E-Rosiak i S. Tuleya czyli autoerotyzm piramidalny

Obrazek użytkownika coryllus
Kraj

Nie mogę patrzeć na sposób w jaki pan Rosiak próbuje sprzedawać swoją nową książkę o Żydach. To jest wprost haniebne. Nie mogę też patrzeć jak blogerzy, Uflka czy Lestat, próbują mu pomóc w sposób nieudolny i wręcz gorszący. Czy wy ludzie nie macie litości? Czy wam się zdaje, że taka sprzedaż książki to jest jakieś fiu bździu, śmichy chichy i pierdnięcie, za przeproszeniem, w mąkę? Przecież jak ten chłop nie da sobie rady z tym problemem, a jego obecność w salonie świadczy dobitnie, że musi sobie dać radę, to Stasiukowa gotowa go z roboty wywalić i więcej żadnego zlecenia nie dać. Opamiętajcie się!
Ponieważ jestem człowiekiem z natury łagodnym, choć przyznam w dzieciństwie zdarzało mi się dręczyć słabsze stworzenia, takie jak żaby, myszy i kolegę Huberta, postanowiłem pomóc Dariuszowi Rosiakowi w jego niełatwej pracy. Pomóc naprawdę, a nie z tym fałszywym uśmieszkiem, jaki towarzyszy ludziom piszącym ostatnio teksty, zaczynające się od słów „Czy Polacy tęsknią za...”.
Sprzedaż bowiem to jest coś niesłychanie poważnego, o czym zdaje się pan Rosiak nie ma pojęcia, ale też i skąd ma mieć, jak pewnie w żadnych szkoleniach sprzedażowych udziału nie brał. A nawet gdyby brał i tak nie miałoby to znaczenia, bo całe to czarnoksięstwo handlowe funta kłaków nie jest warte. Dwie kwestie są w sprzedaży najważniejsze: dobry towar i szacunek dla odbiorcy. W większości przypadków, kiedy mamy do czynienia ze sprzedażą i sprzedawcą nie ma mowy ani o jednym, ani o drugim. To znaczy większość sprzedawców próbuje nam wciskać tandetę i robić z nas durniów. W ten sposób pojmują oni swoją misję i w tym się doskonalą. Swoją podłość zaś usprawiedliwiają zwykle dużą konkurencją na rynku. Pan Rosiak nie może się niestety usprawiedliwiać tym sloganem, bo w tym segmencie rynku, w którym on działa konkurencja nie istnieje. To jest jedyny obszar, w którym przez sprzedawcą, autorem czy hurtownikiem rozciąga się przestrzeń wolna i pełna tłustych bizonów. Rynek książki w Polsce to prawdziwy, rajski sen Indianina. Trzeba tylko spełnić te dwa wymienione przeze mnie na wstępie warunki. Czy Pan Rosiak je spełnił? W opinii wielu osób zapewne tak. Napisał książkę o niezwykłym życiu, niezwykłego człowieka i próbuje zainteresować nią polską publiczność. Nawet jeśli założymy, że pan Rosiak jest autorem wyjątkowo słabym, wręcz beznadziejnym, to temat i postać głównego bohatera powinny dźwignąć w górę autora i jego zamierzenia, a niechby nawet wszystkie jak jedno były chybione. Temat jest dobry, więc książka powinna się sprzedawać aż furczy. Po cóż więc schodzi Dariusz Rosiak między nas i uprawia ten nieprzyzwoicie prymitywny lans na blogach? Wynika to z dziwnego rodzaju wiary. Postaram się zaraz wyjaśnić o jaką wiarę mi chodzi. Każdy produkt ma pewne właściwości nierozerwalnie z nim związane. Ma je również książka. Chodzi mi o to, że kiedy przed człowiekiem położy się książkę i ona go zaciekawi, to mamy ponad 50 procent gwarancji, że czytelnik rozpocznie jakieś głębsze dociekania dotyczące treści dzieła i występujących w nim bohaterów. Kiedy mamy książkę, której sprzedaż opiera się na kontrowersjach, a w ten sposób właśnie próbuje upłynniać nakład pan Rosiak, dociekliwość włącza się ludziom niczym przysłowiowa czerwona lampka, zanim jeszcze poznają treść książki.
