W co teraz gra premier Tusk?

Obrazek użytkownika Recenzent JM
Kraj

Jeszcze jakiś czas temu byłoby to pytanie czysto retoryczne, bo każdy doskonale wiedział, że gra w piłkę. Ale po kontuzji nogi - odpowiedź na to pytanie nie jest już taka prosta.
Media donoszą, że premier w ostatnim czasie uwija się jak w ukropie. Platforma płonie, czy pali mu się grunt pod nogami? A może to podwyższone ADHD?
Trudno dociec, ale pozostaje faktem, że obserwujemy fazę wzrostu aktywności „sejsmicznej” premiera Tuska. Czy dojdzie do wybuchu? - Też nie wiadomo, bo Brunon K. przebywa nadal za kratkami, a premier nie zawsze wybuchał, choć często pozostawał w stanie wysokiej aktywności. Fakt, że czasem uśpionej.

Pewnie wielu zauważa, że zawsze, gdy trzeba poprawić sondażowe notowania, zmobilizować elektorat, przeprowadzić jakąś „pijarową” zagrywkę lub doprowadzić do zmian w prawie, które działałyby na korzyść Platformy – premier Tusk potrafi dać z siebie wszystko.
No - może prawie wszystko, ale nie bądźmy zbyt drobiazgowi.
Co do aktywności premiera, to był wywiad w „Polityce”, wyczerpująca (dla słuchaczy) rozmowa w radiowych „Sygnałach dnia”, występ „na żywo” w telewizji publicznej u Lisa, śniadanie na zawołanie w TVN, czy udział (tu nie wiem w jakim charakterze) w Kongresie Kobiet.
Była też zabawa w kancelarii z dziećmi, ale spoko – w obecności kamer.
Miał być też objazd po kraju tuskobusem, ale kiedy po necie rozeszła się (niepotwierdzona) informacja, że pojazd ten Brunon K. zamierzał wynająć do przewozu nawozów sztucznych – to z pomysłu zrezygnowano.
W każdym razie trzeba by chyba zamknąć oczy i zgasić światło, by nie dostrzegać tego, że znowu toczy się jakaś gra.

Myślę, że od wielu już lat premierowi i władzom Platformy spędza sen z powiek pytanie – w jaki sposób wstrzymać, bądź chociaż drastycznie ograniczyć finansowanie partii opozycyjnych z budżetu państwa?
W takim wypadku Platforma byłaby gotowa też z przynależnych jej pieniędzy zrezygnować, zwłaszcza, że po wyborach to PiS może być największym beneficjentem budżetowych dotacji i to ta partia w wyniku zmiany prawa straciłaby na tym prawdopodobnie najwięcej.

Platforma, uważam - bez tych pieniędzy dałaby sobie lepiej radę niż pozostałe partie. Ze swoimi wpływami i układami niewątpliwie znalazłaby spore grono sponsorów liczących na to, że taki sponsoring się im opłaci. Rycho, Zbycho i inni ...ychowie pewnie chętnie wyłożyliby kasę, byle tylko do władzy nie doszedł ktoś nieodpowiedzialny i nie rozumiejący wymagań dzisiejszych czasów. To groziłoby przecież powikłaniami w interesach, a komu to potrzebne?
A zaprzyjaźnione media też pewnie pomogłyby raczej Platformie w kampanii wyborczej i może nawet zrobiłyby to na „krechę”.
Przecież „aby żyło się lepiej” - władzę w Polsce powinni sprawować prawdziwi, pro europejscy demokraci, tacy którzy kochają ludzi, ale i wiedzą, co to wdzięczność za okazane wsparcie.
Oczywiście realizm wymaga tego, by nie wszystkich kochać i nie wszystkim okazywać w równym stopniu wdzięczność.
W PiS-ie mało kto to rozumie. W Platformie prawie każdy.

Jak pewnie jeszcze pamiętacie, na początku politycy Platformy zarzekali się, że pieniędzy z budżetu nie przyjmą. Inne partie się nie zarzekały i z zadowoleniem subwencje przyjęły.
Mieliśmy wtedy okazję przyjrzenia się chyba po raz pierwszy tym mitycznym, niezwykle wysokim standardom obowiązującym w Platformie, które to spowodowały, że Platforma wprawdzie też dotacje budżetowe wzięła, ale co ważne - bez zadowolenia.
Jak sobie przypominam, w ciągu tych sześciu lat rządów Platforma wielokrotnie wracała do pomysłu likwidacji, bądź znacznego ograniczenia dotacji dla partii politycznych. Zawsze z tym samym skutkiem – nie zgadzał się na to nawet koalicjant.
Posłowie PSL-u, nie w ciemię bici - doskonale orientowali się, że Platforma chciała zrobić sobie wyborczy „bigos” z ich „kapuchy”.

