Amator złodziei

Obrazek użytkownika kryska
Kraj
Trwa mkedialny kabaret w obronie doktora KOPERTA i zwalczaniu CBA. Na arenie medialnego cyrku pojawiają sie codziennie różnego rodzju komedianty i błazny tzw."autorytety". Kolega Rurka, ten, którego wnerwił "upierdolony", a nie uprzątniety przez Rurka stół wezwał na swoje salony niejakiego profesora Osiatynskiego, by wspólnie wkurzyć sie i oburzyc na CBA, i bronić doktora KOPERTA, bo przecież około 18 tysięcy łapówki w ciagu 2 miesiecy to co to za pieniądze. Doktor KOPERTA jest dobry, Tuleya bohaterem, a CBA zlikwidować! ]]>http://faktypofaktach.tvn24.pl/zmieni-sie-obraz-sluzb-w-polsce,298933.html]]> Warto przypomniec złote mysli fana korupcjonistów i korupcji w Polsce "autorytetu" salonu IIIRP postkomunistycznej prof.Osiatyńskiego: - Lepsza korupcja niż rewolucja moralna.- Źródło: Bronisław Wildstein, Bezideowość polityki polskiej, „Rzeczpospolita”, 27–28 lutego 2010 ..... - lepiej jest żeby rządziła „koalicja skorumpowana, złodziejska albo tylko nieudolna” niż PiS z Jarosławem Kaczyńskim na czele - .... Dla establishmentu wspieranego przez mainstreamowe media nadal aktualna jest naczelna zasada sformułowana kilka lat temu przez Wiktora Osiatyńskieg. Jak pisali i nadal pisza publicyści prorządowej „Polityki”: - jeśli chce się rozliczać i skreślać Tuska, trzeba pamiętać, że za rogiem czekają zwarci i gotowi: Kaczyński, (...) Brudziński, Macierewicz.- Osiatynski dobrze wie jakie były przyczyny katastrofy smoleńskiej. 7 maja w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” prawnik, prof. Wiktor Osiatyński, autorytet III RP, denerwuje się, „kiedy rozważane są rozmaite przyczyny smoleńskiej katastrofy”. On już wie. „(…) to był po prostu tragiczny wypadek (…) fakt jest taki, że samolot podszedł do lądowania mimo przynajmniej trzykrotnego ostrzeżenia ze strony obsługi lotniska w Smoleńsku i zaleceń, by lądował gdzie indziej. (…) Mówienie, że odpowiedzialność za wypadek spada na Rosjan (…) jest infantylne (…). Rosjanie nie mieli obowiązku zamknięcia lotniska. To, co do nich należało, zrobili: ostrzegli, że lądowanie grozi katastrofą, i przygotowali inne lotnisko. Potraktowali polskich pilotów jak odpowiedzialnych ludzi, a nie jak dzieci”. Osiatyński oświadcza jednoznacznie, że wina leżała po stronie polskich pilotów i gdyby przeżyli, powinni odpowiadać przed sądem za poważne przestępstwo. Próbę przejęcia śledztwa przez stronę polską uważa za „sprzeczną z prawem międzynarodowym” i rozwodzi się nad ogromną liczbą „dobrych gestów ze strony rosyjskich władz”. Ewa Siedlecka: Denerwuje się pan, kiedy rozważane są rozmaite przyczyny smoleńskiej katastrofy. Dlaczego? Prof. Wiktor Osiatyński: Zdumiewa mnie stosunek do tej katastrofy. Podzielam ból i rozpacz, uważam, że należało temu dać wyraz i wszyscy to zrobiliśmy. Natomiast zupełnie nie akceptuję tego, że przeszliśmy w opisywaniu tej katastrofy w rozważanie bohaterstwa ofiar, ich poświęcenia, męczeńskiej śmierci, zrównywania katastrofy z mordem katyńskim. A to był po prostu tragiczny wypadek. Mitologizując go, zgubiliśmy zupełnie problem odpowiedzialności. Widziałbym w tym nawet próbę ucieczki od postawienia jasno problemu odpowiedzialności. Szuka się rozmaitych fantastycznych wyjaśnień. Tymczasem fakt jest taki, że samolot podszedł do lądowania mimo przynajmniej trzykrotnego ostrzeżenia ze strony obsługi lotniska w Smoleńsku i zaleceń, by lądował gdzie indziej. Co więcej, ujawniono fakt, że polscy piloci samolotu, który lądował pół godziny wcześniej na smoleńskim lotnisku z dziennikarzami również ostrzegli załogę