Ponieważ zdecydowana większość czytelników i blogerów w salonie24 góruje nad panem Rosiakiem inteligencją, spostrzegawczością i umiejętnościami rozpoznawania czy intencje autora są szczere czy nie, efekty owej autorskiej promocji są wprost dramatyczne. Sam zaś Dariusz Rosiak stawia się wobec swoich patronów na pozycji ewidentnie przegranej. Dlatego właśnie, my blogerzy, powinniśmy okazać mu solidarność i pomóc jakoś wyjść z tej ambarasującej sytuacji.
Wróćmy jednak do dociekliwości czytelnika i wiary autora. Kiedy czytelnik, zanim jeszcze zakupi książkę Rosiaka, zajrzy do wikipedii i znajdzie tam życiorys tego księdza, który jest bohaterem, z niejakim zdziwieniem spostrzeże, ale był ów ksiądz współzałożycielem tej dziwnej organizacji o nazwie brim, bram, brum, czy jakoś podobnie, która ma się zajmować promocją kultury żydowskiej w Polsce. Pomijając wszystkie negatywne konotacje, które się w głowie polskiego czytelnika włączają natychmiast, kiedy słyszy on słowo „loża”, odnajdzie natychmiast dociekliwy, polski czytelnik obok nazwiska wspomnianego księdza także nazwisko Jana Hartmana i inne nazwiska, mniej może znane, ale pewnie ważniejsze. Dla czytelnia polskiego nie mają one jednak takiego znaczenia, jak nazwisko Hartmana. Trudno bowiem znaleźć człowieka pokazującego się publicznie, który wyrządziłby więcej zła relacjom polsko – żydowskim niż Hartmann, trudno odnaleźć program, w którym Hartman nie uczyniłby i nie powiedział wszystkiego co tylko mógł uczynić i powiedzieć dla pogorszenia swojej sytuacji w oczach widzów i dociekliwych czytelników. I teraz przychodzi Rosiak z książką o księdzu i z tą dziwną wiarą w sercu, a my zaglądamy do Internetu i widzimy nazwisko tego sympatycznego księdza obok nazwiska Hartmana. I co? Kupimy tę książkę? Nie wiadomo. Jeszcze nie wiadomo. Wszystko może się zdarzyć. Rosiak jednak kładzie sprzedaż na obie łopatki już pierwszym tekstem. On gdzieś słyszał, że jak się zrobi skandal, albo prowokację to interes się lepiej kręci. Kochany panie Rosiak, spieszę donieść, że ci co panu tych historii do głowy nakładli, nie mieli wobec pana szczerych intencji. Został pan niestety oszukany. Z garbem w postaci Jana Hartmana, ze skandalem od którego wszyscy uciekają gdzie pieprz rośnie, albo zeń szydzą, nie sprzeda pan tej książki. Żal mi pana.
Ponieważ deficyty pana Rosiak są aż nadto widoczne, należy przypuszczać, że za całym planem stoi ktoś inny, ktoś kto uważa się za istotę o wiele od Rosiaka doskonalszą. I ten ktoś wymyślił, że jak się sprowokuje antysemicką dyskusję to ludzie otworzą portfele i zapłacą. I cóż ja mogę tutaj rzec....mogę się tylko smutno uśmiechnąć. Gdyby pan Rosiak chciał sprzedawać swoją książkę w środowisku Gazety Wyborczej, albo gdzieś w kibucach w Izraelu to może ten sposób promocji miałby jakiś sens. Tyle, że my dobrze wiemy iż takie książki nie zostaną kupione przez środowisko GW, a w Izraelu ksiądz- Żyd to jest temat wywołujący co najwyżej ziewanie. Tak więc Rosiak napisał książkę na rynek polski, sprofilowaną pod tak zwanych „zwykłych Polaków”, którzy nie mają nic wspólnego z agresywną polityką GW. Tylko czy on to wie? Czy zdaje sobie sprawę z tego, jakie konsekwencje strategiczne niesie takie założenie? Oczywiście, że sobie nie „zdaje sprawozdania” jak to pięknie pisał Marek Hłasko, a przez to, że sobie nie zdaje tego sprawozdania gotów popaść w depresję i „odebrać sobie samobójstwo”. Nie dopuścimy do tego. Staniemy po stronie Rosiaka.