Teraz mamy do czynienia z kolejną próbą przeprowadzenia tego zamysłu.
Aby przekonać społeczeństwo do szerokiego poparcia tego przedsięwzięcia, trzeba było sprawić, by się oburzyło na sposób i cel wydatkowania przez partie tych pieniędzy. Zbieg okoliczności (najprawdopodobniej z Platformy) sprawił, że w GW ukazał się artykuł o tym, na co partie PO i PiS wydają pieniądze. Przy okazji miało wyjść, że pieniądze PiS-u marnotrawione są głównie na ochronę prezesa Kaczyńskiego, tak jakby było kogo chronić, a pieniądze Platformy są wydatkowane na podniesienie prestiżu Polski w świecie. Przecież garnitury po 4000 zł dla premiera i jego profesjonalny wizerunek mają niebagatelny wpływ na to, że naszego premiera nie musimy się za granicą wstydzić (oczywiście dopóki nie próbuje mówić w obcym języku). Media podchwyciły temat, a ludzie się oburzyli na polityków obu partii.

Wtedy, myślę, że również zupełnie przypadkiem redaktor Lis, znany ze swego czujnego nosa, wyczuł, iż patrząc obiektywnie - społeczeństwo jest jeszcze nie tak oburzone, jak życzyłby sobie tego premier.
Newsweek opublikował więc informacje o wydawanych przez Platformę grubych pieniądzach -m. in. na alkohol, cygara, ubrania, restauracje, boisko. Jak to zwykle u Lisa bywa - zadziałało. Tym razem ludzie naprawdę się oburzyli, ale głównie na Platformę i jej szefa.
Lis płodzi teraz seryjnie niepochlebne dla PiS-u opinie i artykuły, a premier dwoi się i troi próbując mimo wszystko coś w zaistniałej sytuacji ugrać dla siebie.

Na konferencji prasowej premier mówił tak (za Newsweek.pl):
„Zwrócę się do klubu PO o ponowne przygotowanie projektu ustawy znoszącego finansowanie partii politycznych z budżetu państwa i mam nadzieję, że tym razem przeprowadzenie tej ustawy znajdzie akceptację większości”.
Czy nadzieje premiera mają choć najmniejszą szansę na spełnienie? Myślę, że co najwyżej iluzoryczną i myślę, że premier doskonale o tym wie.
Bury poseł z PSL-u wypowiedział się w tej sprawie dla GW tak:
„Niech PO odda najpierw miliony, które odłożyła na nadchodzącą kampanię”.

O co więc lata, tego lata?
Myślę, że premier chce wykorzystać chwilową, spowodowaną kontuzją nogi sympatię społeczeństwa i skierować jego oburzenie na te partie, które nie zgadzają się na wstrzymanie subwencji. Ustawę się odkurzy i zrobi „szoł” w Sejmie. Premier będzie mógł połajać posłów opozycji za pazerność i odpowiedzialność nie wspominając, że jego partia wzięła z budżetu najwięcej i pieniądze wydawała najbardziej nieodpowiedzialnie.
Więc czy ludzie to kupią? Nie sądzę. Czy premier ma jakiś plan awaryjny?
Od razu mówię, że nie wiem. Ale po głowie kołaczą mi się niesforne myśli.
Kontuzjowaną nogę premiera oglądało pięciu specjalistów medycyny. Premier musi chodzić w specjalnym bucie ortopedycznym. Kontuzja musi być więc poważna.
A jeśli nastąpią powikłania, to może premier będzie musiał wyjechać na dłuższy czas z kraju by ją fachowo zoperować. A w takim razie ile czasu może potrwać rehabilitacja? Czy dożyjemy?

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

 Byc moze gra w bilarda, kieszonkowego.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Bądź zawsze lojalny wobec Ojczyzny , wobec rządu tylko wtedy , gdy na to zasługuje . Mark Twain

#365076