Polerowanie historii, albo - czy prof. Friszke "morduje świadków"?

Obrazek użytkownika tad9
Historia

Proponuję dziś historię quasikryminalną. Będzie to, niestety historia mocno ezoteryczna – tylko dla wtajemniczonych i aby ją z pożytkiem przeczytać, trzeba znać mój wcześniejszy tekst pt. „Antek-oszołom. U źródła mitu”, a jest to tekst długi. Dociekliwych odsyłam w tym miejscu do tamtego tekstu, a dla leserów, którym się nie chce tyle czytać mam krótkie wprowadzenie. A więc, do pewnego już czasu próbuję drążyć temat kontaktów „opozycji przedsierpniowej” z władzą. Impulsem był dla mnie fragment jednego z donosów Lesława Maleszki, na który trafiłem w artykule Henryka Głębockiego wydrukowanym przez „Arcana”. Otóż, Maleszka donosił, że w lipcu 1977 roku u związanego z KOR prof. Edwarda Lipińskiego pojawił się wicepremier PRL-owskiego rządu Kazimierz Secomski. Secomski proponował dalsze rozmowy przedstawicieli władzy z ludźmi Komitetu, a pośrednikiem między stronami miał zostać Jan Szczepański z jednej uchodzący za człowieka bliskiego Gierkowi, ale z drugiej strony nie będącego partyjnym aparatczykiem. Od Maleszki wiadomo też, że odbyła się przynajmniej jedna tura takich rozmów, a miało to miejsce 28 lipca w Milanówku. Są to, jak widać sprawy ciekawe, ale niełatwe do tropienia, bo mamy do czynienia z takimi obszarami polityki, które zostawiają mało śladów. W ogóle zresztą historia KOR-u to ziemia jałowa, co skądinąd świadczy o sukcesie tego środowiska (tylko zwycięzcom historycy tak bardzo boją się grzebać przy korzeniach). Tak więc opracowań o KOR-rze mamy tyle, co kot napłakał, gdym się więc dowiedział, że prof. Friszke wydał właśnie grubaśną książkę o Komitecie, to – rzecz jasna - z miejsca ją kupiłem i (nie czytawszy, po bożemu od deski do deski) namierzyłem przy pomocy indeksu nazwisk najbardziej interesujące mnie fragmenty. Po przeczytaniu których to fragmentów stwierdzam co następuje:

Profesor Friszke o spotkaniu Lipińskiego z Secomskim pisze, co notuję mu na plus, bo – szczerze mówiąc – liczyłem się raczej z przemilczeniami. W tym miejscu kończą się jednak plusy a zaczynają ślady „zbrodni”... Profesor posługuje się bowiem wyłącznie relacją z dziennika Mariana Brandysa, a relacja Maleszki dla profesora nie istnieje wcale. Przyznaję – wcześniej nie wiedziałem, że Brandys coś pisał na ten temat, ale skoro się dowiedziałem, że pisał, to sprawdziłem co konkretnie, bo prof. Friszke raczej Brandysa streszcza niż cytuje. Okazuje się, że relacja Brandysa wygląda tak:

„Warszawa, poniedziałek 25 lipca (1977 - tad9)

Dzieją się dziwne rzeczy. Profesora Lipińskiego odwiedził wicepremier, profesor Secomski. Kontakty towarzyskie utrzymują od dawna, ale tym razem nie była to wizyta towarzyska. Wicepremier usiłował wybadać profesora Lipińskiego co do dalszej działalności KOR-u i starał się mu wytłumaczyć, że KOR, po pojednawczym geście rządu, powinien w ogóle działalności zaprzestać. Jest to z pewności a jakiś nowy element w stosunkach między władzą a opozycją. Pierwsze próby nawiązania dialogu. Bo trudno uznać wizytę Secomskiego za inicjatywę prywatną. Kuroń i jego chłopcy wyprowadzają z tego zbyt już – moim zdaniem – optymistyczne wnioski. Głoszą, że rozpoczyna się nowy etap „wielkiej liberalizacji”. Zwłaszcza, że do profesora Lipińskiego zamówił się na rozmowę drugi kolega, profesor Jan Szczepański, człowiek Gierka” (Marian Brandys, Dziennik 1976-1977, s.354-355)

