Rok z Dyplomacją: październik 2009 r.

Obrazek użytkownika piotr.wolejko
Świat

Nobel dla Obamy, spięcia w stosunkach Turcji z Izraelem oraz nowa strategia afgańska Stanów Zjednoczonych to trzy tematy, które uznałem za najistotniejsze w październiku 2009 r. Obok nich sporo miejsca poświęcono, ponownie, Iranowi i jego programowi atomowemu. Teheran także tym razem pojawi się w podsumowaniu, w polecanym materiale bonusowym. Tymczasem przechodzimy do konkretów. Przypominam, że poniższe zestawienie opiera się artykułach opublikowanych na niniejszym blogu lub portalu Polityka Globalna .

1. Pokojowy Nobel dla Obamy

" John Bolton, były ambasador USA przy ONZ za rządów Georga W. Busha: "Komitet Noblowski nie mógł głosować w naszych wyborach prezydenckich w 2008 roku, więc zdecydował się oddać głos teraz (...) Obama dostał nagrodę za to, że tak bardzo "podoba się" Europejczykom. Dla Republikanów oznacza to, że "miękusy" aż pieją z zachwytu nad cudownym Barackiem, pupilkiem miejscowych mediów, intelektualistów oraz celebrytów" - pisałem w artykule Barack The Peacemaker z dn. 9 października 2009 r.

Krytycy dość mocno uprościli sprawę, jednak trudno nie stwierdzić (przyznał to także Obama), że nagroda została przyznana trochę na wyrost. Dobre chęci i dobre intencje to niewiele, ale Obama dał coś więcej - nadzieję (znowu), na inne, lepsze, opierające się na współpracy stosunki międzynarodowe. Patryk Gorgol na łamach Polityki Globalnej w ciekawy sposób argumentował , że Komitet Noblowski podejmował już gorsze decyzje, przyznając nagrodę  m.in. autorom traktatu z Locarno.

Inny publicysta Polityki Globalnej, Michał Gąsior, tak uzasadniał przyznanie Nobla Obamie : " Odszedł od agresywnej i ekspansywnej polityki swojego poprzednika, który pragnął hegemonii Ameryki w dzisiejszym świecie poprzez ciągły interwencjonizm. Barack Obama od początku swoich rządów odchodzi od tej polityki i wybiera dyplomatyczną drogę rozwiązywania wszystkich problemów i stawia na multilateralizm ".

Najważniejsze jest jednak pytanie, czy Pokojowy Nobel ułatwi czy utrudni Obamie prowadzenie polityki zagranicznej? W przywołanym powyżej wpisie Barack The Peacemaker uzasadniałem, że Obamie będzie trudniej: " Dotychczasowa raczej realistyczna polityka zagraniczna z trudem znosi przesadne moralizatorstwo . Nie na darmo niektórzy określają realpolitik mianem politycznego cynizmu. Trudno będzie jednocześnie być trochę cynikiem i trochę moralizatorem ".

2. Ochłodzenie stosunków turecko-izraelskich

Od dekad na Bliskim Wschodzie Stany Zjednoczone posiadają dwóch bliskich sojuszników - Izrael i Turcję. Państwa z upływem czasu stawały się także bliskie sobie, współpracując głównie na niwie militarno-wywiadowczej. Ciepłe stosunki zaczęły się jednak ochładzać, a punktem zwrotnym była interwencja izraelska w Strefie Gazy na przełomie 2008 i 2009 roku. Turecki premier Recep Erdogan ostro krytykował postępowanie Izraela, głównie brak poszanowania dla życia cywilów. Izrael odpowiadał, że Ankara jest wątpliwym stróżem moralności, wypominając Turkom politykę wobec Kurdów i Kurdystanu.

