O słuchaczach stacji komercyjnych i metafizycznym doświadczeniu

Obrazek użytkownika Dariusz Zalewski
Blog

Lato sprzyja wyjazdom nad wodę. Jeden z upalnych letnich dni spędzałem nad jeziorem. Przyjechliśmy  stosunkowo wcześnie. W pierwszej godzinie plażowania było nawet pusto. Między szumiącymi sosnami przebijało się piekące słońce. Można rzec: sielsko, nudnawo, patetycznie. W takich chwilach człowiek zajmuje się dziwieniem, że można się nudzić. Leży, gapiąc się w konary starych drzew, które zamykają widok na słońce, by po chwili go ponownie otworzyć. Obok, cierpliwie, czeka sobie  książka.

Nagle akcja się ożywia. Słońce chowa się na dłużej za kopułą gałęzi. Pojawia się wiatr. Wraz z nim zajeżdża samochód. Otwierają się drzwi. Plażę przenikają dzikie rytmy z radia. Z sosen zerwało się stado wron. I oto rodzinka z butelkami piwa w dłoniach: tata, synek, mamuśka. (Trzeba przyznać, że młodsze dzieci jeszcze nie miały butelek w dłoni.).

Od lat zastanawiam się nad problem rzekomej niższości moralnej słuchaczy Radia Maryja, nad słuchaczami tzw. stacji komercyjnych. I oto miałem okazję się odchamić. Poprzebywać z lepszym typem człowieka. Kąpielsko zaczęło się zapełniać. Zewsząd dochodziły odgłosy różnychi: "zetek", "eremefów", "esek", "gold przebojów" ...

Wkrótce pojawiła się grupa studentów i studentek, którzy rozłożyli się w najbliższym sąsiedztwie mojego koca.

Panienka jęła rozkładać krzesełko składane. Po chwili głośno wyraziła swój gniew:
- Dlaczego to pier... krzesło nie chce się rozłożyć?
W odpowiedzi jeden z młodzieńców, jak na gentelmena przystało, ruszył na pomoc. Jął szarpać i prostować mebel wykrzykując:
- Je... krzesło. Kur... o co tu chodzi?
Tak nasza młodzież  nie mogła sobie poradzić z trudnym zadaniem rozłożenia krzesełka. W końcu panienka usiadła na źle rozłożonym. A że miała spore gabaryty krzesło trzasnęło, a ona wylądowała na piachu, wywołując inteligencki rechot "młodych, wykształconych" kolegów.
- Wyp... to je... krzesło - nakazała młodzieńcowi. Ten natychmiast wypi... krzesło w krzaki.

Młódź po konsumpcji piwa wpadła na pomysł, żeby się wykąpać. Jeden ze studentów poszedł sprawdzić, jak zimna jest woda.  Woda była zaj... Słysząc taką ocenę kwiat młodzieży potupał w stronę jeziora.

Po powrocie rozmawiano o tym i o owym. O sesji i jeb... profesorach, o modzie i aktorkach (dziewczyny), o sporcie, wreszcie o polityce, a głównie o zaletach Komorowskiego,  o Palikocie ("co daje do pieca"), rechotali z "Kaczora",  narzekali na kler  itp. Z "komórek" przestawionych na radio, sączyły się "zetki", "eremefy" i inne takie. Na studenckim kocu powiewała, niczym sztandar, wiadoma gazeta, co chwilę przeglądana przez innego studenta(kę).

Podchmieleni poczuli się swobodnie: załatwiali się bez skrępowania niedaleko pod krzaczkiem oraz rzucali pety, gdzie popadło (jeden nawet wpadł do mojego buta). Gdy zwróciłem im uwagę, popatrzyli na mnie, jakby swym telepatycznym wzrokiem poznali we mnie słuchacza Radia Maryja - nienawistnika i pieniacza.

Gdy po tym metafizycznym doświadczeniu, przed odjazdem upychałem manatki i sadowiłem dzieci w samochodzie, popatrzyłem jeszcze raz na chyboczące się sosny. Jeden ze studentów - ten co wrzucił mi niedopałek do buta - pogardliwie spojrzał w moją stronę. Pomyślałem, że czas uciekać.
Tylko dokąd?