A teraz przypomnijmy relację (donos) Maleszki:

"W dniu 28.7.77 r. w parku, niedaleko miejsca zamieszkania Kuronia obok Cytadeli spotkali w godzinach dopołudniowych się L.Dorn, S.Kawalec, J.Zemer, L.Maleszka, S.Kowalski, i J.Kuroń. W trakcie tego spotkania Jacek Kuroń szeroko omawiał działalność opozycji w Polsce. m.in. stwierdził, że dzień po zwolnieniu z aresztów członków KOR-u do prof. (Edwarda) Lipińskiego przyszedł v-ce premier Secomski z gorącą prośbą, aby członkowie KOR-u zgodzili się powstrzymać o 3 dni z wydaniem oświadczenia nt. ich zwolnienia. Wg Kuronia prośba ta związana była z aktualną wizytą E(dwarda) Gierka w Moskwie. V-ce premier Secomski m.in. miał stwierdzić, że o porozumieniu ideologicznym między rządem a opozycją nie ma mowy, ale możliwe są realne obustronne kompromisy, które każdemu wyjdą na dobre. Dalszy ciąg będzie z nimi prowadził socjolog Jan (Józef) Szczepański, który nie jest z nikim formalnie związany, nie jest oficjalnym przedstawicielem rządu, ale może być negocjatorem w tych sprawach. J.Kuroń w dalszej swojej wypowiedzi przedstawił program działalności opozycji, który ponownie omawiał w tym samym dniu w godz. wieczornych na spotkaniu u A.Celińskiego. W wym(ienionym) parku ok. godz. 13.00 część z tych osób, wraz z Kuroniem udała się do Milanówka, jak stwierdzili "na dalsze pertraktacje z przedstawicielami rządu". W tym samym dniu ok. 20.00 w mieszkaniu A.Celińskiego odbył się bankiet z okazji - jak oświadczyli zebrani zwycięstwa związanego z faktem zwolnienia aresztowanych członków KOR-u. W bankiecie tym udział brali A.Celiński, J.Kuroń, G(rażyna)Borucka-Kuroń, J.J.Lipski, ks.Małecki,W(itold)Łuczywo, H(enryk)Wujec, W.Ostrowski, P(iotr)Bąkowski, A.Macierewicz, P(iotr)Naimski, J.Walc, J.Karpiński oraz prawie wszyscy uczestnicy obozu w Bieszczadach. J.Kuroń do Celińskiego przyjechał z Milanówka i na wstępie oświadczył zebranym: "...pragnę was wszystkich, jak tu jesteście, prosić, abyście kategorycznie zapomnieli o tym, że były jakieś rozmowy z przedstawicielami rządu, a gdyby ktoś o to pytał, proszę mówić, że nic nie wiecie, ponieważ tego wymaga dobro sprawy, jeżeli chcemy, aby te rozmowy toczyły się dalej...". Żadnych szczegółów rozmów w Milanówku nie ujawnił". (za: Henryk Głębocki, Krakowscy "cisi" i "gęgacze", Arcana 51/52 ).

I od razu widać o co chodzi: jeśli skasujemy donos Maleszki z historii zniknie wraz z nim spotkanie w Milanówku (przynajmniej ja nie trafiłem na inne źródło wspominające o tym spotkaniu, co oczywiście nie znaczy, że takich źródeł brak, choć uważam to za prawdopodobne). I teraz możemy się zastanawiać czy prof. Friszke nie odrobił lekcji i nie przestudiował gruntownie donosów Maleszki, czy też „zabił świadka” z premedytacją, to jest relację Maleszki znał, ale ją przemilczał. Oczywiście jeśli miała miejsce ta druga ewentualność, to trzeba się będzie zastanowić jaki był motyw „zabójstwa”? Zacznijmy od ewentualności pierwszej. Otóż, wydaje mi się niemożliwe, by prof. Friszke tego akurat donosu Maleszki nie znał (że zna inne, to wynika z jego książki, w której je cytuje). Donosy te są bowiem nie do pominięcia – dla powaznego badacza. Czy to się komu podoba, czy nie owo specyficzne dziejopisarstwo Maleszki ma bowiem pierwszorzędną wartość jako źródło historyczne. Można się więc Maleszką brzydzić, ale jego donosy studiować trzeba i to skrupulatnie. Co prawda nie wiem ile Maleszka tych donosów natłukł, ale pewnie nie aż tyle, by rzecz była nie do ogarnięcia – zwłaszcza dla profesora specjalizującego się w tematach, których donosy Maleszki dotyczą. Tak więc trudno doprawdy założyć, że Andrzej Friszke sobie te relacje odpuścił. Ale skoro sobie nie odpuścił, a potem na część z nich przymyka oko, to pojawia się pytanie: dlaczego szanowany profesor miałby w ten sposób „mordować świadka”?