W październiku 2009 roku obserwowaliśmy kolejny etap ochłodzenia stosunków turecko-izraelskich. Turcy odwołali międzynarodową część lotniczych ćwiczeń wojskowych "Anatolian Eagle", w których miało wziąć udział m.in. lotnictwo izraelskie. O sprawie pisał w Polityce Globalnej specjalizujący się w sprawach polityki tureckiej Sebastian Pado. Jako nieprawdziwe Pado uznaje twierdzenia o tym, jakoby antyizraelski zwrot tureckiej dyplomacji był wynikiem umocnienia władzy mającej islamistyczne korzenie Partii Sprawiedliwości i Rozwju (AKP) Recepa Erdogana:

" Relatywnie bliskie więzi łączące Izraelczyków i Turków sięgają bowiem zaledwie początków lat 90-tych, podczas gdy o okresie Zimnej Wojny i kolejnych kryzysach dyplomatycznych z tamtego okresu niewielu stara się pamiętać. A szkoda, bo spojrzenie na tamte czasy pozwala zrozumieć, że polityka Erdoğana nie odchodzi zdecydowanie od politycznego konsensusu głównych sil rządzących od lat Turcją " - pisze Pado. W swoim tekście wskazuje, że konieczność zdobycia poparcia konserwatywnych mas utrudnia sympatyzowanie z Izraelem i nawet kemaliści czy nacjonaliści odeszli od "otwartego sympatyzowania z Izraelem ".

W innym artykule, zatytułowanym Bliskowchodnia polityka Turcji , Sebastian Pado jasno wskazuje, że zmiana władzy w Republice Tureckiej nie spowoduje drastycznej zmiany w polityce wobec Izraela: " Być może nacjonalistyczna koalicja w mniejszym stopniu czułaby się emocjonalnie związana ze sprawą palestyńską czy światem arabskim i zaakceptowałaby prawo wojska do samodzielnego wyboru partnerów w manewrach wojskowych, poprawiając w ten sposób relacje z Izraelem. Zasadniczo jednak więzy z Iranem, Irakiem i Syrią pozostałyby nienaruszone i uwzględnić to muszą w swoich kalkulacjach izraelscy czy amerykańscy stratedzy. Powrotu do złotej ery współpracy z lat 90-tych bez radykalnej zmiany ukladu sil w regionie w żadnym wypadku nie będzie ".

Kolejne miesiące przyniosły tylko kolejne znaki ochłodzenia wzajemnych relacji. Niedawne obcesowe potraktowanie tureckiego ambasadora przez izraelskiego wiceministra dobitnie pokazało, że strony nie szczędzą sobie nawet drobnych, zupełnie niepotrzebnych, złośliwości.

3. Co USA powinny zrobić z Afganistanem?

Odpowiedzi na tak postawione pytanie szukałem w artykule Chaos-istan z dn. 6 października 2009 r. Barack Obama rozważał wówczas, czy i ilu dodatkowych żołnierzy wysłać do Afganistanu. Jego zastępca, Joe Biden, zdradził natomiast, że osobiście byłby raczej za redukcją liczby żołnierzy i postawieniem na operacje sił specjalnych oraz naloty z powietrza ( offshore balancing ).

Udział w debacie wziął także znany publicysta Fareed Zakaria, który " w połowie września Newseeku wskazał trzy możliwości poprawy bezpieczeństwa w Afganistanie: zwiększyć ilość amerykańskich żołnierzy; zwiększyć ilość afgańskich żołnierzy; zmniejszyć ilość sił przeciwnika poprzez zawieranie z nim układów , przekupywanie itd. Wskazał przy tym na potencjał tkwiący w tym ostatnim rozwiązaniu, przypominając udane zastosowanie tej możliwości w Iraku ".

Zakładając, że Amerykanie nie będą okupować Afganistanu przez dłuższy czas, należy postawić kilka pytań: " (...) czy Amerykanie oraz NATO powinni ponosić koszty operacji afgańskiej samodzielnie? Stawiając inaczej pytanie: dlaczego np. Rosja czy Chiny, również zmagające się z radykalnym islamem, nie powinny aktywniej włączyć się w walkę w Afganistanie? ". Inne pytania dotyczą Pakistanu, gdzie radykałowie mają się całkiem dobrze. Bez uporządkowania Pakistanu nie będzie sukcesu w Afganistanie - wielokrotnie powtarzany banał nie stracił na aktualności.

Materiał bonusowy

Dziś pragnę polecić artykuł Tomasza Wojdały zatytułowany Irańska ruletka . Autor szeroko ujmuje działania zainteresowanych graczy w obliczu tzw. problemu irańskiego programu atomowego. W artykule znajdują się także linki do innych tekstów publicystów Polityki Globalnej traktujących o Iranie.

Życzę udanej lektury i zachęcam do komentowania.

Piotr Wołejko

Ocena wpisu: 
Brak głosów