"Limes inferior", bezpieczeństwo energetyczne i koncesje

Obrazek użytkownika Kirker
Kraj

Kiedy się patrzy na pewne rzeczy w naszym kraju, to przypomina się finał Limes inferior Janusza Zajdla. Tam okazało się, że cały bizantyński biurokratyzm na Ziemi to dzieło innej cywilizacji. Tak samo jest w Polsce. Obecne elity polityczne nie jest trudno posądzać o zwykłą głupotę. W wielu przypadkach nie trudno jednak dostrzec tutaj działalność obcych służb wywiadowczych. Przecież Rosja ma nadal tutaj wiele wtyczek i wiele rzeczy nie decyduje się w Warszawie, tylko na Kremlu i w Jaseniewie. My jesteśmy natomiast raczeni kukiełkowym teatrzykiem. Widać to na przykład dobrze na obszarze energetyki.

Mówi się dużo o bezpieczeństwie energetycznym naszego kraju. Na zachód od strefy Teysserye-Tornquista (TTZ) przebiegającej na ukos przez Polskę mamy bardzo potężne złoża wód geotermalnych. Pytanie jest: dlaczego nikt tego nie eksploatuje? Przecież można by bez większego problemu ogrzewać mieszkania czy też otrzymywać energię elektryczną? Więcej, zadbano już o to, żeby geotermia kojarzyła się z przedsięwzięciem o. Tadeusza Rydzyka, a zatem miała negatywne konotacje w oczach części naszego społeczeństwa.

Tutaj można udzielić odpowiedzi dwojakiej. Po pierwsze wielu myśli, że takimi rzeczami powinno się zająć państwo w ramach jakiegoś projektu strategicznego. Zatwardziali etatyści stwierdziliby jeszcze, że państwowe przedsiębiorstwo tego typu powinno mieć monopol na tego typu usługi. Po drugie mamy tak skonstruowane prawo - z jednej strony górnicze i geologiczne, a z drugiej energetyczne - że uzyskanie koncesji to walka ze wspomnianą wyżej bizantyńską biurokracją.

Jeśli jesteśmy przy tworzeniu państwowych przedsiębiorstw, musimy pamiętać o kilku rzeczach. Po pierwsze, są one z reguły kilka razy mniej dochodowe niż firmy prywatne. Najczęściej zresztą przynoszą straty - popatrzmy tylko na górnictwo węgla kamiennego. Sektor gospodarki, który byłby kwitnący, gdyby znajdował się w rękach prywatnych, przynosi miliardowe straty. Tutaj mogłoby być podobnie. Powołany zostałby monopolistyczny moloch, który zadłużałby państwo na miliardy złotych i który musiałby być ciągle oddłużany. Ze względu na pozycję na rynku podbijałby również ceny energii - czy to elektrycznej, czy to cieplnej. Na etatyzmie nigdy się dobrze nie wychodzi, taki pomysł należy zatem odrzucić. Istnieje zdecydowanie prostsza metoda, która nie wymaga tworzenia kolejnej spółki Skarbu Państwa oraz użycia pieniędzy podatników.

W przypadku prawa geologicznego i górniczego oraz energetycznego należałoby dokonać ich liberalizacji. Więcej, należy znieść w ogóle koncesjonowanie energetyki w drobnej skali. To powinno dotyczyć "kolosów" typu na przykład hydroelektrownie czy inne olbrzymie obiekty. Obecnie mamy do czynienia z absurdami tego typu, że chłop stawia sobie na polu wiatrak, no i musi przesyłać wyprodukowany przez siebie prąd do elektrowni. Gdyby znieść koncesjonowanie energetyki małoskalowej, takie rzeczy przestałyby w ogóle mieć miejsce. Wówczas w wielu miejscach powstałyby drobne elektrownie geotermalne, które zaopatrywałyby w energię cieplną i elektryczną okolicznych mieszkańców. Zmalałyby wówczas również koszty przesyłania energii elektrycznej. Przy tej okazji należałoby sprywatyzować również sieci elektroenergetyczne oraz infrastrukturę ciepłowniczą; tutaj również koncesjonować dopiero od znacznych rozmiarów. Konkurencja zarówno na rynku wytwórców jak i dystrybutorów prądu elektrycznego doprowadziłaby do spadku jego ceny. Jaka byłaby następna konsekwencja tego zjawiska? Wzrosłaby konkurencyjność naszych przedsiębiorstw na światowych rynkach.