Szanowny panie Rosiak, żeby zainteresować nas, oszołomów, swoją książką, nie powinien pan wywoływać skandalu i iść tą samą koleiną, którą szli wcześniej już inni autorzy próbujący zarobić parę złotych na opisywaniu życiorysów i traum żydowskich dzieci ocalonych z Zagłady. Jeśli będzie pan tak robił, nikt nie da ani złotówki za pańską książkę. Po prostu nikt. Ja rozumiem, że komuś takiemu jak pan ciężko jest zrozumieć, że czytelnikowi należy się przede wszystkim szacunek, nawet wtedy kiedy zamierza się go trochę oszukać, ale przed panem ciężkie dni i obawiam się, że nie ma pan innego wyjścia jak współpracować z czytelnikami. Wydawca nie będzie miał dla pana żadnej litości. Oni już tacy są ci wydawcy, nawet jak się początkowo miło uśmiechają, ja to wiem, bo sam jestem wydawcą.
Sytuacja wygląda więc tak: z jednej strony jest mur w postaci aparatu promocyjno wydawniczego, z drugiej drugi mur złożony ze zniechęconych i nastawionych wrogo czytelników. Pośrodku zaś stoi Rosiak. Wygląda to fatalnie. A będzie jeszcze gorzej kiedy zaczną przychodzić do centrali wyniki sprzedaży.
Ponieważ bieda tej całej sytuacji jest dobrze rozpoznawalna dla każdego kto kiedykolwiek próbował komukolwiek coś sprzedać, podejmowane są jakieś próby ratunku. Wczoraj podjął taką próbę Eli Barbur. Ja zawsze dość ciepło myślę o panu Barburze, ale w tym wypadku już chyba lepiej byłoby gdyby wezwano Hartmana. Na reakcję czytelników bowiem, wyjątkowo wprost niechętną, której to reakcji winny jest nie kto inny tylko pan Rosiak, odpowiedziano natężeniem agresji. Stało się tak, ponieważ pan Barbur ma taki właśnie charakter i to się nie zmieni.
Dlatego właśnie ja chciałem w tym miejscu oświadczyć i przypomnieć: tu chodzi o handel, a nie o terytoria okupowane i politykę. A jeśli chodzi o handel, musicie się panowie zachowywać jak handlowcy. Inaczej wózek nie pojedzie.
Pamiętam kiedyś taki program Moniki Olejnik, w którym wystąpili dwaj Żydzi: rabin Schudrich i Konstanty Gebert. Monika Olejnik dostała jakieś zlecenie na biednego Schudricha, zadała mu bowiem jedno tylko pytanie: co Żydzi są winni Polakom za popełnione wobec nich grzechy (cytuję z pamięci, więc mogą być jakieś nieścisłości, ale sens był właśnie taki). Schudricha zamurowało, nie mógł wydusić słowa, po prostu wyszło z niego powietrze i na oczach widzów zamienił się w kupkę nieszczęścia. I wtedy prawdziwą klasę pokazał Gebert, on się uśmiechnął, mrugnął do Moniki i grzecznie za zachowanie Schudricha przeprosił. Zrozumiał, bowiem że w tym akurat momencie żartów nie ma. Rozmowa potoczyła się gładko, sympatycznie i miło, a Konstanty Gebert był jej niekwestionowanym królem. Przypominając ów program nie chcę wcale powiedzieć, że Rosiak powinien