Możliwy motyw już podałem (wykasowanie z historii spotkania w Milanówku), ale czy można profesorowi dowieść „znajomości ze świadkiem” (będę się trzymał tego kryminalistyczno-policyjnego stylu...). Otóż, można. W 2003 roku w piśmie IPN „Pamięć i Sprawiedliwość” wydrukowano zapis debaty na temat „Władza wobec opozycji 1976 – 1989”. Debatowali Antoni Dudek, Henryk Głębocki i Andrzej Friszke. Hensryk Głębocki przywołał cytowany wyżej donos Maleszki, a prof. Friszke się do tego odniósł – lekceważąco. Tak czy owak mamy dowód, że profesor o tej relacji słyszał. Może więc w 2003 roku profesor o relacji Maleszki wiedział, a potem – zapomniał? Ubytek wiedzy u profesora jest zjawiskiem osobliwym, ale niewykluczonym, a na rzecz zaistnienia czegoś podobnego się przemawiać ta okoliczność, że profesora strasznie łatwo na prześlepieniu źródła złapać (mnie się na przykład udało, choć zajmuję się sprawą pokątnie, po godzinach i na marginesie). Gdyby profesor Friszke chciał coś zachachmęcić, to robiłby to sprytniej – może więc powiedzieć jego obrońca. Z drugiej jednak strony Friszke mógł zakładać, że nie znajdą się chętni do łapania, a nawet jeśli się znajdą, to mało kogo to obejdzie. Nawiasem mówiąc taki scenariusz właśnie się realizuje, bo jakkolwiek nie ogarniam całego pola badań i polemik historycznych, to jednak coś mi mówi, że wśród 7 miliardów mieszkańców Ziemi jestem jedynym, który się profesora w tej sprawie czepia. No, ale właśnie – czy jest się czego czepiać? Może chodzi o drobiazg? Ostatecznie, gdyby ktoś się uparł, to mógłby ustalić jaka była w dniu rozmów w w Milanówku pogoda, tylko czy pogoda jest tu jakąś istotną zmienną historyczną? Oczywiście – nie. A może i same rozmowy są niewiele więcej ważne dla historii? Ale, jeśli to drobiazg – to po cóż go ukrywać? Nie, nie mamy do czynienia z drobiazgiem!

Sam profesor poświęca zresztą sprawie spotkania Lipiński - Secomski dwie strony (co prawda opasłego) dzieła i jeszcze na koniec dodaje: „Nie wiadomo, niestety, kiedy doszło do rozmowy Lipińskiego ze Szczepańskim i jaki miała ona przebieg. W dalszych zarejestrowanych przez podsłuch rozmowach do tematu nie wracano”. Nie wiadomo „niestety”, więc profesor chciałby wiedzieć i to do tego stopnia, że nadrabia nawet wiedzy spekulacją i pisze: „Można przypuszczać, że rozmowa ze Szczepańskim miała charakter ogólnikowy i jedynie sondażowy. Być może koncentrowała się na sprawach praworządności”. Przypuszczać, faktycznie można wszystko, ale jednak lepiej jest wiedzieć. I tu mam dla profesora dobrą wiadomość – profesorze, coś tam jednak wiemy! Wiemy, nawet jeśli udamy, że nie wiemy o donosie Maleszki. A wiemy od Henryka Wujca. Relację Wujca też już kiedyś przedstawiałem, ale proszę – oto ona raz jeszcze. Wujec powiedział: „"Zdarzyła się później taka sławna rzecz: profesor Edward Lipiński spotkał się z Secomskim. Odbyły się jakieś rozmowy na najwyższym szczeblu, nic z nich jednak nie wyszło, gdyż władze oczekiwały, że zaprzestaniemy działalności. A potem zaczęła się dyskusja nad dalszym kształtem tego ruchu, dyskusja nad Deklaracją Ruchu Demokratycznego"

