Biurokracja – żarłoczny potwór pożerający nas i nasze państwo.

Obrazek użytkownika Recenzent JM
Kraj

Administracja państwowa, administracja samorządowa, sejm, senat, rząd, urzędy, kancelarie, ministerstwa, departamenty, biura, gabinety polityczne, agendy, agencje, instytucje, zarządy, komitety, komisje, ciała doradcze, instytuty, organizacje, izby, służby itd.
Dużo tego? Ależ skąd.

Są jeszcze organizacje pozarządowe, stowarzyszenia, fundacje, związki, rady, kapituły, zrzeszenia i wiele, wiele innych – nieraz bardzo dziwnych tworów.
Co je łączy?
Wszystkie mają zarządy, prezydia, sekretariaty, czy inne gremia stojące na ich czele i z reguły pobierające z tego tytułu niemałe apanaże. I przede wszystkim także to, że generalnie nie tworzą żadnego materialnego, ani duchowego dobra, a w zasadzie wydają (z naszego punktu widzenia) źle lub jeszcze gorzej nasze pieniądze. Znakomita większość tych instytucji czy urzędów składa się na potwora zwanego machiną biurokratyczną. Potwora, który przejada nasz państwowy i osobisty majątek, dając nam w zamian ograniczenia, przeszkody oraz wszelkiego rodzaju komplikacje i utrudnienia.
Nie znaczy to, że instytucje te nie mają żadnych osiągnięć, lub że wszystkie są zgoła niepotrzebne i szkodliwe. Na zasadzie wyjątku od reguły są i takie, co są konieczne lub niosą dobro – szczególnie w tych obszarach życia społecznego, o których zapomniało państwo.
Ale, czy zdajecie sobie sprawę z tego na przykład, że wg danych Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej w roku 2009 było w Polsce aż ok. 82 tys. różnych stowarzyszeń i prawie 10 tyś. fundacji?
Jedno stowarzyszenie przypadało więc w Polsce na niespełna 500 ludzi, zaś jedna fundacja na ok. 4000 osób. Pewnie obecnie te wskaźniki wyglądają jeszcze dziwniej.
A w sferze zarządu państwowego i samorządowego jest jeszcze śmieszniej, co nie znaczy, że weselej. Jak podaje GUS w roku 2011 w urzędach administracji państwowej zatrudnionych było ok. 438 tysięcy osób. A liczba zatrudnionych tam osób, jak wynika z przedstawionych danych mimo wielokrotnie zapowiadanych ograniczeń z roku na rok rośnie.
Czy zdajecie sobie sprawę, że zgodnie z tymi danymi jeden biurokrata pracujący w administracji państwowej przypada na ok. 90 obywateli naszego kraju? I to tylko w administracji państwowej, mimo wydania dużych sum pieniędzy na komputeryzację urzędów.
Jak podała GW „w samych urzędach ministerialnych na początku 2012 r. pracowało niespełna 14 tyś. urzędników”. Nie uważacie, że użycie w tym kontekście słowa „niespełna”, mimo, że dla GW w tym przypadku typowe, to jednak brzmi dość zabawnie? Przyjmując przeciętne wynagrodzenie w sektorze publicznym (wg danych GUS to ok. 4386 zł. brutto/miesiąc) koszt ich wynagrodzenia wynosi rocznie ok. 737 milionów zł.
Zaś koszt wynagrodzenia wszystkich biurokratów zatrudnionych w administracji państwowej jest rzędu 23 miliardów zł. rocznie.
A są to jedynie koszty idące na pensje biurokratów. Ile wynoszą pozostałe koszty utrzymania tych instytucji? Pałace, biurowce i inne nieruchomości, samochody, wynajem powierzchni biurowych, energia i inne media, ochrona, materiały eksploatacyjne, szkolenia, kursy itd., itp. Biurokratów zapełniających biura w biurowcach i budynkach administracji samorządowej jest, jak wynika z danych GUS, ponad 305 tyś. i oni też pobierają niemałe wynagrodzenia i tworzą dodatkowe, też niemałe koszty.
Pomyślcie – cała armia ludzi (bynajmniej nie wojsko, straż pożarna, czy policja), przynajmniej jakieś 750 tysięcy dobrze opłacanych biurokratów dwoi się i troi, aby uprzykrzyć nam życie, a my im jeszcze za to płacimy przekonywani przez media, że z biurokracją jeszcze nikt nie wygrał. A rządowi to pasuje.
Czy to nie jest przegięcie? Jak ktoś z nich czegoś nie dopilnuje, narazi kraj na straty, stworzy głupi przepis, zadziała na czyjąś szkodę, zniszczy komuś firmę, czy doprowadzi do ruiny, to z reguły nie ma winnych - to biurokracja, a z nią, jak nam wmawiają, nie da się wygrać. Naprawdę dla rządzących bardzo wygodne – zaś dla rządzonych czysty horror. Biurokracja może wszystko i za nic nie odpowiada. A, jak się okazuje, za biurokrację też nikt nie bierze odpowiedzialności.
Bo kto?
Rząd, wojewodowie, prezydenci, czy jacyś tam przewodniczący? No gdyby jeszcze biurokracja miała jakieś sukcesy, ale to przecież biurokracja. Kto miałby chcieć to szambo wyczyścić?
Premier?
Przecież trzeba by połowę biurokratów rozpędzić na cztery wiatry, a drugą połowę przymusić do lepszego, bardziej profesjonalnego, odpowiedzialnego i wydajniejszego wykonywania pracy, za którą pobierają wynagrodzenie.
A przecież w zdecydowanej większości to jego ludzie.
Niby można by uzyskać rzeczywiste i to niemałe oszczędności dla budżetu państwa, ale za jaką cenę? Tylu swoich wyrzucić na bruk? Mają przecież rodziny i znajomych. To kto by wtedy popierał Pana Premiera i rządzącą partię? Bezrobocie na jakiś czas wzrosłoby jeszcze bardziej, słupki poparcia zaś poleciałyby w dół na dłużej, a więc wynik wyborów niemal pewny. Naprawdę o wiele łatwiej jest szumnie głosić walkę z biurokracją, upraszczanie przepisów i odchudzenie administracji, a w międzyczasie po cichu tworzyć następne stanowiska dla swoich. A dziura w kasie państwa?
Przecież zawsze można w imię oszczędności ograniczyć finansowanie głodnych, chorych, niepełnosprawnych i bezrobotnych, zabudować na drogach następne radary, zintensyfikować kary za złe parkowanie, podnieść podatki, akcyzę, wiek emerytalny, czy wprowadzić jakieś nowe daniny. Można też jeszcze co nieco sprzedać. Lasy państwowe, jakieś jezioro mazurskie lub może jakiś pałac przynoszący straty, czy zamek stwarzający problemy – ot chociażby Wawel wraz z kryptą pod Wieżą Srebrnych Dzwonów. Nie uda się? Skoro tyle afer udało się zamieść pod dywan, to czemu tym razem miałoby się nie udać? Zrobi się swoje, nawet może przygotuje i przegłosuje w trybie nadzwyczajnym odpowiednią spec-ustawę. Media przekonają, że to konieczne i sprawa przycichnie. Tak zwane „lemingi” nie tylko, że się nie obudzą, ale nawet nie będą miały przykrych snów.
A walka z biurokracją? Z biurokracją jeszcze nikt nie wygrał. Bo tak właściwie kim jest Premier, ministrowie i cała rzesza rządzących? Czy im jest źle? Dlaczego więc mieliby walczyć sami ze sobą?

