Wytropić geja i zdemaskować.

Obrazek użytkownika Recenzent JM
Kraj

Wstyd pisać, ale ostatnimi czasy mamy w Polsce do czynienia akurat i z takim procederem.
I nie zajmują się tą specyficzną łapanką, polscy „ciemnogrodzianie”, ale „nowoczesna”, pozbawiona wszelkich kompleksów i uprzedzeń – śmietanka lewacka i oczywiście spore grono tzw. pożytecznych idiotów. Zajmują się tym ludzie, dla których podobno orientacja seksualna człowieka jest jego osobistą, intymną sprawą.

Gejów i lesbijki wyszukuje się przede wszystkim spośród znanych postaci historycznych.
Epoka w której przyszło żyć tropionym, jest tu najmniej istotna. Ważne, by były to osoby zasłużone dla ludzkości, znane i poważane. Lewactwo w szerzeniu swojej ideologii deprawacji ludzkości potrzebuje odpowiednich autorytetów – takich szytych na swoją miarę.
A sięganie do „zasobów” historycznych ma też tą zaletę, że żadna z postaci pomówionych o homoseksualizm nie zaprotestuje. A kiedy nie ma sprzeciwu, to lewactwo może taką osobę po prostu „zaadoptować” i postawić wielkiego, genialnego „geja”, czy szanowaną, mądrą „lesbijkę” - jako przykład i wzór do naśladowania. I nie chodzi tu bynajmniej o naśladowanie wielkości i mądrości.

Tak więc tropieni są władcy światowych imperiów, wielcy odkrywcy, wspaniali twórcy kultury, geniusze nauki i sztuki oraz wszelkiej maści bohaterowie. Trwa wyścig do odkrycia choćby najmniejszej poszlaki, na podstawie której można by taki historyczny autorytet zdemaskować i zaklasyfikować. A, nie jest łatwo, bo przecież lewactwo doskonale wie, że im ktoś był bardziej wybitny i genialny, tym lepiej potrafił swój homoseksualizm ukrywać. Jeśli był ojcem czeredki dzieci, to pewnie tylko dla lepszego kamuflażu. Ale i takiemu spryciarzowi można wykazać, że był gejem. Np. choćby metodą na komisję Millera – korzystając z kontekstu sytuacyjnego lub niczym nie ograniczonej wyobraźni tropiciela.

A jest na lewicy o co się bić. Za takie odkrycia mogą być nagrody, stanowiska, czy profesury. Generalnie to, co stanowi główny cel lewackiej ideologi – czyli władza i kasa.
Udowodnić na przykład, że Kolumb był gejem, to dla całej lewej strony świata tak, jakby na nowo odkryć Amerykę. To wśród tego światka musi budzić szacunek.
Równolegle do prac poszukiwawczych, rozwijane są prace teoretyczne z dziedziny metodologii dowodzenia, że dana postać historyczna była gejem lub lesbijką. Co ciekawe nie są ważne źródła historyczne, czy biograficzne. Jeśli taka osoba nie pozostawiła na piśmie wyraźnego sprzeciwu wobec uznania jej za homoseksualną, to nie ma „zmiłuj się”. Znajdzie się jakaś dr Janicka, red. Olejnik, czy dr Zieliński i zdemaskuje. Media głównego nurtu to powielą i rozpropagują. Pomówiony zmarły nawet się o tym nie dowie, a żywy oszust – tropiciel chodzi w glorii odkrywcy i odcina od swego odkrycia kupony sławy.
W normalnym, uczciwym świecie, to byłby powód do wstydu, ale w tworzonym na nowo „nowoczesnym” świecie, czynów niemoralnych i nieuczciwych nie należy się wstydzić.
Że to co piszą i mówią jest głupie i nieprawdziwe? To nie ma aktualnie znaczenia dla mediów. Ważniejsza jest sensacja i właściwy wydźwięk.
Że wymyślone? Przecież media nie biorą za to żadnej odpowiedzialności. One tylko przytoczyły lub zacytowały.