No i proszę - nie jest tego wiele, ale jednak trochę jest... Dowiadujemy się, że były jakieś rozmowy „na najwyższym szczeblu”, mamy nawet wątłą relację o ich treści i finale. Wartość tej relacji to już inna rzecz. Można się, na przykład głowić czy Wujec był wtajemniczony w prawdziwe kulisy rozmów, czy też uczestnicy rozmów oszczędnie gospodarowali przekazami i Wujec przedstawia nam obraz jakoś tam wypaczony. Tego nie wiemy. Niemniej – da się o relację Wujca jakoś zaczepić. Tymczasem profesor Friszke znów zdaje się nie wiedzieć, że taka relacja w ogóle istnieje. Ale znów mamy mocne poszlaki wskazujące, że ową relację profesor znać musi. Tak się bowiem składa, że Wujec opowiadał to wszystko w wywiadzie robionym przez Andrzeja Paczkowskiego i Andrzeja Friszke we własnej osobie. Co prawda wywiad przeprowadzano ze trzydzieści lat temu, ale tom, w którym się on znalazł wydano w 2008, a przy okazji wydania autorzy wywiadów pewnie gruntownie je przestudiowali, choćby po to, by dodać przypisy. Przy epizodzie z Secomskim taki przypis się zresztą pojawia (by wyjaśnić kto zacz ów Secomski). Niestety pisząc książkę o KOR-rze prof. Friszke o relacji Wujca „zapomniał”. A szkoda, bo jakież wspaniałe rysują się nam perspektywy! Kolejna dobra wiadomość jest przecież taka, że Henryk Wujec żyje i można go o wiele spraw dopytać, podobnie zresztą jak innych, wciąż żywych świadków epoki, a profesor Friszke ma ten atut, że większą część tych świadków zna. Więc trzeba tylko chcieć. Ja bym chciał, a nie mogę, a profesor może, ale chyba nie chce... Tak oto względy towarzysko-polityczne wychodzą naukom historycznym bokiem. Ale pora zmierzać do finału. Mamy motyw i powtarzający się „wzór zbrodni”. Wygląda to tak, jakby profesor „mordował świadków” mogących świadczyć przeciw tezie głoszącej, że jeśli nawet były jakieś kontakty między KOR-em, a władzą, to miały one „...charakter ogólnikowy i jedynie sondażowy”. „Amnestia lipcowa była decyzją władz i nie towarzyszyły jej żadne negocjacje ani ustalenia” - stwierdza profesor, a gdy trafia się świadek, którego przekaz zdaje się wskazywać, że mogło być inaczej, to go ciach i w piach... (oczywiście – metaforycznie). Zupełnie jakby nakaz milczenia wydany niegdyś przez Kuronia nadal obowiązywał. Bo też – może i obowiązuje. Wstyd profesorze...

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Ktoś kto napisze nie polukrowaną historię KOR to będzie jednak miał przesrane dożywotnio. A ilość chujów jakie na kimś takim zostanie powieszona będzie dążyć do nieskończoności.
Zacząć się powinno od sławetnego listu Kuronia - Modzelewskiego, za który po raz pierwszy trafili do pierdla.

P.S.
Dzięki za info, na pewno sobie kupię i przeczytam.

Ceterum censeo Moskwa delendam esse
Andrzej.A

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Venenosi bufones pellem non mutant Andrzej.A

#197675

Bo "zwycięzców osądzi historia".
Tak zakrzyknęli zwycięzcy, i zaczęli historię pisać na nowo.
Pozdrawiam serdecznie

"My nie milczymy, my rośniemy,zmieniamy w siłę gorzki gniew- I płynie w żyłach moc tej ziemi, jak sok w konarach starych drzew" Yuhma

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#197686

http://niepoprawni.pl/blog/5462/w-oczekiwaniu-na-ksiazke-o-kor-bez-polerowania-historii

na pokrewny temat umieściłem tekst
Pozdrawiam!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

********************************** Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, áldd meg a magyart

#197737