O jakości powietrza w polskich szkołach

Obrazek użytkownika Dariusz Zalewski
Kraj

We wrocławskich szkołach dzieci z ADHD mają pracować z asystentem. Taki asystetnt będzie siedział w ławce razem z uczniem i wspomagał pracę głównego nauczyciela. Pieniądze na projekt wyłożyła Unia Europejska. Ta sama, która ma wyłożyć 4 mln euro na badanie jakości powietrza w polskich szkołach. Jakość powietrza rzecz ważna. Gdy atmosfera robi się gęsta pracuje się znacznie gorzej. Nie mówiąc już, że coś wisi w powietrzu.

Warto zwrócić uwagę, że działania Unii są tu niekonsekwentne. Z jednej strony komisarze chcą odświeżyć powietrze w szkołach, a z drugiej - robią wszystko, by to powietrze nie było najwyższej jakości. Rzucając bowiem kasę na asystentów dzieci nadpobudliwych doprowadzą w końcu do zwiększenia zaduchu w klasach. Zdecydowana większość dzieciaków jest dzisiaj bowiem dziwnie pobudzona i potrzebuje dodatkowych nauczycieli (i to najlepiej nie jednego, ale dwóch). Słowem – gdyby konsekwentnie przestrzegać zasady “dziecko plus asystent”, liczba osób psujących powietrze w danej klasie mogłaby się podwoić. Wyniki wspomnianych na wstępie badań nie byłyby rewelacyjne.

Atmosfera w szkołach może zagęścić się jeszcze z jednego powodu. Ministerstwo zmieniło przepisy o edukacji seksualnej. Do tej pory rodzice mieli obowiązek przedstawienia pisemnej zgody na pobieranie przez swoje pociechy nauki o seksie w szkole, teraz zaś z urzędu domniemuje się taką zgodę. Rodzice w osobnym piśmie muszą wyrazić swój sprzeciw. A że wielu opiekunom nie chce bawić się w papierologię (inna sprawa, że większość pewnie nie będzie zdawała sobie sprawy ze swych uprawnień), więc zgoda na szkolne nauczanie o płciowości stanie się powszechna. Tym samym w szkołach będzie nie tylko duszno, ale i “porno”.

Choć idą lepsze czasy dla dzieci nadpobudliwych oraz spragnionych wiedzy na temat seksu, to zdecydowanie gorzej będą się mieli cierpiący na nieuleczalne schorzenie zwane dyskalkulią (problemy z wyuczalnością matematyki). Ministerstwo nie załatwi im asystentów. Wręcz przeciwnie – zablokowało możliwość wydawania stosownych kwitów ułatwiających zdanie egzaminów z matematyki, co w perspektywie zbliżającej się obowiązkowej matury z tego przedmiotu zapewne budzi grozę wśród przyszłych abiturientów. (Próbowano też zablokować ulgi dla dyslektyków, ale po pierwszych, optymistycznych doniesieniach w “Rz”, pojawiły się pomruki niezadowolenia specjalistów i organizacji społecznych. W efekcie ministerstwo wymiękło, wydając oświadczenie “wyjaśniające”. A szkoda - przynajmniej raz mogło zapunktować).

Plusem blokady dyskalkulii jest to, że powietrze trochę się oczyści. Co prawda na co dzień będzie wciąż duszno, ale na egzaminach, gdy uczniowie zaczną wcześniej opuszczać sale, zrobi się całkiem znośnie.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

nawet LSD takiego pomysłu nie forsowało. Widać, że PO zachowuje ideologiczną czujność.

Poza tym taki przedmiot jest bezużyteczny z dwóch powodów. Po pierwsze wcale nie pozwoli uniknąć pewnych patologii jak ciąże wśród nieletnich, tylko zwiększy ich ilość. Głośny jest tutaj casus Wielkiej Brytanii. Wprowadzanie takiego przedmiotu do szkół stanowi zatem dolewanie benzyny do ognia. Po drugie taka lekcja traktowana będzie przez uczniów jako zapchajdziura na odrabianie prac domowych z innych przedmiotów; służyć też będzie podśmiechujkom. Należy zatem uznać, że istnienie takiego przedmiotu jest oczywistym bezsensem.

A od mówienia "skąd się biorą dzieci" to jest chyba dom rodzinny.

pozdrawiam

Kirker prawicowy ekstremista

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Kirker prawicowy ekstremista

#28423