prezydenckiego samolotu, żeby nie lądowali, bo warunki już są bardzo złe i nadal się pogarszają. Gdyby zamiast samolotu jechał autobus, który mimo czerwonego światła wjechał na przejazd kolejowy wprost pod pociąg, to mówilibyśmy, że jego pasażerowie są ofiarami karygodnego niedbalstwa kierowcy. W przypadku katastrofy w Smoleńsku mamy do czynienia z czymś podobnym. Niezależnie od takich szczegółów jak stan samolotu i lotniska, kąt zdarzenia samolotu z ziemią itd. ]]>http://wyborcza.pl/2029020,76842,7855073.html]]> Zdlegalizować tych, którzy nie chcą republiki OS: - Ale kiedy takie rady­kalne par­tie dopu­ści się do dzia­ła­nia, potem jest dużo trud­niej je zde­le­ga­li­zo­wać, co widać było w latach 30., nie tylko zresztą w Niem­czech. Więc jeżeli można byłoby udo­wod­nić, że oni rze­czy­wi­ście wzy­wali do oba­le­nia ustroju, to bym ich zdelegalizował. Mło­dzież Wszech­pol­ska i ONR wzy­wały do oba­le­nia Repu­bliki Okrą­głego Stołu. - No wła­śnie! Takie ruchy trzeba dele­ga­li­zo­wać, zosta­wia­jąc im wol­ność wypo­wie­dzi, ale już nie jako par­tii politycznej. Wol­ność nie ozna­cza braku reak­cji. Musi być na ten temat debata, ten facet ma być publicz­nie napięt­no­wany, ma być poka­zy­wany jako chora dusza. Takich rze­czy nie można zosta­wiać. Na tle bzdury smo­leń­skiej bar­dzo dobrze widać bier­ność inte­lek­tu­alną prze­ciw­ni­ków takiego pana, o któ­rego mnie pani pytała na początku, a któ­rego nazwi­ska nie znam. Mia­no­wi­cie kie­dyś, gdy tylko 5 proc. ludzi wie­rzyło w zamach, libe­ralne cen­trum uznało, że zamach jest non­sen­sem, któ­rym nie ma co się tym zaj­mo­wać. I się nie zaj­mo­wali. Raport Mil­lera prze­mknął, nie było dys­ku­sji, spo­tkań, kon­fe­ren­cji. Druga strona robiła dys­ku­sje, spo­tka­nia, wiece, i w efek­cie dzi­siaj 36 proc. wie­rzy w zamach. Jeżeli zostawi się świa­do­mość spo­łeczną na pastwę tylko jed­nej strony, to trudno się dzi­wić, że to ona zdo­bę­dzie umy­sły oby­wa­teli. Mnie mar­twi sła­bość tej dru­giej strony. Sła­bość inte­lek­tu­alna, sła­bość medialna, sła­bość spo­łeczna. A także ogra­ni­czony wybór: albo zaka­zać, albo zigno­ro­wać. Nie! Deba­to­wać, dys­ku­to­wać, pozy­ski­wać ludzi. Może zro­bić marsz, może zro­bić pikietę pod jego domem i zoba­czyć czy przyj­dzie sto osób, czy kilka tysięcy? Czemu nie ma pikiet pod pra­wi­co­wymi ośrod­kami? Ta mięk­kość liberalno-demokratycznej strony mnie niepokoi. ]]>http://studioopinii.pl/wiktor-osiatynski-zrobmy-pikiete-pod-domem-brauna/]]> Wg prof. Wiktora Osiatyńskiego wyrok dla dr. G. jest zbyt surowy. Zdaniem prawnika, polityczne tło towarzyszące od początku jest "przerażające". - Niezależnie od wyroku, lekarz ma argumenty, żeby żądać odszkodowania od państwa - ocenił prawnik. - Nie jestem pewien, w jakim stopniu wyrok nie został wydany ze względu na potencjalne konsekwencje prawne, finansowe i inne uniewinnienia dr. G. Lekarz wziął łapówki i powinien odpowiadać. Ale kara jest wysoce nieproporcjonalna - ocenił prawnik prof. Wiktor Osiatyński. Wiktor Osiatyński (ur. 6 lutego 1945 w Białymstoku) – polski pisarz i wykładowca, prawnik, a także działacz społeczny. W 2011 Wiktor Osiatyński został laureatem przyznawanej przez Instytut Spraw Publicznych Nagrody im. Jerzego Zimowskiego. Instytut Spraw Publicznych jest organizacją pożytku publicznego. Prezesem Zarządu Instytutu Spraw Publicznych jest dr Jacek Kucharczyk. W latach 1997-2009 funkcję tę sprawowała Lena Kolarska-Bobińska. Trudno się dziwić statystykom, kiedy tzw.elity to amatorzy złodziei. Transparency International przedstawiło nowy raport na temat korupcji. Najmniejsza