Oni są przecież wszędzie.
W oblężonej twierdzy

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Jeśli wspomniana panienka miala spore gabaryty, to wcale się nie dziwię, że tak klęla: przeciez rozbiórka do stroju kąpielowego to dla niej stres musial być przeogromny! ;)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#80304

Mogę tylko współczuć spotkania z "nową kulturą".
Ale miał Pan i tak sporo szczęścia nie spotkać fanów rozjeżdżania przyrody quadami.
W najlżejszym przypadku kończy się to obrzuceniem błotem z kół.
Horror polega na tym, że ta "nowa kultura" zachowuje
się tak, jakby jutra już miało nie być.
Pozdrawiam myślących.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#80311

To nie jest prawda !
One ( te Lemmingi ) nie lubią się męczyć.
Muszą być niedaleko wyjścia z plaży, parkingu i budki z piwem.
Czasami sprawiają wrażenie jakby chciały na plażę samochodem wjechać,
drzwi otworzyć i na piasek wypaść ...
He he he ...
Wystarczy spacer plażą 2 kilometry w lewo bądź prawo,
by znaleźć się na bezludziu.
Przy okazji wentylujemy płucka i sercu robimy dobrze,
dzięki czemu zwiększają się nasze szanse na radość z wnuków.
Z pańskiego opisu widać, że zaraził się pan lemmingozą ...
Proszę coś z tym zrobić, bo wnet zacznie Pan jak GWniana i TVN zagajać !
Życzę wyleczenia ...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#80365

Mogliście mieć niefart i wylądować w hotelu gdzie trwa impreza integracyjna lokalnego oddziału PZPN.
Tak mi się kiedyś zdarzyło.
Do dzisiaj na dźwięk dzingla "eReMeF-eFeM" dostaję szału. Tym się zasłuchiwał kwiat działaczy sportowych.
Oczywiście cały czas bluzgi, a o 2 w nocy jakiś łachmyta wystawił na parapet radio z RMFem i rozkręcił żeby było słychać przy grillu.
Zapite esbeckie mordy i w kółko teksty - "bo, to, kur.., trzeba ewolucyjnie, nie rewolucyjnie" (akurat był czas jakichś rzezi w PZPNie, późny Listkiewicz).

Strach był awanturę robić - z jednej strony bo to impreza grupowa, finansowo bardziej rentowna od zwykłej, niepijącej na umór rodziny. Z drugiej - ciekawe czy paru nie miało pod pachą gnatów...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a magyart

#80370

Jest na to rada: znaleźć szafę elektryczną i wykręcić korki. Ja tak ongiś w bloku zrobiwszy, jak telefon na policję nie pomógł. WYkręcony korke elegancko zostawiłam w jego "gwincie" "zahaczony" tak ciut, ciut, żeby nie wypadł (i żeby nic widać nie było), ale żeby nie stykał. Pogotowie energetyczne przyjechało w tempie kespresowym, pomęczyło się chwilę, po czym zastąpiło policję, rodziców i wkurzonych (nocnym hałasem) sąsiadów. No, ale na własnym osiedlu człek wie, co i gdzie a na obcym obiekcie trochę trudno moze być znaleźc owe korki.
U mnie pomogło - jest już spokój. Gdyby go nie było, to plan jest taki, że czasowo pożyczę;) sobie ten bezpiecznik.
(Acha, dyskretny kij się pod paszką nosi na wypdek takich działań, wcześniej oczywiście przechodzi się trening z użycia kija.)
I jakoś to działa.
Oczywiście nie da się tgo zastosowac na plaży (współczuję P. Dariuszowi!) :(
Ale razu jednego (palacze w parku sanatorium sercowego i DZIECIĘCEGO!! - astma, te sprawy) namówiłam moje dziecię, coby pestkami w palaczy celowało. Dziecina jest grzeczna;), słucha się mamusi (czyt. nie boi sie rozrób - hihi) -zaczęła strzelać. W zamian palacze strzelali na nas złym wzrokiem. Ale japy żaden nie ośmielił się otworzyć (dieciątko jakoś tak pokrętnie strzelało, nawet ja nie wiedziałam jak i kiedy).
W ogóle palacze to chyba jakaś frakcja tych "eremefuf" - pali taki na korytarzu (pomieszczenie ZAMKNIĘTE, WSPÓLNE), albo na przystanku (na przystanku zawsze, ale to ZAWSZE stoi po nawietrznej i nie ma znaczenia, że dmucha np. na kobietę w ciąży, z anty-astmatycznym atomizerem w reku...), albo najlepiej w windzie.
(Uwaga: dobrzy ludzie i istoty wrazliwe, proszę dalej nie czytać, bo będzie niesmacznie i po chamsku.)
Mam tą satysfakcję, że jednemu windowemu palaczowiy wytrąciłam wszelkie argumenty poprzez głośne, donośne i maksymalnie odoroczynne "odpowietrzenie" sobie jelit;) Z zachwyconym wyrazem twarzy wąchałam sobie;))) Do dziś mnie gościu omija. W windzie jakby rzadziej palą...
Piszę takie okropieństwa, bo niestety tylko argumenty tego rzędu docierają do odbiorców sracji komercyjnych.
Na plaży (w lesie) poszukałabym zajęczych bobków.;) A niech się dziecina bawi a bawiąc uczy interakcji społecznych;)))

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#80380