Baba stanu

Obrazek użytkownika Jaku

(kt)Dni rządów PO zamieniają się w miesiące, Polska zamienia się w drugą Irlandię a jaśnie nam panujący premier Tusk, z męża stanu zamienia się w babę.Nawet w najprzyjaźniejszych dla Donka mediach wspomina się o wielkich nakładach finansowych, jakie jego gabinet przeznacza na specjalistów od PR. Dostali oni nawet swój własny wydział - Departament Komunikacji Społecznej. Wszystkie te zabiegi służą upiększaniu, i tak już wspaniałego rządu miłości, a przez to zabezpieczeniu wysokiego poparcia dla Prezydenta z Gdańska. Widać jak na dłoni, na czyim interesie Partii Obietnic zależy najbardziej.Analizując medialny wizerunek naszego Donka, można dojść do wniosku, że Donald Tusk sprzed wyborów w 2007 roku i dzisiejszy premier to dwie różne osoby. Przypomnijmy sobie debatę Kaczyński-Tusk, na której ten drugi, dzięki pocieraniu dłoni (oczywiście z mocno wyeksponowaną obrączką) oraz stałemu mrużeniu oczu wyglądał jak przyczajony tygrys, gotów dla dobra ludu rzucić się na Kaczyńskiego i za karę go pogryźć. Taki Donald był wtedy potrzebny - szorstki i zdecydowany wybraniec narodu. Tylko taki wizerunek był w stanie przeciwstawić się silnej, być może najsilniejszej na polskiej scenie politycznej, osobowości Jarosława Kaczyńskiego.Ale co się stało z wizerunkiem wodza po wyborach? Elementami nowej strategii kreowania wizerunku Tuska stały się retoryka miłości, polityka uśmiechów i totalne nieokreślenie w jakiejkolwiek kwestii. Nasz premier został stworzony od nowa, dzięki czemu powstał świeży i przyjemny w obyciu, kochający wszystkich Donald.Apogeum tej przemiany to niedawne, pełne frazesów i mdławych uniesień orędzie. Mówiąc o potrzebie zapewnienia regularnych, ciepłych posiłków każdemu polskiemu dziecku, premier mówi - Nie zaznam spokoju, dopóki nie będę miał pewności, że w Polsce żadne dziecko nie chodzi głodne - Premier nie będzie spał, nie będzie też jadł. Dniami i nocami będzie siedział w kuchni, i w rezultacie każdemu z owych biednych dzieci sprezentuje przynajmniej po talerzu zupy własnej produkcji na głowę. A wszystko z ogromu troski, jaką otacza małe Polki i Polaków. Ktoś kupił ten frazes?Problem niedożywionych dzieci to poważna sprawa, dlatego tego typu puste deklaracje w niczym nie pomogą a jedynie dadzą ogłupionym małoletnim w ciężkiej sytuacji złudną nadzieję na szybką i powszechną poprawę ich losu. To kolejna obietnica, która wzorem innych, niekoniecznie zostanie zrealizowana. To także rozbudzanie kolejnej fali roszczeń, które również nie zostaną zaspokojone. Nie wspominając o tym, że ów postulat ma typowo socjalistyczne zabarwienie i nijak nie pasuje do programu partii, uznawanej za liberalną.Tak samo jak liberalizm programowy jego rządu, tak sam Donek z dnia na dzień łagodnieje. We wspomnianym przemówieniu premier przypomina o ludziach starszych, utrzymujących się z emerytur lub rent i obiecuje zdjęcie z nich obowiązku płacenia abonamentu RTV, co rzekomo w sposób znaczący ulży ich domowym funduszom - Państwo polskie powinno być stać na taki gest wobec ludzi, którym wszyscy tak wiele zawdzięczamy - Gdybym chciał zniżyć się do retoryki Niesiołowskich, Urbanów, itp. zapytałbym o to, ile i co konkretnie Tusk zawdzięcza swojemu dziadkowi. Każdy zdrowy człowiek, a tym bardziej doświadczony wiekiem emeryt czy rencista, zauważy, że zacytowana wypowiedź to prostacka gra na emocjach i branie pod włos kolejnej grupy społecznej (następny przejaw przeliberalnej polityki Tuska). Donek kocha wszystkich ale najbardziej emerytów i rencistów.I to ma być polityk, będący w stanie twardo walczyć o polskie interesy na arenie międzynarodowej? To jest ów przywódca, który ostatecznie pogrzebał kaczystowską tyranię a teraz wprowadza Rzeczpospolitą w nowy Złoty Wiek? To ma być poważny mąż stanu? Toż to baba stanu. Do tego pełna wyrachowania i fałszywego lizusostwa. Prawdziwa kobieta jest pełna cnót a nasza Donia ma ich niewiele - chyba, że zaliczyć do nich podrasowane przez speców od PR krasomówstwo i zwiększoną do maksimum ilość frazesów na minute w słowie mówionym i pisanym.Popierający Tuska Polacy chcieli zdecydowanych zmian i silnego męża stanu u ich steru. Chcieli bezwzględnego sędziego, sądzącego złych Kaczyńskich i prekursora nowego, liberalnego porządku w Polsce. Dostali rozdyskutowanego wewnętrznie elfa - niekonkretną i uległą wobec mediów ciepłą kluchę.

Ocena wpisu: 
Brak głosów