotem, ale za mały byłem, żeby zrozumieć co?).
Wspomnienia pojawiają się niespodziewanie, a tym razem moją Proustowską m a g d a l e n k ą okazał się…. altymetr. Na samym oczątku bowiem przypomniała mi się jedna z powieści , dość mętnego typa – tak na marginesie, Suworowa. Tam dla odmiany występują mistrzynie w skokach spadochronowych, a spadochron otwiera automatycznie właśnie to urządzenia. Tyle, że jedna miała ustawiony (czy osobiście???) wskaźnik poziomu gruntu, na…. sto metrów poniżej powierzchni lotniska…

Mniejsza o detale (???). Zasadniczo chciałem zwrócić uwagę na to, że wszyscy już od ponad dwóch lat „szybujemy”, rozkoszując się tym „lotem” i zapominając, że kiedyś przyjdzie jednak spotkać się z Ziemią-Matką (na jakiejkolwiek wysokości by się on nie znajdował „poziom gruntu”, a na jakiej „poziom morza” – jak w przypadku Ikara).

Leci nam się przyjemnie, bezpiecznie - w towarzystwie ekspertów i wesoło – dzięki różnym zabawnym towarzyszom podróży zatrudnionym przez dział „kulturalno-oświatowy” … Latamy i spadamy także we śnie.

Co do latanie, to Freud wymyślił jakieś straszne świństwa, co zaś się tyczy spadania… Zauważcie, że wielu z nas spada, nikt nie pamięta… zetknięcia z ziemią we śnie. Sen się urywa.

Istnieje zabawna teoria, że zjawisko to jest właściwie… atawizmem. Nasi przodkowie, jeszcze żyjący na drzewach, śmiertelnie (i słusznie) bali się upadku (na przykład podczas snu) na twardy grunt, pomiędzy drapieżniki….

Ci którzy spadli, nie przekazali doświadczeń i genów nam… Może dlatego tak lubimy się i bać, i spadać, i… nie myśleć o tym, że poziom zero zbliża się z szybkością przyspieszenia ziemskiego????

Brak głosów

Komentarze

Podoba mi się rozczochrany styl tego wpisu. :)

Vote up!
0
Vote down!
0
#63481

Może nawet nie tak bardzo rozczochrane (jakby się wgłębić), ale... i tak dziękuję serdecznie i szczerze za dobre słowo. Wiedziałem, że tym razem nie doczekam się 19-tu dych :):):):)
Nie zawsze piszę filipiki :):):) Czasem sobie "filozuję" :):):)

Vote up!
0
Vote down!
0

------------------------- "Dixi et salvavi animam meam"

#63561

Ależ wgłebiłam się i dlatego twierdzę, że rozczochrany jest styl, nie treść. Również ;) mam "umysłowe ADHD", więc wiem, że myśli na pierwszy rzut oka luźno ze sobą związane... :))

Osobiście cenię zarówno styl lewo-, jak i prawopółkulowy, nie ma nic lepszego, niż skakanie pomiędzy jednym, a drugim. ;)

Vote up!
0
Vote down!
0
#63670