nas za coś przepraszać, choć on może to akurat tak zrozumieć, chcę powiedzieć, że ślepa wiara w piramidalne konstrukcje złożone z zależnych jedna od drugiej warstw może być zgubna. Chcę także powiedzieć, że handel wyklucza rabunek. Jeśli pan Rosiak napisał swoją książkę po to, by wydawnictwo „Czarne” i on sam zarobili trochę grosza, to musi się i on i to wydawnictwo zachowywać stosownie do okoliczności. Jeśli się kiedyś zdarzy, że Rosiak i wydawnictwo „Czarne” miast handlować zdecydują się jednak na rabunek, będziemy już mieli jasność co do argumentów, których użyją. Na razie jednak mówimy o handlu. Handlujmy więc i obliczajmy strategię na przyszłe zyski, bo póki co dookoła są same straty.
Rosiak ma szansę, cały czas ma szansę. Tak jak napisałem na początku - nie ma konkurencji. Jego konkurencja to Gadowski. To jest żadna konkurencja, aczkolwiek potencjał Gadowskiego oceniam wyżej niż Rosiaka.
Dla wielu czytelników jasne stało się w pewnym momencie, że ja nie adresuję tego tekstu do Rosiaka, bo on go po prostu nie zrozumie. Ja go adresuję wyżej, choć odpowiadać na ewentualne responsy nie zamierzam. Żyjemy w prawdziwej, poważnej rzeczywistości i zarządzamy naszymi aktywami poważnie, to znaczy tak, że spodziewamy się je pomnażać. O odpowiedzi więc nie może być mowy.
Teraz słów kilka o piramidzie i autoerotyzmie. Otóż owa omyłkowa strategia, owo pomieszanie handlu z rabunkiem, wzięło się stąd, że zarówno Rosiak, jak i inni ludzie będący elementami konstrukcji piramidalnych są przekonani o ich bezwzględnej skuteczności. To jest złudzenie, w dodatku złudzenie autoerotyczne czyli zgubne, bo nie obliczone na pomnożenie aktywów. Ono jest obliczone na trwanie. Tak jak egipskie piramidy. Tyle, że one budowane były przez inżynierów z prawdziwego zdarzenia. Z naszymi piramidami jest inaczej. Gazeta Wyborcza może do upojenia pisać, że Igor Tuleya to „sędzia, który nie chce się podobać”, ale to nie ma znaczenia, bo jest to kokieteria środowiskowa, ważna wewnątrz piramidy. Dla nas Igor Tuleya, to po prostu nieszczęśliwy człowiek, którego ktoś wepchnął na przysłowiową minę. On pewnie nawet miałby ochotę powiedzieć coś od siebie, wystąpić w imieniu sprawiedliwości i prawdy, jak to sędzia, ale dookoła jest tylu pomagierów, tylu specjalistów z różnych dziedzin, że istnieje obawa iż Igor Tuleya, dojdzie kiedyś do wniosku, że nie ma w zasadzie nic złego w tym, że jakiś sadomasochista prowadzi fundację broniącą dzieci przed pedofilami. Ludzie są z natury słabi, wręcz wątli. Dlatego trzeba im pomagać. I ja dziś postanowiłem właśnie, że pomogę panu Rosiakowi. Postanowiłem, że pokażę mu jak należy robić sprzedaż prawdziwą, a także jak należy robić sprzedaż sfingowaną, czyli taką, którą załatwia się poprzez prowokację i skandal, postanowiłem mu także powiedzieć, co to znaczy szacunek dla czytelnika, czytlenika który myśli i do którego pan Rosiak przychodzi przecież z dobrym słowem, a nie z rewolwerem. O czym on zdaje się na chwilę chyba zapomniał. Zapytacie pewnie na koniec – a któż to jest ów S. Tuleya z tytułu mojego tekstu? A, to taki szachista z Kłoczewa. A może z Paprotni? Już nie pamiętam dokładnie. Bardzo dawno z nim nie grałem.