korupcja jest €“ jak wskazuje organizacja €“ w Danii, Finlandii i Nowej Zelandii, a największa €“ w Somalii, Korei Północnej i Afganistanie. Polska zajmuje w zestawieniu 41. miejsce na 176 badanych państw.Na tym samym miejscu znalazła się także Dominikana. Oba państwa uzyskały 58 punktów (Transparency International [...] Według raportu najmniejsza korupcja jest w takich państwach jak: Dania, Finlandia i Nowa Zelandia (po 90 punktów), Szwecja (88), Singapur (87), Szwajcaria (86), Australia i Norwegia (po 85), Kanada i Holandia (po 84). W rankingu niechlubne, ostatnie miejsca zajmują ex aequo Somalia, Korea Północna i Afganistan z zaledwie 8 punktami. Dalej w pierwszej dziesiątce najbardziej skorumpowanych państw na świecie znajdują się: Sudan, Birma, Uzbekistan, Turkmenistan, Irak, Wenezuela i Haiti. ]]>http://niezalezna.pl/35533-korupcja-w-polsce-jak-na-dominikanie]]> By żyło się lepiej "autorytetom" lepiej jest żeby rządziła „koalicja skorumpowana, złodziejska albo tylko nieudolna” niż PiS z Jarosławem Kaczyńskim na czele. - Oficjalnie powodem nagłej rezygnacji szefa ABW były różnice zdań między nim a premierem w kwestii reformy służb specjalnych. Nieoficjalnie mówi się, że przyczyną dymisji gen. Krzysztofa Bondaryka mogła być zemsta premiera za rolę, jaką ABW odegrało w aferze Amber Gold. Przyczyną mogła być jednak zupełnie inna afera, którą od wielu miesięcy zajmuje się poznańska prokuratura okręgowa we współpracy z ABW. Chodzi o zarządzanie majątkiem spółki Enea. Spółka jest notowana na giełdzie, a rynek wycenia ją na ponad 7 mld zł. Jest ona jednym z trzech najważniejszych graczy na polskim rynku energetycznym. Ponad 51 akcji należy do skarbu państwa. Enea jest zaangażowana w projekty związane z budową polskiej elektrowni jądrowej oraz wydobyciem gazu łupkowego. Firmą doradczą Enei była od 2010 r. kancelaria prawna CMS Cameron McKenna, w której pracowała prawniczka Dominika Uberman. Związała się ona prywatnie z prezesem Enei Maciejem Owczarkiem, a latem ub.r. została jego żoną. Według doniesień medialnych w czasie romansu kancelaria prawna, w której pracowała, dostawała intratne zlecenia od Enei. Potem zlecenia zaczęła dostawać nawet sama prawniczka. Sprawa nabrała rozgłosu, bo włączyły się w nią związki zawodowe firmy, które są w ostrym konflikcie z zarządem. Według „Dziennika Gazety Prawnej” prezes firmy Maciej Owczarek zarabiał wówczas 80 tys. zł miesięcznie plus drugie tyle premii. Według ustawy kominowej szef państwowej spółki może zarabiać ok. 20 tys. zł miesięcznie. W kwietniu 2012 r. wpłynęło do poznańskiej prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa prezesa firmy. Kontrakty Enei zaczęła badać ABW.Doniesienie ws. Enei trafiło także do Najwyższej Izby Kontroli. Zbigniew Matwiej, kierownik wydziału prasowego NIK‑u, powiedział „Codziennej”: „NIK na bieżąco interesuje się tym, co dzieje się w spółce Enea i zapewne nasi kontrolerzy zajmą się działalnością tej spółki”. We wrześniu 2012 r. Enea podpisała gigantyczny kontrakt na budowę nowego bloku energetycznego w Kozienicach. Zaraz potem prezes Maciej Owczarek nagle podał się do dymisji. Miesiąc później Dominikę Uberman znaleziono martwą. O sprawie nie chcą mówić związkowcy, który toczyli z byłym prezesem wojnę i stawiali mu długą listę zarzutów. Piotr Adamski, przewodniczący Solidarności w Enei, powiedział „Codziennej”, że on podobnie jak wszystkie inne osoby, które zeznawały w tej sprawie, zobowiązał się do zachowania tajemnicy w sprawach objętych postępowaniem.- ]]>http://niezalezna.pl/36967-enea-afera-wieksza-od-amber-gold]]>
Brak głosów