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

#284020

a my o nich walczymy ze soba, w zaleznosci od tego, ktorej stronie dopingujemy: "lewicy" czy "prawicy", "rzadowi", czy "opozycji". Oni wszyscy  w rzadzie i dlatego stolki im sie od ich parszywych tylkow nigdy nie odklejaja! Dziekuje za link, Salata53. Kazdy powinien to przeczytac i wyciagnac odpowiednie wnioski. Biurokracja sie rozwija, a afery sa uciszane, wszystko zgodnie z planem. Nie dajmy sie dluzej manipulowac!

Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Lotna

 

#284051

polecaj znajomym, dzieki

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#284059

Ciekawe ilu z tej armii 450tys biurokratow jest czlonkami partii,czy jada jeszcze po czerwonych ukladach?
450tys ludzi wraz z rodzinami i znajomymi "ludzmi sukcesu' z osiedli willowych usytuowanych na skrajach miast daje wymiar wladzy betonu nad tluszcza zwana czasem wyborcami czasem holota.
Tylko zmiana konstytucyjna i odbiurokratyzowanie Polski moze nam wszystkim dac drugi oddech jesli to nie nastapi(a partie wcale tego nie chca)nasz niedolezny kraj nie wytrzyma tego.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#284213

Obawiam się że nie ma dziś w Polsce liczącego sie polityka który rozpiździł by to towarzystwo na cztery strony świata.

Armia ok. 700 tysięcy darmozjadów plus rodziny.

Żaden lider na to nie pójdzie.Bo jest odpowiedzialny za swoją partię i wynik wyborów.

Jesteśmy zakładnikami tej całej masy "bezrobotnych".

Pytanie. KTO jest odpowiedzialny za początek tej patologii.

Patrz "reformy Buzka"

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#284237