Wszystkich oczywiście zapraszam na stronę www.coryllus.pl oraz do księgarni www.multibook.pl, http://www.ksiazkiprzyherbacie.otwarte24.pl/ do księgarni wojskowej w Łodzi przy Tuwima 34, do księgarni Wolne Słowo W Lublinie przy ul. 3 maja, do księgarni „Ukryte miasto” w Warszawie przy Noakowskiego 16, W księgarni Tarabuk przy Browarnej 6 w Warszawie, oraz do sklepu FOTO MAG przy stacji metra Stokłosy w Warszawie.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

 potencjał Gadowskiego oceniam wyżej niż Maciejewskiego.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#336544

Coryllus "serwuje" nam odgrzewane dania z Salonu 24, nie raczy bowiem napisać nic oryginalnego na NP. Oryginalnego? Przecież on zawsze pisze tylko o sobie i, co gorsza, reklamuje własne wydawnictwo.
Poza wszystkim cóż mnie (a może też innych Niepoprawnych) może obchodzić, że jeden grafoman nadaje na drugiego??? I to w dwóch aktach, tomach czy innych bzdnięciach! :):):)
------------------------
"Dixi et salvavi animam meam"

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

------------------------- "Dixi et salvavi animam meam"

#336582

n/t.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a magyart

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a magyart

#336583

Nazwałbym go pan Mózgowej, ale nie wolno krzywdzić człowieka prostego.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

ość

-----------------------------------

gdy prawda ponad wszystko, życie bywa piękne

wtedy żyć się nie boisz i śmierci nie zlękniesz

#336679

gostek sobie z nas kpi - nigdy nie widziałem żeby npisał jakis koment na NP - może przestańmy pisać cokolwiek pod jego wrzutkami?

Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a Magyart

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, a*ldd meg a Magyart

#336736

[quote=Polon210]gostek sobie z nas kpi - nigdy nie widziałem żeby npisał jakis koment na NP[/quote]

Teraz to Ty sobie kpisz - nigdy nie widziałeś jak się ładnie sadzi ? ; )

[quote=Polon210]- może przestańmy pisać cokolwiek pod jego wrzutkami?[/quote]

Jak sąsiad będzie srać Ci na wycieraczkę to też nic nie powiesz ?
; )

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a magyart

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a magyart

#336814

 "Nakładem Fabryki Słów ukazał się najnowszy wybór publicystyki Rafał Ziemkiewicz. Na 600 stronach „Uwarzałem że” czytelnicy znajdą doskonałą publicystykę poruszającą zaskakująco szeroki zakres tematów. Od kultury, przez socjologię, do polityki. Teksty z „Uważam Rze” i „Rzeczpospolitej” opatrzone zostały dodatkowymi komentarzami autora.

Dla Ziemkiewicza III RP to kraj zdemoralizowanych i oszołomionych Polaków rządzonych przez klikę wyrosłą z nomenklatury PRL. Celem rządzącej kliki jest pasożytowanie na Polakach. Klika nie robi nic dla Polski i Polaków. Interesuje ją tylko nachapanie się. 

Według Ziemkiewicza media III RP, nie licząc czasopism zwalczanych przez rządzących za krytykę poczynań władzy, są bezwstydną tubą propagandową rządu, Tuska oraz PO, aparatem kłamstw i nienawiści wobec krytyków władzy (w tym opozycyjnego PiS – anatomia nagonki na PiS i destruktywna rola PO są tematami często poruszanym przez publicystę). 

Dodatkowo media propagują kłamstwa postkomunistycznej kliki robiącej z komunistycznych bandytów bohaterów, kreują cwaniaków na autorytety moralne. Publicysta przybliża czytelnikom amoralność dziennikarzy – funkcjonariuszy frontu propagandy i stachanowców przemysłu nienawiści, mediów które zatruwają Polaków kłamstwami i manipulacją, mediów ukrywających przed konsumentami wszelkie informacje o niepowodzeniach PO."

Jan Bodakowski

http://www.prawy.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=2526%3Auwarzalem-ze-najnowszy-wybor-publicystyki-rafala-ziemkiewicza&catid=40%3Arecenzje&Itemid=1

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#336681