Jednym z pierwszych praw uchwalonych przez "aferałów" z KL-D i Unii Demo-Wolności było koncesjonowanie wytwarzania paliw. Od lat dwudziestych znany jest na przykład proces Fischera-Tropscha. A przecież teoretycznie kopalnia węgla kamiennego mogłaby obok siebie uruchomić taką instalację, no i uzyskiwać benzynę z czarnego złota. Wybudować się u nas mogłyby takie firmy jak południowoafrykański koncern petrochemiczny Sasol, który się taką działalnością zajmuje. Więcej wspomniana przeze mnie spółka nawet chciała w Polsce postawić fabrykę. Inna rzecz, są obecnie rozwijane techniki otrzymywania paliwa z atmosferycznego dwutlenku węgla. Wobec tego w ogóle paliwowa koncesja jest zbędna.

W tych przypadkach mamy do czynienia z bizantyńską biurokracją, która uniemożliwia szereg posunięć. Przecież gdyby nie ona, to i benzyna byłaby tańsza, także prąd i ciepło. Działałoby mnóstwo niewielkich elektrowni geotermalnych. Nie musielibyśmy się przejmować aż tak mocno Matuszką Rassiją. Czy zatem nie jest tak jak w powieści Zajdla? Nie tylko ze względu na brak sprawnie działających służb wywiadowczych oraz brak przeprowadzonej dekomunizacji można dojść do takich wniosków...

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Limes Inferior to moja ulubiona książka, którą "odkurzam" co kilka lat. Myślę, że Zajdel byłby przerażony, gdyby ujrzał "świat przyszłości". Pamiętam, że najbardziej niepokoiła go w latach 80-tych "kondyncja polskiej nauki i poziom studentów". Ciekawe co by powiedział o dzisiejszym stanie wiedzy ogólnej przeciętnego 18-latka...
Pozdrawiam.
p.s.
Zajdla poznałem tuż przed jego śmiercią.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pozdrawiam
**********
Niepoprawni: "pro publico bono".

#25852

ja uważam, że Zajdel był wizjonerem. Rzadko się zdarza, żeby ktoś tak trafnie opisał wszystkie pułapki do jakich prowadzi współczesne, biurokratyczne państwo.

W przypadku szkolnictwa też nie można mu zarzucić antycypacji, no i tutaj należy powiedzieć wręcz, iż niestety. Widzimy przecież do czego prowadzą te wszystkie "egzaminy gimnazjalne" czy "nowe matury".

pozdrawiam

Kirker prawicowy ekstremista

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Kirker prawicowy ekstremista

#25854

Krzysztof J. Wojtas
Widzę, że mamy nie tylko podobne poglądy, ale i ukierunkowania.
kaczyński zamiast podlizywać się Saakaszwilemu powinien nadzorować rozwój produkcji syntetycznego paliwa - podobno na 1l metanolu potzreba ok. 0,7 kWh.
Ale może być, że zrobi sie to, co z Optimusem.
Pozdro

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Krzysztof J. Wojtas

#25877

o tej technologii otrzymywania paliwa słyszałem. W Polsce mamy takie biurokratyczne procedury, że naukowiec, który to zrobił nie będzie w stanie uzyskać koncesji na jego produkcję - w końcu trzeba pilnować interesów państwowych monopolistów takich jak Orlen czy Lotos.

pozdrawiam

Kirker prawicowy ekstremista

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Kirker prawicowy ekstremista

#25930

Na skutek postępu naukowego, technicznego i organizacyjno-społecznego można żyć zupełnie dobrze bez żadnego myślenia, dokonując bezmyślnie życiowych wyborów - rozbudowana władza dba aby żaden dureń nie zrobił sobie krzywdy, ale za to orzyna tych durni z połowy tego co wypracują albo i bardziej.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pozdrawiam. Bacz

#25888

Wygodnie jest nie myslec,bo to wymaga lekkiego wysilku.Przeciez tak dobrze oddac myslenie telewizjom tvn,polsat,gazetom np.Gó.Wyborcze itp.Najlepsze jest zycie zebraka i ciecia,ale na luzie.Niech mysla inni za nas.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

pat

#25911

kiedyś usłyszałem takie zdanie, że myślenie jest największym cierpieniem i wysiłkiem człowieka. Musimy pamiętać o tym, że jak każdy obiekt w przyrodzie dąży on do minimalnych stanów energetycznych, więc lubi wręcz jak za niego ktoś pomyśli.

pozdrawiam

Kirker prawicowy ekstremista

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Kirker prawicowy ekstremista

#25935

to, że golą nas na połowę tego, co zarabiamy, to mało powiedziane. Centrum Adama Smitha oszacowało, że całkowity fiskalizm w Polsce wynosi 83%. Dzień wolności podatkowej nie powinien zatem przypadać w czerwcu, jak to się powszechnie ogłasza, ale w listopadzie.

pozdrawiam

Kirker prawicowy ekstremista

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Kirker prawicowy ekstremista

#25934