E.U. Frajerski

Obrazek użytkownika jasieńko
Gospodarka

To kolejny braciszek Akcyzy – młodszej siostry Lichwy. Nie wiadomo o ile, ale Akcyza jest młodsza i to dużo. Obie ciągle żyją i mają się dobrze w przeciwieństwie do swoich braci, których było tylu, że ho ho! Każdy z nich miał na pierwsze Podatek, a dla rozróżnienia – jak w Chinach – poetyckie określenia. 

Zacznę od tych starszych co to już pomarli: 
Pogłówny, Podymny, Czopowy, Szos, Podwodne, Stacyjne, Koronacyjne, Pogłówny żydowski, Menniczy, Annaty, Łanowe, Łanowe miejskie, Czwarty grosz celny, Nogatowy, Zbytkowy oraz dawno zmarłe siostry Kwarta i Dziesięcina. 
O wielu innych i o braciach nieślubnych nie będę wspominać, bo można by do wieczora. Ostatnio rodzą się nowi braciszkowie Lichwy i jeszcze ich nie widać, bo leżą w kołysce, ale jak się dobrze przyjrzeć...
Paliwo, przykładowo „ropa” - ta lepsza, Verva - kosztowała mnie parę dni temu 5,61 zł/litr. W tym braciszek Vat 23% czyli 1,049 lecz kasa fiskalna zaokrągla do 1,05. 
Coś co nazywają Netto wynosi zatem 5,61 -1,05 = 4,56 zł/litr. W tym Netto jak w gnieździe siedzą sobie: siostra Akcyza, siostra Marża i siostra Opłata Paliwowa. 
Wg Polskiej Izby Paliw Płynnych w 2010 r. cenę detaliczną 1 litra diesla równą 4,05 zł stanowiły takie składniki: cena podstawowa paliwa – 1,74 zł, opłata paliwowa – 0,23 zł, akcyza – 1,05 zł, marża – 0,30 zł i VAT – 0,73 zł. 
Czyli same kalorie kosztują tylko skromne 1,74 zł, a resztę czyli 2,31 zł stanowi rodzeństwo Lichwy z Akcyzą na czele.  
 
Jadąc A4 z Wrocławia do Przemyśla przejeżdżam przez bramki i bulę w jedną stronę: odcinek Wrocław – Katowice /dla uproszczenia pomijam niepłatne odcinki obwodnic/ ok.16 zł, odcinek Katowice – Kraków 18 zł, odcinek Kraków – Tarnów na razie bezpłatny /jeszcze przy nim grzebią/, ale tabliczki informacyjne już stoją. Ostatni odcinek według niejakiego Nowaka miał być oddany rok temu, że nie wspomnę o całym odcinku do granicy z Ukrainą. 
Wracam do kołyski - i dla uproszczenia: w jedną stronę 550 km, wlałem 60 litrów ropy za 336,6 zł czyli litr za 5,61 zł. 
Tam i z powrotem i do baku „dorzucam” 2x /16 +18/ = 68 zł.
Razem: 336,6 +68,0 = 404,6 stąd litr ropy kosztuje mnie 6,74 zł. Nagły wzrost o 1,13 zł na litrze wynika ponoć z przyjemności jazdy po równym i bez tłoku. 
Mogę powiedzieć, że paliwo skoczyło mi o dodatkowy Vacik – 1,13 zł. Masochistą nie będę i nie dorzucę kawy na parkingu dla przerwania monotonii jazdy. Tak zwaną Opłatą  środowiskową nie będę jątrzył, bo nie dotyczy jeszcze prywatnych. 
Trochę z boku można jechać za 5,61/litr. 
Na razie.
Vincenty przecież już zapowiedział opłaty za drogi krajowe, a może coś jeszcze doczepi? Jakiś wiatr w plecy – bo lżej? A może za upojną prędkość?
I w tym momencie zobaczyłem pieluchy... najmłodszego braciszka zachłannej nienasyconej nienażartej Lichwy – E.U. Frajerski i żeby nie było niewłaściwych skojarzeń rozwinę – Frajerski, dwojga imion - Elegancko Ukryty. 
No bo przecież Drogowy już dawno mamy. 
Czyżbyśmy wracali w wieki średnie? - przynajmniej jeśli o podatki chodzi, bo rozmaitych opłat przybywa lecz wraz z nimi urzędasów, biurwów i wydrwigroszy. 
 
