Wołek i Wroński – para niemieszana

Obrazek użytkownika Okowita
Kraj

Dzisiejsza „Loża Prasowa”, a w zasadzie wypowiedzi Wrońskiego i Wołka, przejdzie do historii.

Obie wyżej wymienione jednostki ludzkie przekroczyły dziś kolejną granicę kretynizmu. To, że pisofobia wyprała im mózgi, jest wiadome od dawna. Dziś jednak przeszli samych siebie bowiem doszło do całkowicie absurdalnej sytuacji. Te dwie zbieraniny komórek nie tylko zaprzeczyły faktom dotyczącym Rathenaua ale, co ważniejsze, zaprzeczyły słowom samego PDT! Obaj zgodnie stwierdzili, że Rathenau nie wyobrażał sobie istnienia Polski a kwestionował wyłącznie granice Polski.
Co na to PDT? Oto fragment jego przemówienia:
„ Pozwolicie Państwo, że zacznę tę refleksję od osobistej dygresji. Usłyszałem w bardzo miłych słowach prezesa Instytutu taką tezę, że gdyby żył, ucieszyłby się gdyby usłyszał, że to właśnie polski premier jest laureatem jest laureatem tej nagrody. To teza odrobinę ryzykowna. Bo ja też się zastanawiałem, jak Walther Rathenau przyjąłby tę wiadomość. I myślę, że trochę byłby zdziwiony. Zdziwiony, jak potoczyła się historia, która doprowadziła do tego, że nagroda jego imienia przypadła właśnie polskiemu premierowi. Mógłby się nawet bardzo zdziwić.
Ten przedsiębiorca i intelektualista równocześnie, ukształtowany przez cesarskie Niemcy, nie wyobrażał sobie Polski niepodległej jako sąsiada Niemiec. Krytycznie oceniał zapowiedź utworzenia Królestwa Polskiego, która była zawarta w proklamacji dwóch cesarzy – Wilhelma i Franciszka Józefa w listopadzie 1916 roku. Z dość podobnym dystansem traktował koncepcję Mitteleuropy Friedricha Naumanna, która zakładała powołanie samodzielnych państw w Europie Środkowej po ewentualnym zwycięstwie państw centralnych.”.
Gdzie tu mowa o granicach? Jest! Wypowiedzi Wołka i Wrońskiego to kolejne przekroczenie granic – absurdu i zakłamania. Rathenau nie chciał istnienia Polski. Koniec kropka.

Krytyka przyjęcia nagrody im. Rathenaua, wobec powyższych faktów dotyczących „fundatora” nagrody oraz Układu z Rapallo, nie jest pozbawiona podstaw. Wołek, jak zwykle po swojemu, usiłował sprowadzić jej przyznanie do swojego poziomu - „inni ją wzięli”. A w ogóle to pisowcy powinni jeszcze dodać do argumentu antypolskości „fundatora” również to, że był on Żydem, masonem i homoseksualistą. Czuję przez skórę, że Wołek i Wroński nie pozostawią tej kwestii bez właściwej dla nich reakcji. Być może wkrótce dowiemy się, że dlatego, że Fotyga i Kaczyński nie wspomnieli o „Żydzie, masonie i homoseksualiście” są homofobami i antysemitami.

Jedno jest pewne – poziom zdurnienia Wrońskiego i Wołka nakazuje zastanowić się czy obaj panowie nie powinni pilnie udać się na dłuższe konsultacje medyczne. W pokojach bez klamek.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Ultramontanie to w języku potocznym ludzie, którzy są bardziej papiescy od papieża. Ultramontanizm wymienionych panów niewątpliwie przybiera wymiar patologiczny, ale czy z tego powodu należy dodatkowo obciążać nieszczęśną służbę zdrowia? :-)))

Pana Wrońskiego rozgrzeszam. Jest po prostu sobą. ;-)

Panu Wołkowi proponuję natomiast przyznać za całokształt nagrodę imienia Harry`ego Houdiniego dla publicysty najbardziej wygimnastykowanego. ;-)

Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#261256

Służba zdrowia wytrzyma. Tacy "pacjęci" to nie w kij dmuchał :)
Pozdrawiam
Okowita

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Okowita

#261262