Pani Krakowskiej zgryzoty nocne.

Obrazek użytkownika Moherowy Fighter
Humor i satyra

Pani Krakowska szybko wróciła do domu, czując się struta tym, co zobaczyła w „W Pośpiechu”. No tak źle, to dawno nie było. Weszła do domu cała roztrzęsiona, przybita i ogólnie mocno poirytowana. „No, do diabła ciężkiego. Co te pismaki sobie wyobrażają? Szargać takiego zacnego męża. To jest nie do pomyślenia.”, zadumała się lecz co jakiś czas wstrząsał nią paroksyzm gniewu. „Trzeba to jakoś ukrócić. Jutro skontaktuję się z panem Kleofasem w tej sprawie i postanowimy co zrobić, by temu dać odpór.”, zdecydowała. Była tak wzburzona, że aż nie była w stanie się zebrać, by skreślić kolejną płomienną mowę na trzepak na dzień następny. Plan eseju traktujący o zbrodniczym napisie na murze bardzo szybko również stał się nieaktualny.

Robiło się coraz później, gdyż dochodziła jedenasta wieczór. „Chyba się już położę. Dosyć mam wrażeń na dzisiaj.”, zdecydowała. Zjadła lekką spóźnioną kolację popijając ją kubkiem ciepłego mleka z miodem. Następnie w łazience dokonała ablucji i się przebrała w koszulę nocną. Przed snem zażyła jeszcze miksturę na swoją podagrę. Położyła się do łóżka i zgasiła światło. Położywszy się jednak nie mogła zasnąć. Cały bowiem czas układała sobie w głowie rozmowę z wujem Kleofasem, którą zamierzała przeprowadzić dnia następnego. Sen jednak nie nadchodził. Przewracała się z boku na bok, poprawiała poduszki i kołdrę. I cały czas rozmyślała o rozmowie z wujem Kleofasem. Ważyła argumenty i kontrargumenty, tezy i kontrtezy, punkty zaczepne i obronne. Zaś od czasu do czasu czuła przypływy gniewu, bezsilności i strapienia. Mijały kwadranse, po nich kolejne, w końcu godziny…, lecz w dalszym ciągu zasnąć nie mogła. Kilka razy wstawała również za potrzebą, wypijała kolejne kubki mleka z miodem, jednak to wszystko nie pomagało. Wreszcie noc coraz szybciej zaczęła przemijać i zbliżał się brzask poranny.

Na krótko, tuż przed szóstą przysnęła, lecz szybko się przebudziła, kiedy za oknem rozległo się przeszywające powietrze pianie koguta. „Co jest?”, w półśnie pomyślała sobie pani Krakowska jakby nagle ocknięta z długotrwałej maligny. „Moment. Która to godzina?”, spytała siebie odwracając się, by ręką sięgnąć po budzik. Gdy już go trzymała, to przełożyła go sobie do drugiej ręki, żeby ręką wolną założyć obie binokle. Założywszy je popatrzała na budzik i zobaczyła, że jest dziesięć minut po szóstej. „Żesz to diabelskie ptaszysko nie może piać nieco później.”, poirytowana pomyślała. „Dobra, jeszcze się przyłożę, to może sobie jeszcze pośpię.”, postanowiła. Położyła się więc znowu, poprawiła poduszki, podciągnęła kołdrę pod brodę i zamknęła oczy. Tymczasem zaczęło robić się coraz widniej. Pani Krakowska obracając się z boku na bok usilnie starała się chwycić coraz bardziej oddalający się sen, jednak jej starania spełzały na niczym. Zrobiła się godzina ósma. Nie mogąc zasnąć pani Krakowska poleżała jeszcze nieco ponad kwadrans, by zdecydować się wstać. Podniosła się, na ramiona narzuciła szlafrok, spuściła z łóżka nogi, po czym wsunęła stopy w bambosze. Sięgnęła po papierośnicę, otworzyła ją, trzęsącymi się rękoma wyciągnęła z niej papierosa po czym go zapaliła. Poczuwszy smak dymu tytoniowego zaczęła rozmyślać o tym, co ma do zrobienia w tym nowym dniu. I nagle przypomniała sobie o aferze w „W Pośpiechu”, swojej decyzji, by w tej sprawie zainterweniować, zaś to w sumie spowodowało w niej przypływ energii.

- No właśnie! – powiedziała na głos, nieomal wykrzykując. Twarz jej coraz bardziej zaczęła się rozpromieniać na samą myśl o misji, którą sobie wyznaczyła.

- No właśnie! – powtórzyła.

- Czas się zabrać za tych gryzipiórków z tego „W pośpiechu”. – Twardo sobie dopowiedziała, wyznaczając sobie program na nadchodzący dzień.

- Co to ja miałam zrobić? – zaczęła się zastanawiać.

- Aha, miałam o tym wszystkim porozmawiać z panem Kleofasem. – Szybko sobie przypomniała.

- Która to godzina? Może czas już do niego zatelefonować? – W przestrzeń wypowiedziała pytania. Zerknęła na budzik i dostrzegła, że dochodzi w pól do dziewiątej.

- Dobrze. No to jest odpowiednia pora by zadzwonić. – Skonstatowała.

Podniosła się z łóżka, po czym podeszła do sekretarzyka, na którym stał aparat telefoniczny. Usiadła. Podniosła słuchawkę, nakręciła numer wujostwa Kleofasów i chwilę zaczekała. Po niespełna minucie uzyskała połączenie.

- Halo. Tutaj Krakowska. To znaczy Żaneta Krakowska. – Rozpoczęła rozmowę.

- ….

- Tak. Pani Felicjo, czy pan Kleofas mógłby ze mną teraz porozmawiać? – Spytała.

- ….

- Już pani to wyjaśniam. Otóż chciałabym spotkać się dzisiaj z nim u państwa w jednej bardzo ważnej sprawie. – Powiedziała.

- ….

- Nie, to nie chodzi w ogóle o Jasia. Chodzi o coś innego. To jest sprawa polityczna i nie na rozmowę telefoniczną. – Wyjaśniła.

- ….

- No właśnie widzi pani, to wcale o Jasia nie chodzi. Dobrze poczekam.

Nie minęło dziesięć minut i znowu zaczęła mówić.

- Dzień dobry panie Kleofasie. Przepraszam, jeśli w czymś przeszkodziłam.

- …

- No to rozumiem. Panie Kleofasie bardzo chciałabym się dzisiaj z panem spotkać w związku z tą ohydą, którą „W Pośpiechu” zrobiło. – Powiedziała kładąc nacisk na słowo „ohyda”.

- ….

- No, nie wiem. Mi jest wygodnie o każdej porze. Mogę się dostosować. – Powiedziała.

- ….

- Po czternastej? Dobrze. Odpowiada mi. – Potwierdziła.

- ….

- No to jesteśmy umówieni. – Stwierdziła.

- ….

- To do widzenia.

Odłożyła słuchawkę i pogrążyła się w rozmyślaniach o nadchodzącej rozmowie z wujem Kleofasem. Po niespełna kilkunastu minutach wstała i poszła do kuchni, by przygotować sobie śniadanie.

Poprzedni odcinek.

cdn.

——————————

Podobieństwo z jakąkolwiek żyjącą lub zmarłą osobą bądź osobami żyjącymi albo zmarłymi jest całkowicie niezamierzone i przypadkowe, zaś wyciąganie jakichkolwiek skojarzeń będzie nieuzasadnioną, nieprawną oraz niedozwoloną nadinterpretacją intencji autora.

Ocena wpisu: 
Brak głosów