W czasach gdy jeździło się końmi i brykami owies nie miał, ani akcyzy, ani VATu, nie było opłat środowiskowych za obsrywanie pasa drogowego, nie było tablic rejestracyjnych i opłat, dowodów własności i opłat, opłat za złomowanie, badań technicznych i opłat, świateł dziennych, pasów, gaśnicy, apteczki, fotelika dziecięcego, koniecznie sprawnych wycieraczek, zimowych opon, kamizelki odblaskowej, ubezpieczenia i GPSu. 
Płaciłeś za konia lub za konia z bryką i – było twoje! Płaciłeś za owies bez akcyzy i VATu – on miał tylko cenę podstawową. Płaciłeś Podwodne – to taki Drogowy. Czasem za przejazd przez rogatki lub most. I wiśta wio!  
Fakt, że dystanse były krótsze i drogi wyboiste, ale wypić było można bo kobyła do domu ciągnęła jak po sznurku. Tak było. A teraz? Spróbuj wypić... )))
Teraz nie dość, że płacisz to nie jest to twoje! Spróbuj zrobić ze swoim autem co tylko zechcesz – no, na przykład - nie chcesz jeździć przez rok i płacić... też nie. 
Opłaty, kary, badania... i gdzieś tam też stara Lichwa z nowym rodzeństwem. 
Tak mi się wydawało do przedwczoraj. 
Wczoraj zacząłem przeglądać „starą rzecz” tzn. „Naukę Skarbowości” Adama Krzyżanowskiego z 1923 roku i moje spojrzenie na podatki nabrało innej ostrości. Jest tam też o bankructwie Państwa, ale o tym może innym razem... 
Przytoczę taki fragment dotyczący podatków ze strony 123:
167. Podatki szczegółowe polegają na nawiązaniu do 1/ samego faktu egzystencji ludzkiej, 2/ posiadania, 3/ wytwarzania, 4/ nabycia względnie pozbycia pewnych wartości, 5/ przewożenia osób lub towarów. Podatek dochodowy stanowi szczyt rozwoju, którego jednym z zawiązków jest pogłówne. Obecnie państwa europejskie nakładają pogłówne w swoich koloniach zamorskich na ludność tubylczą. Chodzi o podatek wielce odmienny od wszystkich innych. Zawsze – właśnie z wyjątkiem pogłównego – podstawą wymiaru jest zjawisko gospodarcze, zgodnie z treścią podatku, polegającego przecie na świadczeniu ekonomicznem. Istotą pogłównego jest także uszczuplenie bogactwa osób obciążonych, atoli brak nawiązania do różnic w bogactwie. Władza uznaje fakt życia za przejaw rozporządzania pewnemi zasobami i pobiera oznaczone kwoty od każdej głowy. Łatwo zrozumieć powody, dla których ten podatek jedynie w wielce pierwotnych stosunkach odgrywa donioślejszą rolę.
/podkr. czerwone – moje/
Walą nas ludków z każdej strony - już od małego za to, że żyjemy. Twór państwowy i twór bankowy, których jedynym dążeniem jest ssać, żreć i pomnażać. To trzeba uzmysłowić przeciętnemu Kowalskiemu, by wiedział w jakiej przestrzeni się obraca i co może. Jesteśmy jak pszczoły, którym zabiera się miód, wosk, a nawet pyłek i zostawia tylko odrobinę do przeżycia. Po wyśrubowaniu podatków w najbliższych paru latach dostaniemy trochę socjalu - jak pszczoły cukru by nie zdechnąć. 
Historia uczy, że jedyną szansę na zmianę daje okresowa „zamiana” pszczół z pszczelarzem – okresowa, bo później robaki toczące zdrowy organizm znowu się zagnieżdżą. Jedyną nadzieją wydaje się wspólne działanie – przynajmniej do likwidacji niektórych podatków. 
W dawnej Polsce, za królów, można to było uczynić i mogły to robić sejmiki i sejmy. Dziś za króla Bula i podskarbiego Vincentego, marszałek Borusewicz ze świtą i starostami Donalda tylko mnoży i podnosi podatki. Bo do sejmu zlatują się głównie  trutnie i lobbyści, a nasz wspólny ul obsiada coraz więcej rodzimych i obcych trutni, os, much i powszechnie szerzy się warioza. 
Co innego jeden pszczelarz i jego rodzina, a co innego rosnąca banda pszczelarzy. 
I jeszcze podskarbi zamierza podnieść VAT, a gdy go wprowadzał z Donaldem obiecał coś innego...
http://kuzmiuk.blog.onet.pl/2013/04/30/obiecanki-cacanki-a-glupiemu-radosc-2/   
 
Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

chyba Ci się popsuł. 23% 0d 5,61 to jest 1,29. Z resztą się zgadzam.

Pozdrawiam

cui bono

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

cui bono

#356048