Tak przytoczyły i rozdmuchały „sensację” pani dr Elżbiety Janickiej z Instytutu Slawistyki PAN o łączącej „Rudego” i „Zośkę” - bohaterów Szarych Szeregów – więzi homoseksualnej.
Warto przywoływać nazwę tej polskiej instytucji naukowej, bo myślę, że warto wiedzieć, gdzie się zatrudnia za nasze pieniądze takiej klasy „naukowców”, jak pani dr Janicka.
Tezę pani dr. Janickiej - sprzeczną z rzeczywistością i świadectwem współtowarzyszy z Szarych Szeregów, próbuje bronić europoseł lewicy Marek Siwiec, który pisze:
„Pani dr Janicka ma za sobą wielkiego sprzymierzeńca – statystykę. Jeśli nawet nie ci wymienieni z nazwiska, to pewnie jacyś inni i inne byli/były homoseksualistami/stkami.”
Tą wypowiedź komentowałem już w mojej notce pt. „Czy lewacy są niespełna rozumu?”, więc teraz ją tylko przywołuję.
Innego bohatera Szarych Szeregów – Kamila Krzysztofa Baczyńskiego kłamliwie zaliczono do grona biseksualistów. Uczyniła to przed kamerami telewizji - red. Monika Olejnik (taką informację podały m. in. „Sieci”).
Widać, że choć czas ucieka, to profesjonalizm pani Moniki zawsze na tym samym poziomie. Zaangażowanie zaś jest niezmiennie, odwrotnie proporcjonalne do obiektywizmu i ilości prawdy zawartej w wypowiedzi.
Po „statystycznym dowodzie” na homoseksualizm, zaprezentowanym przez „eksperta” Siwca, wydawało mi się, że w tego typu działaniach nie da się już wymyślić nic bardziej idiotycznego.
Przyznaję ze wstydem, że się myliłem.

W artykule Grzegorza Górnego pt. „Wojna historyczna trwa” – opublikowanym w tygodniku „Sieci” znalazłem informacje o książce Jana Zielińskiego pt. „SzatAnioł”.
Jan Zieliński - historyk literatury i wykładowca ze stopniem naukowym dr hab. wymyślił w swojej dziedzinie zupełnie nowatorską metodę badawczą. Mówiąc najprościej polega ona na „wyobrażaniu sobie”.
Zieliński postawił w niej tezę, że Juliusz Słowacki był homoseksualistą.
Jak pisze w swojej książce „Nie mam niezbitych dowodów, ale lubię sobie wyobrażać”.
A wyobraźnię ma autor – mówiąc prostym językiem – chyba zboczoną. Wyobraził więc sobie Słowackiego również jako: „satanistę, narkomana, pedofila i onanistę”.
Że tak było - jak prawie zawsze przy takich „sensacjach”, nie ma na to żadnych dowodów, ani właściwie nawet żadnych sensownych przesłanek. Do zaliczenia wieszcza w poczet gejów polskich - Zielińskiemu wystarczył fragment listu Słowackiego, w którym poeta napisał, że spotkał w pensjonacie „doskonale nudnego” Anglika oraz Angielkę, z którą, jak to wyraził: „po całych dniach szaleliśmy”.
Pan Zieliński w swojej książce zinterpretował to tak:
„Jeśli prawidłowo interpretuję sytuację, to Angielka jest tylko pseudonimem młodego, wysokiego Anglika ... który pozostał w pensjonacie, by razem ze Słowackim szaleć”.
Czy wyobraźnia autora jest dziwna?
Stare przysłowie mówi, że „głodnemu chleb na myśli”.
Każdy ma w sobie coś takiego, że zazwyczaj wyobraża sobie i myśli w oparciu o swoje chęci i życiowe doświadczenia, więc może wyobraźnia autora w tym kontekście dziwna nie jest.

Grzegorz Górny pisze w swym artykule o Zielińskim i jego książce tak:
„Koronnym argumentem na rzecz odmiennej orientacji płciowej wieszcza miał być fakt, że nigdy nie wspomniał o tym w swej twórczości. Zieliński doszedł więc do wniosku porażającego w swej logice: skoro poeta nie zająknął się na ten temat nigdzie ani słowem, to znaczy, że starał się to ukryć.”

Pomyślcie, jaki prosty pomysł na to, by każdego z „wielkich” można było zaliczyć do grona homoseksualistów. Wystarczy przejrzeć tylko istniejącą spuściznę po człowieku. Jeśli nie pisał o homoseksualizmie, to znaczy, że swój homoseksualizm ukrywał, a jeśli pisał – to już nie trzeba niczego udowadniać. Wychodzi więc na to, że według metodologii badawczej dr Jana Zielińskiego - wszyscy wielcy i mali byli gejami.
Oczywiście pomijając Mikołaja Kopernika, bo jak wiemy z filmu „Seksmisja” – „Kopernik była kobietą”. A z tego wynika, że lesbijką.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

można z powodzeniem, unikając sprzeczności logicznych, nazwać samogwałtem intelektualnym.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#352444